Marcin Brixen's blog

 |  Written by Marcin Brixen  |  0
I kiedy dziadek Łukaszka wraz z facetem spoglądali na siebie z sympatią dziadek stwierdził, że gorąco mu i można by się czegoś napić. Wyciągnął komórkę i zadzwonił do taty Łukaszka.
- Jesteś jeszcze gdzieś koło tego kiosku? To kup mi jakiś sok i przynieś. Tak, siedzę tu na ławce. No, czekam.
Odłożył telefon, a wtedy zaszeleściło coś za nimi i z krzaków wyłoniła się Śmierć. Okrążyła ławkę, stanęła przed dziadkiem i jego rozmówcą, po czym zapytała machając papierosem czy mają może ognia.
- Nie - odparli obaj zgodnie, a facet życzliwie poradził, aby nie paliła.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Tata Łukaszka szedł sobie swobodnie przez park koło pętli tramwajowej, gdy nagle stanął jak wryty. Widok, który ukazał się jego oczom zaiste był niezwykły. Niewielka postać w habicie i z kapturem stała tyłem do niego i z furią smagała kosą parkowe krzaki aż kawałki gałązek fruwały w powietrzu. Postać ta miała na sobie jasnozieloną kamizelkę odblaskową z jakimś napisem. Tata Łukaszka podszedł krok bliżej i odczytał napis: "Zieleń Miejska". A kiedy podszedł już bliżej, to postać obejrzała się znienacka. Ku swemu przerażeniu tata Łukaszka rozpoznał w tej postać Śmierć.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
No bo jak inaczej nazwać to, co przydarzyło się dziadkowi Łukaszka? I mamie Łukaszka też. I tacie Łukaszka... Ale jak to mawiają ministrowie transportu: po kolei.
Po którejś z kolei kłótni światopoglądowej pomiędzy mamą Łukaszka a dziadkiem Łukaszka zwycięzcą został dziadek. Pokonana mama Łukaszka z rozpaczą spoglądała na upuszczone na dywan najróżniejsze kompendia i poradniki wydane przez "Wiodący Tytuł Prasowy". Nie pomogły. Triumfujący dziadek Łukaszka spoglądał na nią góry. Porażka była tym dotkliwsza, że dziadek Łukaszka nie korzystał z żadnych pomocy naukowych.
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Z babcią Łukaszka była o tyle prosta sprawa, że była i deklarowała się jako ateistka.
Pytali się dziadka Łukaszka czy mu to nie przeszkadza.
- Nie - mawiał dziadek Łukaszka. - Nie przeszkadza. Przynajmniej nie udaje. Niech wasza mowa będzie tak-tak, nie-nie, mawia biblia. A jej mowa jest nie. No i tyle.
Aż tu któregoś dnia babcia Łukaszka przyszła z miasta i siadła na kanapie ni to rozradowana ni to zadumana.
- Co jej jest??? - spytała zaintrygowana mama Łukaszka.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  6
Dozorczyni, pani Sitko była blada, bardzo blada.
- Zatrzymałam samobójcę - wyszeptała.
Mama Łukaszka popatrzyła gdzieś na górne okna bloku.
- Skakać chciał?
- Gorzej, proszę pani! Wysadzać się chciał!
- Ale się nie wysadził, prawda? - spytał Łukaszek.
- Ano nie - i pani Sitko wskazała pękatą, ubraną na czarno postać siedzącą na schodach prowadzących do bloku.
- Może to ktoś od nas z bloku? - spytał Łukaszek, ale pani Sitko pokręciła głową.
- Gdzie tam, taki śniady z gęby, od razu widać, że to jednym słowem Ara...
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Po bloku, w którym mieszkali Hiobowscy, poszła pogłoska, że u sąsiadów z drugiego piętra dzieje się źle.
- Kwestie finansowe - oświadczyła babcia Łukaszka, której OZI była dozorczyni, pani Sitko.
- Jakie kwestie finansowe, przecież kupili samochód - zdumiała się mama Łukaszka.
- Zapewne właśnie przez to - stwierdził tata Łukaszka i upił łyk gorzkiej herbaty.
- Gorzkiej?! - całą rodzina była w szoku.
- A tak, przestałem słodzić - rzekł dumnie tata Łukaszka.
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  7
Szkoła, oprócz tego, ze uczyła, organizowała również dla uczniów tak zwaną rozrywkę kulturalną.
- Ale czy aby na pewno teraz? - zastanawiała się pani wicedyrektor. - Czy to dobry moment...?
Pan dyrektor szkoły stał przy oknie i wyglądał przez nie z rękami założonymi do tyłu.
- Nam wszystkim przyda się trochę rozrywki - westchnął ciężko. - Niech będzie wesoło.
- Na pewno? Nie minął jeszcze tydzień od wypadku.
Gimbus wiozący uczniów tej szkoły zderzył się z drzewem. Zginął kierowca.
5
5 (7)
 |  Written by Marcin Brixen  |  1
- Łukasz!! - zakrzyknęła dziarsko mama Łukaszka do taty Łukaszka. - Idziemy na spotkanie!
- No to idźcie, co mnie to... - tata Łukaszka upił łyk herbaty i wrócił do lektury ogłoszeń w dziale "Sprzedam tanio mieszkanie bo wyjeżdżam do Kanady".
- Ale potrzebujemy samochód!
- Aaa... Idziecie czyli jedziecie...
- I żebyś ty nas zawiózł!
- O. Idziecie czyli jedziemy.
- No tak, bo odkąd ten mały człowiek bez prawa jazdy przejął władzę, na drogach demokracji już nie uświadczysz! - zawołała żałośnie mama Łukaszka.
5
5 (4)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Siostrze Łukaszka czas na studiach płynął bardzo szybko.
- To już piąty rok - powiedział jej raz pan prodziekan.
- Och, rzeczywiście? Nie zauważyłam - wyznała siostra przygryzając śliczny paznokietek. - Myślałam, że trzeci, albo czwarty!
Pan dziekan oparł głowę na dłoniach i zapłakał.
Siostra dowiedziała się, że w ostatnim semestrze nauki oprócz zwykłych zajęć będzie też mieć praktyki.
- Będzie pani uczyć innych - wyjaśniła jej pani z dziekanatu.
- Dlaczego? - zdumiała się siostra. - Przecież ja nie studiuję pedagogiki.
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Kto mieszka w bolku... przepraszam, w bloku, ten wie, że istnieje coś takiego jak wspólna przestrzeń gospodarcza. Są to suszarnie i pralnie, do których to klucze strzeże zazdrośnie gospodarz domu.
W bloku, w którym mieszkali Hiobowscy osobą tą była pani Sitko.
I właśnie do pani Sitko wybrała się mama Łukaszka po klucz do jednej z suszarni.
- Nie ma tak od ręki - pani Sitko poczuła że ma władzę i musiała to zademonstrować. - Trza się zapisać. A najbliższy wolny termin jest...
5
5 (2)

Pages