Trzylatek ukrzyżowany na Ukrainie? To "nowe wyżyny rosyjskiej propagandy"

 |  Written by ciociababcia  |  5
W rosyjskich mediach pojawiła się relacja, według której w Słowiańsku nastąpiło ukrzyżowanie trzyletniego chłopca na oczach jego matki. Materiał pojawił się w Programie Pierwszym rosyjskiej telewizji państwowej. Komentarze pojawiające się w tej sprawie są jednoznaczne. BelsatTV pisze o "nowych wyżynach rosyjskiej propagandy", a reporter Maxim Eristawi opisuje tę relację jako metody goebbelsowskie.

* Fragment programu telewizji Pierwyj Kanał

Relacja rosyjskiej telewizji Pierwyj Kanał pojawiła się w internecie wczoraj. Portal Programu Pierwszego przedstawia relację uciekinierki ze Słowiańska, która opisuje ukrzyżowanie trzyletniego chłopca, które miało się odbyć na oczach jego własnej matki. Sama kobieta utrzymuje, że widziała całe zajście w centrum miasta na Placu Lenina. Egzekucję mieli wykonać Ukraińcy.

O relacji rosyjskiej telewizji poinformował na Twitterze niezależny korespondent BBC znajdujący się na Ukrainie, Maxim Eristavi.

- Kobiety, dzieci i starcy znajdowały się na placu. Nie było już wtedy mężczyzn - mówi Galina Slavic. - Trzyletnie dziecko w spodenkach i koszulce zostało przybite do tablicy ogłoszeń - kontynuowała relację. - To wszystko działo się na oczach matki, która patrzyła jak jej dziecko krwawi. Ludzie, którzy byli na miejscu, tracili przytomność. Po półtorej godziny cierpień dziecko zmarło - opowiada. Miała być to kara za służbę męża matki wśród prorosyjskich rebeliantów na Ukrainie. Po śmierci dziecka nieprzytomna matka miała zostać przywiązana do czołgu, którym - według relacji - była wożona po okręgu placu.

Kobieta przyznaje, że jest w wielkim niebezpieczeństwie, ponieważ przez Ukraińców jest traktowana jako zdrajczyni ojczyzny. Według rosyjskiej telewizji Galina Slavic znajduje się obecnie w obozie dla uchodźców niedaleko Rostowa nad Donem.

Jak Rosja przedstawia wydarzenia na Ukrainie

Portal telewizji Belsat - stacji należącej do Telewizji Polskiej, ale nadawanej w języku białoruskim - przypomina inne szokujące relacje rosyjskich mediów. "Na początku lipca program "Rossija" poinformował swoich widzów, że adwokat Julii Tymoszenko Siergiej Własenko miał sprzedawać do Niemiec organy wycięte z ciał zabitych separatystów." - czytamy na belsat.eu. Dziennikarze badający tę sprawę zdecydowanie zaprzeczyli wersji, którą prezentowała strona rosyjska.

Z kolei w maju tego roku "emerytowana pułkownik milicji z Ukrainy stwierdziła, że w Odessie doszło do aktów kanibalizmu. Zwolennicy jedności Ukrainy mieli zjadać ciała prorosyjskich demonstrantów, którzy zginęli w czasie pożaru w Domu Związków Zawodowych w Odessie. Dowodem był filmik, na którym widać, że jeden z proukraińskich demonstrantów chodzi po budynku z serwetkami" - pisze Belsat.

Dzisiaj natomiast na profilu telewizji Russia Today pojawiły się zdjęcia rzekomo zniszczonego prywatnego rosyjskiego domu w Rostowie na Donem.

Obrazek
PHOTO: Aftermath of Ukrainian artillery shelling of private house in Russian Rostov region http://on.rt.com/zfizad

Pod wpisem pojawiła się następująca opinia: "To wygląda na schronienie bezdomnego, które nie było warte ani grosza i zostało zniszczone przez jego samego dzień przed tym, jak na miejsce przybyła ekipa telewizyjna".

Jeszcze w marcu portal tygodnika "Newsweek" donosił o możliwości wojny informacyjnej prowadzonej przez Rosjan. "Internet zalała powódź prorosyjskich komentarzy. Na newsweek.pl 80 procent z nich wysłano z nieprawdziwych kont. Gdy publikujemy artykuł dotyczący sytuacji na Ukrainie, na początku pojawiają się wyważone komentarze dotyczące zaangażowania stron w konflikcie. Jednak w pewnym momencie, jakby na akord, liczba komentarzy dramatycznie wzrasta, stają się one bardzo prorosyjskie, anty-ukraińskie i anty-polskie, często wulgarne" - pisali dziennikarze "Newsweeka".

Tygodnik przytacza również inną sytuację. "O podobnych metodach rosyjskich hakerów pisał również we wrześniu 2013 roku St. Petersburg Times, rosyjski serwis internetowy. Opisał on historię Natalii Lwowej, młodej dziennikarki, która poszła na rozmowę kwalifikacyjną w jednej z firm zajmujących się pisaniem negatywnych komentarzy pod artykułami w rosyjskim internecie" - czytamy.

Rosyjska propaganda indoktrynuje także dzieci. Popularny z jednej z dobranocek piesek "Filia" ogłosił w marcu, że idzie do wojska. Od czasu zajęcia Krymu w rosyjskiej telewizji coraz częściej pojawiają się programy wpływające nawet na najmłodszych. Fragment jednej z nich opublikował pewien internauta.
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=my86j1CTsxM

Ukraina: powstała strona internetowa demaskująca rosyjską propagandę

Czte­ry mie­sią­ce temu ukra­iń­scy adep­ci dzien­ni­kar­stwa stwo­rzy­li stro­nę in­ter­ne­to­wą, na któ­rej de­ma­sku­ją nad­uży­cia ro­syj­skich me­diów w re­la­cjo­no­wa­niu kon­flik­tu na wscho­dzie Ukra­iny. Au­to­rzy stro­ny utrzy­mu­ją, że media wy­ko­rzy­sty­wa­ły zdję­cia z Cze­cze­nii, Syrii, a nawet z Ka­na­dy.

Stro­na Stopfake.​org - po­wsta­ła w marcu z ini­cja­ty­wy ok. 10 stu­den­tów i ab­sol­wen­tów dzien­ni­kar­stwa na pre­sti­żo­wej Aka­de­mii Ki­jow­sko-Mo­hy­lań­skiej - ma na celu "zwal­cza­nie nie­praw­dzi­wych in­for­ma­cji o wy­da­rze­niach na Ukra­inie". We­dług sza­cun­ków ad­mi­ni­stra­to­rów co­dzien­nie stro­nę od­wie­dza do 60 tys. osób, a od jej po­wsta­nia od­no­to­wa­no ponad 2 mln od­słon.

Au­to­rzy Stopfake.​org za­rzu­ca­ją ro­syj­skim me­diom, że wy­ko­rzy­stu­ją zdję­cia i na­gra­nia z kon­flik­tów zbroj­nych na świe­cie do ilu­stro­wa­nia ma­te­ria­łów o sy­tu­acji we wschod­nich ob­wo­dach Ukra­iny. Do­tych­czas na stro­nie po­ja­wi­ło się ponad 200 ma­te­ria­łów do­wo­dzą­cych nad­użyć, ja­kich mają się do­pusz­czać ro­syj­skie media pań­stwo­we w re­la­cjo­no­wa­niu kon­flik­tu.

Na stro­nie można prze­czy­tać, że w tym celu wy­ko­rzy­sta­no zdję­cia i fo­to­mon­ta­że np. z wojny do­mo­wej w Syrii, a także ar­chi­wal­ne fo­to­gra­fie z kon­flik­tów w Cze­cze­nii i Ose­tii Po­łu­dnio­wej. Od­kry­to też, że zdję­cie rze­ko­mo przed­sta­wia­ją­ce pło­ną­cy Sło­wiańsk, ba­stion pro­ro­syj­skich se­pa­ra­ty­stów w ob­wo­dzie do­niec­kim, w rze­czy­wi­sto­ści zo­sta­ło zro­bio­ne pod­czas ka­ta­stro­fy ko­le­jo­wej w ka­na­dyj­skim Qu­ebe­cu.

De­ma­ska­tor­skie ma­te­ria­ły za­miesz­czo­ne na Stopfake.​org od­bi­ja­ły się echem w Rosji, a nawet skut­ko­wa­ły wy­co­fa­niem błęd­nych in­for­ma­cji - pod­kre­śli­ła współ­au­tor­ka stro­ny Te­tia­na Ma­ty­czak w roz­mo­wie z dpa.

(bp;JS)

* Fragment programu telewizji Pierwyj Kanał tutaj"
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/trzylatek-ukrzyzowany-na-ukrainie-to-nowe-wyzyny-rosyjskiej-propagandy/8xt1d

 
0
No votes yet

5 Comments

ciociababcia's picture

ciociababcia
Wiktor Ross: Rosja posuwa się do bredni takich jak ukrzyżowanie dziecka

- Rosja, posuwając się do takich bredni takich jak ukrzyżowanie dziecka (przez banderowców z Kijowa), przeszła już samą siebie - mówi Onetowi dr Wiktor Ross, dyplomata, były ambasador Polski w Mołdawii i Armenii oraz były szef misji dyplomatycznej ambasady RP w Rosji. I dodaje, że nawet w czasach ZSRR "nie posuwano się do zupełnie czarnej propagandy, która ma charakter graniczący z atmosferą panującą w domu dla obłąkanych".

Obrazek
Wiktor Ross Foto: Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Jacek Gądek: - Obserwuje Pan rosyjską propagandę w działaniu?

Wiktor Ross: Tak.

Bardzo popularny "Pierwyj Kanał" TV podał, że w Słowiańsku banderowcy z Kijowa ukrzyżowali trzyletniego chłopca na czach jego matki. To wykwit propagandy czy faktycznie na wschodzie Ukrainy do takich drastycznych scen może dochodzić?

Cała ta wojna ma przede wszystkim wymiar informacyjny. W tym hybrydowym konflikcie stosowane są różne metody trollingu, ataki hackerskie, paraliżowanie łączności i komunikacji przeciwnika, etc. A Rosja, posuwając się do takich bredni jak krzyżowanie dzieci, przeszła już samą siebie.

Wcześniej spotkał się Pan z takimi akcjami, czy to jednak "premiera" aż tak daleko posuniętej propagandy?

To premiera. W najgorszych komunistycznych czasach, podczas zimnej wojny, Związek Sowiecki zawsze jednak dbał o pewien poziom prawdopodobieństwa. Nie posuwano się do zupełnie czarnej propagandy, która ma charakter graniczący z atmosferą panującą w domu dla obłąkanych.

A teraz?

Niestety społeczeństwo rosyjskie znajduje się w stanie euforii po aneksji Krymu i liczy na rozciągnięcie anektowanych terenów także na dalszą część Ukrainy. Liczy, że zostanie podjęta próba odebrania Ukrainie tak zwanej Noworosji i przyłączenia jej do Rosji. Dziś wszelkie rosyjskie formy propagandy są w to wpisane.

Informacja o ukrzyżowaniu chłopca nawiązuje w oczywisty sposób do banderowców. My sami z historii rzezi wołyńskiej dobrze wiemy, że wtedy paramilitarne grupy dokonywały barbarzyńskich aktów: palenia wsi, mordowania ludzi, przywiązywania ich drutem kolczastym do drzew i wieszania dzieci. Takie wydarzenia miały miejsce w czasie II wojny światowej. I właśnie te obrazy są teraz wykorzystywane dla stworzenia paraleli pomiędzy czasem tamtej wojny, a konfliktem na Ukrainie.

Zwróćmy uwagę, że kiedy w Odessie rzeczywiście doszło do dramatycznych wydarzeń - podpalenia Domu Związków Zawodowych, co spowodowało śmierć kilkudziesięciu osób - to propaganda rosyjska porównywała to wydarzenie do spalenia ludzi w Chatyniu na Białorusi (w 1943 r. SS-Sonderkommando Dirlewanger złożone m.in. z ukraińskich ochotników spaliło wieś wraz z mieszkańcami - red.). W takim porównaniu był jakiś konkretny fakt - podpalenie domu związkowego i ofiary - a w przypadku informacji o ukrzyżowanym chłopcu nic nie jest potwierdzone. Co więcej, rosyjscy dziennikarze, którzy opisują to rzekome wydarzenie, zapytani o nie odpowiadają, że materiał dostali z Moskwy.

Teraz Rosjanie - zwykli widzowie telewizji - są skłonni wierzyć propagandzie?

Ogląd stanu psychicznego rosyjskiego społeczeństwa wskazuje, że jakiś procent Rosjan jest w stanie uwierzyć.

Ta propaganda w ostatnim czasie jakoś się zmieniła, czy informacja o krzyżowaniu dzieci to wypadek przy pracy?

Sądzę, że był to jednak wypadek przy pracy.

Dopóki armia ukraińska i gwardia narodowa wykazywały się nieporadnością w kierowaniu operacją i dochodziło do przejść całych jednostek na stronę separatystów (miało to miejsce bezpośrednio po aneksji Krymu), to wtedy w Rosji panował nastrój euforyczny. Nie trzeba było używać czarnego PR-u, bo wydawało się, że sprawy separatystów idą po ich myśli.

Teraz sytuacja się zmieniła, bo ukraińska armia jednak odnotowuje sukcesy.

Po odbiciu przez ukraińską armię Słowiańska i po ucieczce Igora Striełkowa - ministra obrony tzw. Donieckiej Republiki Ludowej - do Doniecka, widać, że armia Ukrainy spycha ich w kierunku rosyjskiej granicy. Teraz walki toczą się bezpośrednio na przejściach granicznych. W takiej sytuacji propaganda staje się Rosji jeszcze bardziej potrzebna.

Trzeba jednak pamiętać, że miasta na wschodzie Ukrainy są izolowane przez armię, więc rzeczywiście grozi im katastrofa humanitarna. Donieck ma milion mieszkańców, zatem jeśli zamiar Kijowa polega na otoczeniu miasta i pozbawieniu go żywności oraz innych potrzebnych środków, to groźba katastrofy rośnie. A taką sytuację wyjątkowo łatwo wykorzystać w propagandzie, mówiąc, że to nie jest wojna z uzbrojonymi bojownikami, ale wojna wymierzona w cywilów.

Nieprzypadkowo w rosyjskich mediach nieustannie pokazywane są dzielnice mieszkalne po jakichś pojedynczych trafieniach pociskami - do tego nie wiadomo przez kogo wystrzelonymi. Ofiary oczywiście są tragiczne, ale ich liczba bardzo ograniczona. Propaganda rosyjska jednak czyni z tego istny horror, jakby działy się tam rzeczy nieznane w historii.

Strona rosyjska twierdzi, że kilka pocisków spadło na rosyjski Donieck (miasto o takiej samej nazwie jak ukraiński Donieck leży na terytorium Rosji). Czy można domniemywać, że to prowokacja separatystów czy jednak np. armia ukraińska przestrzeliła?

Błędu ukraińskiej armii oczywiście wykluczyć nie można - w końcu działania militarne toczą się przy samej granicy z Rosją. Przypomnę, że w 2001 r. w czasie ćwiczeń nad Morzem Czarnym rakietą omyłkowo został zestrzelony cywilny samolot lecący z Izraela. Zginęło 78 osób. Wypadki z udziałem wojska mogą się więc zdarzyć.

Bardzo prawdopodobny jest jednak element prowokacji, bo w tej chwili takich samych rakiet używają i armia Ukrainy, i separatyści, którzy przez wojska rosyjskie są dozbrajani w bardzo zaawansowane rodzaje broni.

Bojownikom - od samego początku rozpoczęcia terrorystycznej prowokacji na wschodzie Ukrainy - bardzo zależy na wkroczeniu wojsk rosyjskich. A nie ma łatwiejszego sposobu na uzasadnienie takiej akcji, niż wskazanie, że Ukraina zaczęła już bombardować tereny Rosji. To upoważniałoby Kreml do użycia kolumn pancernych i lotnictwa - w efekcie do dużej eskalacji konfliktu.

Na ile jest to realne?

Mam nadzieję, że nawet jeśli prowokacje mają miejsce, to Rosjanie nie posuną się do dalszej eskalacji. Z ostatnich rozmów Władimira Putina z Angelą Merkel w Brazylii wynika jednak, że Putin kładzie bardzo duży nacisk na to, że rosyjskie terytorium jest rzekomo atakowane, więc oni nie mogą nie odpowiedzieć.

MSZ Rosji zapowiada, że ostrzał rosyjskiego Doniecka spowoduje "nieodwracalne konsekwencje". Co to w istocie może znaczyć? Rosyjskie "wojska pokojowe" wjadą na Ukrainę?

Na razie słyszymy o tym, że na Ukrainę jakoby już wjechała jakaś kolumna rosyjskich czołgów - po to, żeby stworzyć korytarz transportowy. Często jednak pod określeniem "korytarz dla uchodźców" kryje się korytarz dla kolejnych dostaw broni dla separatystów. Rosjanie mogą zatem wykonywać kolejne ruchy osłaniania dostaw i wjeżdżać na terytorium Ukrainy.

Chciałoby się wierzyć, że Putin ma dosyć sankcji, więc woli się zatrzymać na obecnym etapie i chce jedynie podtrzymywać separatystów tak długo, jak to możliwe, ale jednak z terytorium Rosji.

Czyli jak?

Poprzez niszczenie ukraińskiej gospodarki, bo przecież działania militarne bardzo dużo kosztują. Poprzez delegitymizację władzy prezydenta Perta Poroszenki na arenie międzynarodowej. Im dużej bowiem będą trwały działania wojskowe, tym bardziej prawdopodobne staje się, że Zachód osłabi swoje poparcie dla obecnych władz Ukrainy. Myślę, że raczej o to chodzi.

Natomiast bezpośrednie wkroczenie wojsk rosyjskich na terytorium Ukrainy od razu skutkowałoby sankcjami gospodarczymi, na które obecnie Rosji naprawdę nie stać.

Igor Striełkow sam przyznał, że jest z Moskwy i był funkcjonariuszem rosyjskiej FSB, ale - jak twierdzi - przed konfliktem na Ukrainie odszedł ze służby. Przez Kijów uznawany jest za oficera GRU (wywiadu wojskowego). Po takim - wprost - przyznaniu się, nie można już na Zachodzie mieć wątpliwości, kto stoi za działaniami separatystów?

Co do tego żadnych wątpliwości mieć nie można.

Striełkow od wielu lat jest popularny w kręgach rosyjskich nacjonalistów. Był publicystą szowinistycznego, półfaszystowskiego czasopisma "Zavtra", którego szefem jest Alexander Prokhanow. W tym piśmie propagują ideę wyjścia Rosji z sytuacji geopolitycznej, w której znalazła się po rozpadzie ZSRR. Od 20 lat propagują wizję rosyjskiego miru, obrony ludności rosyjskojęzycznej na całym świecie - łącznie z możliwością użycia siły.

Z kolei - będący obok Striełkowa - Aleksander Borodaj (premier samozwańczej republiki) to bardzo bliski Kremlowi politechnolog - jest on zresztą synem znanego rosyjskiego filozofa.

Do Doniecka pojechał ostatnio nawet Siergiej Kurginian - rosyjski politolog i działacz teatru - który jest absolutnie skrajnym stalinowcem. Przyjechał tam i mówił, że zadaniem Striełkowa było zginąć w Słowiańsku jak w twierdzy brzeskiej, a nie wycofywać się. Twierdził, że wszyscy mieli tam ponieść śmierć, ale odpuścili i w tchórzliwy sposób przenieśli się do Doniecka. Ot przyjechał starszy pan, prowokator i mówi separatystom, gdzie i jak mają umrzeć.

A Moskwa pozwoli zabić Striełkowa i Borodaja? Pozwoli ukraińskiej armii ich zwyczajnie zgładzić?

O to właśnie chodzi Rosji. O to, aby ich zgładzić.

Dlaczego?

Jeśli rosyjska ekspansja nie posuwa się dalej, to im większe będą ofiary, to tym lepiej dla rosyjskiej propagandy. Uczynią z nich bohaterów - współczesnych herosów walki o rosyjskość. W ramach konceptu rosyjskiego miru ofiary są bardzo potrzebne.

Striełkow martwy będzie żywym symbolem na dziesięciolecia. Teraz jest gangsterem, który w swoim przekonaniu działa w oparciu o dekret Stalina z 22 czerwca 1941 r. (dot. wojny z hitlerowskimi Niemcami), i na tej podstawie uważa, że ma prawo rozstrzeliwania ludzi za zdradę.

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/wiktor-ross-rosja-posuwa-sie-do-bredni-takich-jak-ukrzyzowanie-dziecka/3q12l

_________________
Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków

ciociababcia's picture

ciociababcia
Przepraszam za źródło i interlokutorów, ale wiadomośoci są dobre...

_________________
Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków

Danz's picture

Danz
Bardzo ciekawy artykuł na temat dzisiejszej, de facto faszystowskiej Rosji.
Pozdrawiam.

Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
Empedokles

ciociababcia's picture

ciociababcia
a moja córeczka pilniem słucha telewizorni. Moskwę też włącza... devil i zapodaje mi najnowsze informacje, zawału dostanę.

_________________
Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków

alchymista's picture

alchymista
Moskale zarzucają innym to, co sami robia. Ich wyobraźnia w zadawaniu ludziom okrucieństwa nie zna granic - vide Czeczenia.

Więcej notek tego samego Autora:

=>>