Ku czci św. Maksymiliana - pielgrzymka do celi śmierci [pch24.pl]

 |  Written by Ursa Minor  |  1

W rocznicę męczeńskiej śmierci o. Maksymiliana Kolbe blisko tysiąc osób pielgrzymowało do jego celi śmierci w KL Auschwitz w Oświęcimiu. Na Placu Apelowym byłego niemieckiego obozu Mszę św. koncelebrowało kilkudziesięciu kapłanów, w tym metropolita Bambergu abp Ludwig Schick, ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej bp Roman Pindel i prowincjał franciszkanów z Krakowa o. Jarosław Zachariasz.

Maksymilian wzywa nas, aby nie było wojen, lecz panował pokój (...). Niech jego męczeńska śmierć pomoże odsunąć rasizm, nienawiść, przemoc. Niech (...) uczy miłości drugiego człowieka – mówił abp Schick, który jednocześnie przekonywał, że śmierć o. Kolbego zaowocowała przebaczeniem i pojednaniem między Polakami a Niemcami, a przez to franciszkanin stał się męczennikiem pojednania. Przedstawiciel Episkopatu Niemiec prosił, aby dziś na tym miejscu, przyzywając wstawiennictwa Świętego modlić się w intencji Iraku, Syrii, Ukrainy oraz wszystkich narodów, które są podzielone.

Z kolei pasterz diecezji bielsko-żywieckiej, na której terenie leży były obóz zagłady, bp Pindel życzył zgromadzonym na modlitwie, aby ta śmierć męczeńska św. Maksymiliana była dla nich zasiewem wiary i miłości. – Tysiące wierzących przeżywało tutaj swoją gehennę i wiemy, że różne były postawy. Poczynając od zwątpienia, odejścia od wiary, rozpaczy poprzez natarczywą, gorliwą, żarliwą modlitwę o wyzwolenie, o ratunek, aż po taki wyraz wiary, który przejawia się najwyższą miłością, poprzez oddanie życia za drugiego człowieka. Życia w taki sposób męczeński, jakiego dokonał o. Maksymilian – bp Pindel.

Współgospodarz uroczystości ks. Józef Niedźwiedzki, proboszcz parafii pw. Św. Maksymiliana w Oświęcimiu publicznie dziękował Bogu za o. Kolbego, mówiąc o nim jako wspaniałym kapłanie-zakonniku, męczenniku miłości i prekursorze wielu dzieł ewangelizacyjnych.

Jak relacjonuje o. Jan Maria Szewek OFM Conv, na zakończenie Mszy św. wyższy przełożony franciszkanów o. Jarosław Zachariasz z Krakowa zaapelował, aby nie zaprzepaścić dziedzictwa św. Maksymiliana, które wciąż powinno być wyzwaniem dla współczesnych.

Rano w Centrum św. Maksymiliana Marii Kolbego na terenie byłego podobozu w Harmężach był „Transitus”, nabożeństwo upamiętniające przejście Świętego z tego świata do nieba. Był to opis męczeńskiej śmierci o. Maksymiliana Marii Kolbego na podstawie dokumentów, zeznań i świadectw – mówi franciszkanin.

 Read more: http://www.pch24.pl/ku-czci-sw--maksymiliana---pielgrzymka-do-celi-smierci,24843,i.html#ixzz3AO6UR7KQ

5
5 (1)

1 Comments

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Wszyscy znamy obraz św. Maksymiliana Kolbego jako Rycerza Niepokalanej mówiącego, iż Jej medaliki są jak kule, którymi należy strzelać do niewiernych, aby nawrócili się i zechcieli zaczerpnąć ze zbawiennego zdroju Wiary. Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawę, jak doniosłe znaczenie ma ten model w życiu i posłannictwie o. Kolbe. Misja św. Maksymiliana staje się bardziej zrozumiała właśnie dzięki perspektywie jego głębokiego przywiązania do Kościoła jako Królestwa Wojującego – perspektywie, z jakiej wódz spogląda na pole bitwy.

 

Obraz ten w przypadku dzisiejszego Patrona nie jest tylko pobożną metaforą, lecz wiernym odzwierciedleniem wojowniczej osobowości i bezkompromisowego charakteru. Gdy przyjrzymy się choć pobieżnie burzliwym czasom, w jakich żył, gdy posłuchamy jego własnych słów, stanie się dla nas jasne, iż współczesny, poprawny politycznie, wizerunek Świętego mija się z rzeczywistością. Nawet papież Paweł VI w homilii beatyfikacyjnej całkowicie pominął ów wojowniczy aspekt życia św. Maksymiliana i po podkreśleniu jego przywiązania do Najświętszej Maryi Panny od razu przeszedł do męczeńskiej śmierci w Auschwitz. Nie wspomniał natomiast ani słowem o tak ważnym elemencie posłannictwa Świętego, jakim było diagnozowanie zagrożeń światowych i wytaczanie przeciwko nim duchowych dział.

 

 

„Maryja przysposobi wielkich świętych czasów ostatecznych...”

 

Chcąc mówić o św. Maksymilianie nie można zapomnieć o innym wielkim świętym, którego nauczanie, płynące z objawień otrzymanych od Matki Bożej stało się podwaliną całej działalności apostolskiej założyciela Niepokalanowa. Mam na myśli oczywiście św. Ludwika Marię Grignon de Montfort i jego natchniony Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Widoczny powyżej śródtytuł jest właśnie tytułem jednego z rozdziałów traktatu, w którym została objawiona najgłębsza i najcenniejsza tajemnica drogi zbawiennej – służenie Panu Jezusowi poprzez oddanie się Jego Matce w słodką niewolę miłości.

 

Św. Ludwik pisze o duchowych rycerzach, których Maryja wychowa w czasach ostatecznych starć dobra ze złem – Kościoła z siłami Antychrysta. Oto jak autor charakteryzował owych wojowników: „Wielkie te dusze, pełne łaski i gorliwości, będą powołane do tego, by opór stawiły nieprzyjaciołom Bożym, którzy zewsząd podniosą zajadle głowy. Zapałają one szczególniejszym nabożeństwem do Najświętszej Dziewicy, będą oświecone Jej światłem, będą karmione Jej mlekiem, kierowane Jej duchem, wspierane Jej ramieniem i otoczone Jej opieką tak, iż jedną ręką będą walczyć, a drugą budować”.

 

Św. Maksymilian nie tylko znał, ale przede wszystkim głęboko przyswoił i zastosował te słowa. Aktu całkowitego poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi dokonał w roku 1917 – tym samym, w którym Niepokalana zechciała objawić chrześcijańskiemu światu swe orędzie w Fatimie. Młody ojciec Maksymilian, pracujący wówczas nad doktoratem z teologii, nie mógł jeszcze wiedzieć o wydarzeniach w Portugalii – dobrze jednak zdawał sobie sprawę z symboliki tej daty, w której zbiegały się najznaczniejsze wysiłki wrogów Kościoła, rok 1917 był bowiem czterechsetną rocznicą wybuchu rewolucji luterańskiej i dwusetletnią rocznicą powstania sekty masońskiej.

 

Zanim jednak, jako franciszkanin, postanowił on w taki, a nie inny sposób służyć Bogurodzicy, miało miejsce pewne wydarzenie – opisane przez Świętego jako cudowne – które przesądziło o  wyborze jego drogi życiowej. Będąc uczniem seminarium franciszkanów we Lwowie Rajmund Kolbe (tak nazywał się przed przyjęciem imienia zakonnego) wciąż rozważał, na jakiej drodze winien służyć Bogu. O mały włos obrałby drogę świecką, gdyż doszedł do wniosku, że ma przecież w sobie duszę wojownika i chce zbrojnie walczyć dla Niepokalanej, a tego nie sposób połączyć ze stanem duchownym. Już miał wystąpić z seminarium, kiedy w odwiedziny przybyła niespodziewanie jego matka. Młodzieniec, zdziwiony jej wizytą, już miał wyjawić swój zamiar, lecz matka ubiegła go przekazując najświeższe wieści z rodzinnego domu. Otóż rodzice, widząc, że wszystkie ich dzieci oddały się na służbę Bogu, postanowili uczynić to samo. Młody Kolbe odebrał to jako znak Boży i skonstatował, iż skoro wszyscy w rodzinie służą Bogu w zakonie, to on też jest do tego powołany. Klamka zapadła – odtąd gorliwy Apostoł Niepokalanej z całym przekonaniem poświęcił się formacji kapłańskiej.

 

 

Na szańcach Wiecznego Miasta

 

W Traktacie o prawdziwym nabożeństwie czytamy dalej: „Jedną ręką będą zwalczać, powalać, miażdżyć heretyków wraz z ich herezjami, odszczepieńców wraz z ich schizmami, bałwochwalców wraz z ich bałwochwalstwem, grzeszników z ich bezbożnością; a drugą będą budować prawdziwą świątynię Salomona i tajemnicze Miasta Boże, tzn. Najświętszą Pannę, zwaną przez Ojców Kościoła «Świątynią Salomona» i «Miastem Bożym»”. Taki też był program działalności świętego wojownika Maryi. Należy wszakże pamiętać, że jego ostateczne wyklarowanie poprzedziły różne przygotowania i zdarzenia.

 

W czasie, kiedy Maksymilian Kolbe studiował na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie sekta masońska wyjątkowo zuchwale podniosła głowę przeciwko Stolicy chrześcijaństwa. W roku 1917 miało miejsce mrożące krew w żyłach wydarzenie. Otóż ulicami Rzymu, pod samym Watykanem przedstawiciele światowej masonerii przemaszerowali otwarcie manifestując szatańską wrogość względem Boga i Jego Królestwa. Poruszony do głębi ojciec Maksymilian opisuje powiewające na tle murów Wiecznego Miasta sztandary ukazujące bluźnierczą scenę, na której diabeł miażdży św. Michała Archanioła. Doświadczenie to pogłębiło przekonanie młodego kapłana, iż opór przeciwko wrogom Kościoła musi być w tych czasach wyjątkowo silny i musi odwołać się do nowych, nieznanych dotychczas sposobów walki.

 

Po manifestacji wolnomularzy franciszkanin zadawał sobie pytanie, czy oni mogą tak bezczelnie paradować, podczas gdy katolicy siedzą z założonymi rękami? Rozumiał on, że wróg jest coraz silniejszy, a uderza w Kościół i w cywilizację chrześcijańsko-klasyczną zarówno od zewnątrz, jawnymi środkami rewolucyjnymi, jak i od wewnątrz przez członków tajnych związków przenikających do wnętrza Kościoła i podstępnymi spiskami psujących moralność społeczeństw.

 

W odpowiedzi na zuchwałość nieprzyjaciół Pańskich Maksymilian Kolbe zakłada ruch Maryjny, któremu nadaje nazwę Militia Immaculatae – Milicja Niepokalanej. Statutowym celem stało się „nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków itd., a zwłaszcza masonów i o uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem Niepokalanej”, a do tego miały być używane „wszystkie środki (byle godziwe), na jakie pozwala stan, warunki i okoliczności, co zostawia się gorliwości i roztropności każdego”. Początkowo MI nie spotkała się z ciepłym przyjęciem wśród współbraci, z czasem jednak, jak wiemy, jej zasięg ogarnął ogromne rzesze wiernych duchownych i świeckich.

 

 

Strateg wojenny w habicie

 

Rycerz Niepokalanej już od młodości podchodził bardzo konkretnie do kwestii własnego doskonalenia. W dwudziestym szóstym roku życia ułożył swój osobisty „Regulamin życia”, w którym w trzech punktach ujmuje zasadnicze warunki bycia dobrym głosicielem Słowa Bożego: „a) pierwszeństwo przykładu przed słowem; b) ubóstwo; c) ofiara i poświęcenie się dla innych w codziennych czynnościach”. Właśnie proces przygotowania do pełnienia apostolskich obowiązków w zadziwiający sposób upodabnia Świętego do prawdziwego dowódcy wojsk.

 

Kolbe jako duchowy strateg i przywódca z szańców walki o społeczne panowanie Chrystusa Króla i Niepokalanej Królowej obserwował narody oddalające się od prawdy, z bólem przyglądał się jak świat wchodzi pod dominację zasad diabła, odrzucając – w myśl postulatów masońskich – wszelką nadprzyrodzoność w życiu publicznym, a nawet prywatnym. Wobec tak nasilonych ataków królestwa ciemności Apostoł zachował niesłychaną trzeźwość umysłu i odwołał się do środków dokładnie takich samych, z jakich generałowie korzystają planując bitwę...

 

Otóż w toku swej edukacji Maksymilian, na wzór największych przywódców wszechczasów, oddawał się wnikliwej analizie dziejów swego kraju i świata, zwracając szczególną uwagę na historię wojen i bitew. Poznał dzięki temu taktykę wroga dążącego do rozbicia chrześcijańskiej jedności Europy i zarażenia całego świata jadem błędów heretyckich, masońskich i socjalistycznych. Owocem studiów historycznych było głębokie zrozumienie znanej od dawna prawdy, iż zepsucie moralne społeczeństw jest najsilniejszą bronią, zdolną rozbić nawet najpotężniejsze mocarstwa (choćby przykład Aleksandra Wielkiego, również poddany analizie franciszkanina).

 

Dlaczego upadają wodzowie, a słabną społeczeństwa? Skąd bierze się bezrobocie? Na te pytania Święty odpowiadał jednoznacznie: z zepsucia moralnego. Udzielając odpowiedzi na pytanie, jaka jest „przyczyna przyczyn naszego kryzysu” pisał: „To brak uczciwości. Brak wypełniania obowiązków względem Boga, siebie i bliźniego. Niechaj dzisiaj wszyscy bez wyjątku odprawią szczerą spowiedź i zaczną prawdziwie po katolicku żyć, natychmiast szybko podźwignie się Ojczyzna, uzdrowią finanse, zawrze rzetelna praca” (cytat z artykułu Moje dumania nad bezrobociem).

 

Ojciec Kolbe stworzył Milicję Niepokalanej jako duchowe wojsko, ponieważ widział, że chrześcijańskie wojska były zbyt słabe, dawno przebrzmiała sława oręża występującego w obronie panowania Boga nad narodami, a społeczności katolickie coraz bardziej ustępowały przed potęgą wrogów Kościoła, tracąc męstwo i przekonanie dawnych Krzyżowców, tracąc zdrowy instynkt samozachowawczy i zapominając, iż Bóg, jako Stwórca, Pan i Odkupiciel ma prawo rządzenia światem, a Jego zasady mają być zasadami ustroju publicznego wszystkich organizmów państwowych i społecznych.

 

 

Miasto Maryi przeciwko miastu diabelskiemu

Studiowanie historii wojen (szczególnie najazdu protestanckich Szwedów na Polskę w XVII wieku) pozwoliło mu przyswoić integralnie katolicką wizję dziejów. Jak wiemy z wiekopomnego dzieła św. Augustyna De civitate Dei, istnieją dwa obozy, dwa rozdzielone na wieki miasta – miasto Boże i miasto szatana, inaczej zwane miastem tego świata. Po okresie tryumfu miasta Bożego w wiekach średnich miasto diabelskie zaczęło coraz silniej rozbijać Boży ład zaprowadzony przez katolickie monarchie współpracujące ze Stolicą Apostolską.

Pierwszym istotnym wydarzeniem otwierającym jawny pochód Rewolucji było wystąpienie Lutra. Religia protestancka, jak przypomina Kolbe, rzuciła umysł ludzki na bezdroża błędu dozwalając każdemu być samowolną wykładnią prawdy, odrzucając Tradycję będącą równorzędnym obok Pisma Świętego źródłem objawienia. Rewolucja religijna, mająca w sobie zabójczy zarodek wolnomyślicielstwa, była pierwszym krokiem do późniejszych wykroczeń przeciwko prawu Bożemu, a zarazem utorowaniem drogi zbrodniczym działaniom masonerii i socjalistów. Sam zaś protestantyzm św. Maksymilian określał – używając militarnej terminologii – awangardą masonerii.

Wydawać by się mogło, że przeciwko potędze, która zatrzęsła posadami świata, ubogi mnich franciszkański pozostanie całkowicie bezsilny. On jednak zdawał sobie sprawę, iż walka rozgrywa się nie tylko na płaszczyźnie zjawisk widzialnych, a jej ostateczną rozgrywką jest wieczny los nieśmiertelnych dusz ludzkich. Dlatego nie zrażając się dochodzącymi zewsząd niepokojącymi sygnałami (pamiętamy przecież, że rok założenia MI był też rokiem wybuchu rewolucji bolszewickiej) starał się jak najbardziej rozszerzyć zasięg kierowanego przez siebie ruchu Maryjnego.

Na rozwielmożnienie się wpływów miasta diabelskiego odpowiedział pomysłem natchnionym – postanowił utworzyć inne miasto – miasto Tej, która zdeptała głowę szatana i która ma zatryumfować w czasach ostatecznych. Tak powstało sanktuarium Niepokalanów, w którym kształtowano rzesze młodzieży i dorosłych na prawdziwych rycerzy Maryi. Klasztor ofiarowany Kolbemu przez księcia Jana Druckiego-Lubeckiego stał się pierwszym centrum, w którym Niepokalana królowała w „kolbiańskim” duchu świętej krucjaty przeciwko nieprzyjaciołom ludzkiego zbawienia. Później podobne ośrodki, na kształt duchowych baz wojskowych, święty Apostoł Maryi założył również w Japonii, Chinach i Indiach podczas swoich podróży misyjnych.

Z jednej strony zatem szerzyła się bezbożność i obojętność religijna (ojciec Maksymilian ubolewał pewnego razu, że w rejestrze Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego zarejestrowano 15 sekt, które zasypują naród ulotkami i książkami zatruwając serca wiernych), z drugiej zaś powstawała armia wiernych katolików, pielęgnujących dar nieskazitelnej Wiary, stosujących modlitwę wstawienniczą za wszystkich błądzących i zwiedzionych podstępnymi zakusami złego ducha i jego sekciarskich struktur.

Pamiętny rok 1917 był także, jak wiemy, rokiem objawień Najświętszej Maryi Panny w Fatimie. Wskutek tego wydarzenia powstały na świecie różne ruchu Maryjne, jak chociażby Legion Maryi w Irlandii czy Błękitna Armia Naszej Pani z Fatimy w Stanach Zjednoczonych. Na naszym rodzimym gruncie powstała Milicja Niepokalanej wraz z bazą wypadową w Niepokalanowie. Wspólnota i ruch założone przez św. Maksymiliana Kolbego rozrosły się do imponujących rozmiarów. W roku 1939 w Niepokalanowie pełniło posługę 769 braci, a w seminarium kształciło się 200 adeptów do stanu kapłańskiego.

Strategiczny bastion i ostateczne zwycięstwo

 (...)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>