Odwiedziny pani Janiny

 |  Written by Marcin Brixen  |  1
Tego dnia w pokoju nauczycielskim działy się rzeczy dziwne i niezrozumiałe.
Na początku dnia pani od biologii miała ponury humor, bowiem czekała ją lekcja z pierwszą a liceum. To było jeszcze zrozumiałe. Potem uradowana pani pedagog wtargnęła do pokoju nauczycielskiego prowadząc ze sobą jakąś postawną kobietę. Była to pani Janina, która była fenomenalna. Owa fenomenalność polegała na tym, że jeszcze niedawno pani Janina była panem Janem. Zatem radość pani pedagog również była zrozumiała.
A potem stało się coś, co zmieniło wszystko.
Po którejś lekcji do pokoju wróciła zapłakana pani Janina i wściekła pani pedagog. Pani Janino powtarzał w kółko "tyle pieniędzy i wszystko na nic", a pani pedagog nie mówiła nic. Pani Janina dopytywała się o jakiś zakład małej poligrafii wyposażony w gilotynkę i pobiegła gdzieś. To już było dziwne. Następnie do pomieszczenia wpadła uradowana pani od biologii i zaczęła gratulować pani pedagog. To było jeszcze bardziej dziwne. A kiedy po każdej kolejnej lekcji ktoś serdecznie dziękował pani od biologii, sprawą zainteresował się sam pan dyrektor szkoły. Zaprosił do swojego gabinetu i zaczął ją dyskretnie wypytywać.
- Co się stało, że wszyscy pani dziękują?
- To nie moja zasługa! To pani pedagog!
...trwała lekcja. Pani od biologii toczyła ciężką i nierówną walkę usiłując nakłonić klasę pierwszą a do nauki.
- To się wam przyda - argumentowała zrozpaczona.
- Ciekawe do czego - Łukaszek wzruszył ramionami. - Geny muszki owocówki...
W tym momencie otworzyły się drzwi i do klasy weszły pani pedagog z postawną panią.
- Witam wszystkich - pani pedagog machnęła dłonią a bransoletki na jej przedramieniu wydały z siebie kaskadę melodyjnych dźwięków. - Jest ze mną gość specjalny. ale zanim o niej powiem zadam wam pytanie. Co to jest gdy czujecie się nieswojo i jak gdyby uwięzieni we własnym ciele?
- To znaczy, że jesteśmy uczniami i musimy chodzić do szkoły - odparł posępnie okularnik, który na tej lekcji był wezwany do odpowiedzi.
- Nie o to mi chodzi! - pani pedagog tupnęła nogą, a fleczek pod obcasem wydał z siebie agonalny pisk. - Chodzi mi o to, że jesteśmy więźniami swojej płci! Co nam zostaje do wyboru?
- Szariat - zadudnił Gruby Maciek.
Pani pedagog postukała się w czoło.
- Zobaczymy jak się będzie pani stukać jak przyjdą panią ukamienować - Gruby Maciek skrzyżował ramiona na piersi.
- Eutanazja! - zawołał Łukaszek.
- Ty chyba oszalałeś Hiobowski!
- O przepraszam, moja mama czyta "Wiodący Tytuł Prasowy", tak, nadal czyta, i powiedziała mi, że jest to wielka zdobycz kulturowa zachodniej Europy. Jeśli ma pani coś przeciwko, to powiem mojej mamie, a ona...
Pani pedagog nie miała już nic przeciw, poprosiła jednak o jakieś inne odpowiedzi.
- Emigracja - okularnik nadal był posępny.
- Gdzie emigracja, wyjedziesz i nadal będziesz w swoim ciele. Chcesz tego?
- Czy chcę być w pani ciele? - rozmarzył się okularnik. - O tak, i to nie raz!
- No i sami widzicie - pani pedagog triumfalnie podparła się pod boki. - Wasz kolega marzy o tym, by być kobietą!
- Tego nie powiedziałem! - spłoszył się okularnik.
- Naszym gościem jest pani Janina, która jeszcze niedawno była panem Janem! Oto jest droga, by uwolnić osoby uwięzione we własnym ciele! - triumfowała pani pedagog. - Co, nie wierzycie? Słusznie, bo pan Jan zainwestował sporo grosza by stać się Janiną!
- Przerobili mu tam... ten... na... - jąkał się Gruby Maciek.
- Przerobili - zapewniła melodyjnym altem pani Janina.
- I nie tylko to! - zapewniała pani pedagog. - Również drugorzędowe cechy płciowe! W życiu byście nie poznali, że to kiedyś był facet! Jest nie do odróżnienia!
Cała pierwsza a rzuciła się, żeby odróżnić. I nie mogli.
- A ja mogę - odezwała się pani od biologii.
- Co też pani... - bąknęła nieśmiało pani pedagog.
- O trzeciorzędowych pewno nikt nie pomyślał.
- Pomyślał! - pani Janina się uniosła i zaczęła wyliczać o czym pomyślano.
Dziewczynce, która prawie zawsze odzywała się jako pierwsza, zrobiło się słabo.
- Może i pomyślał, ale nie o wszystkim - pani od biologii ujęła dłoń pani Janiny. - Palców pani nie skrócili.
- Czego??? Co???
- Ma pani nadal tak zwaną męską dłoń. Typ A. Czyli palec serdeczny jest dłuższy od wskazującego.
Pani Janina spojrzała na swoje dłonie, a potem wybuchnęła płaczem i z okrzykiem "tyle pieniędzy wydałam i wszystko na nic!" wybiegła z klasy. Zagniewana pani pedagog wybiegła za nią.
Pierwsza a najpierw dokładnie pooglądała swoje dłonie a potem runęła w stronę biurka pani od biologii błagając ją, aby jeszcze czegoś ich nauczyła.
Był to jeden z najpiękniejszych dni w życiu pani od biologii.
- ...od tej pory podobno pierwsza a błaga nauczycieli by ich uczyć - kończyła swą opowieść pani od biologii. - To był najpiękniejszy dzień w moim życiu... Pan mnie w ogóle słucha?
- Co? M... Tak, oczywiście! - pan dyrektor oderwał wzrok od swoich dłoni. - Tak. Dobrze. Ale mam jeszcze pytanie o długości palców. Tak teoretycznie, bo ja oczywiście w to nie wierzę. A co jest gdy ma się odwrotnie? To znaczy palec wskazujący jest dłuższy od serdecznego? Że co – pan dyrektor zaśmiał się nerwowo – to znaczy, że byłem kiedyś kobietą?
- Nie, skąd. Tu chodzi o hormony. Wówczas rzutuje to oczywiście na charakter - odparła w natchnieniu pani od biologii. – W przypadku faceta oznacza to, że wskazywanie jest większe od serdeczności. Inaczej mówiąc, mamy do czynienia z małym sukinsynem, który uwielbia kapować i jest podłą świnią. Ale oczywiście my, ludzie nauki, nie wierzymy w takie bzdury, prawda?
- Prawda, prawda - potwierdził skwapliwie pan dyrektor. - Cha, cha. To tylko takie tam bzdury, prawda, cha cha.
- Cha cha.
- Cha.

--------------
https://twitter.com/MarcinBrixen
https://pl-pl.facebook.com/marcin.brixen
http://kaktus-i-kamien.blogspot.com
5
5 (2)

1 Comments

Więcej notek tego samego Autora:

=>>