Ponury żywot Władimira P.

 |  Written by Ursa Minor  |  1

Jak wygląda codzienne życie rosyjskiego prezydenta? Smutno i samotnie

Kiedy się odwróciłem, stanąłem z nim twarzą w twarz

- Patrzę w pana oczy, Panie Premierze i myślę, że pan nie ma duszy - powiedziałem

Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i odrzekł:

- Widzę, że się rozumiemy

Tak swoje spotkanie z Władimirem Putinem z 2011 roku wspomina wiceprezydent USA Joe Biden, który podzielił się powyższą anegdotą z dziennikarzami "New Yorkera". Takich małych, lecz znaczących anegdot o jakim człowiekiem jest rosyjski prezydent nie ma zbyt wiele. Stosunkowo mało wiemy też o jego życiu osobistym, o tym jaki jest i o tym, co naprawdę myśli, wypowiadając swoje o sile, suwerenności i "uzasadnionych interesach" Federacji Rosyjskiej. Lukę tę w znaczny sposób łata angielski dziennikarz Ben Judah, który w znakomitym, bogatym tekście dla amerykańskiego "Newsweeka" opisuje - bazując na opowieściach dworzan Putina - jak wygląda codzienne życie Władimira P.

Okazuje się, że Putin nie jest jednym z tych despotów, którzy zachłannie korzystają z przywilejów i zbytków władzy quasi-królewskiej. Wręcz przeciwnie:  jego żywot wydaje się dość ponury i smutny i samotny. Wydaje się, że żyje tak, jakby rzeczywiście duszy nie miał.

Rano je śniadanie, zrobione z codziennie dowożonych produktów z posiadłości samego Patriarchy Cyryla. Potem dwie godziny pływania, siłownia i przegląd prasy: najpierw najbardziej poczytnych tabloidów, potem bardziej poważnych dzienników rosyjskich, na końcu wycinki z tej najmniej ważnej prasy: prasy zagranicznej.

Jego życie stało się jedną wielką ceremonią: niekończącą się procesją po złoconych salach. Jego harmonogram jest podzielony na tysiące jednostek po 15 minut i zaplanowany na miesiące, jeśli nie lata. Po porannym przeglądzie prasy pokazane zostają mu foldery z emblematem orła, w których wypisany jest porządek dnia. Spogląda na nie i wszystko robi zgodnie z planem, lecz bez uśmiechu czy radości. (...) Nadworny tłumacz mówi, że jego życie jest monotonne. Bezsensowne spotkania. Pedantyczny prezydencki protokół. Prezydencka kolumna samochodów jeździ tylko w dwie strony: albo na Kreml, albo na lotnisko. Prezydent twierdzi, że pracuje ciężej, niż jakikolwiek przywódca od czasów Stalina.

- czytamy w "Newsweeku".

Dowiadujemy się przy okazji, że poza okazjonalną partią hokeja z dawnymi kolegami z Sankt Petersburga, Putin nie ma wokół siebie nikogo, z kim by mógł porozmawiać lub pożartować. Lubi za to zwierzęta, bo ich nie musi się obawiać - w przeciwieństwie do każdej innej sytuacji, kiedy jest wśród ludzi. Najgorsze są wyjazdy zagraniczne: tu paranoja posunięta jest do absurdalnych rozmiarów. Putin nie dotyka nawet jedzenia lokalnego jedzenia. Je tylko to, co przygotują mu ściągnięci z Moskwy rosyjscy kucharze, tylko z produktów zwożone samolotami z Rosji. Nikt nie może się do niego zbliżyć na bliżej niż trzy metry.

Prezydent zachowuje się, jak gdyby był z brązu. Wokół niego jest cisza. Głosy dorosłych ludzi zmieniają się i obniżają, kiedy do niego mówią(...) - Wygląda na pozbawionego emocji, tak jakby nic go nie dotykało - wspomina tłumacz - jak gdyby nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co się wokół niego dzieje. Tak jakby nie obchodzili go ci ludzie. Jakby był wykończony

- pisze Judah. Znużenie to najwyraźniej nie maska. Widać to w rzadkich momentach szczerości. Znów mówi nadworny tłumacz:

Wrażenie, jakie się ma przebywając z nim, to takie, że chętnie by zrezygnował. Ale wie, że nie udało mu się rządzic Rosją jakkolwiek inaczej niż w stary, feudalny sposób. A kiedy jego władza się poluźni, to wszystko się zawali, on sam pójdzie do więzienia, a Moskwa będzie płonąć jak Kijów.

Putin jest więc jak Lech Wałęsa: nie chce rządzić, ale musi.

Są dworzanie, którzy zapewniają, że słyszeli go mówiącego zupełnie szczerze. Jeden z nich wspomina pewien letni wieczór, kiedy Putin zaczął otwarcie mówić o losie swojego kraju. Prezydent zapytał obecnych w jego rezydencji w Nowo-Ogariowie, kim byli najwięksi rosyjscy zdrajcy. Ale nie czekał na odpowiedź:

- Najwięksi zbrodniarze w naszej historii to ci słabeusze, którzy rzucili władzę na ziemię - Mikołaj II i Michaił Gorbaczow - i którzy pozwolili, by wzięli ją histerycy i szaleńcy - powiedział.

Dworzanie tam obecni twierdzą, że Putin przysiągł wtedy, że nigdy czegoś takiego nie zrobi.

Myślę, że w tym wypadku można mu wierzyć na słowo.

http://www.rp.pl/artykul/1127956.html

...
0
No votes yet

1 Comments

Ursa Minor's picture

Ursa Minor
Jaki smutny, jaki samotny...!
I "nie chce, ale musi" twardo rządzić Rosją - zupełnie jak nasz TW Bolek, skazany na "sukces".

Po ocieplaniu wizerunków rodzimej bolszewii przyszedł czas na wybielanie wschodniego satrapy. Kto się  na to nabierze?

Ursa Minor

Więcej notek tego samego Autora:

=>>