Marcin Brixen's blog

 |  Written by Marcin Brixen  |  0
No i stało się, mama Wiktymiusza straciła stanowisko szefowej w osiedlowym oddziale feministek. Zdarzyło się to na skutek bardzo dziwnego łańcucha przypadków - wskutek demonstracji, w której nie uczestniczyła! Trudno wskazać początek owego łańcucha, ale zacząć chyba trzeba od kupowania jajek.
Babcia Łukaszka robiła akurat wraz z wnukiem zakupy w osiedlowym sklepie spożywczym. I w kolejce przed nimi stanęła pewna pani, która kupowała mnóstwo jajek.
- Wojna? - zaniepokoiła się babcia.
- Demonstracja - odparła zwięźle pani.
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  2
Mama Łukaszka z dumą zaprezentowała rodzinie naszywkę na swojej kurtce. Widniał tam napis "Trzoda Okręgowa nr 377".
- Co to ma być??? - tata Łukaszka był maksymalnie zaskoczony. - Zapisałaś się do hodowców świń???
- Wypraszam sobie!!! - piszczała oburzona mama. - To jest struktura terytorialna oddziałów feministycznych!!!
- Trzoda, tak? - dziadek był dziwnie rozbawiony.
- Tak, w okręgach są trzody, w miastach stada, w województwach watahy, a na terenie całego kraju jest ławica.
- Nie ma w tym logiki - zauważył tata.
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Po osiedlu gruchnęła wieść, że główna partia opozycyjna, Podest Oligarchów, ma sposób, aby pokonać partię rządzącą w sondażach. Informacja ta płynęła z ust do ust, ze smartfona do smartfona, z tableta do tableta, z komputera do komputera.
- E tam - rzekł dziadek Łukaszka jedząc jajko po wiedeńsku. - Co oni mogą wymyślić? Program "kradzież plus"?
- Ale dzisiaj mieli konwencję - przypomniała mama Łukaszka wertując "Wiodący Tytuł Prasowy". - Podobno przyszykowali prawdziwą bombę.
- Ile razy ja już to słyszałam... - rzuciła ironicznie babcia Łukaszka.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Grudzień zaczął się ciepło i mąż dozorczyni, pan Sitko znowu zaczął pić alkohol pod osiedlowym sklepem. Oczywiście, pani ekspedientce się to nie spodobało.
- Klientów mi odstrasza, jak to wygląda! - lamentowała załamując ręce. - Niby ta władza mu zrobić porządek, ale jak widać nie ma ku temu woli!
- Ależ co też pani opowiada - obruszył się dziadek Łukaszka. - Nie ma już na ten przykład takiego złodziejstwa...
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Łukaszek wraz z tatą byli w osiedlowym dyskoncie na zakupach, gdy ich uwagę przyciągnął pewien pan.
- Co on robi? - szepnął tata. Bo ów pan brał prawie każdą rzecz do ręki, oglądał ją dokładnie a potem przykładał do niej telefon komórkowy i coś z tego telefonu czytał.
- Najprościej zapytać - i zanim tata zdążył zareagować Łukaszek podszedł do owego pana i zapytał.
Pan bardzo się z pytania ucieszył i udzielił wyczerpujących wyjaśnień. Na samym początku określił się jako patriotę gospodarczego. Polegało to na tym, żeby kupować to, co polskie.
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Hiobowscy dość dobrze znali sąsiadkę, mamę małego przedszkolaka o imieniu Wiktymiusz, natomiast prawie wcale nie znali jej synka. Aż tu któregoś dnia mama Wiktymiusza zadzwoniła do drzwi mieszkania Hiobowskich. Za rękę trzymała swojego syna, który w drugiej ręce ściskał plik jakichś papierków.
- Mam do państwa olbrzymią prośbę - odezwała się mama Wiktymiusza. - Ja muszę zaraz wyjść na marsz Komitetu Obrony Dewiacji. A nie mam z kim zostawić małego.
- To moja wina - wtrącił się Wiktymiusz.
- Cieszę się, że tak mówisz - mama Wiktymiusza pokraśniała z dumy. - Moja szkoła!
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Na osiedlu Hiobowskich doszło do bardzo nieprzyjemnego zdarzenia. W sąsiednim bloku napadli jedną panią w jej własnym mieszkaniu. Została pobita, skopana i okradziona.
- Co na to policja?! - zdenerwowała się babcia Łukaszka. - Na pewno nic nie robią!
Mama Łukaszka się oburzyła.
- Jak to nie, już zrobili! Nasz dzielnicowy napisał na Twitterze: "Przykra sprawa, nie lekceważę jej".
- On to zawsze pisze - sarknął dziadek.
- Nie zawsze, na zmianę daje też tekst, że jego myśli są z ofiarami - przypomniał Łukaszek.
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
W osiedlowej cukierni panował miły gwar i lekki tłok, wszyscy kupowali rogale.
- Zaraz, jak to, otwarte, przecież jest święto? - zdumiał się tata Łukaszka przekraczając próg cukierni wraz ze swoją rodziną.
- No jak to, nie wie pan - odezwała się gderliwie dozorczyni ich bloku, pani Sitko, która była ostatnia w kolejce. - Jeśli się podzieli średnią temperaturę dobową lipca przez średni poziom Wisły w Zawichoście z zeszłego roku i jest odpowiedniej wielkości i jeśli znak barana rozpoczyna się w poniedziałek z rana to można handlować jedenastego listopada.
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  1
Pani Sitko sprzątała sobie spokojnie pod blokiem, gdy z bloku wyszła mama Łukaszka i spokój prysł. Otóż mama Łukaszka trzymała w ręku rzecz bardzo nielubianą przez gospodarzy domów.
To rzeczą był znicz.
Pani Sitko zatrzymała się i patrzyła czujnie. Kiedy tylko zobaczyła, że mama Łukaszka wyjmuje zapałki i kuca przy ścianie bloku, ruszyła w jej stronę rycząc "Nie wolno!". Mama Łukaszka spokojnie zapaliła znicz, po czym wyprostowała się i rzuciła pani Sitko odważnie prosto w twarz:
- Faszyzm stop!
- Jaki faszyzm?
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
W klasie Łukaszka trwała właśnie lekcja geografii. Pani nauczycielka roztrzęsionym  głosem opowiadała uczniom jakimi to są szczęściarzami, że nadal mogą się uczyć geografii. Bo na ten przykład w niektórych stanach USA jest już ona oprotestowana.
- No tak, pewno nie chcą się uczyć tylu rzek, gór, w końcu to olbrzymi kraj - to była dziewczynka, która zawsze odzywała się jako pierwsza.
5
5 (3)

Pages