44-letni major Marek K. z Biura Ochrony Rządu, którego ciało znaleziono w podwarszawskich Ząbkach, był zaangażowany w organizację lotów do Smoleńska – ustalił „Nasz Dziennik”. Na dziś prokuratura wyklucza samobójstwo.
Oficer znany był w Biurze jako „Koper”, miał opinię bardzo dobrego fachowca. Najistotniejsze jest jednak to, że major Marek K. miał dużą wiedzę na temat przygotowań wizyt w Smoleńsku 7 i 10 kwietnia 2010 roku. Jak ustalił „Nasz Dziennik”, pełnił wtedy funkcję szefa oddziału BOR, który zajmował się zapewnieniem bezpieczeństwa wizyt premiera i prezydenta w Smoleńsku i w Katyniu. Koordynując działanie grupy, miał więc duże rozeznanie co do szczegółów organizacji tych wizyt i ich zabezpieczenia. Marek K. zeznawał w tej sprawie w prokuraturze. Nadzorował też działania tej formacji związane z zabezpieczeniem technicznym i osobowym (zabezpieczenia podsłuchowe, pirotechniczne i sanitarno-epidemiologiczne) najważniejszych osób w państwie w czasie, gdy wybuchła tzw. afera podsłuchowa z ministrem spraw wewnętrznych w tle – à propos – ministrem nadzorującym działania BOR. W Biurze K. pracował od końca lat 90.
Wnioski po sekcji
Z nieoficjalnych informacji wiadomo, że po rozwodzie z żoną major Marek K. mieszkał samotnie w domu w podwarszawskich Ząbkach. Przed śmiercią przebywał na urlopie. Rodzina oficera przez kilka dni nie miała z nim kontaktu. Nie odbierał też telefonów służbowych. Kiedy zaniepokojona tym rodzina postanowiła go odwiedzić, okazało się, że drzwi domu były zamknięte od wewnątrz. Wezwano ślusarza. Po otworzeniu domu okazało się, że ciało denata leży w jednym z pokojów. Sprawę okoliczności śmierci K. bada Prokuratura Rejonowa w Wołominie. Śledztwo toczy się w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Na dziś prokuratura wyklucza zabójstwo i samobójstwo. Prokuratura zaprzecza, jakoby na ciele denata, które znaleziono 11 sierpnia późnym popołudniem, znajdowały się obrażenia wskazujące na to, że przyczyną zgonu był postrzał.
– Z przeprowadzonych czynności na miejscu zdarzenia nie wynika, by ta wersja w tym momencie wchodziła w grę – informuje prok. Andrzej Kielak, zastępca prokuratora rejonowego. – To są wstępne ustalenia, które mogą się zmienić po przeprowadzeniu sekcji zwłok, wtedy będzie wiadomo więcej na temat przyczyny zgonu – dodaje.
Jak nieoficjalnie dowiedział się „Nasz Dziennik”, ciało mężczyzny było zakrwawione, ubrane, widoczne było poważne naruszenie twarzoczaszki. Około tygodnia przed śmiercią Marek K. miał wypadek – potrącił go samochód, przebywał w szpitalu, z którego wypisał się na własne żądanie.
Szefostwo BOR nie chce się w tej sprawie wypowiadać. – Nie udzielamy informacji w tej sprawie. Czekamy na ustalenia prokuratury i wyniki sekcji zwłok – ucina mjr Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik tej formacji. – Marek, mówiąc bardzo ogólnie, był odpowiedzialny za miejsce czasowego pobytu VIP-ów na terenie Polski – dodaje.
Zabezpieczeniem wizyt 7 i 10 kwietnia zajmowała się właśnie ta sama ekipa funkcjonariuszy BOR, która jednocześnie nadzorowała bezpieczeństwo VIP-ów na terenie kraju.
O tym, z jakimi utrudnieniami spotkali się oficerowie BOR ze strony Rosjan: utrudnianie rekonesansu lotniska Siewiernyj, później dostępu do wraku tupolewa czy szczątków ofiar, „Nasz Dziennik” pisał niejednokrotnie.
Można dużo napisać na temat braku kompetencji ówczesnego szefa BOR gen. Janickiego. Faktem jest, że śmierć majora K. to już kolejny przypadek nagłego zgonu funkcjonariusza Biura, który w pewnym zakresie zahacza o tragedię smoleńską. Przed trzema laty w Kazachstanie zmarł Adam A., pirotechnik BOR, który zajmował się sprawdzaniem rządowych tupolewów zarówno przed katastrofą, jak i po niej. Śmierć Adama A., po zawiadomieniu złożonym przez BOR, badała Prokuratura Okręgowa w Warszawie – stwierdzono, że pirotechnik został pobity. Śledczy orzekli jednak ostatecznie, że przyczyną śmierci była niewydolność serca.
Biorąc to wszystko pod uwagę – BOR jako formacja odpowiedzialna za bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie znalazło się w sytuacji co najmniej niekomfortowej.
Kompetentny fachowiec
(...)
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/91339,samobojstwo-wykluczone.html
15 Comments
"Polska szkoła wykluczania zabójstw i zamachów"
14 August, 2014 - 16:06
Polska szkoła wykluczania zabójstw rozwinęła się twórczo.
Adepci tej szkoły – prokuratorzy, funkcjonariusze śledczy, członkowie komisji lotniczych – zadziwiają świat umiejętnością błyskawicznej diagnozy, że nie mamy do czynienia z zabójstwem czy zamachem, lecz z samobójstwem albo wypadkiem nieszczęśliwym.
Polska szkoła wykluczania zabójstw nie potrzebuje wnikliwych, szczegółowych badań. Nie są jej potrzebne sekcje zwłok, przesłuchania świadków, drobiazgowe oględziny, pomiary, wyliczenia analizy.
Polska szkoła wykluczania zabójstw potrafi błyskawicznie wykluczyć zabójstwo nawet wtedy, gdy wszelkie okoliczności podstępnie wskazują, że zabójstwo jednak było.
Nawet jeśli samobójca strzela do siebie trzy razy, gdy strzela sobie w plecy, albo wieszając się, ponabija sobie guzów i wybije kilka zębów – polska szkoła wykluczania zabójstw natychmiast wykrywa podstęp samobójcy i bezbłędnie orzeka – udział osób trzecich wykluczony.
Na nic zdają się też czynione przez niektórych samobójców misterne intrygi, żeby samobójstwo zamaskować. Taki samobójca wiedzie przykładne życie, snuje plany na przyszłość, nie zdradza żadnych objawów załamania, wszystko po to, aby śledczych wprowadzić w błąd – ale próżny trud. Adeptów polskiej szkoły wykluczania zabójstw takie zabiegi nie zmyla, oni przyjeżdżają na miejsce zabójstwa, a po trzech minutach już idzie w media oficjalny komunikat – udział osób trzecich wykluczony.
Znam sprawę młodej kobiety, która otruła się cyjankiem. Miotała się w boleściach po mieszkaniu, ponabijała sobie mnóstwo sińców i guzów, w tym na szyi i twarzy, zakrwawiła mieszkanie, potem je wysprzątała, wytarła podłogi, a następnie położyła się na tapczanie i umarła. Wszystko wskazywałoby, że ktoś jej przemocą wlał ten cyjanek, nawet krążą podejrzenia kto mógł być i dlaczego – ale polska szkoła natychmiast to wykluczyła i orzekła – samobójstwo, udział osób trzecich wykluczony.
A oto przykład profesjonalnego działania polskiej szkoły wykluczania zabójstw, z ostatnich dni:
W podwarszawskich Ząbkach odnaleziono zwłoki Marka K., majora Biura Ochrony Rządu. Zakrwawione ciało leżało w mieszkaniu oficera. Ze wstępnych ustaleń wynika, że major albo popełnił samobójstwo, albo miał nieszczęśliwy wypadek. „Rzeczpospolita” przypomina, że kilka miesięcy temu zastrzelił się inny funkcjonariusz BOR.
W mieszkaniu odnaleziono zakrwawione zwłoki Marka K. Mężczyzna miał ranę na łuku brwiowym, ale najprawdopodobniej to nie ona była przyczyną śmierci. Mieszkanie oficera było zamknięte, a drzwi balkonowe uchylone. Policjanci ocenili jednak, że nikt przez nie nie wchodził. Prokuratura założyła wstępnie, że major BOR popełnił samobójstwo lub miał wypadek.
W poniedziałek Marek K. wziął urlop. Nie zabrał ze sobą służbowej broni. Koledzy oficera, z którymi rozmawiała „Rzeczpospolita”, nie wierzą w wersję mówiącą o samobójstwie. – Dobrze mu się ostatnio układało. Kupił mieszkanie. Awansował. Był w kierownictwie – powiedział jeden z rozmówców dziennika.
"Nasz Dziennik" twierdzi, że mjr Marek K. brał udział w przygotowaniu prezydenckiej podróży do Katynia, podczas której doszło do katastrofy smoleńskiej. Oficer zeznawał w tej sprawie w prokuraturze.
Prawda, jak błyskawicznie potrafili wykluczyć zabójstwo? Rozbita głowa, zakrwawione zwłoki... no oczywiście, że to było samobójstwo albo wypadek. Dla polskiej szkoły wykluczania to jest jasne, bez zawracania sobie głowy sekcją zwłok.
Polska szkoła wykluczania zabójstw rozwinęła skrzydła i potrafi też znakomicie wykluczać zamachy i to w odniesieniu do zdarzeń, gdzie na zamach wskazuje wiele, albo zgoła wszystko. Przykładem jest Smoleńsk. Samolot rozbija się o bagno na tysiące szczątków, choć w innych przypadkach nawet o beton tak się nie rozbija. Obsługa lotniska fałszywie naprowadza załogę, upewnia że są na kursie i na ścieżce. Na filmie ze zgliszcza słychać strzały. Wiele by wskazywało na zamach – ale polska szkoła wykluczania zamach wykluczyła i nie potrzeba jej do tego wraku, czarnych skrzynek, badań aerodynamicznych, czy nawet sekcji zwłok ofiar. Polska szkoła wykluczania wykluczyła zamach już po piętnastu minutach, by następnie, po kilku miesiącach, oficjalnie potwierdzić to wykluczenie.
Polska szkoła wykluczania zabójstw rozwija się systematycznie i jest na dobrej drodze do takiego mistrzostwa, które pozwoli jej wykluczyć zabójstwo nie tylko po, ale nawet przed popełnionym samobójstwem lub wypadkiem...
http://naszdziennik.pl/wpis/1183,polska-szkola-wykluczania-zabojstw-i-za...
Urso
14 August, 2014 - 17:15
Wykrywalność natomiast kiepska.
A oto dowcip.
Policjant wezwany do martwego człowieka w Harlemie, pisze raport z miejsca zdarzenia:
"Denat został znaleziony na ulicy. Ma roztrzaskaną głowę oraz połamane ręce i nogi. Obok głowy leży odcięte ucho, a w klatce piersiowej widoczne są ślady po trzech kulach... " Pisząc to, zwraca się do swojego policyjnego partnera: "Sam zobacz, John. Co za wyjątkowo brutalne i obrzydliwe samobójstwo!"
Ellenai
14 August, 2014 - 18:50
wielu stróżów prawa, bez względu na państwowość, wychodzi z założenia, że prościej jest zaniechać drążenia tzw. "śmierdzących spraw", bo to może przynieść tylko kłopoty. Zapewne w myśl zasady, że kto się pyta ten się dopyta.
Przydałby się nam jakiś bezkompromisowy Brudny Harry... ;-)
Pozdrawiam.Ursa Minor
ps.
Miło Cię znów widzieć na B'n'R :-)
@Ursa Minor
14 August, 2014 - 18:59
Dziękuję Urso za dobre słowo :) Mam wreszcie trochę wolnego czasu po pracowitych bardzo miesiącach.
@Ellenai
14 August, 2014 - 23:53
Słusznie, Eliot Ness też by się nadał :-)
Od wielu lat cierpimy na brak silnych, zdeterminowanych, uczciwych i mądrych ludzi. Cierpimy na brak autorytetów. Państwo jest w rozkładzie, społeczeństwo jest podzielone i w większości niemrawe. Króluje wszechobecne zniechęcenie i brak zainteresowania sprawami kraju. Nie ma się co oszukiwać, relatywnie tylko niewielką część Polaków żywo obchodzi los ojczyzny. Postkomuniści zwyciężają. Michnik & co. cieszą się z odniesionego sukcesu etc.
Przepraszam za minorowy nastój i czarnowidztwo, ale patrząc na wciąż wielką rzeszę ogłupiałych, łykających POwską propagandę rodaków, których zadowala ciepła woda w kranie i niedzielne grillowanie, trudno dojrzeć światełko w tunelu.
Szczęśliwie, za chwilę będziemy obchodzić wspaniałe polskie Święto i kolejną piękną rocznicę Cudu nad Wisłą. Pozostaje nam czekać z nadzieją, że i tym razem dobry Bóg nie zapomni o naszej biednej Polsce...
Pozdrawiam.Ursa Minor
Jedno jest wspólne dla tych zgonów przysmoleńskich,
14 August, 2014 - 18:50
Niemal wyłącznie niezwykłe wypadki, przypadki, cuda, łącznie z "samobójstwem" na wizji.
I to wszystko przechodzi jak prawdziwe, odbywają się debaty publiczne, a niemal dysputy, na poważnie, oni sobie jaja z nas robią w żywe oczy a my nic, roztrząsamy, rozważamy, aż już brakuje słów i zapada cisza.
I przychodzi nowy njus... np. nie było żadnego zapisu z Jaka...
@wicenigga
14 August, 2014 - 23:34
Pozdrawiam.Ursa Minor
"Czego major K. już nie wyjaśni…"?
14 August, 2014 - 18:51
Major Marek K., którego ciało znaleziono w Ząbkach, zmarł z racji „niewydolności krążeniowo-oddechowej” — informują media. Z sekcji zwłok wynikać ma, że major BORu zmarł w wyniku zawału. Czy ma to oznaczać, że śledczy wykluczyli już udział osób trzecich? Zdaje się, że byłoby to działanie pochopne. W dzisiejszym świecie wywołanie zawału serca może być celowym działaniem i sposobem na morderstwo. Oby świadomość tego miała polska prokuratura.
W związku ze sprawą Marka K. warto przypomnieć inną śmierć BOR-owca. Inny z funkcjonariuszy, w 2012 roku również zmarł w dziwnych okolicznościach. Adam A., jak ustaliła prokuratura, został pobity w Kazachstanie. Zmarł jednak… na zawał serca. Śledczy i w tym przypadku uznali, że przyczyną śmierci była niewydolność krążeniowo-oddechowa.
W dwóch głośnych przypadkach śmierci ważnych oficerów, a jednocześnie (przypadek?) świadków w sprawie smoleńskiej, oficjalnie słychać o problemach z sercem. Czyżby w BOR-ze powszechnym były problemy krążeniowe? Czy to nie powinno zapalić czerwonej lampki?
Każda śmierć oficera BOR — formacji, która ma zapewnić bezpieczeństwo najważniejszych ludzi w państwie, jest niepokojąca. Sugeruje bowiem degradację państwa, nieprofesjonalizm tej ważnej dla kraju służby i może odbijać się na poziomie bezpieczeństwa władz. Jednak w szczególnej sytuacji, w jakiej znajduje się polskie państwo, śmierć funkcjonariuszy służących w tej formacji od 2009 roku jest szczególnie zastanawiająca. Zarówno Marek K. jak i Adam A. na pewno nie pomogą już w wyjaśnieniu szeregu zaniedbań i ich okoliczności związanych z tragedią smoleńską oraz organizacją lotu z 10 kwietnia. Nie wyjaśnią, kto przyczynił się do obniżenia poziomu bezpieczeństwa śp. Lecha Kaczyńskiego. Może nie odpowiedzą za swoje zaniedbania, może nie wskażą osób odpowiedzialnych za fatalny sposób działania Biura. Od nich się już niczego nie dowiemy.
A byłoby o co pytać. Z opinii biegłego, który badał sposób zabezpieczenia wizyty w Smoleńsku, wynika, że BOR popełnił aż 20 rażących błędów w zabezpieczeniu wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Oznacza to, że zwyczajnie BOR pozostawił Prezydenta Polski na pastwę losu, wysłał go w ręce Rosjan. Dlaczego? To dobre pytanie do Adama A. i Marka K., którzy brali udział w procedurach dotyczących organizacji lotu.
A. miał brać udział w zabezpieczaniu pirotechnicznym rządowych Tupolewów, K. miał koordynować działania grupy zabezpieczającej wizytę.
Jednym z ważnych pytań, jakie im należałoby zadać i żądać wyjaśnień jest sprawa kontroli rządowego tupolewa, który leciał do Smoleńska. Jak informowały media, BOR nie dokonał drobiazgowego sprawdzenia pirotechnicznego tupolewa. Oficer z psem odstąpił od sprawdzenia części samolotu, zasłaniając się… hałasem. Do dziś nie wiadomo, czy w ogóle przebadano kilkuset kilogramową apteczkę techniczną, którą zamontowano kilka godzin przed wylotem. Wiadomo, że SKW, choć powinna dokonać stosownego sprawdzenia, nie spełniła swoich obowiązków. Czy BORowi się to udało? To jedno z wielu pytań, jakie warto obecnie zadać…
Śmierć Marka K. zbiega się w czasie z orzeczeniem, które nakazuje powrót do śledztwa dotyczącego organizacji lotu do Smoleńska. W tej sprawie BOR ma wiele za uszami, ale prokuratura uznała, że za szereg zaniedbań powinien odpowiedzieć jedynie gen. Paweł Bielawny (nie szef BOR gen. Janicki, nie nadzorujący BOR min. Miller), były wiceszef Biura, którego proces nie może się rozpocząć od dwóch lat. Pytaniem otwarty pozostanie, czy śmierć Marka K. może w tej sprawie coś zmienić… Czy dla Bielawnego to może być pozytywna wiadomość?
Po 10 kwietnia BOR jest jedną z najbardziej skompromitowanych instytucji w Polsce. Jednocześnie jednak jego ludzie mają szczególną wiedzę dotyczącą polskiego państwa, która może być szalenie przydatna dla wyjaśnienia sprawy smoleńskiej. Być może wystarczy poczekać na zmianę władzy i rządów, by ta wiedza zaczęła procentować.
Tego jednak jest świadoma i grupa chcąca utrzymać sprawę Smoleńską w obecnym stanie…
autor: Stanisław Żaryn
http://wpolityce.pl/polityka/209404-w-bor-powszechne-sa-problemy-krazeni...
Niewydolność
14 August, 2014 - 19:34
Pozostaje tylko kwestia, co tę niewydolność spowodowało.
@ro
14 August, 2014 - 23:30
No i najważniejsze - KTO spowodował ową śmiertelną niewydolność, która stała się już chyba znakiem rozpoznawczym ery rządów Tuska & co.
Niezapominajmy jeszcze o opcji nadwiślańskiego klasyka:"Ludzie umierają. Sorry, taki mamy klimat."
Wtedy to sprawa klimatu, więc każdy w ten sposób tracący życie to z pewnością absolutny i bezdyskusyjny samobójca. Seryjny, ma się rozumieć.
Pozdrawiam.Ursa Minor
"Około tygodnia przed śmiercią Marek K. miał wypadek
14 August, 2014 - 19:35
"Ostatni kontakt z Markiem był dzień przed jego śmiercią, czyli w niedzielę. Nic mi nie wiadomo o pobycie Marka w szpitalu" - napisał na Twitterze rzecznik Biura Ochrony Rządu Dariusz Aleksandrowicz. "Marek w sierpniu nie przebywał również na zwolnieniu lekarskim. W poprzednim tygodniu przebywał na urlopie wypoczynkowym..." - wyjaśnił.
Cuda panie, cuda... w firmie rządowej, od ochrony, nie wią, że ktoś go chciał rozjechać, że uciekł ze szpitala... cuda panie, jak z Zielonką... zawieruszył się i nie żyje.
@wicenigga
15 August, 2014 - 00:03
http://niewygodne.info.pl/artykul/00438.htm
Pozdrawiam.Ursa Minor
Coraz mniej misterne kłamstwa
15 August, 2014 - 00:12
Śledztwo toczy się w kierunku
15 August, 2014 - 05:11
Co to za termin prawniczy - "na dziś"?
Moim zdaniem śledztwo powinno toczyć się trójtorowo:
1. nieumyślnego spowodowania śmierci,
2. zabójstwa,
3. samobójstwa.
Chryzopraz
15 August, 2014 - 09:00
Nic takiego - prawdę etapu...