Kolejna porcja brawurowych kłamstw rosyjskiej propagandy
"Pragnąc prawdzie nadać cechy prawdopodobieństwa, trzeba koniecznie zabarwić ją nieco kłamstwem. Ludzie od początku świata tak właśnie postępują" - pisał Fiodor Dostojewski w Biesach. Dzisiejsi Rosjanie - szczególnie ci u władzy - choć na swojego pisarza powołują się dziś bardzo często, najwyraźniej nie czytają go dokładnie. Widać to w propagandzie serwowanej od kilku miesięcy przez Kreml, gdzie proporcje między prawdą a kłamstwem zostały zupełnie odwrócone. A o prawdopodobieństwo podawanych "informacji" nawet nie dbają, brawurowo suflując publice rzeczy, które są w oczywisty sposób nieprawdopodobne, a nawet: przeciwprawdopodobne.
Weźmy na przykład tekst Dmitrija Kisieliowa, czołowego kremlowskiego propagandystę ("tylko Rosja jest w stanie obrócić Amerykę w radioaktywny pył") i szefa nowo utworzonej superagencji prasowej Rossija Siewodnia.
Kisieliow, którego tekst opublikował brytyjski "Guardian", zapewnia w nim że w Rosji panuje pełna wolność słowa - w przeciwieństwie do zniewolonej Europy.
UE nazywa mnie" czołowym propagandystą Putina", tymczasem w Rosji dziennikarze mają swobodę zajmować się trudnymi problemami bez strachu o państwowe represje - brzmi pierwsze zdanie - i pierwszy brawurowy fałsz Kisieliowa.
Dziennikarz kanału Rossija idzie dalej:
Wschód i Zachód wydają się zamieniać miejscami. W Rosji mamy obecnie całkowitą wolność wypowiedzi, podczas gdy na zachodzie poprawność polityczna (...) stała się argumentem przeciwko wolności słowa
Przypomnijmy: pisze to dziennikarz pracujący w kraju, w którym regularnie zamykane są niezależne media (tylko w ostatnich tygodniach zdymisjonowano redaktora naczelnego popularnego portalu Lenta.ru za wywiad z ukraińskim nacjonalistą, zablokowano głównego opozycjonistę i antykorupcyjnego działacza Aleksieja Nawalnego, a jedyna niezależna telewizja TV Dożd musi walczyć o przetrwanie po tym, jak na jej antenie podważono sens obrony Leningradu), w którym od 1991 roku z powodu wykonywania swojego zawodu zginęło ponad 200 dziennikarzy i który zajmuje 148. miejsce na świecie pod względem wolności prasy (z 180 sklasyfikowanych). To wszystko przedstawia Kisieliow jako krainę wolności słowa, przeciwstawiając ją europejskiej poprawności politycznej (szczerze powiedziawszy, wolę być mimo wszystko terroryzowany przez homolobby niż przez "nieznanych sprawców". Myślę, że rosyjscy dziennikarze mogą być podobnego zdania).
Podobną zuchwałość i nieskrywaną obojętność wobec tak błahych koncepcji jak prawda czy choćby prawdopodobieństwo przejawia rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych, kierowane przez mistrza bezczelności, Siergieja Ławrowa. Ławrow, tak jak Kisieliow, stosuje przy tym starą i dobrze znaną z czasów sowieckich taktykę zwaną "whataboutismem", a której najbardziej znanym przykładem jest sofizmat "a u was biją Murzynów". W roli bitych Murzynów występują jednak u szefa rosyjskiej dyplomacji ... Rosjanie.(...)
http://wsieci.rp.pl/artykul/891373,1101171-Odwracanie-kota-ogonem--czyli...