„Czas wojny” a „stan wojny”. W czyich rękach bezpieczeństwo RP? [defence24.pl]

 |  Written by Ursa Minor  |  0

Biuro Bezpieczeństwa Narodowego opracowało projekt „ustawy o zmianie ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej oraz niektórych innych ustaw”, który miał zawierać prawną interpretację pojęcia „czas wojny”. Dokument przesłany do Sejmu takiej interpretacji jednak nie zawiera. Co gorsza jego wprowadzenie do obiegu prawnego wręcz utrudni określenie, kiedy w Polsce rzeczywiście zacznie się wojna.

BBN wprowadzając nową ustawę wykorzystał istnienie w Konstytucji RP dwóch określeń: „stan wojny” i „czas wojny”. W intencji autorów ustawy zasadniczej oba te pojęcia miały dotyczyć tego samego, dlatego w Konstytucji RP określono jedynie jak ogłasza się „stan wojny”. Uznano bowiem, że zgodnie z logiką wprowadzenie przez Sejm „stanu wojny” automatycznie oznacza, że mamy do czynienia z „czasem wojny” i nikt tego „czasu wojny” nie musi już dodatkowo ogłaszać.

Biuro Bezpieczeństwa Narodowego jednak się z tym nie zgadza twierdząc, że są to pojęcia zupełnie różne i co gorsza - wymagające oddzielnych i odmiennych (!) procedur wprowadzania oraz uregulowań prawnych. Niestety te uregulowania powodują, że „czas wojny” będzie ogłaszany z pominięciem procedur konstytucyjnych dotyczących „stanu wojny” i co gorsza poza Sejmem RP - tylko na wniosek Rady Ministrów.

Czas wojny” a „stan wojny

Podczas prezentowania w Sejmie 28 sierpnia br. projektu nowej ustawy jej autor – szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego generał Stanisław Koziej stwierdził, że „… projekt ustawy rozpoczyna się od propozycji prawnej interpretacji samego pojęcia „czas wojny””.

W rzeczywistości BBN nie interpretuje zgodnie ze swoimi deklaracjami konstytucyjnej kategorii „czas wojny”, a jedynie ustala, kto decyduje o jego początku i zakończeniu oraz na czyj wniosek.

BBN zaproponował bowiem dołożenie do ustawy z dnia 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej - punktu 4a zakładającego, że Prezydent RP „w razie zbrojnej napaści na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej postanawia, na wniosek Rady Ministrów, o dniu, w którym rozpoczyna się czas wojny na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. W tym samym trybie postanawia o dniu, w którym czas wojny kończy się”.

Popełniono przy tym co najmniej trzy błędy. Po pierwsze: projekt ustawy może łamać Konstytucję RP, która w artykule 116 wyraźnie stanowi, że to Sejm (a nie Prezydent RP) „decyduje w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej o stanie wojny i o zawarciu pokoju”. Prezydent RP może to zrobić zgodnie z Konstytucją tylko wtedy, „…jeżeli Sejm nie może się zebrać na posiedzenie…”.

Tak więc ustawa zaproponowana przez BBN dopuszcza, by „..w razie zbrojnej napaści na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej” można było ogłaszać: albo „czas wojny” (ogłaszany przez Prezydenta RP na wniosek Rady Ministrów – zgodnie z projektem BBN), albo „stan wojny” (ogłaszany zgodnie z Konstytucją RP przez Sejm). Według BBN „stan wojny” wcale nie musi więc oznaczać „czasu wojny” (i odwrotnie).

Po drugie BBN zignorowało naszą obecność w NATO i nie uwzględniło możliwości rozpoczęcia „czasu wojny” w imię zobowiązań sojuszniczych, ponieważ według projektu ustawy Prezydent RP może zadecydować „o rozpoczęciu czasu wojny” tylko „…w razie zbrojnej napaści na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”. Tymczasem artykuł 116 pkt. 2 Konstytucji RP wskazuje, że Sejm może podjąć uchwałę o stanie wojny „…w razie zbrojnej napaści na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub gdy z umów międzynarodowych wynika zobowiązanie do wspólnej obrony przeciwko agresji…”. Tak więc po wprowadzeniu ustawy autorstwa BBN, „czas wojny” w odniesieniu do NATO staje czymś innym niż „stan wojny”.

Po trzecie BBN nie definiuje zgodnie z deklaracjami, czym jest ustawowy „czas wojny” i czym on się różni od konstytucyjnego „stanu wojny”. Zachowano jedynie warunek, że do wprowadzenia „czasu wojny” musi być „zbrojna napaść na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”, a więc taki sam warunek jaki musi być spełniony, by Sejm wprowadził „stan wojny”. Z tą różnicą, że Sejm nie musi tego robić na wniosek Rady Ministrów.

Szef BBN wyraźnie wskazywał w parlamencie, że: „Dzisiaj zjawisko wojny jest bardziej rozmyte, granica między wojną i niewojną nie jest ostra. To nie są kategorie: białe i czarne. Zaczynamy być coraz częściej zmuszani operować w przestrzeni szarej”. Czym jest ta „szara przestrzeń” projekt ustawy jednak nie ustala.

Generał Koziej podał w Sejmie przykład wójta, burmistrza lub prezydenta którzy mogą „… w czasie wojny nakładać obowiązek wykonywania świadczeń rzeczowych przez przedsiębiorców i obywateli” twierdząc przy tym, że nie ma jasnej regulacji, kto ma im powiedzieć, że jest czas wojny i na jakiej podstawie. Ale przecież Konstytucja RP ustala jasno, że robi to Sejm z tym tylko oczywiście, że w odniesieniu do „stanu”, a nie „czasu” wojny.

Była jednoznaczna analiza prawna czy jej nie było?

(...)

http://www.defence24.pl/news_czas-wojny-a-stan-wojny-w-czyich-rekach-bez...

5
5 (1)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>