Na igrzyska do Moskwy przed 35 laty Polska wysłała największą w historii ekipę: 306 zawodników. Znacznie liczniejsza była jednak reprezentacja bezpieki – niemal 1200 funkcjonariuszy i tajnych współpracowników. Wśród nich byli znani dziennikarze, trenerzy, działacze, a czasem i sami sportowcy.
Nigdy wcześniej ani później bezpieka nie prowadziła działań na tak dużą skalę. W Moskwie utworzono specjalną grupę operacyjną, a z każdą polską wycieczką do Związku Radzieckiego wyjeżdżali funkcjonariusze SB. Igrzyska z 1980 roku były bowiem wyjątkowe co najmniej z kilku powodów.
Przede wszystkim ze względów prestiżowych – po raz pierwszy olimpijskie zmagania miały się toczyć w kraju „demokracji ludowej", i to w dodatku w ojczyźnie światowego proletariatu – Związku Radzieckim. Obawiano się, że ten fakt może zostać wykorzystany do „podejmowania różnorakich akcji propagandowych" skierowanych przeciwko krajom wschodniej Europy. Nic więc dziwnego, że aparat bezpieczeństwa państw socjalistycznych został postawiony w stan pełnej gotowości (śmiało można rzec: bojowej).
Obawy takie nie były zresztą pozbawione podstaw. Moskiewska olimpiada odbywała się w sytuacji niezwykłej, w cieniu radzieckiej interwencji w Afganistanie z grudnia 1979 r. Fakt ten był dla jednych przyczyną czy też (jak chcą inni) jedynie został wykorzystany przez część państw kapitalistycznych (ze Stanami Zjednoczonymi na czele) jako pretekst do bojkotu igrzysk.
Zamiary przestępcze wobec olimpiady
Już kilka miesięcy przed oficjalnym otwarciem olimpiady między radzieckim KGB i zaprzyjaźnionymi służbami specjalnymi trwała ożywiona korespondencja – zbierano informacje na temat potencjalnych uczestników igrzysk. Towarzysze z „bratnich służb" (w tym również Służby Bezpieczeństwa) sprawdzali dla strony radzieckiej setki osób.
Czeska bezpieka (Štátna Bezpečnost', StB) zdobyła nawet dane na temat „poszukiwania nowych dróg w stosowaniu anabolicznych sterydów jako formy dopingu w wybranych dyscyplinach sportowych", aby wyeliminować możliwość ich wykrycia w czasie kontroli antydopingowej podczas olimpiady.
Informacja płynęła również w drugą stronę. W listopadzie 1979 r. przewodniczący Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR Jurij Andropow informował polskiego ministra spraw wewnętrznych Stanisława Kowalczyka, że „przeciwnik" w czasie przygotowań i w trakcie samej olimpiady zamierza „wwieźć nielegalnie do ZSRR kilkadziesiąt milionów rubli, aby zaszkodzić radzieckiemu systemowi finansowemu".
Z kolei w styczniu 1980 r. towarzysze radzieccy informowali stronę polską o „niewłaściwym zachowaniu" naszego znakomitego pięcioboisty Janusza Pyciaka-Peciaka podczas mistrzostw świata w 1979 r. w Budapeszcie (gdzie zajął drugie miejsce). Wówczas to KGB odnotowało jego zbyt bliskie kontakty z jedną z zawodniczek amerykańskich, z którą, co gorsza, dokonał wymiany forintów na dolary amerykańskie.
Kilkakrotnie organizowano spotkania robocze funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa krajów socjalistycznych. Czasami miały one charakter wielostronny, jak np. pod koniec lutego 1980 r. w Moskwie (z udziałem przedstawicieli Bułgarii, Węgier, Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Czechosłowacji, Polski, a nawet Mongolii czy Kuby). W jego trakcie porozumiano się m.in. co do wymiany informacji operacyjnych dotyczących osób, które miały „realne szanse" na przyjazd do ZSRR, a „nosiły się z przestępczymi zamiarami w stosunku do olimpiady".
Zdecydowano również o włączeniu do ekip poszczególnych państw socjalistycznych przedstawicieli aparatu bezpieczeństwa „w celu wspólnego z przedstawicielami MSW ZSRR rozstrzygania problemów związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa członków tych ekip i utrzymywaniem porządku publicznego w miejscach ich zamieszkania i miejscach realizacji programu igrzysk". A nawet o wzmożeniu „pracy profilaktycznej" wśród turystów zmotoryzowanych udających się na moskiewską olimpiadę i kontroli technicznej pojazdów.
Niekiedy spotkania te miały jednak jedynie charakter dwustronny – tak było w przypadku spotkania polsko-radzieckiego pod koniec stycznia 1980 r., tym razem w Brześciu nad Bugiem. W tym przypadku głównym problemem było, jak się wydaje, podkreślane przez przedstawicieli Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR „występowanie negatywnych zjawisk w ruchu granicznym". Miały się one wyrażać m.in. „w przemycie towarów i waluty przez obywateli obu stron", ale – jak pisano – „ze szczególnym jednak ukierunkowaniem tego stwierdzenia na obywateli polskich".
Dokumenty dla Edwarda Gierka
W Polsce operacji „ochrony" igrzysk nadano kryptonim „Moskwa 80". Na bieżąco monitorowano publikacje na całym świecie w związku ze zbliżającymi się igrzyskami. W aktach SB zachowała się m.in. teczka materiałów pochodzących z nasłuchu radiowego (przygotowywanego codziennie m.in. na potrzeby resortu spraw wewnętrznych przez Polskie Radio) dotyczących olimpiady moskiewskiej.
Oczywiście radio nie było jedynym ani też podstawowym źródłem informacji. Dane zbierał, przede wszystkim Departament I MSW, czyli wywiad, oraz Departament II (kontrwywiad). Z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych trafiały do „kierownictwa partyjno-państwowego", z I sekretarzem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Edwardem Gierkiem na czele, kolejne dokumenty, np. w marcu 1980 r. „Informacja dot. perspektyw Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w ocenach amerykańskich" czy miesiąc później „Informacja dot. stanowiska USA w sprawie bojkotu w Moskwie".
Oczywiście materiały te trafiały także do radzieckich sojuszników z KGB. Tym ostatnim przekazano również m.in. wykaz przestępców podejrzanych „o działalność przestępczą w skali międzynarodowej" przygotowany przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej.
Zakres działania resortu spraw wewnętrznych w związku z olimpiadą moskiewską określił w połowie kwietnia 1980 r. minister spraw wewnętrznych, wydając specjalną decyzję w sprawie jej „zabezpieczenia". Wymieniał w niej potencjalne zagrożenia wynikające m.in. ze zwiększonego ruchu tranzytowego przez Polskę. Stwierdzał m.in.: „Należy spodziewać się nasyłania wydawnictw o treści antysocjalistycznej, wykorzystania terenu Polski jako drogi przerzutu tych materiałów do ZSRR, inspirowania grup antysocjalistycznych w Polsce do współdziałania z Zachodem i podejmowania różnego rodzaju akcji propagandowych, jak również ożywienia działalności ośrodków nacjonalistycznych i zamiarów wykorzystania tych elementów w Polsce".
Minister nakazywał swoim podwładnym w związku „z aktywizacją wrogich działań" przeciwko moskiewskiej olimpiadzie „wzmożenie działań rozpoznawczych oraz zapobiegawczych szkodliwym zamierzeniom i poczynaniom przeciwnika, a także nasilenie przedsięwzięć zapewniających w kraju pełny porządek publiczny, szczególnie w okresie wzmożonego ruchu tranzytowego".
W działania te miała być zaangażowana nie tylko Służba Bezpieczeństwa, ale oczywiście również inne służby resortowe (z Milicją Obywatelską na czele). Miały one ponadto korzystać ze wsparcia innych instytucji, takich jak np. Zarząd Zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza czy Główny Urząd Ceł.
Zadania resortu spraw wewnętrznych podzielono na trzy segmenty: 1) rozpoznanie, 2) zapobieganie i profilaktykę, 3) działania organizacyjno-operacyjne. W ramach rozpoznania miano przede wszystkim „zaktywizować pracę operacyjną" w celu „szybkiego uzyskiwania danych o działalności ośrodków dywersji politycznej i ideologicznej, ośrodków nacjonalistyczno-terrorystycznych oraz rezydentur wywiadowczych".
Nie zapominano też oczywiście o „wszechstronnym rozpoznawaniu" zamierzeń opozycji politycznej, którą nazywano „elementami antysocjalistycznymi". Kolejną grupą do „pełnego rozeznania" były wszystkie osoby wyjeżdżające na moskiewską olimpiadę. Przewidywano też „głębokie rozpoznanie elementów kryminalnych i marginesu społecznego", głównie w celu wychwycenia potencjalnych przestępców celno-dewizowych i przemytników.
Trener hokeja, żeglarz, działacz jeździecki
W ramach zapobiegania i profilaktyki zamierzano m.in. „uaktywnić pracę ze wszystkimi [osobowymi – G.M.] źródłami informacji" w celu przejmowania „wrogich wydawnictw politycznych kierowanych z Zachodu, z przeznaczeniem dla kolportażu lub przewozu na teren ZSRR", czy prowadzić „wzmożone działania ograniczania bazy poligraficznej grup antysocjalistycznych".
Z kolei w ramach działań organizacyjno-rozpoznawczych wszystkie jednostki organizacyjne biorące udział „w zabezpieczeniu" grup polskich wyjeżdżających na moskiewską olimpiadę zobowiązano do podjęcia „aktywnych działań operacyjnych" w celu pełnego rozpoznania i kontroli zachowania członków poszczególnych grup. Koordynację całości działań powierzono Departamentowi III MSW.
Na potrzeby „zabezpieczenia" igrzysk utworzono (po raz kolejny zresztą) specjalną grupę operacyjną Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Tym razem była ona jednak wyjątkowo liczna. W jej skład wchodziło ponad 20 funkcjonariuszy. A na jej czele stanął zastępca dyrektora Departamentu III MSW Henryk Walczyński – powierzenie kierowania działalnością grupy tak wysokiemu funkcjonariuszowi świadczyło o tym, jak wielką wagę do jej działalności przykładało kierownictwo resortu spraw wewnętrznych. Miała ona działać na miejscu – w stolicy Związku Radzieckiego.
Dwóch funkcjonariuszy Departamentu III (Andrzej Kwiatkowski i Stanisław Chrapkowski) zostało umieszczonych w wiosce olimpijskiej. Kolejnych dziesięciu odpowiadało za „zabezpieczenie" zorganizowanych grup turystycznych (po trzech Juventuru i Almaturu oraz po dwóch Harcturu i Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu). Nie zapomniano nawet o międzynarodowym obozie młodzieży, na który delegowano jednego esbeka.
W odwodzie pozostawał dwuosobowy zespół sztabowo-koordynacyjny. Na miejscu korzystano z pomocy działającej od lat 60. w ZSRR grupy operacyjnej „Wisła", która wspomagała KGB głównie w inwigilacji obywateli polskich pracujących w Związku Radzieckim.
Na potrzeby tej doraźnie utworzonej grupy operacyjnej przyznano fundusz operacyjny w wysokości 12 tysięcy rubli. Każdy z wyjeżdżających otrzymał również stosowne diety.
Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa delegowani do ZSRR oczywiście ściśle współpracowali z towarzyszami radzieckimi. W tym celu otrzymali telefony kontaktowe do pracowników KGB.
Z kolei w pociągach z polskimi turystami kontakty między funkcjonariuszami polskiej i radzieckiej bezpieki umożliwiali kierownicy pociągów (pociągi te po przekroczeniu granicy były już oficjalnie pilotowane przez funkcjonariuszy radzieckiego MSW). Ustalono stosowne hasło kontaktowe – „towarzysz Fiodorow". Radzieccy towarzysze mieli służyć informacjami oraz pomocą w rozwiązywaniu ewentualnych problemów.
Również w kraju tworzono specjalne ciała odpowiedzialne za „zabezpieczenie" moskiewskich igrzysk, np. na początku maja 1980 r. taki zespół utworzono w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie (na jego czele stał zastępca komendanta wojewódzkiego MO ds. SB).
Polscy sportowcy jeszcze przed wyjazdem do Związku Radzieckiego zostali poddani bardzo wnikliwej kontroli. W wiosce olimpijskiej oprócz sportowców i osób towarzyszących znaleźli się też (o czym już była mowa) dwaj funkcjonariusze SB. Wspierać ich miała resortowa agentura umieszczona wśród działaczy sportowych, szkoleniowców i sportowców.
Jeden z trenerów hokeja na trawie miał być zarazem tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie Piotr. W trakcie igrzysk miano się z nim kontaktować za pomocą hasła „Jestem od Maćka z Katowic".
Z kolei wśród naszych żeglarzy znalazł się tajny współpracownik Wydziału II KW MO w Gdańsku (kontrwywiadu) o pseudonimie Holender (Ludwik Raczyński pływający w klasie Latający Holender, mistrz Polski w latach 1968 i 1979), którego zwerbowano w maju 1979 r. w celu „rozpoznania i penetracji środowisk uciekinierskich". Nie sposób niestety stwierdzić, czy i jak zostały zrealizowane plany jego wykorzystania w trakcie igrzysk – w zachowanych aktach brak bowiem informacji uzyskanych od niego przez Służbę Bezpieczeństwa.
Nie wiadomo też, czy odnowiono współpracę z innym żeglarzem, byłym tajnym współpracownikiem o pseudonimie Star, wykorzystywanym w latach 1964–1972 do „zabezpieczenia i rozpoznania ruchu sportowo-żeglarskiego w Gdyni" przez Graniczny Punkt Kontroli Port Gdynia. Co prawda współpracę z nim przerwano z uwagi na fakt jego częstych wyjazdów zagranicznych, ale miał być ponoć „chętny do dalszej współpracy".
Nie wiadomo również, czy skorzystano z pomocy Andrzeja Orłosia, trenera i działacza Polskiego Związku Jeździeckiego (wcześniej także trzykrotnego mistrza Polski w konkurencjach jeździeckich), który – jak stwierdzano – miał w lipcu 1977 r. w trakcie przeprowadzonej z nim rozmowy operacyjnej „wyrazić zgodę na udzielenie pomocy w ramach jego aktualnej możliwości". Co ciekawe, od tej pory nie utrzymywano z nim kontaktu, gdyż „nie występowały potrzeby operacyjne w tym zakresie".
Głównym zadaniem agentów ze środowiska sportowego było „ustalanie postaw, zachowania się, nawiązywania kontaktów [przez polskich sportowców i działaczy – G.M.] z uczestnikami ekip z krajów kapitalistycznych".
Nie inaczej było ze starannie dobranymi dziennikarzami. W ich gronie znalazło się dwóch kadrowych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa oraz resortowa agentura. Niestety, brak jej pełnego wykazu, ale np. Wydział III KW MO w Katowicach wymieniał (w piśmie z 8 lipca) dwóch żurnalistów wśród „tajnych współpracowników, których można podjąć na kontakt" w trakcie igrzysk.
Byli to TW „Ampex" – znany dziennikarz radiowy i telewizyjny Janusz Tychy, oraz TW „Kostek" – pracownik tygodnika „Panorama" Marian Bijoch (potem m.in. redaktor naczelny pisma „Ekran" i kandydat na prezydenta Katowic w 2002 roku). Centrali podawano również hasło do nawiązania kontaktu z oboma – „Pozdrowienia od pana Juliana z Katowic".
Jednak sprawozdawców sportowych współpracujących z SB pojechało do Moskwy więcej – był też wśród nich TW „Fala", a po wstąpieniu do PZPR kontakt operacyjny o takim samym pseudonimie Bogdan Tuszyński (redaktor „Przeglądu Sportowego", a następnie sprawozdawca i redaktor naczelny redakcji sportowej Polskiego Radia).
Agenci znaleźli się również wśród pracowników technicznych. W ich gronie znalazł się np. kontakt operacyjny „Atos" – 42-letni operator sprzętu filmowego, fotograficznego i telewizji użytkowej w Centralnym Ośrodku Sportu. Był on wcześniej wykorzystywany przez Departament I MSW (wywiad) „do celów dokumentacyjnych" podczas olimpiad w Monachium w 1972 r. i Montrealu w 1976 r. oraz mistrzostw świata w piłce nożnej w Monachium w 1974 r.
Niestety z powodu zniszczenia dokumentacji nie sposób dziś zweryfikować ani faktu, ani też zakresu ewentualnej współpracy większości wymienionych powyżej osób.
Gwizdy szowinistycznych radzieckich kibiców
Zabezpieczana" oczywiście była również najliczniejsza grupa w Moskwie, czyli polscy turyści. Już w kraju zadbano o odpowiedni dobór kibiców do grup wyjeżdżających do Związku Radzieckiego, czyli o „niedopuszczenie do udziału w nich osób nie gwarantujących zachowania właściwej postawy ze względów politycznych, natury kryminalnej lub moralnej". Wydano zakazy wyjazdu za granicę wobec ponad 3650 osób.
Nad zachowaniem rodaków wyjeżdżających w zorganizowanych, najczęściej 30-osobowych grupach czuwać miało nie tylko kierownictwo wycieczek (w jego skład wchodził obowiązkowo funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, oczywiście pod odpowiednią „legendą") oraz „opiekunowie" grup z ramienia resortu. Byli oni delegowani z terenu województwa, z którego wyjeżdżali turyści.
Ponadto rozpoznaniu poddano wytypowanych pilotów grup olimpijskich, pod kątem ich ewentualnego „operacyjnego wykorzystania". Natomiast ze wszystkimi przeprowadzono (a przynajmniej planowano przeprowadzić) rozmowy „ukierunkowujące ich zainteresowania oraz wskazujące na potrzebę kontaktu [z funkcjonariuszami SB – G.M.] w kraju i na olimpiadzie". Przy czym pilotów „nie spełniających wymogów" Służby Bezpieczeństwa miano zastąpić innymi.
Olimpiada moskiewska okazała się udana nie tylko dla polskich sportowców, którzy kończyli igrzyska z rekordowym dorobkiem medalowym (trzy złote, 14 srebrnych i 15 brązowych), ale również dla funkcjonariuszy SB. Starannie dobrani polscy kibice poza (jak stwierdzano) sporadycznymi przypadkami nie przynieśli wstydu przed „Wielkim Bratem".
W czasie trwania igrzysk Służbie Bezpieczeństwa miało się udać uzyskać i wykorzystać około 500 istotnych sygnałów, w tym „szereg cennych informacji o zamierzeniach przedstawicieli krajów kapitalistycznych, szczególnie wśród dziennikarzy, które przekazane w odpowiednim czasie KGB pozwoliły podjąć właściwe decyzje operacyjne".
Przy zastosowaniu tak dużych sił i środków (228 funkcjonariuszy MSW i 954 tajnych współpracowników SB) nie powinno to zresztą specjalnie dziwić. Zresztą sami esbecy, podsumowując olimpiadę, pisali: „Pozytywne zabezpieczenie ekipy polskiej biorącej udział w Igrzyskach Olimpijskich można było osiągnąć jedynie z tak licznym udziałem pracowników operacyjnych".
Zdecydowanie więcej zastrzeżeń budzi entuzjastyczna ocena igrzysk przypisywana polskim widzom – „Wśród osób powracających z pobytu na Olimpiadzie wyrażana jest powszechna, jednogłośna opinia o gościnności gospodarzy. Polscy turyści są zachwyceni zgotowanym im przyjęciem, warunkami zakwaterowania i wyżywienia. Panuje opinia, że wyjazd do ZSRR był ze wszech miar udany".
Tymczasem zwykli Polacy zapamiętali nie rzekomą gościnność gospodarzy igrzysk, ale „gest Kozakiewicza" będący spontaniczną reakcją na gwizdy szowinistycznych radzieckich kibiców podczas skoków polskich tyczkarzy walczących z radzieckimi herosami...
Grzegorz Majchrzak
Autor jest historykiem pracującym w Biurze Edukacji Publicznej IPN