Po prześledzeniu 7 tys. egzemplarzy „Gazety Wyborczej” wyraźnie widać, że najważniejszym zadaniem dziennika prowadzonego przez Adama Michnika jest, mówiąc krótko – atakowanie Kościoła – mówi w rozmowie z portalem PCh24.pl Artur Dmochowski, autor książki „Kościół Wyborczej. Największa operacja resortowych dzieci”.
Nakładem Wydawnictwa Słowa i Myśli ukazała się Pana najnowsza książka pt. „Kościół Wyborczej. Największa operacja resortowych dzieci.” Skąd pomysł na taką publikację?
Pierwszy powód to osobiste doświadczenie polegające na obserwacji radykalnej zmiany poglądów przez część moich przyjaciół z lat 80 - tych. Wielu z nich było ludźmi wierzącymi i można rzec – bardzo porządnymi. Część z nich po 1989r. zaczęła czytać „Gazetę Wyborczą”. Teraz gdy rozmawiam z nimi po 25 latach istnienia „GW”, zauważyłem że straciliśmy wspólny język.
Drugim powodem, który wpłynął na mą decyzję była kwestia pewnego artykułu, do którego napisania przygotowywałem się dwa lata temu. Przestudiowałem wówczas ok. 80 kolejnych wydań „Gazety Wyborczej” . Muszę przyznać, że nie mogłem uwierzyć własnym oczom i po raz kolejny musiałem przekartkować wszystkie egzemplarze. Okazało się, że w każdym wydaniu „GW” był co najmniej jeden artykuł, w którym atakowano Kościół. Od tamtej pory zacząłem zbierać materiały, zastanawiać się nad tą kwestią, aż w końcu powstała książka o której rozmawiamy.
Książka jest swoistym studium dwudziestu pięciu lat istnienia „Gazety Wyborczej”. Prześledził Pan tysiące artykułów, które odnosiły się do Kościoła. Jaka wg Pana jest misja „GW”?
Z tego co zaobserwowałem po prześledzeniu 7 tyś. egzemplarzy „Wyborczej”, wyraźnie widać, że najważniejszym zadaniem dziennika prowadzonego przez Adama Michnika jest, mówiąc krótko – atakowanie Kościoła. Ten atak odbywa się na różne sposoby. Głównie pod przykrywką „troski o Kościół”. Zdecydowanie rzadziej wprost.
Ciekawą formułę przybierają artykuły traktujące o sprawach związanych z religią rzymsko - katolicką. Czytając je, ma się wrażenie, że autorzy występują w imieniu jakiegoś „prawdziwego Kościoła” i osób „prawdziwie wierzących”, a zarazem krytykują Kościół rzeczywisty, któremu przewodzi Jezus Chrystus. Jest to więc swego rodzaju atak od środka. Porównuję to z tym co robią tacy ludzie jak np. Jerzy Urban. Dla nich Kościół jest wstrętny, a religia jest czymś czego nienawidzą. Atakują wprost, z otwartą przyłbicą. Uważam, że taktyka „Gazety Wyborczej” jest dużo skuteczniejsza. Wydaje mi się, że moi znajomi nie ulegliby urbanowej propagandzie. To, co robi „Gazeta” jest dużo bardziej inteligentne. Redaktorzy „GW” pozycjonują się w środku Kościoła i atakują Go z pozycji rzekomej troski.
Jan Turnau przyznał kiedyś, że redakcja atakuje Kościół, ale po to, żeby go bronić. Jakiego kościoła chce bronić Turnau? Przecież raczej nie jest to Kościół katolicki?
To jest to jest ten specyficzny „kościół Gazety Wyborczej” a właściwie sekta z własną, specyficzną postmarksistowską ideologią. W książce podejmuję motyw ideologii tego „gazetowego kościoła”, a tematem przewodnim są metody redakcji w atakach na Kościół. Chodzi tutaj o różnego rodzaju taktyki, sposoby manipulacji oraz strategie stosowane przez „Gazetę” w przeciągu tych 25 lat istnienia. Wg mnie „GW” dąży do stworzenia tzw. „Kościoła otwartego”, który pokornie zgadza się ze swoimi adwersarzami, przyjmuje rolę biernego obserwatora i w zasadzie nie ma swojego własnego zdania.
W książce zestawiam również misję „otwartego kościoła Gazety” z rzeczywistą misją prawdziwego Kościoła, którą są słowa Jezusa Chrystusa: „Idźcie i nauczajcie”. Tymczasem rzekomy „kościół Gazety” nie tylko nie chce nikogo nauczać, ale raczej pokornie przyjmuje to co kultura współczesna i środowisko Adama Michnika chce mu narzucić.
Pisze Pan, że skuteczność „Gazety Wyborczej” jest związana z technikami manipulacyjnymi przez nią stosowanymi. Jakie są najważniejsze spośród nich.
Muszę przyznać, że jest ich tak wiele, że trudno wybrać najważniejsze. To zresztą był jeden z czynników, które pobudziły mnie do napisania tej książki. Zachęcam wszystkich czytelników, aby przeczytali książkę „Kościół Wyborczej” i przekonali się jak wytrwanych i sprytnych metod używa redakcja „GW”. Należy jednak zauważyć, że „Gazeta Wyborcza” zupełnie niepostrzeżenie dla czytelnika stosuje sprytne techniki. W napisaniu tej książki ewidentnie pomogło mi doświadczenie dziennikarskie i redaktorskie. Dzięki niemu udało się wychwycić te manipulacje, które przeciętnemu czytelnikowi, który przecież nie prowadzi dogłębnej analizy czytanych tekstów, trudno jest dostrzec.
Myślę, że jeszcze jedna rzecz jest warta podkreślenia. Tą ogromną manipulację „Gazety Wyborczej” widać dopiero z perspektywy lektury znacznej liczby egzemplarzy. Trudniej ją dostrzec zaglądając do kilku wydań. Jak wspomniałem wcześniej, przygotowując się do napisania książki o „kościele Wyborczej”, prześledziłem wszystkie 7 tysięcy wydań od początku jej istnienia. Wówczas klaruje się pewna ciągłość i kontynuacja ataków na Kościół. Są takie linie, tematy i wątki, które niemalże od pierwszych numerów w maju 1989r. trwają do dziś.
Jednym z przykładów jest wątek nauki religii w szkołach, który jest jednym z najbardziej widocznych tematów na łamach „Gazety”. Innym jest kwestia zaangażowania politycznego Kościoła, czy inaczej, tego co „GW” nazywa zaangażowaniem politycznym. Co ciekawe, nie wszystkie stanowiska Kościoła są atakowane przez redakcję Michnika. Wręcz przeciwnie, wiele razy Kościół czy hierarchowie są chwaleni za określone postawy czy wypowiedzi, które można uznać za polityczne. Oczywiście pod warunkiem, że są one zgodne z oczekiwaniami środowiska Agory.
„Wyborcza”, niezmiennie od 25 lat atakuje Kościół – poruszając te same tematy, a więc sprawy związane z aborcją, eutanazją, homoseksualizmem, pedofilią księży czy kapłaństwem kobiet poruszane są w zasadzie na łamach każdego wydania. Dlaczego redakcja nieustannie pisze o tych sprawach?
W zasadzie każdej z tych spraw poświęciłem osobny rozdział w swojej najnowszej książce. To są te wątki, które nieustannie goszczą na łamach „Gazety”. Myślę, że są one uznawane za ważne, priorytetowe i stawiam także tezę, że cała strategia walki z Kościołem, wynika z tego, że Adam Michnik i środowisko Agory mieli własny pomysł na to jak powinna wyglądać Polska i Polacy.
W tym wyobrażeniu miejsca dla Kościoła katolickiego nie było, dlatego budowany jest obraz „kościoła Wyborczej”. Prawdziwy Kościół katolicki jest jedną z głównych przeszkód, które utrudniają realizację wizji Michnika i jego współpracowników, dlatego też tak bardzo Go atakują.
Rozmawiał Paweł Ozdoba
Artur Dmochowski - dziennikarz, publicysta i historyk. Absolwent UJ, University of Maryland oraz Monterey Institute of International Studies. Działacz niezależnego, podziemnego ruchu wydawniczego. Rozpracowywany przez SB w ramach spraw kryptonim Historyk i Inicjator. W latach 90 - tych radca Ministra Spraw Zagranicznych. Twórca i były dyrektor TVP Historia.
1 Comments
„Owszem, atakujemy Kościół –
23 July, 2014 - 10:58
„Owszem, atakujemy Kościół – ale po to, żeby go bronić”. Te słowa wypowiedziane przez Jana Turnaua mogą być uznane za dewizę środowiska „Gazety Wyborczej”. Przed czym publicyści z ul. Czerskiej chcą bronić Kościół? Jak się okazuje, głównie przed… katolicyzmem.
„Kościół Wyborczej. Największa operacja resortowych dzieci” to najnowsza książka autorstwa Artura Dmochowskiego. Wydana nakładem Wydawnictwa Słowa i Myśli, uwypukla myśl przewodnią redakcji „Gazety Wyborczej”, której głównym celem stała się walka z Kościołem. To walka o rząd dusz nad polskim społeczeństwem, trwająca nieprzerwanie od 25 lat. Utworzona na mocy porozumień okrągłostołowych, miała być organem chrześcijańskiej „Solidarności”, ale szybko stała się tubą propagandową środowisk lewicowych i moralnie liberalnych. Na podstawie pozornej troski o Kościół rościła sobie prawo do pełnej krytyki Jego nauczania i nawoływała do pełnego „otwarcia”. Używając, zresztą niezwykle sprawnie, wielu sztuczek manipulacyjnych, budowała obraz polskiego Kościoła jako średniowiecznego ciemnogrodu, którym rządzą źli i mściwi biskupi, dręczący i wyzyskujący wiernych.
Redakcja „GW” potrafiła się jednak doskonale odnaleźć w momentach, w których potrzebowała wsparcia Kościoła. Jednym z takich wydarzeń było referendum przedakcesyjne do Unii Europejskiej. Bojąc się wpływu na wynik końcowy konserwatywnej części wyborców, postanowiła złagodzić język zachęcając księży, aby angażowali się w promocję Unii Europejskiej i zachęcali do pozytywnego głosowania w referendum. Ale po kolei.
Niewinne początki
„Gazeta Wyborcza” miała stać się pierwszym wolnym dziennikiem w środkowo – wschodniej Europie. Jako organ „Solidarności”, miała także reprezentować poglądy katolickiego społeczeństwa. Pierwsze tygodnie istnienia „GW” to okres kampanii wyborczej, która zdecydowanie zdominowała tematykę dziennika. O sprawach wiary pisano niewiele, a jeśli już, to z wyraźną sympatią wobec Kościoła (sic!). Co więcej, w wydaniu z 26 maja 1989 r., „Wyborcza” informowała o poświęceniu lokalu redakcji przez księdza arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego.
Sytuacja zaczęła się powoli zmieniać kilka miesięcy po wyborach do parlamentu. Przyjazny ton zaczął przechodzić w neutralny i obojętny, aż w końcu na łamach „Gazety Wyborczej” zaczęły pojawiać się teksty krytykujące stanowisko Kościoła, np. w sprawie aborcji. Wraz z nimi w redakcji zaczęli pojawiać się ówcześni dziennikarze „Tygodnika Powszechnego”, jedynie pozornie pozostający „blisko Kościoła”.
Powrót religii do szkół
Jednym z pierwszych punktów zapalnych, rozniecających wojnę przeciwko Kościołowi, była sprawa powrotu nauczania religii do szkół publicznych. Z chwilą podjęcia decyzji o powrocie katechezy do szkół, „GW” tworzyła niezwykłą atmosferę niechęci, a wręcz wrogości wobec Kościoła.
Redakcja nieustannie straszyła konfliktami i podziałami społecznymi, które miała wywołać decyzja rządu Mazowieckiego. Nauczanie religii w szkołach przedstawiano w jak najczarniejszy sposób. - Jestem przeciwko ponownemu wprowadzeniu religii do szkół. Nawet jeśli tylko jedno dziecko miałoby wyjść z lekcji, straty wychowawcze będą większe niż ewentualne zyski. […] Kościół wykorzystuje politykę do swoich celów. – grzmiał anonim na łamach „GW” z 12 maja 1990 r. Podobnego zdania był „etatowy katolik” Jan Turnau, który powiedział - Przyznam się, że jestem raczej przeciw. Powrót religii do szkół zapoczątkował frontalny atak i krytykę Kościoła, który trwa do dziś.
Aborcja, homoseksualizm, eutanazja, in–vitro itd.
Rozpoczynając wojnę przeciwko Kościołowi, redakcja „Gazety Wyborczej” wykrystalizowała kilka punktów, wokół których budowała swe antyklerykalne narracje. Prawdopodobnie najdłuższym seansem wrogości wobec nauczania Kościoła była kampania przeciw obronie życia. Rozpoczęła się jeszcze w 1990 r., gdy w parlamencie pojawił się projekt ustawy delegalizującej aborcję. - Chcą z nas zrobić maszynki do rodzenia - trąbiła redakcja w wydaniu z 6 października 1990 r. Za wzór skuteczności gazeta Adama Michnika uznawała Holandię gdzie „prawo gwarantuje kobiecie możliwość podjęcia decyzji”. Redakcja powoływała się również na „dane sondażowe” oraz budowała atmosferę niepewności, napięcia i dużych wątpliwości.
Kolejnym głównym orężem walki z Kościołem jest kwestia homoseksualizmu. Artur Dmochowski w książce „Kościół Wyborczej. Największa operacja resortowych dzieci” przypomina, że promocja homoseksualizmu jest widoczna na łamach „Gazety” od wczesnych lat 90–tych. Świadczą o tym tytuły, jak choćby tekst Aleksandra Gomola pt. „Katolicy – homoseksualiści”, „Gej znaczy wesoły” Marii Wiernikowskiej czy „Geje są wśród nas” oraz „Homoseksualistom tak”.
Środowisko „GW” uznało również za konieczne informowanie czytelników o „gejowskim raju” w artykule pt. „Kościół marzeń”. - U nas geje nie spowiadają się z tego, że mają partnera, ale z tego, jak go traktują. – dowiadujemy się w korespondencji z San Francisco. (wyd. 13.05.2010). Oprócz uderzenia w tradycyjną naukę moralną Kościoła, „Gazeta Wyborcza” uznała za stosowne szydzić ze stanu kapłańskiego, czego przykładem są tytuły: „Lesbijka biskupem Sztokholmu” (wyd. 6.11.2009), „Niech purpurowieją eminencje” (wyd. 17.10.2009), czy „Pani biskup szefem niemieckich ewangelików”. (wyd. 29.10.2009).
Złudzeń co do charakteru działalności i celów „Gazety Wyborczej” nie pozostawiają kolejne kampanie dotyczące spraw związanych ze sztucznym zapłodnieniem in–vitro, eutanazją, kapłaństwem kobiet czy gender. Każde kolejne wydanie „GW” gwarantuje nam solidną porcję antykatolickich treści.
Chcemy Kościoła Otwartego
Już na samym początku istnienia dziennika Michnika, dział religia obsadzono dziennikarzami skupionymi wokół liberalnego „Tygodnika Powszechnego”. Niektóre tendencje krakowskiego pisma zostały zaszczepione również w „Gazecie Wyborczej”. Dmochowski tłumaczy, że Kościół według „GW” po prostu sobie nie radzi. Regularne zarzuty pod jego adresem, wady i słabości takie jak upolitycznienie, pedofilia, zacofanie, homofobia i pazerność, to według pisma z Czerskiej główne przewinienia Kościoła. A naczelny – Adam Michnik – chciał Kościół „naprawiać”. Według niego Kościół „przestał być przyjazny ludziom. Stał się narcyzem, wielbi sam siebie jako instytucję, a poza tym - w Kościele i wokół niego powstały środowiska degeneracji”.
Jakiego więc Kościoła chce środowisko „Wyborczej”? Doskonale ujęła to Halina Bortnowska w swym artykule pt. „Trzeba nam nowego Kościoła”. (wyd. 16.02.2013r.), a także Katarzyna Wiśniewska, która oczekuje „Kościoła otwartego”. Można powiedzieć, że zdaniem „teologów” „GW”, wiara nie może posiadać objawów zewnętrznych, a Kościół powinien pełnić funkcję przepraszającą, za to że w ogóle istnieje. Co ciekawe, publicyści z Czerskiej bardzo często traktują Kościół jedynie jako instytucję i strukturę społeczną, uczestniczącą w grze politycznej. Wygląda na to, że aspekt duchowy - czyli sedno katolicyzmu - jest celowo pomijany, lub po prostu niedostrzegany.
Anatomia manipulacji
Skutecznego wpływu „GW” na opinię publiczną nie byłoby zapewne bez metod manipulacji, które dziennik stosuje w przypadku tekstów dotyczących Kościoła. Artur Dmochowski w swej książce wymienia najważniejsze i najpopularniejsze techniki. Pierwszą z nich jest selekcja treści - fundamentalna metoda kształtowania obrazu rzeczywistości. Analizując tematy, które pojawiają się na łamach „Wyborczej”, przeciętny czytelnik rzeczywiście może odnieść wrażenie, że „z Kościołem jest coś nie tak”. Mają ku temu służyć nacechowane negatywnymi emocjami tytuły: „Ksiądz pragnie żony”, „Antykoncepcja dzieli Kościół”, „Kobiety wychodzą z Kościoła”, „Nie dla aborcji, tak dla seksu przed ślubem”, „Modły oszustów w sutannach” czy „Manipulowanie ludźmi, fałszywe objawienia”.
Oprócz doboru treści nacechowanych negatywnymi emocjami, niezwykle istotna dla redakcji pozostaje siła ataku. Systematyczność ciosów w Kościół, zadawanych od 25 lat przypomina zasadę głównego propagandysty PRL–u, Macieja Szczepańskiego, który powiedział, że działalność propagandowa to codzienne wbijanie miliona gwoździ w milion desek. Regularność ataków oraz ich liczba, mają ogromny wpływ na czytelników, z każdym egzemplarzem „GW” utwierdzanych w przekonaniu, że Kościół to zło.
W podtrzymywaniu tego przeświadczenia „Gazecie Wyborczej” pomagają etatowi ex-księża i inne pseudo-autorytety, których na łamach dziennika Michnika jest pod dostatkiem. W tym przypadku szczególnie cenni dla redakcji są księża – kontestatorzy, którzy porzucili stan kapłański lub zamierzają to uczynić. Nie dziwią zatem w „Wyborczej” takie tytuły jak: „Dziesięć przykazań dla odchodzących księży” (wyd. 24.07.2010) czy „Dlaczego mi smutno Ekscelencjo, czyli pięć powodów, żeby zrzucić sutannę, i jeden, żeby tego nie robić”. Ważną rolę w manipulowaniu opinią publiczną odgrywają również „argumenty z sondaży”, listy do redakcji oraz feministyczne dodatki jak choćby „Duży Format” czy „Wysokie obcasy”.
"Gazeta Wyborcza" to nie jest zwykła redakcja
Jak słusznie zauważył Jan Pospieszalski, „Gazeta Wyborcza” nie jest normalną gazetą, a instytucją, która realizuje pewną misję. Te słowa wydaje się potwierdzać również bardzo dobre studium Artura Dmochowskiego, analizującego w swej książce tytuły, nagłówki i leady artykułów, które decydują o ich odbiorze przez czytelnika.
Nacechowane negatywnymi emocjami problemy, które goszczą na łamach „Wyborczej” od prawie ćwierćwiecza, sprawiają wrażenie głębokiej troski o Kościół, choć de facto są insynuacjami i manipulacjami, uderzającymi w katolików i autorytet Kościoła. Stworzenie swoistej nowomowy pozwoliło redakcji na lawirowanie i balansowanie między rzetelnością a manipulacją. Miało to przełożenie na wieloletnie prowadzenie w statystykach sprzedaży, jednakże czas „Gazety Wyborczej” powoli mija.
Pozycja dziennika Adama Michnika regularnie słabnie, a nakład od lat nie był aż tak niski jak obecnie. Dotychczasowi czytelnicy „Wyborczej” opuszczają ją z niesmakiem. I dobrze. Nie chcemy „Kościoła Wyborczej”.