W Wielkiej Brytanii niejaką konsternację wywołał ujawniony ostatnio list, opisujący szczegółowy plan przejęcia szkół państwowych i wprowadzenia radykalnej ideologii oraz praktyk islamskich do państwowych szkół brytyjskich. Autorstwo przypisuje się komuś wywodzącemu się ze środowiska salafitów z Birmingham; jest to fragment korespondencji prowadzonej pomiędzy dwoma osobami, jedną z Birmingham i jedną z Bradford. W posiadanie pisma weszła Rady Miasta Birmingham, stamtąd zaś przeciekło ono do prasy.
„Operacja Koń Trojański”, bo taki właśnie kryptonim ma program islamizacji brytyjskich szkół, krok po kroku wytycza precyzyjną strategię przejmowania placówki oświatowej, od uzyskiwania wpływów w radzie rodziców, przez pozbycie się nauczycieli odmawiających współpracy i zastępowanie ich muzułmanami, po eliminację koedukacyjnych zajęć sportowych oraz innych elementów programu nauczania, które są nieislamskie. W liście podane są przykłady czterech szkół Birmingham, które już zostały przez islamistów przejęte; są nimi Adderley Primary, Saltley School, Park View School and Regents Park Community School.
Plan jest tak naprawdę banalnie prosty, wymaga jedynie trzech rzeczy: silnej tożsamości, która służy jako wyznacznik działań, współpracy i solidarności grupowej oraz cierpliwości i konsekwencji. W pierwszej fazie należy zapewnić sobie poparcie rodziców dzieci, które uczą się w danej szkole, najlepiej by trzon takiej grupy rodziców stanowili bezkompromisowi salafici. W drugiej fazie ta rodzicielska grupa nacisku tworzy jednolity front wywierający naciski zarówno na dyrektora, radę szkoły, ciało nauczycielskie, jak i pozostałych rodziców w celu stopniowego wprowadzania poszczególnych elementów islamskiej doktryny i praktyk w życie szkoły, np. obowiązkowych chust islamskich, pożywienia halal w stołówce, obowiązkowe modlitwy, itp. W ostatniej fazie zastrasza się nauczycieli odmawiających współpracy, których zastępują osoby o poglądach przyjaznych islamistom oraz zachęca się rodziców niechętnych zmianom, by, o ile to możliwe, przenieśli swoje pociechy do innych placówek. Jednocześnie masowo wysyłane są pisma do posłów, radnych i kuratorów pełne skarg na standardy edukacyjne i zażaleń na program, który zamiast kształcić, deprawuje dzieci. Rekomendowana jest przy tym taktyka przyjmowania „angielskiej twarzy”, polegająca na tym, że rodzice w swojej argumentacji unikają odwołań do wartości religijnych, posługując się zamiast tego nowomową praw człowieka i wielokulturowości.
Formalnie zmuszanie kogoś do praktyk religijnych jest w państwowych szkołach brytyjskich nielegalne. W Wielkiej Brytanii istnieje wiele subsydiowanych szkół wyznaniowych, do których mogą posyłać swoje dzieci rodzice nieusatysfakcjonowani państwową ofertą edukacyjną. Przy czym zaznaczyć należy, że na przykład do szkół katolickich mogą (i bardzo często uczęszczają ze względu na wysoki poziom tych placówek) także uczniowie innych wyznań; również muzułmanie.
Za listem stoją fakty
Natychmiast pojawiły się głosy poddające w wątpliwość autentyczność ujawnionego dokumentu. Pisała o tym między innymi lewicowa gazeta „the Guardian”. Tahir Alam, były przewodniczący komitetu edukacyjnego Muzułmańskiej Rady Wielkiej Brytanii nazwał ten list „złośliwym fałszerstwem i całkowitą nieprawdą”. Taka reakcja ze strony Alama nie dziwi jednak za bardzo - jego nazwisko pojawia się w tym liście, bowiem aktywnie zaangażował się on w edukację islamską na terenie brytyjskich szkół. Oprócz swojej działalności w Radzie, Alam jest także wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Szkół Muzułmańskich. Podczas zeszłorocznej konferencji organizowanej przez tę organizację jeden z prelegentów określił inicjatywy mające na celu integrację muzułmańskich dzieci ze społeczeństwem, jako „wysiłek nakierowany na wyhodowanie nowego pokolenia, które odrzuci islam”.
Na łamach „The Daily Mail” nauczyciel Michael White powiedział, że po tym jak Alam został przewodniczącym rady szkolnej w szkole Park View, zmuszono go do rezygnacji z pozycji koordynatora nauczania matematyki w szkole, ponieważ sprzeciwiał się zatrudnianiu niewykwalifikowanych muzułmanów, w ramach akcji, określonej przezeń mianem „świetnie zorganizowanej, sprytnej kampanii, wobec której był bezradny”. Z kolei gazeta „the Telegraph” doniosła na swoich łamach, że nauczyciele z Park View „regularnie odwoływali się do ideologii Anwara al-Awlakiego na apelach szkolnych”. Awlaki był wysoko postawionym działaczem i propagandzistą Al Kaidy, zabitym w 2011 r.
Chociaż niepodpisany i nieopatrzony datą, wiele wskazuje na to, że list jest w istocie prawdziwy. Nauczyciele zmuszeni do rezygnacji z pracy w wymienionych tam szkołach potwierdzają jego autentyczność w wywiadach dla angielskiej prasy. Andrew Gilligan, redaktor „The Telegraph” powiedział, że bez względu na to, “czy sam list jest autentyczny czy nie, z pewnością opisuje zjawiska, które dzieją się naprawdę”. Dziennikarze śledczy tej gazety ustalili, że ponad wszelką wątpliwość istnieje “zorganizowana grupa muzułmańskich nauczycieli, kuratorów, administratorów szkół i aktywistów działających na rzecz, jak to określił jeden z nich, ‘sprawy islamskiej’ w szkołach Birmingham”. Według gazety, islamscy działacze, będący członkami lokalnych wspólnot religijnych, spotykają się osobiście oraz współpracują przez Internet, aby dyskutować na temat konkretnych działań mających na celu islamizację poszczególnych szkół. Nietrudno zapoznać się z ujawnionymi przez „The Telegraph” rozmowami prowadzonymi w ramach zamkniętej grupy „Działacze edukacyjni” w ramach aplikacji WhatsApp. W jednej z typowych wypowiedzi możemy przeczytać: Dziś stoczyliśmy i wygraliśmy bitwę w jednej ze szkół podstawowych śródmieścia, gdzie zarząd szkoły przegłosował głosami 8-7 odbywanie wspólnych modlitw, które są niemal całkowicie islamskie, co kładzie kres pięcioletniej praktyce, by każde dziecko modliło się ‘na swój sposób i w swoim języku’! Zarząd szkoły jest teraz mocno podzielony w kwestiach religii.
Groźny precedens
(...)
1 Comments
Europa, kontynent
04 April, 2014 - 22:24
Nigdy nie miałem wysokiego mniemania o unijnych dygnitarzach i brukselskich władcach, ale po wspólnym komunikacie wydanym przez Hermana von Rompuya i Jose Manuela Barroso to mniemanie spadło do poziomu kopalnianych chodników. Powiem wprost: ci panowie wraz ze swoimi sztabami to szkodliwi idioci, którym nie powinno się powierzać zarządu nad osiedlową piaskownicą.
Już mówię o co chodzi.
Otóż dwaj wymienieni panowie oświadczyli, że Unia Europejska pilnie zrewiduje stosunki z Egiptem i „podejmie stosowne kroki” jeżeli w tym kraju natychmiast nie ustaną wszelkie akty przemocy. Brawo dla bystrości umysłów i dyplomatycznego wyczucia, czapki z głów! Bractwo Muzułmańskie powinno wysłać kwiaty i, naginając nieco zasady islamu, skrzynkę najlepszej gorzały jaką uda się zdobyć. Przecież ewentualne sankcje (bo cóż innego może kryć się pod określeniem „stosowne kroki”?) dotkną rządzącej obecnie krajem faraonów armii, która usiłuje zaprowadzić porządek i powstrzymać islamskich fanatyków. Efekt działań unijnych durniów będzie taki, że islamiści podwoją swoje wysiłki i wzmogą terror, wojsko będzie na ich działania odpowiadać a w zadek dostaną niewinni ludzie, głównie Koptowie, którymi nikt się nie przejmuje. Jeszcze raz wielkie brawa dla panów von Rompuya i Barroso, szkoda, że urodzili się za późno bo bez wątpienia udałoby im się powstrzymać Hitlera i Stalina przed rozpętaniem piekła drugiej wojny światowej.
Z drugiej jednak strony wcale się postawie unijnych władyków nie dziwię – oni zwyczajnie trzęsą portkami przed islamskimi emigrantami, którzy zalali kraje starej UE i mogliby dość nieprzyjemnie zareagować na jakikolwiek gest poparcia dla egipskiej armii, która usiłuje nie dopuścić do przerobienia tego kraju na modłę talibską. Ten strach jest zresztą widoczny od dawna, to z niego wynika antyizraelska postawa Komisji Europejskiej, to on kazał milczeć w obliczu londyńskiej zbrodni dokonanej przez „dwóch mężczyzn o nieeuropejskich rysach”, to on wreszcie prowadzi do absurdalnych zakazów urządzania jasełek czy obchodzenia chrześcijańskich świąt w szkołach publicznych w wielu europejskich miastach. Włodarze starego kontynentu zwyczajnie się boją, nie mają – przepraszam za dosadność – jaj, by powstrzymać muzułmański motłoch, zatem ustępują mu na każdym polu i pozwalają na, niemalże, wszystko. Dlatego w Wielkiej Brytanii policja dokonuje aresztowań za antymuzułmańskie wpisy na twitterze, dlatego w krajach skandynawskich (głównie w Danii) patrzy się przez palce na ekscesy muzułmańskiej młodzieży atakującej rdzennych mieszkańców, dlatego pozwala się emigrantom żyć z socjalu na koszt własnych obywateli – by zapewnić sobie odrobinę świętego spokoju i w nadziei, że w ten sposób uda się ograniczyć ich zapędy. Kretynizm kompletny, bo kiedy muzułmanom (zwłaszcza czarnym) da się palec, to zażądają najpierw dłoni, potem całej ręki, a wreszcie nieograniczonej władzy i wprowadzenia w Europie szariatu jako jedynego obowiązującego systemu prawnego. I dlatego też panowie von Rompuy i Barroso gadają głupoty, które zamiast powstrzymać wojnę tylko wzmogą przemoc.
Przypomnę zatem, że za Bractwem Muzułmańskim stoją ci sami ludzie, którzy wysadzili w Afganistanie zabytkowe posągi Buddy wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO – przecież oni już zapowiadali wysadzenie w powietrze piramid i sfinksa! Jeżeli pozwoli im się przejąć w Egipcie władzę, którą – czysto teoretycznie – zdobyli w sposób zgodny z zasadami demokracji, to najpierw mając głęboko w poważaniu przerobią turystyczną mekkę na taliban a później zaatakują Izrael i doprowadzą do eskalacji przemocy na całym Bliskim Wschodzie. Czy rzeczywiście tego chcą władcy Europy? Może zatem warto by im uświadomić, że oni pierwsi staną się ofiarami nowego porządku i nikt, absolutnie nikt nie przyjdzie im z pomocą…
Napisane przez: Alexander Degrejt
Kontakt: alexander_degrejt@op.pl
Prawicowiec, wolnościowiec, republikanin i konserwatysta. Katol z ciemnogrodu.
_________________
Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków