Serdecznik syberyjski jest cenną roślina miododajną. Nie wiedziałem jednak, że jest również używką, popularyzowaną przez tzw. marsz wolnych konopii.
Jeżeli w google wpiszesz "serdecznik pospolity", wyszukiwarka wyrzuci kilka adresów, które z pozoru mają charakter sklepów ogrodniczych, ale w istocie rozpowszechniają nasiona rozmaitych roślin, także odurzających. Niekiedy oferta zawiera informacje o ich odurzającym działaniu; w innych przypadkach sprzedawca liczy - jak się zdaje - na wiedzę nabywców. W jednym przypadku sprzedaż nasion jest swego rodzaju "zbiórką publiczną" na organizację tzw. marszu wolnych konopii.
Każde państwo stara sie chronić przed istnieniem organizacji o charakterze antypaństwowym, ale w tym wypadku może się to okazać walką z wiatrakami. Roślin o działaniu odurzającym jest bardzo wiele, a w praktyce nie można zakazać siania wszystkiego. Byłoby to bowiem uderzenie chociażby w podstawy rolnictwa ekologicznego, które stara się odseparować swój materiał siewny od nasion oferowanych przez przemysł. Sytuacja wymaga zatem namysłu. Chodzi mianowicie o to, aby:
- nie prowokować wrodzonej przekory i poczucia humoru młodziezy bezsensownym zakazywaniem "wszystkiego";
- nie utrudniać życia ludziom, którzy próbują odkryć na nowo "dzikie życie" i prowadzą rozmaite eksperymenty z zastosowaniem roślin dziko rosnących. mam na myśli chociażby dr Łukasza Łuczaja;
- wspierać ekologiczne rolnictwo, poprzez zakazy dla GMO;
- nie dopuścić do powstania nurtu społecznego, który będzie obiektem manipulacji ze strony agentury mocarstw ościennych, a zwłaszcza Rosji, która chętnie przylepia się jak gówno do hasła Złotej Wolności.
Poddaję Państwu sprawę pod rozwagę.
Jeżeli w google wpiszesz "serdecznik pospolity", wyszukiwarka wyrzuci kilka adresów, które z pozoru mają charakter sklepów ogrodniczych, ale w istocie rozpowszechniają nasiona rozmaitych roślin, także odurzających. Niekiedy oferta zawiera informacje o ich odurzającym działaniu; w innych przypadkach sprzedawca liczy - jak się zdaje - na wiedzę nabywców. W jednym przypadku sprzedaż nasion jest swego rodzaju "zbiórką publiczną" na organizację tzw. marszu wolnych konopii.
Każde państwo stara sie chronić przed istnieniem organizacji o charakterze antypaństwowym, ale w tym wypadku może się to okazać walką z wiatrakami. Roślin o działaniu odurzającym jest bardzo wiele, a w praktyce nie można zakazać siania wszystkiego. Byłoby to bowiem uderzenie chociażby w podstawy rolnictwa ekologicznego, które stara się odseparować swój materiał siewny od nasion oferowanych przez przemysł. Sytuacja wymaga zatem namysłu. Chodzi mianowicie o to, aby:
- nie prowokować wrodzonej przekory i poczucia humoru młodziezy bezsensownym zakazywaniem "wszystkiego";
- nie utrudniać życia ludziom, którzy próbują odkryć na nowo "dzikie życie" i prowadzą rozmaite eksperymenty z zastosowaniem roślin dziko rosnących. mam na myśli chociażby dr Łukasza Łuczaja;
- wspierać ekologiczne rolnictwo, poprzez zakazy dla GMO;
- nie dopuścić do powstania nurtu społecznego, który będzie obiektem manipulacji ze strony agentury mocarstw ościennych, a zwłaszcza Rosji, która chętnie przylepia się jak gówno do hasła Złotej Wolności.
Poddaję Państwu sprawę pod rozwagę.
(1)
2 Comments
@alchymista
11 September, 2014 - 21:12
@polfic
11 September, 2014 - 23:51