Zamach w centrum Stambułu oznacza otwarcie przez tzw. Państwo Islamskie nowego frontu. Prezydent Erdogan zapowiada bezwzględną walkę.
– Eksplozja była tak silna, że myślałem, iż to trzęsienie ziemi – przyznaje dziennikarzowi CNN właściciel apteki znajdującej się nieopodal miejsca zamachu.
28-letni zamachowiec uderzył w najbardziej obleganym przez turystów miejscu, ogromnej metropolii, między Błękitnym Meczetem a Hagia Sofia. Zdetonował ładunek o ogromnej sile, który zabił jego samego i dziewięć innych znajdujących się w pobliżu osób. Ciężko ranił także 15 przechodniów.
Zdaniem niemieckiej telewizji N24 większość ofiar to niemieccy turyści przybyli nad Bosfor w ramach zorganizowanej wycieczki.
Tę wersję wydarzeń pośrednio potwierdziła po południu kanclerz Merkel.
– Nie mamy jeszcze pełnej informacji, ale obawiamy się, że prawdopodobnie wśród ofiar śmiertelnych i rannych są niemieccy obywatele – powiedziała niemiecka kanclerz po rozmowie z premierem Ahmetem Davutoglu.
Ostrzeżenie dla turystów
Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych natychmiast wydało oświadczenie, w którym odradza Niemcom wyjazd do Turcji, a tym, którzy się już znajdują w Stambule, odradza zbliżanie się do zabytków i większych zgromadzeń ludzi.
Kto stoi za zamachami?
W wystąpieniu telewizyjnym prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan powiedział, że zamachowiec samobójca pochodzi z Syrii. Początkowo nie chciał jednak rozstrzygnąć, czy należy do tzw. Państwa Islamskiego (Daeszu).
– Dla nas nazwy organizacji terrorystycznych nie są istotne. Wobec terroryzmu będziemy bezwzględni – powiedział turecki przywódca.
Dla Petry Becker, ekspertki berlińskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, możliwości wytłumaczenia zamachu jest kilka.
– To mógł zrobić Daesz, ale także kurdyjska organizacja PKK oraz środowiska skrajnej prawicy – powiedziała „Rz".
Ale późnym popołudniem Erdogan przyznał, że ślady prowadzą w kierunku tzw. Państwa Islamskiego. Zapowiedział także zaostrzenie walki z wrogiem, kimkolwiek by on był.
– Teraz każdy będzie musiał się określić. Albo jest po stronie tureckiego rządu, albo po stronie terrorystów – ostrzegł prezydent.
W październiku w Ankarze w zamachu zginęło przeszło 100 osób, a 240 zostało rannych, gdy terroryści uderzyli w manifestację przeciwko wznowieniu walk między siłami rządowymi a Kurdami z PKK. Zamachowców wiąże się z Daeszem, choć nie jest to pewne.
Przez wiele lat Erdogan prowadził dwuznaczną politykę wobec Daeszu. Nie uszczelnił granicy syryjsko-tureckiej, pozwalał dość swobodnie przedostawać się przez nią dżihadystom. Islamiści stali się obiektywnymi sojusznikami Ankary w walce z Kurdami, którzy próbowali wykroić własne państwo w sąsiedniej Syrii. Turecki przywódca z powodów ideologicznych od początku bezwzględnie zwalczał dyktaturę Baszara Asada, ciemiężcę bliskich mu, tamtejszych sunnitów.
Jednak ostatnio pod naciskiem USA Ankara zaostrzyła politykę wobec Daeszu. – Erdogan zgodził się, aby Amerykanie bombardowali pozycje Daeszu w Syrii, uszczelnił także syryjsko-turecką granicę. Od tej pory Turcja stała się celem tzw. Państwa Islamskiego. To zapewne tłumaczy motywy zamachowców – uważa Fadi Hakura, ekspert Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (Chatham House) w Londynie.
Porażka służb
Dla radykalnych organizacji islamistycznych Turcja od dawna stanowiła wyzwanie niezależnie od bieżącej polityki, jaką prowadzą jej przywódcy. To przecież kraj, który najmocniej zaangażował się w próbę pogodzenia islamu z zachodnią demokracją i sojuszem z Ameryką. Im większym ten eksperyment staje się sukcesem, tym bardziej osłabia to wpływy islamistów na Bliskim Wschodzie.
– Zamachowiec najwyraźniej starał się uderzyć w zagranicznych turystów przyjeżdżających do Turcji. A to jest chyba najbardziej wymierna więź tego kraju z Zachodem. Zamach już zresztą odnosi z tego punktu widzenia sukces: Berlin odradza wyjazdy do Turcji swoim obywatelom – mówi Petra Becker.
Zamachy organizowane przez kurdyjskich terrorystów do tej pory zwykle uderzały w symbole tureckiego państwa: ministerstwa, posterunki policji, sądy. Tym razem scenariusz był zupełnie inny, co właśnie wskazuje na zorganizowanie akcji przez Daesz.
Organizacja ataku jest zresztą poważną porażką dla tureckich służb bezpieczeństwa i osobiście samego Erdogana, która promuje wzmocnienie sił porządkowych.
Eksplozja o ogromnej mocy, którą utrwalono na zdjęciach, została przecież przeprowadzona w jednym z najlepiej strzeżonych okolic dawnej tureckiej stolicy. To miejsce symboliczne: Błękitny Meczet przywołuje czasy świetności Imperium Osmańskiego w XVII wieku, ale stojąca opodal Hagia Sofia – świetność Konstantynopola jako drugiej stolicy Imperium Rzymskiego. Jednym słowem, spuściznę kulturalną, którą Daesz tak zaciekle stara się zniszczyć na terenie Iraku, Syrii i na innych kontrolowanych przez siebie terenach.
http://www.rp.pl/Terroryzm/301129861-Kalifat-uderza-nad-Bosforem.html#ap-1