Piotr Bączek: Kompromitujące nagrania Platformy, a w tle bunt służb specjalnych i rozgrywka w obozie władzy

 |  Written by Ursa Minor  |  3

Nie wierzę w „misję dziennikarską” Sylwestra Latkowskiego. Nie wierzę również w czystość intencji informatora, a może informatorów tygodnika „Wprost”. Poza dyskusją są także motywy nagrywającego lub nagrywających polityków Platformy Obywatelskiej. Wszystko wskazuje na to, że nie jest krucjata w imię odbudowy zrujnowanego państwa, lecz misterny plan obalenia skorumpowanego rządu Donalda Tuska, by na jego miejsce powołać nowy układ oligarchiczny, równie niebezpieczny i korupcyjny.

Ujawnione rozmowy ministrów rządu Donalda Tuska szokują i bulwersują. Nie tylko poprzez swoją korupcyjną treść, ale również z powodu tak łatwej możliwości podsłuchu i nagrania jednych z najważniejszych urzędników w państwie – prezesa NBP Marka Belki i ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. Obaj spiskowali przeciw prawicowej opozycji, zastanawiali się, co zrobić, by nie dopuścić do wygrania kolejnych wyborów przez Prawo i Sprawiedliwość i jak w tym celu uruchomić rezerwy finansowe banku centralnego. Już tylko ten fragment rozmów powoduje, że rząd Donalda Tuska powinien podać się do dymisji, zaś obaj rozmówcy ponieść karne konsekwencje.

Pragnę zwrócić jednak na jeszcze jeden problem tej afery, mianowicie: jak to możliwe, że szef banku centralnego oraz minister odpowiedzialny za działalność policji i służb specjalnych zostali potajemnie nagrani?

Obaj musieli zachować swój plan w tajemnicy, szczegółów nie mogli omawiać w urzędach, ale jedynie podczas suto zakrapianych obiadków. Jednak nawet te spotkania w warszawskich lokalach, które notabene w przeszłości były miejscem spotkań mafiosów, powinny być ochraniane przez Biuro Ochrony Rządu oraz Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Przyznał to nawet Robert Sowa, szef słynnej już restauracji. W rozmowie z mediami mówił, że „praktyką było, że BOR wypraszało z pomieszczenia dla VIP-ów i sprawdzało je”.

Wyjaśnienia restauratora oznaczają, że nagrane spotkania polityków były wcześniej planowane, uzgadniane, zaś BOR w porozumieniu z ABW musiał przeprowadzić rutynowe czynności sprawdzające. Podczas takiej kontroli służby powinny sprawdzić nie tylko sam lokal, jego usytuowanie, ale także personel, właścicieli, kooperantów i ich kontakty. Z kolei w trakcie spotkania specjalistyczny sprzęt może wykryć uruchomienie sprzętu nagrywającego, nie mówiąc już o możliwości zastosowania przenośnych urządzeń zagłuszających. Służby specjalne posiadają całe spektrum zabezpieczenia najważniejszych osób w państwie. Tymczasem ten system zawiódł, na szczęście, bo dzięki temu nawet zagorzali zwolennicy Platformy Obywatelskiej mogli zobaczyć jej prawdziwą, wulgarną, zapyziałą twarz.

Jednak dlaczego służby zawiodły? Po raz kolejny zresztą. Cała sytuacja wygląda tak, jakby – używając już klasyka –„ktoś przesunął wajchę”. I to nie tylko tę „wajchę” w mediach prorządowych, które od kilku dni z zadziwiającą intensywnością wykazują indolencję i afery rządu Tuska, ale również „wajchę” w służbach specjalnych.

To służby specjalne zamknęły oczy na rządowe biesiady u „Sowy i przyjaciół”, służby specjalne przez rok nie zdołały wykryć faktu podsłuchiwania i nagrywania swojego zwierzchnika, służby specjalne nie wiedziały o planowanej od kilku dni publikacji, który i dziennikarze i sam premier nazwał „zamachem stanu”, służby specjalne z ociąganiem podjęły czynności śledcze, tak jakby podsłuchiwanie najważniejszych osób państwie przez przysłowiowego „kelnera” było dla nich normą. W końcu to służby specjalne widowiskowo zbłaźniły swoich politycznych decydentów karykaturalną akcją skonfiskowania plików z nagraniami. Przypadki? Trudno nie nazwać tych sytuacji buntem służb specjalnych. Tak jakby jakaś niewidzialna siła uznała: „Tusk nie jest już nam potrzebny i rzucamy go na pożarcie”.

Po ubiegłorocznej dymisji Krzysztofa Bondaryka z funkcji szefa ABW zadałem nawet pytanie, czy czeka nas „bunt ludzi spec służb?”

Afera podsłuchowa sprawia, że i ta hipoteza sprawdza się. Gdyby służby specjalne działały właściwie, to nie byłaby możliwa sytuacja podsłuchania i nagrania tych rozmów.

Warto też zastanowić się nad zastanawiającym milczeniem w ostatnich dniach Grzegorza Schetyny. Być może należy wsłuchać się także w słowa prezydenta Bronisława Komorowskiego, który nie wykluczył, że będzie trzeba odwołać się „do mechanizmu demokratycznych wyborów”. I jednocześnie zastrzegł, że to nie ostatni kryzys.

W kontekście poszukiwania przyczyn afery podsłuchowej warto przypomnieć komentarz jednego z autorów artykułu „Wprost”. Już w lutym 2014 r. Piotr Nisztor proroczo pisał, po rezygnacji przez Donalda Tuska z projektu powołania komisji śledczej ds. weryfikacji WSI, o swoistym zamachu na szefa PO. W tekście pod bardzo wymownym tytułem „Premier w pułapce WSI” wieścił koniec ery Tuska:

Donald Tusk wyrażając swój sprzeciw powołaniu komisji śledczej mającej zbadać kulisy weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych zachował się jak hazardzista, który stawiając ostatnie pieniądze desperacko liczy na wygraną. Podjęcie takiego ryzyka może go jednak bardzo drogo kosztować.

Nisztor wskazał także na nowy triumwirat, który żywotnie jest zainteresowany obaleniem Tuska:

Dodając jeszcze do tego przekonującego do idei stworzenia komisji Janusza Palikota, pojawia się kluczowe pytanie: czy ten trzeci najważniejszy - prezydent Bronisław Komorowski nie udzielił inicjatywie nieformalnego poparcia? A jeśli tak, to czy nie jest to cichy zamach na szefa PO? W końcu nieformalna grupa KSP (Komorowski Schetyna Palikot) zdaje sobie sprawę, że niedopuszczenie do władzy Macierewicza, a co za tym idzie PiS, może im się stukroć opłacić w przyszłości…

To proroctwo, że sprzeciw Tuska wobec tej komisji śledczej będzie drogo go kosztował spełnia się na naszych oczach. Czy więc Piotr Nisztor występował, jako Wernyhora wieszczący upadek Tuska?

Pamiętajmy, że rozmowy Belki i Sienkiewicza były już wtedy nagrane, zaś inne spotkania właśnie wtedy nagrywano. Co było impulsem, który ujawnił taśmy Platformy? Czy tylko sprzeciw Tuska wobec komisji śledczej w sprawie Antoniego Macierewicza i weryfikacji WSI?

Zapewne to też są ważne elementy, które należy wziąć pod uwagę. Jednak decydujące są ostatnie wydarzenia geopolityczne i wewnątrzkrajowe – wojna na Ukrainie, „reset” zachodniej polityki ocieplenia z Moskwą, wizyta prezydenta Baracka Obamy w Polsce i jego podkreślenie znaczenia Polski w regionie, ale także powolne słabnięcie PO i schłodzenie tej partii ze sceny politycznej. Nie można też zapominać o wyborze firm i kooperantów wielkich kontraktach zbrojeniowych w Polsce sumę ok. 140 miliardów. Być może wszystkie te czynniki spowodowały to przesilenie, łącznie z kalendarzem wyborczym.

Kilka dni przed ujawnieniem nagrań pojawiły się bowiem takie informacje:

…istnieje spore prawdopodobieństwo, że w wyborach prezydenckich, które odbędą się wiosną przyszłego roku, wystartuje Donald Tusk. Według polityków ma on spore szanse na zwycięstwo.

Niektórzy zwolennicy Tuska twierdzili nawet, że Komorowski sam wycofa się z wyborów:

Donald jako prezydent świetnie by się sprawdził, bo uwielbia kontakt z ludźmi – zapewnia doświadczony polityk Platformy. Według niego wcale też nie musi dojść do pojedynku z Komorowskim. – Bronek się wycofa – wieszczy. Nie mówi jednak, na czym opiera tę teorię.

Niewątpliwie ujawnienie prostackich nagrań najbliższych polityków Donalda Tuska, zablokowało taki scenariusz polityczny. Tusk musi walczyć o przetrwanie i ratować swój rząd, a sny o prezydenturze oddaliły się.

Warto zwrócić uwagę, że w ujawnionych nagraniach nie występują politycy z obozu Bronisława Komorowskiego, nawet nie wspomina się o nich w tych rozmowach, jakby w ogóle nie istnieli. W dodatku Tomasz Nałęcz doradca Komorowskiego bezpardonowo krytykował akcję ABW i mówił o braku zaufania do państwa.

Najkorzystniejszym scenariuszem dla Komorowskiego byłoby powołanie nowego rządu spośród Platformy, np. pod protektoratem Grzegorza Schetyny.

Układ Tuska zostałby zastąpiony układem, który czerpałby profity z wielomiliardowych kontraktów zbrojeniowych, kompromitacji Antoniego Macierewicza i procesu weryfikacji WSI, ale także niejasnego stosunku do Ukrainy oraz ambiwalentnego podejścia do amerykańskich propozycji. Czyli zasady gry zostałyby nienaruszone, tylko zmieniłyby się niektóre figury, na te – używając nomenklatury Piotra Nisztora – z „grupy KSP (Komorowski Schetyna Palikot)”. Dlatego w sytuacji takich sterowanych zza kulis kryzysów najlepszym rozwiązaniem byłaby dymisja rządu, jawna komisja śledcza, nowy ponadpartyjny gabinet, który administrowałby państwem do czasu przyspieszonych wyborów. Jednak nowy rząd musiałby składać się z osób spoza polityków rządzącej Platformy Obywatelskiej, w tym też bez Grzegorza Schetyny.

***
Piotr Bączek był członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI. Do grudnia 2007 r. pełnił funkcję szefa Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po objęciu urzędu prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z Biura Bezpieczeństwa Narodowego

http://wpolityce.pl/polityka/201808-piotr-baczek-kompromitujace-nagrania...

5
5 (2)

3 Comments

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Z Maciejem Lew-Mirskim, współtwórcą SKW, rozmawia Maciej Walaszczyk

Mamy już kilka hipotez wskazujących na organizatorów podsłuchiwania ludzi władzy. Co Pan myśli o takim wysypie informacji wskazujących na potencjalnych autorów podsłuchów?

– Podsłuchującym mógł być dzisiaj każdy, bo okazuje się, że najważniejsze osoby w państwie z niesamowitą nonszalancją podchodzą do spraw bezpieczeństwa. W związku z tym swoim zachowaniem stworzyły sytuację, w której ktoś mógł je nagrać podczas ważnych dla nich rozmów.

Na czym polega ich nonszalancja? Chodzi o to, że ktoś rozmawia o polityce przy obiedzie w restauracji?

– Wiemy, że byli regularnymi gośćmi tej restauracji. Już sama powtarzalność tej sytuacji prowokuje, by ktoś spotykających się i rozmawiających w niej polityków nagrał. To nie muszą być służby specjalne, ale nawet ciekawski kelner lub osoba, która będzie chciała sobie w ten sposób dorobić, to może być szantażysta właściwie każdy. Wiadomo przecież, że raz na tydzień prezes NBP, a więc konstytucyjnego organu państwa, jada przy tym stoliku, w takich a takich godzinach obiad. Wiadomo, że nie jada go z nieznanymi nikomu szerzej anonimowymi osobami, ale z innymi znanymi opinii publicznej urzędnikami państwowymi. Nie ma więc żadnej trudności, by takiego nagrania dokonać. Nie trzeba być ekspertem czy specjalistą, by się takiej operacji podjąć.

No tak, a jeśli zrobił to np. oficer BOR – jak się sugeruje – lub ktoś ze służb specjalnych, a więc ludzi odpowiedzialnych za to bezpieczeństwo, to wówczas ci urzędnicy są właściwie wobec próby ich podsłuchania bezbronni.

– Wcale tak nie jest. Nie chciałbym przedstawiać całego instruktażu dotyczącego ochrony urzędników, ale nawet obecnie mam sporo do czynienia z ludźmi działającymi w sektorze prywatnym, którzy prowadzą szereg ważnych dla nich negocjacji biznesowych. Oni są naprawdę dobrze wyedukowani i wiedzą, jak mają się zachowywać, jak postępować podczas ich prowadzenia. Mają świadomość tego, w jaki sposób ktoś może ich podsłuchać, nagrać, co może zrobić, by w takich negocjacjach zdobyć nad nimi przewagę. Jak się okazuje, ludzie z sektora prywatnego mają na tym polu większą świadomość zagrożeń, jakie w tej chwili daje dostęp do nowoczesnych technologii, które są już dostępne właściwie dla każdego, niż politycy czy urzędnicy państwowi. Przecież każdy może dzisiaj kupić sobie długopis czy jakiś patyk z podsłuchem, niewielkie kamery i inne tego rodzaju sprzęty, które kiedyś były niedostępne lub kosztowały duże pieniądze. Dzisiaj są one powszechnie dostępne za grosze. Zakup urządzeń do podsłuchu to wydatek rzędu 100-200 zł, a w przypadku bardziej profesjonalnego sprzętu góra 2 tys. złotych. Dlatego uważam, że by podsłuchać, nie trzeba być żadnym ekspertem i BOR czy ABW nie są w stanie uchronić takiego urzędnika przed podsłuchaniem, jeśli on sam nie będzie stosował wobec siebie podstawowych zasad bezpieczeństwa. Nie wierzę, że w sytuacji, gdy minister spraw wewnętrznych idzie na lunch do jakiejkolwiek restauracji, to wcześniej przyjeżdża tam ekipa ze sprzętem antypodsłuchowym, że robi się procedurę sprawdzającą wobec ludzi, którzy tam pracują. To są działania robione na pewno w przypadku dużych imprez, ale nie w sytuacji sporadycznych lunchów. Cóż, cała Polska widziała ABW w trakcie czynności służbowych w redakcji „Wprost” – to był blamaż, po którym szef Agencji powinien podać się do dymisji.

Skala nagrań jest ogromna, mamy Sikorskiego i Rostowskiego, ma być Paweł Graś i prezes Orlenu, wcześniej mówiono o wicepremier Bieńkowskiej i szefie CBA. Czy te osoby stały się ofiarami wielkiego szantażu?

– Nigdy się nie dowiemy, jak wielka jest skala tego szantażu. Oni sami tego nie ujawnią, a organy państwa, które mogłyby to zrobić, znajdują się w ich rękach. Mamy przecież absolutnie schizofreniczną sytuację, gdy minister spraw wewnętrznych nadzorujący służby mundurowe, w tym kontrwywiad cywilny, który jest w tym śledztwie pokrzywdzonym, nadzoruje działania ABW w tej sprawie. Publicznie mówi, że ostatnią rzeczą, jaką musi poprowadzić do końca, jest wyjaśnienie tego, kto go podsłuchiwał.

(...)
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/82926,platforma-nie-strawi-pluski...
Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

wPolityce.pl: Media żyją kolejnymi odsłonami rządowej afery. Kolejne rozmowy szokują i wywołują zgorszenie. Czy rząd może funkcjonować w takiej atmosferze?

Prof. Witold Kieżun: To nie jest jedynie sprawa polska, podobne historie pojawiają się również w innych krajach. Jest stała tendencja, by podsłuchiwać tego typu rozmowy. To jednak nie zmienia faktu, że te rozmowy są kompromitujące. One świadczą, że ludzie władzy nie mają za grosz odpowiedzialności. Jest sprawą kapitalną, że ten, kto jest odpowiedzialny za zabezpieczenie, czyli szef MSW, jest sam podsłuchiwany. To jest daleko idąca naiwność.

Jak Pan ocenia treść tych rozmów?

Pierwsze, co mnie uderzyło, to sprawa języka. Walczę od lat z tym. Nie możemy dopuścić do tego, żeby w taki ordynarny sposób kaleczyć język polski, używaniem takich nieprzyzwoitych określeń. W tej chwili to się zupełnie upowszechniło. Jestem z tego pokolenia, któremu nie wypadało nawet powiedzieć „cholera”, czy „psia krew”. A na taśmach słyszymy przerywanie rozmowy zupełnie ordynarnymi wypowiedziami. To jest wpływ kultury rosyjskiej, w której od zawsze używa się takich określeń. Język, którego używają nagrali ludzie, jest sprawą kompromitującą.

Obrońcy rządowi twierdzą, że rozmowy były prywatne i były prowadzone w nieoficjalnych okolicznościach. To coś zmienia?

Osoby będące na takim poziomie, które co któreś słowo używają tego typu nieprzyzwoitych określeń, kompromitują się zupełnie. Nie ulega wątpliwości, że te podsłuchy w smutny sposób pokazują nieodpowiedzialność ludzi władzy, bo oni powinni mieć świadomość technicznych możliwości współczesnego świata. Oni powinni wiedzieć, że takich rozmów nie należy prowadzić w miejscach niezabezpieczonych. Szczególnie, że w restauracji, w której toczyły się rozmowy, jak się okazuje był jakiś pokój dla VIP-ów. Wiadomo było więc, że toczące się tam rozmowy mogą być wielce ciekawe. Mamy do czynienia z daleko idącą kompromitacją. Ta sytuacja wpisuje się w pewien ciąg.

O czym Pan mówi?

Wystarczy wspomnieć ostatnie miesiące. Mieliśmy doniesienia o wybitnym polityku, który po pijanemu chwalił się wielkością swojego członka. Mieliśmy posła, który twierdzi, że pobiła go policja, zaś policja twierdzi, że to on bił. I znów nocna awantura po pijanemu. Mieliśmy kolejnego wybitnego działacza, który po pijanemu robił awantury na lotnisku. Na przestrzeni ostatnich miesięcy mamy dowody na to, że nasza kadra kierownicza kompromituje się. Przydałoby się opublikować rejestr wszystkich interwencji policji w hotelu sejmowym na przestrzeni kilkunastu lat. Pamiętam doniesienia medialne o jednej z takich sytuacji, gdy z okien wypadła w nocy… naga kobieta. Trudno się dziwić potem, że w sondażach dotyczących prestiżu zawodowego, polityk i poseł znajduje się na ostatnim miejscu.

Co ten ciąg wydarzeń mówi o Polsce? Jakie wnioski z tego należy wyciągnąć?

Dodajmy do tego ciągu jeszcze sprawę ministra, który dostaje zegarki, a teraz okazuje się, że kombinuje, żeby jego żona nie płaciła podatków itd. To jest już wystarczająca liczba przypadków, żeby stwierdzić, że dobór kadry kierowniczej w Polsce jest niewłaściwy. Trzeba dojść do tego, by kadra kierownicza była z prawdziwego zdarzenia. W jakim kraju my żyjemy? Trzeba wreszcie doprowadzić do tego, żeby kadra zarządzająca to byli ludzie na poziomie, ludzie, którzy myślą kategoriami dobra wspólnego, a także, którzy są poważnymi ludźmi, którzy mają poczucie obowiązku i poziomu. Dla mnie to jest przerażające. Ja kończę już swoje życie i patrzę na to z wielkim smutkiem. Sądziłem, że stworzymy państwo, które będzie potrafiło wykreować kadrę kierowniczą na wysokim poziomie. Tej chwili następuje natomiast upowszechnienie jakiegoś potwornego stylu. Widać olbrzymi upadek poziomu kulturalnego i intelektualnego.

http://wpolityce.pl/polityka/201941-prof-kiezun-dla-wpolitycepl-te-rozmo...

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

25 lat „wolności”. Dokładnie tyle, ile potrzeba na przeprowadzenie ideologicznego przewrotu. Zaplanowana przed laty strategia, rozpisana precyzyjnie na 4 etapy, przebiega w Polsce wyjątkowo sprawnie. Afera podsłuchowa, obnażająca skrajną degrengoladę rządu Donalda Tuska, dowodzi że powoli zbliżamy się do końca. Ostatni etap tajnej wojny to przejęcie władzy w rozregulowanym politycznie kraju przez siły, których naród nigdy z własnej woli by nie wybrał.

Świętowanie ćwierćwiecza wolności w kontekście afery podsłuchowej wygląda wyjątkowo żałośnie. Rząd Donalda Tuska działający jak mafijna sitwa, przyspawana układami scalonymi do politycznych stanowisk, z własnej woli nie zejdzie z krzeseł. Tak jak siłą, podstępem i propagandową manipulacją przejęła władzę w Polsce, tak za pomocą tych samych środków będzie ją trzymać. Warto przy każdej kolejnej odsłonie rozgrywającej się afery przypominać wygenerowaną sztucznie kilka lat temu aferę z taśmami Beger. Choć sprawa ta nie miała najmniejszego wpływu na dobro państwa, a była jedynie zagrożeniem partyjnym dla PO, nagonka medialno-polityczna doprowadziła do upadku władzy PiS. Co mówił wtedy premier?

Jak widać, nie miał problemu z odróżnieniem dwóch rzeczywistości: treści nagrań i osoby która nagrała rozmowę. Traktował ją zresztą w kategoriach „posłańca prawdy”, bo przecież ujawniła mechanizm dogadywania się PiS-u z Samoobroną. Nikogo nie interesował też podsłuchujący, który kilka miesięcy temu nagrał rozmowę posła PiS – Tomasza Kaczmarka z byłym mężem jego partnerki. Liczyła się jedynie treść rozmów, która miała pogrążyć PiS. Teraz skompromitowani politycy o kulturze trzeciorocznych gimnazjalistów i gangsterskiej mentalności, lansowani są na mężów stanu, zaatakowanych przez zorganizowane struktury przestępcze. Panika rządu jest coraz większa. Część prorządowych mediów, uwikłanych w ten brudny układ, nadal próbuje łagodzić konflikt medialną czapą. Mimo to… szambo wybiło!

Pseudowolność zawsze prowadzi do zniewolenia. Wystarczy prześledzić strategię przejęcia demokratycznego państwa rozpisaną precyzyjnie przez sowietów na potrzeby osłabienia Stanów Zjednoczonych. Tomas Schuman, były agent KGB, doskonale wyszkolony w najlepszych sowieckich szkołach, przez lata zajmował prestiżowe stanowiska w pionie eksportowej propagandy. Urabiał zagranicznych dyplomatów jako dziennikarz. Dopiero w roku 70., gdy w czasie pobytu na placówce w Indiach odkrył sowieckie zbrodnie, zbiegł do Kanady i porzucił starą tożsamość Jurija Biezmienowa. W latach 80. wygłosił w USA serię wykładów i wydał szereg publikacji nt. sowieckiego planu dywersyjnego. Strategię „Wojny bez walki”, o której mówił Amerykanom Schuman, opisałam szczegółowo w książce „PUŁAPKA GENDER. Karły kontra orły, czyli wojna cywilizacji”. Prześledzenie jej w kontekście ideologii gender, która jest jedynie elementem ogromnej i spójnej strategii, zupełnie zmienia patrzenie na wiele spraw.

Przebieg operacji przewrotu ideologicznego rozplanowany na cztery etapy:

  1. DEMORALIZACJA – trwająca 15–20 lat,
  2. DESTABILIZACJA (2–5 lat),
  3. KRYZYS (2–6 miesięcy),
  4. NORMALIZACJA – zaprowadzenie porządku na nowych warunkach.

ETAP DEMORALIZACJI wymaga czasu, niezbędnego do przeprowadzenia gruntownej reedukacji co najmniej jednego pokolenia. Działania przebiegają niemal bezszelestnie. Dywersant uważnie wsłuchuje się w społeczne nastroje i skrupulatnie wyłapuje negatywne tendencje. Potem umiejętnie je podsyca, a gdy się nasilają, czyni z nich siłę do pokonania wroga. Bezcenni są tutaj „pożyteczni idioci” i „agenci wpływu”, ulokowani w mediach, w edukacji, w strukturach władzy państwowej, a nawet w strukturach religijnych. Wszystko po to, aby jak najskuteczniej osłabić kondycję moralną, intelektualną i fizyczną społeczeństwa.

Uwaga dywersantów skupiona jest na trzech wiodących obszarach:

— obszarze idei (religia, edukacja, media, kultura),

— obszarze struktur państwowych i społecznych,

— obszarze życia rodzinnego i społecznego.

Pierwszy to klucz do przemiany ideologicznej. Jego celem jest rozmiękczenie dogmatów religijnych, odebranie autorytetu Kościołowi, rozrzedzenie edukacji poprzez stworzenie nauczania pozornego, wynaturzenie kultury, zniszczenie struktur życia społecznego i zastąpienie tradycyjnych instytucji czy organizacji społecznych nowymi. W miejsce rodziny mają się pojawić sztuczne twory wychowawczo-kontrolne, jak choćby pracownik socjalny. Narodową wspólnotowość mają z kolei wyprzeć organizacje pożytku publicznego, które pod pozorem oddolnych inicjatyw będą dławić prawdziwie obywatelski głos narodu. Wszystko po to, aby odebrać ludziom inicjatywę, pozbawić ich odpowiedzialności, zagłodzić drzemiący w sercach zew obywatelskiej jedności, zniszczyć naturalnie istniejące więzi społeczne. Jednocześnie następuje przekazywanie kompetencji organów władzy państwowej w ręce prywatnych grup, często będących klikami interesów. Bezmienow wyraźnie akcentuje tutaj pozycję mediów, które mimo braku kontroli społecznej mają monopol na kształtowanie opinii publicznej.

Tak oto przy aktywnym udziale mediów i wprowadzaniu w struktury władzy sztucznych tworów oraz niekompetentnych urzędników następuje powolna erozja państwa. Równocześnie podejmowane są starania, by skompromitować wymiar sprawiedliwości, podważyć zaufanie do instytucji mających chronić obywateli i stać na straży prawa oraz porządku publicznego. Zniszczeniu mają ulec także tradycyjne relacje pomiędzy pracownikiem a pracodawcą.

Na etapie demoralizacji ważne jest też tworzenie mechanizmu niezaspokojonych potrzeb. Doskonale pomagają w tym media, agencje reklamowe, grupy biznesowe, przekonując konsumentów, że wszystko, co proponują, jest absolutnie niezbędne do życia. Mechanizm ten łatwo wykorzystać do szerzenia ideologii posługującej się wypracowanymi na nowo pojęciami kluczami, wobec których „nowy obywatel” nie może przejść obojętnie.

Jak rozpoznać, że zainfekowane społeczeństwo osiągnęło stan demoralizacji? Po tym, że nic nie działa tak, jak powinno. Ludzie nie umieją odróżnić dobra od zła, właściwego od niewłaściwego, sprawy istotnej od banału. Ich procesy myślowe przebiegają po torach wyznaczonych przez inżynierów społecznej manipulacji, a relatywizm staje się nadrzędną kategorią poznawczą i moralną. Wskazanym przez Bezmienowa papierkiem lakmusowym demoralizacji jest sytuacja, w której osoba duchowna samodzielnie podważa zasady wiary, relatywizuje je, wykazuje się niezdrowo pojętą tolerancją, używa eufemizmów, ucieka od zdecydowanych sądów.

ETAP DESTABILIZACJI ma na celu całkowite rozregulowanie relacji społecznych, instytucji i organizacji. Jak tego dokonać? Wystarczy uwolnić działanie aktywnych czynników negatywnych, umiejscowionych w strukturach społecznych. Same zdestabilizują swój kraj. Należy dodatkowo wszcząć strategię budowania wrogów i podgrzewać atmosferę ustawicznej walki. Następuje radykalizacja stosunków społecznych na wszystkich poziomach życia: gospodarczym, politycznym, społecznym. Podburza się jedne grupy przeciwko drugim, by zniszczyć relacje społeczne, pracownicze, rodzinne, sąsiedzkie. W efekcie mamy w przekazach medialnych Polskę kroczącą zgodnie za czekoladowym orłem przy boku prezydenta i Polskę „faszystowską”, która maszerując z biało-czerwonymi sztandarami, podpala tęczowy symbol środowisk homoseksualnych, ustawiony pokojowo w centrum Warszawy. Mamy Polskę podzieloną na sektę smoleńską i sektę pancernej brzozy oraz Kościół rozdarty pomiędzy część toruńską a łagiewnicką. Oczywiście każdy z tych podziałów ma swoje głębokie uzasadnienie w konkretnych faktach. Warto jednak przy okazji zdać sobie sprawę, dlaczego rozłamy te są tak pieczołowicie eksponowane w mediach przez rozlicznych „ekspertów” i jakim celom owa ekspozycja ma służyć.

Na etapie destabilizacji walka staje się wartością. Istotne jest, by zajęła jak największe przestrzenie życia, dlatego skutecznie budowane są barykady pomiędzy dziećmi a rodzicami, między uczniami a nauczycielami, między wiernymi a duchownymi. Zabieg ten ma służyć zwalczaniu autorytetów. Kategoria walki wybija się na pierwszy plan także w sferze prawa i porządku publicznego. Sprawy, które dotąd rozstrzygano pokojowo i zgodnie z prawem, teraz przekazywane są sądom. Nowy zantagonizowany układ sił przedstawiany jest przez media jako zjawisko normalne. Na wyższym etapie zaawansowania działań media stają w opozycji do całego społeczeństwa, dając mu poczucie wyobcowania.

ETAP KRYZYSU to czas uaktywniania uśpionych agentów. Zostają przywódcami rozmaitych grup, zajmują wpływowe stanowiska, są osobami publicznymi, celebrytami, ekspertami, a w fazie kryzysu aktywnie włączają się w proces polityczny, często goszcząc w mediach. Ich obecność zostaje wzmożona do tego stopnia, że otumaniony odbiorca przyjmuje ich przekaz jako jedynie wiarygodny.

Nie wiedzieć skąd, jak na gwizdek, pojawiają się na przykład homoseksualiści. Żyli sobie w spokoju przez naście czy dziesiąt lat, a teraz nagle czują potrzebę coming outu, opowiedzenia swojej historii publicznie. Kwestia aktywności seksualnej, która kiedyś była sprawą intymną, teraz staje się kwestią polityczną

-– wskazuje Schuman. Zwraca przy tym uwagę na metody działań aktywistów odwołujących się do potrzeby uznania i poszanowania praw człowieka. W realiach demokratycznych podsycają atmosferę walki i rozpętują zamieszki, przewodząc grupom ludzi uczestniczących w starciach z policją. Linia podziału nie ma najmniejszego znaczenia, ważne, by było starcie grup.

Etap kryzysu to faza, w której legalne organa władzy państwowej przestają należycie funkcjonować. Do struktur społecznych wpuszczane są wówczas ciała obce w postaci samozwańczych grup eksperckich. Jak wyjaśnia Bezmienow, to ci sami, którzy na etapie demoralizacji wchodzili w struktury władzy i sterowali opinią publiczną.

Jeśli trzy poprzednie etapy przewrotu ideologicznego przebiegły zgodnie z założeniami, zdolność obywateli do samodzielnego myślenia jest już tak nadwyrężona, że można im wmówić wszystko. Społeczeństwo jest ponadto zmęczone nieudolnością władzy i życiem w rozmontowanych strukturach. Jest rozdrażnione i wycieńczone ciągłymi konfliktami i walką. Pragnie silnego przywódcy, który stanie u sterów władzy i zaprowadzi ład. W atmosferze oczekiwania na cud nagle objawia się polityczny zbawca. Przybywa z zagranicy lub wyłania się z lokalnego ugrupowania lewicowego i oświadcza, że gotów jest przejąć władzę. Według strategii zaprezentowanej przez Schumana, na tym etapie pozostają już tylko dwa wyjścia: wojna domowa albo inwazja. Każde z nich prowadzi do fazy zwanej NORMALIZACJĄ, choć z prawdziwym unormowaniem stosunków społeczno-politycznych niewiele ma wspólnego. Jak przypomina Bezmienow, termin ten został po raz pierwszy użyty przez sowiecką propagandę w 1968 roku w Czechosłowacji.

Tak oto stery kraju przejmuje nowa władza, która wprowadza własne rozwiązania i nadaje społeczeństwu nowe role. Dokładnie takie, jakich wcześniej nigdy by nie chciało przyjąć. Stabilizacja zostaje narzucona siłą. Jak przekonuje Schuman, to czas, w którym wszystkie elementy służące do zdemoralizowania narodu i zdemontowania struktur państwa zostają wyeliminowane. Nie ma tu już miejsca na dywersję, sianie zamętu, walkę o prawa gejów czy innych mniejszości. Nowe role wymagają stabilności. Celem jest wykorzystanie narodu i eksploatacja kraju.

Wszystko wskazuje na to, że strategia przewrotu w Polsce dobiega końca. Wystarczy spojrzeć w jaki sposób pewne środowiska forsują natychmiastowe, wcześniejsze wybory. Proponowane przez PiS rozwiązanie przejściowe – powołania rządu technicznego – jest natychmiast torpedowane przez lewicę różnego formatu. Warto wsłuchać się w te głosy. Skrajnie nieudolna władza rzeczywiście doprowadziła kraj do kryzysu i należy ją jak najszybciej odsunąć od sterów. Ważne jest jednak to, w jakim trybie to odsunięcie zostanie dokonane. Obyśmy w pośpiechu nie wybrali politycznego zbawcy, który urządzi nam zupełnie nową, skrajnie lewicową polskość.

http://wpolityce.pl/polityka/201995-drugie-dno-afery-podsluchowej-sowiec...

Więcej notek tego samego Autora:

=>>