opublikowano: 4 czerwca 2014, 13:16 · aktualizacja: 4 czerwca 2014, 14:50
Fot. YouTube/wPolityce.pl
To była rozstrzygająca noc dla dalszych losów Polski. 4 czerwca 1992 roku, w tzw. noc teczek, upadł rząd Jana Olszewskiego. Bezpośrednią przyczyną oporu większości Sejmu była obawa przed kompromitacją, jakiej musieliby doświadczyć politycy po ujawnieniu przez szefa MSW Antoniego Macierewicza archiwaliów SB - listy polityków figurujących w archiwach MSW jako konfidenci komunistycznych służb specjalnych. Na liście tej znajdował się m.in. Lech Wałęsa, który 4 czerwca wnioskował o odwołanie premiera.
Jak doszło do obalenia rządu, który chciał dekomunizacji Polski? Najdobitniej o kulisach „nocy teczek” opowiada film „Nocna zmiana”.
Nocą, 4 czerwca 1992 roku, premier Jan Olszewski wygłosił dramatyczne przemówienie, które publikujemy w całości.
Gdybym przemawiał dzisiaj rano, to przemówienie byłoby inne. Byłoby pewnie dłuższe, do innych odwołałoby się argumentów, pewnie bym mówił o tym, jaki był start tego rządu, jakie napotykaliśmy trudności, aby choćby ocenić zastany stan rzeczy; ile trudności kosztowało zdyscyplinowanie finansów publicznych na elementarnym choćby poziomie. Ile włożyliśmy wysiłku w przywrócenie normalnych funkcji podstawowym gałęziom tego aparatu. Jaka była linia polityczna rządu i co robiliśmy, aby przygotować całościową reformę – reformę administracji ogólnej i gospodarczej. Jakie zostały przygotowane akty i dlaczego one nie zostały wniesione przed budżetem.
Mówiłbym pewno o tym, że ten rząd, o którym tu tyle mówiono, że żadnego programu nie ma, jeden tylko potrafił sformułować wieloletnie założenia polityki społeczno-gospodarczej, przez ten Sejm nie przyjęte, ale i jedyne, jakie zostały sformułowane i jakie są realizowane, i na których oparty jest budżet, który wy, państwo, jutro przyjmiecie, bo żadnego innego budżetu, opartego o inne założenia, pod groźbą katastrofy tego państwa i gospodarki nie można skonstruować. I chociaż tego rządu nie będzie, to będzie jego budżet. I przez wiele miesięcy będziecie musieli testament tego rządu wykonywać, bo nie ma innej możliwości. I przekonacie się o tym.
Ale to wszystko powiedziałbym dzisiaj rano. Teraz mówić o tym nie warto, bo nie o to teraz tu chodzi. Bo nie dlatego debatuje się nad tym, aby odwołać rząd natychmiast, zaraz, zanim jeszcze rozpocznie się następny dzień, żeby już go nie było – nie dlatego, że był zły, bo nie dawał sobie rady z gospodarką, nie dlatego, że miał złą linię polityczną, nie dlatego, że nie miał polityki informacyjnej – o czym bardzo dużo mówiono, w czym może i źdźbło prawdy jest. I nie dla stu innych powodów, które tutaj można by było i pewnie byłyby przytaczane, gdyby dyskusja toczyła się w normalnym trybie i w normalny sposób. Tylko dla zupełnie innej przyczyny, przyczyny leżącej w istocie poza rządem.
Kiedy obejmowałem moją funkcję i wcześniej, po wielekroć wcześniej, wiele miesięcy, może lat, wiedziałem, że przyjdzie nam budować nowy system władzy demokratycznej w Polsce, nowy ustrój, nową III naszą Polską Rzeczpospolitą.
W sytuacji, kiedy będziemy obciążeni potwornym spadkiem pozostawionym przez tę dziedzinę, ten sektor komunistycznego reżimu, który był jego istotą. A jego istotą był aparat przemocy, był aparat policyjnej przemocy, był aparat policji politycznej. Jak ten aparat pracował, jakie były jego zasady działania – mało kto wie na tej sali tak dobrze jak ja. Latami mogłem na to patrzeć, występując w obronie ludzi przez ten aparat ściganych. Wielu z nich jest tu dziś na tej sali.
Wiedziałem, jak tragiczne bywają przypadki, losy, fakty. Nikt nie wie tego lepiej ode mnie. Ale też nikt lepiej ode mnie nie wie, jak straszliwy jest ten spadek, jak rozległy, jak wielki, jak straszne może pociągać skutki dla losów jednostek w niego wplątanych, wtedy, kiedy te jednostki biorą udział w kierowaniu życiem politycznym. W warunkach, w których my działamy – jak tragiczne może mieć to skutki dla interesu już nie publicznego, dla interesu narodowego.
Mówiłem to po wielekroć. Wtedy, kiedy mówiłem w roku dziewięćdziesiątym, dziewięćdziesiątym pierwszym, w ruchu obywatelskim, kandydując do Sejmu. Kiedy mówiłem o dekomunizacji, kiedy polemizowałem z teorią »grubej kreski«, miałem zawsze w pamięci ten problem. I kiedy objąłem funkcję premiera, wiedziałem, że mój rząd musi się z nim zmierzyć. Przyjąłem pewne założenia, wiedząc, jak bardzo jest to problem ważny, jak zarazem trudny, jak ogromnie tragiczny dla wielu ludzi. Więc szukałem, starałem się szukać najlepszego z tego wyjścia. W takich sprawach, w moim przekonaniu, spieszyć się nie należy. Ale byłem w błędzie. Są sytuacje, kiedy trzeba się spieszyć.
Wydałem instrukcje, polecenia kierownictwu resortu spraw wewnętrznych, aby przygotowało akt, który będzie pozwalał bez zakreślenia pewnego czasu, bezboleśnie, możliwie jak najbardziej humanitarnie wycofać się z życia publicznego ludziom obciążonym tym tragicznym spadkiem przeszłości, bez wystawiania kogokolwiek pod pręgierz opinii publicznej, z zachowaniem wszystkich zasad humanitaryzmu. I z zachowaniem jednocześnie i w tych przypadkach, gdzie sama osobista własna wola czy własna decyzja zainteresowanych by nie nastąpiła lub była niewystarczająca, stworzenia rzeczywistego, gwarantującego obiektywne rozpoznanie sprawy organu i procedur, które by takie ostateczne rozliczenie zamykające tamten trudny czas i otwierające możliwości normalnego działania w życiu publicznym III Rzeczypospolitej zakończyły.
Nie doszło do tego, chociaż prace nad tym były – jak mnie informowano – zaawansowane. I ja sam muszę się przyznać tu przed Wysoką Izbą, że w natłoku zajęć, których premierowi tego rządu, żadnego zresztą rządu w Polsce, na pewno nie brakuje i nie będzie brakowało, uważałem, że nie warto tracić czasu na czytanie akt zgromadzonych przez dawne służby bezpieczeństwa. I po niczyje akta ani własne, ani moich ministrów nie sięgałem. Jeżeli byłaby sprawa – wychodziłem z takiego założenia – która wymagałaby ostatecznego rozliczenia i zakończenia, odkładałem to do momentu stworzenia takiego właśnie racjonalnego mechanizmu.
To tu, na tej sali padł wniosek zobowiązujący do zobowiązania resortu spraw wewnętrznych do przedstawienia – jak ujmował ten wniosek – listy agentów. To tutaj, na tej sali został on uchwalony. I jego wykonanie, wolą tego Sejmu, obciążyło ministra spraw wewnętrznych. Mógłbym pozostać poza tym. Mnie tam nie fatygowano. Uważałem jednak, że w tej trudnej, prawie beznadziejnej sytuacji nie mogę uchylić się od współodpowiedzialności. Prosiłem min. Macierewicza o to, aby zostało dokonane nie zestawienie agentów – bo takiego zrobić nikt w resorcie spraw wewnętrznych nie jest władny – tylko zestawienie informacji. Takich, jakie w archiwach można znaleźć.
Wszystko jest zawsze wybiórcze i wszystko może być pomówieniem. Ja o tym doskonale wiem. Dlatego, dlatego podkreślam: po pierwsze – uważałem, że do momentu, dopóki sam Sejm nie zdecyduje, co z tym zrobić, nie można uchylić tajemnicy tych faktów. A po drugie – teraz ja rozumiem ten wesoły śmiech, bo są przecież ludzie, dla których fakt, że coś jest tajemnicą, jest w ogóle niezrozumiały. Ale ja zakładam – zakładałem, miałem prawo zakładać, że w tej Izbie, która gromadzi najwyższe przedstawicielstwo narodowe, takich ludzi nie ma.
I ponadto, starałem się o stworzenie pewnych procedur kontrolnych, w imię czego zwróciłem się do pierwszego prezesa Sądu Najwyższego prof. Adama Strzembosza o podjęcie się funkcji osoby powołującej, tak się mogło wydawać, najbliższy tym sprawom organ, który mógłby dokonać choćby wstępnej pewnego rodzaju weryfikacji. Nic więcej bez woli Sejmu, we własnym zakresie, rząd ani premier zrobić nie mogli. Tylko tyle.
Dzisiaj, tutaj, na tej sali, dotarł do mnie dokument, który został doręczony klubom poselskim i udostępniony posłom i senatorom. Dotarł do mnie równocześnie, a raczej o godzinę później niż do was. Z przyczyn, jak zwykle u nas, pewnych niedowładów technicznych. Przeczytałem go po zakończeniu rannej sesji. Tak, to jest lektura porażająca. Teraz wiem, dlaczego temu wszystkiemu, co się tutaj dzieje nie mam prawa się dziwić – ponieważ ta lektura była porażająca, jak sądzę, nie tylko dla mnie.
Myślę, że czas, który nadchodzi, da odpowiedź na wiele pytań. Rzekłbym, że w tym, co przeczytałem, jest ogromny ładunek ludzkich nieszczęść. Wiem także, że jest w tym ogromny ładunek niebezpieczeństwa dla Polski. Trzeba te dwie sprawy, dwie wartości bilansować, w bardzo trudnym wyważeniu stawiać.
Sądzę, że nie warto tutaj mówić o tym, w jakich warunkach ten rząd działał. Sądzę, że nie warto tutaj mówić o tym, ile jego premier i ministrowie spokojnie znosili potwarzy, pomówień, pogardliwych aluzji – nie ze zwykłej tam prasy brukowej w rodzaju tygodnika „Nie”, tylko z takich pozycji i od takich osób, od których naprawdę było to ciężko znieść, a trudno było takie wypowiedzi zlekceważyć.
Ale służba publiczna to nie jest przyjemność. Jeżeli ktoś się jej podejmuje, musi być na wiele gotowy. I nie może to mnie wyprowadzić z równowagi. Jeżeli dzisiaj mówię, że nie składam w tym momencie rezygnacji – mimo że mam tych doświadczeń w ciągu ostatnich miesięcy, a zwłaszcza tygodni, serdecznie dosyć – to oświadczam, że nie składam rezygnacji. I z pełną świadomością stawiam przed wami, posłowie, to zadanie, abyście według własnego sumienia głosowali za lub przeciw odwołaniu tego rządu. Czynię tak w przekonaniu, że od dzisiaj stawką w tej grze jest coś innego niż tylko kwestia, jaki rząd będzie w Polsce wykonywał ten budżet do końca roku.
Że w grze jest coś więcej, że w grze jest pewien obraz Polski, jaka ona ma być. Może inaczej – czyja ona ma być. Jest Polska, była Polska przez czterdzieści parę lat – bo to jednak była Polska – własnością pewnej grupy. Własnością z dzierżawy, może nawet raczej przez kogoś nadanej. Po tym myśmy w imię racji, własnych racji politycznych, zgodzili się na pewien stan przejściowy. Na kompromis, na to, że ta Polska jeszcze przez jakiś czas będzie i nasza, i nie całkiem nasza.
I zdawało się, że ten czas się skończył. Skończył się wtedy, powinien się skończyć, kiedy uzyskaliśmy władzę pochodzącą z demokratycznego, prawdziwie demokratycznego wyboru. A dzisiaj widzę, że nie wszystko się skończyło, że jednak wiele jeszcze trwa i że to, czyja będzie Polska, to się dopiero musi rozstrzygnąć. To się będzie rozstrzygało także w jakiejś mierze, w jakiejś cząstce dziś – tutaj, na tej sali.
Ja chciałbym stąd wyjść tylko z jednym osiągnięciem. I jak do tej chwili mam przekonanie, że z nim wychodzę. Chciałbym mianowicie, wtedy kiedy ten gmach opuszczę, kiedy skończy się dla mnie ten – nie ukrywam – strasznie dolegliwy czas, kiedy po ulicach mojego miasta mogę się poruszać tylko samochodem albo w towarzystwie torującej mi drogę i chroniącej mnie od kontaktu z ludźmi eskorty, że wtedy, kiedy się to wreszcie skończy – będę mógł wyjść na ulice tego miasta, wyjść i popatrzeć ludziom w oczy.
I tego wam – Panie Posłanki i Panowie Posłowie – życzę po tym głosowaniu.
Film:
http://wpolityce.pl/polityka/199126-dzis-rowniez-inna-rocznica-nocnej-zm...
3 Comments
4 czerwca 1992 r. skończyła się wolność.Rocznica „nocnej zmiany"
04 June, 2014 - 21:32
- Teraz oceniam tamte wydarzenia dokładnie tak samo, jak oceniałem tamtej nocy, nie zmieniłbym ani jednego zdania – mówi dziś „Codziennej” Jan Olszewski. - Dużo mówi się o 25 latach naszej wolności. Oczywiście można się cieszyć ze udało się przeżyć ten czas w miarę spokojnie. Rezultaty jednak widzimy. To unikalne z punktu widzenia historii ćwierćwiecze znakomitej dla Polski koniunktury zostało niewykorzystane – opowiada.
Premier pierwszego niekomunistycznego rządu zwraca uwagę, że głównym problemem który stał zarówno w 1989 jak w 1991 i 1992 roku, był spór wobec tego, czy należy zerwać z ciągłością z PRL i powrócić bezpośrednio do II rzeczpospolitej, czy tez uznać, że „PRL to był taki twór ustrojowy po drodze”, że w gruncie rzeczy to była też Polska, że idziemy dalej, dostosowując się do nowych warunków - To linia sporu, i ona jest dalej, ale wtedy korzystając z koniunktury zewnętrznej była szansa na zmianę. Dziś mamy sytuacje nieporównywalnie gorszą – mówi Olszewski.
- Zmarnowaliśmy pokolenie, które było największą szansą tego kraju, pokolenie urodzone w okresie stanu wojennego, które można było zagospodarować w niepodległym państwie. Dziś najaktywniejsi są za granicą, a perspektywa demograficzna jest żadna i nie ma na to sposobu. Rozwarstwienie społeczne jest ogromne. Przy tym wszystkim rezultat końcowy jest taki, że polska demokracja jest tak słaba, że jedynie ¼ wyborców idzie oddać głos, z czego część oddaje głos na zasadzie happeningu, żeby wspomnieć ostatni wynik Janusza Korwin-Mikkego – konstatuje Olszewski. – Czy to smutna diagnoza? Moim zdaniem realna, bo uważam się za realistę. I pozostanę przy tym – kończy były premier.
Zobacz film
http://niezalezna.pl/56036-4-czerwca-1992-r-skonczyla-sie-wolnosc-roczni...
„Rząd Olszewskiego odsunął agenturę od władzy”
04 June, 2014 - 21:51
4 czerwca to nie tylko rocznica pierwszych częściowo wolnych wyborów w Polsce, ale też inna, smutna, by nie powiedzieć haniebna data. 22 lata temu siły polityczne zainteresowane obroną niedawnych agentów SB obaliły rząd Jana Olszewskiego.
Jego zasługą jest m.in. odsunięcie agentury od władzy w Polsce - mówił wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości Antoni Macierewicz podczas konferencji prasowej w Sejmie.Polityk, który w 1992 roku był ministrem spraw wewnętrznych zobowiązanym do wykonania uchwały lustracyjnej przyjętej przez Sejm, a obligującej go do ujawnienia nazwisk czynnych polityków na wysokich stanowiskach zarejestrowanych jako tajni współpracownicy Służby Bezpieczeństwa, zaprezentował też fragmenty głośnego filmu "Nocna zmiana", pokazującego kulisy odwołania rządu Jana Olszewskiego.
Macierewicz przypomniał archiwalne nagrania z narady polityków z ówczesnego Sejmu z prezydentem Lechem Wałęsą. 4 czerwca 1992 r. rozmawiali oni o możliwości odwołania rządu Olszewskiego i powołania w jego miejsce rządu Waldemara Pawlaka.
"Przypomnieliśmy fragmenty przebiegu wydarzeń sprzed 22 lat, żeby - gdy dzisiaj świętujemy 25-lecie rozpoczęcia drogi do niepodległości - wskazać, który rząd i jacy ludzie, pracowali na to, byśmy dzisiaj byli w NATO, by dziś istniał IPN, a agentura była formą działania, która nie jest akceptowana przez rząd Rzeczypospolitej i przez porządek prawny, nawet jeżeli ma za sobą nawet największe media, siły i lobby" - mówił na konferencji Macierewicz.
"Dziś porządek prawny agenturę wyklucza ze sprawowania urzędów, i to się stało także dzięki rządowi Jana Olszewskiego. Podobnie jak dzięki temu rządowi po dzień dzisiejszy zachowaliśmy w polskich rękach: energetykę, ziemię i podstawowe możliwości działań gospodarczych, mimo grabieżczej prywatyzacji, mimo zniszczenia bardzo wielu możliwości działania państwa polskiego" – dodał wiceprezes PiS.
"Chcemy powiedzieć, że rząd Olszewskiego dobrze zasłużył się ojczyźnie i niepodległości polskiej. Dziś mamy szanse na rzeczywiste wsparcie USA, na rzeczywistą solidarność krajów NATO, dlatego że ten rząd nie ugiął się przed presją koalicji, która zmierzała cofnąć Polskę do czasów Układu Warszawskiego, cofnąć Polskę do czasów zależności wobec Rosji" - zakończył.
Obecny na konferencji poseł PiS Piotr Naimski, mówił o relacjach Polski z Rosją. "Minęły 22 lata i po tych 22 latach Rzeczypospolitej problemy pokazane w filmie, zostały w dużej mierze nierozwiązane. Nierozwiązany jest problem polskiej polityki w stosunku do sąsiada" – podkreślił Naimski, który kierował UOP w rządzie Olszewskiego.
Jego zdaniem Polska powinna oczekiwać większego wsparcia obronnego ze strony NATO i USA. "Dzisiejsza wizyta prezydenta USA Baracka Obamy to jest symbol, za którym ciągle nie ma konkretów. Te konkrety znamy, to byłaby rzeczywista obecność wojsk Natowskich na terytorium nowych państw członkowskich, w tym Polski. To byłoby wzmocnienie realne polskiej armii przy pomocy sojusznika USA. Stany Zjednoczone prowadza taką politykę wobec krajów, które uważają ze swojego punktu widzenia za ważne, takich jak Egipt i Izrael" - podkreślił.
"Jesteśmy ciągle na początku drogi do ugruntowania polskiej niepodległości. To jest naszym celem i o tym musimy pamiętać. Musimy pamiętać także, że w naszych szeregach, w polskiej elicie politycznej musimy dbać o to, żeby polski interes był dobrze słyszalny, żebyśmy umieli go artykułować, żeby w tej sprawie nie było, żadnego wahania" - mówił poseł.
Przeczytaj całe, dramatyczne, nocne przemówienie premiera Jana Olszewskiego z 4 czerwca.
Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/wiadomosci/polska/rzad-olszewskiego-odsunal-agenture-od-wladzy,10805849765#ixzz33hauO13o
Nocna zmiana film
04 June, 2014 - 23:25