Kuriozalny wiersz Adama Zagajewskiego, którym napawa się "Wyborcza"!

 |  Written by Ursa Minor  |  1

 

YT
YT

W naszym kąciku kroniki kłamliwej histerii odnotowujemy dziś poezję. Oto na łamach weekendowej „Gazety Wyborczej”, już na drugiej stronie dostrzegamy arcyciekawy wiersz, a w zasadzie „wiersz”, jaki napisał - w reakcji na rządy rządu PiS i prezydenta Dudy - Adam Zagajewski.

Nie sposób oddać to słowami, opisać - pozwalamy więc sobie zacytować go w całości:

 

Zagajewski został członkiem honorowego komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego przed wyborami prezydenckimi w Polsce w 2015 roku. Jak się więc wydaje, jego zaangażowanie w… „poezji” jest dość oczywiste i jednoznaczne.

A co do wiersza - cóż, krytykami literackimi nie jesteśmy, ale oddajemy czytelnikom do oceny. :-)

http://wpolityce.pl/media/278466-poezja-klamliwej-histerii-zobacz-kurioz...

5
5 (1)

1 Comments

Obrazek użytkownika tł

Asnyk odpowiada Zagajewskiemu na ten "karnawałowy lament poety! ;-)




O poezjo, ty nie grzejesz,
A tu takie ciężkie mrozy!
Dobrze jeszcze tym, co maja
Ciepłe futra i powozy,
Lecz nam, dzieciom Apollina,
Strasznie zimno być zaczyna.

Poezjami palić trzeba,
Drzewo bowiem podrożało,
A te dużo daja dymu,
Ale za to ciepła mało.
Najognistsza palac odę
Zamroziłem w piecu wodę.

O szczęsliwy ten smiertelnik,
Co się zrodził milionerem,
Co przy cyfrze swego mienia
Jest ostatnim wielkim zerem,
Bo on własnie o tej porze
Jest u hrabstwa na wieczorze.

W salonowej dam cieplarni,
Posród kwiatów egzotycznych,
Sam zakwita purpurowo
Przy libacjach ustawicznych
I podziwia dziewic grację
Oczekujac na kolację.

Tak mu dobrze, tak mu ciepło:
Hrabia jemu rękę sciska,
A hrabina, ta z nim tańczy;
Panny chca go widzieć z bliska,
Robiac przy tym spostrzeżenie,
Że ma piękne ułożenie.

Blaskiem spojrzeń czarujacych
On się piesci i ogrzewa,
A ja z domu uciec muszę,
Bo mi całkiem brakło drzewa.
Poetyczna wena skrzepła
Trza u ludzi szukać ciepła.

Pędzę szybko przez ulicę,
Palto wiatrem mam podszyte;
Jest to smutna ostatecznosć
Isć się ogrzać na wizytę;
Ale cel uswięca srodki;
A więc idę grzeczny, słodki...

W jednym domu, w drugim domu
Odpowiada mi służacy,
Że dzis państwo sa na miescie
Na herbacie tańcujacej.
Na to tylko ten karnawał,
Żebym ludzi nie zastawał!

Aż nareszcie, gdy skostniałem,
O radosci! o rozkosze!
W jakim czwartym, piatym miejscu
Lokaj mówi: Państwo prosza.
Gdybym był, ach, demokrata,
Usciskałbym jego za to.

Wchodzę spiesznie do salonu:
Cieplej niby niż na dworze,
Ale pani jakas kwasna,
Panna także nie w humorze
I chłód wieje nieustanny
Z twarzy pana, pani, panny.

A rozmowa, jak po grudzie:
To podskoczy, to ustanie,
Choć dom cały błyszczy w swiecie
Przez wykwintne wychowanie
I w ogólnym tu pojęciu
Jest przybytkiem muz dziewięciu.

Rozmawiamy więc o wszystkiem:
O Bulwerze i Kaulbachu,
O muzycznym towarzystwie,
O Mozarcie, Glucku, Bachu,
O Alhambrze i Walhallii
I tam dalej, i tam dalej.

Panna bowiem co minuta
Z ust wyrzuca wielkie imię.
Ja powtarzam, ale widzę
Na fotelu pan już drzymie.
Chcę odchodzić, gdy wtem matka
Mówi do mnie: Jest herbatka.

Ach, herbata, ta herbata,
Co podaja nam we Lwowie!
Ta nikomu wyjsć nie może
Na pożytek i na zdrowie:
Biedny jestes, nieboraku,
Co ja pijesz bez araku.

Trzeba było jednak spełnić,
Ocukrzona czarę do dna,
Szczęscie jeszcze, że na druga
Prosić tutaj rzecz nie modna.
Nie odniosłem zatem szwanku:
Cieplej było po rumianku.

Aż tu, widzę, panna idzie
Z mina dziwnie zamyslona
I przynosi wielka księgę,
Bardzo ładnie oprawiona;
Z trwoga patrzę się tajemna,
Że ja kładzie tuż przede mna.

I wspierajac się o stolik,
Z wielkim wdziękiem się kołysze
Mówiac do mnie: Ja słyszałam,
Że pan zdolnie wiersze pisze,
Do albumu więc mojego,
Pan wymysli co ładnego.

Jest tu dużo wielkich ludzi
Gapczykiewicz, Totumfacki
I ten Gucio, co to robi
Lepsze wiersze niż Słowacki.
Tylko brak mi jeszcze pana,
Ale jego grzecznosć znana...

Ha, co robić! Za herbatę
Trzeba album wziasć przez grzecznosć!
I powracać z nim do domu
Smutna, smutna ostatecznosć!
Tak więc dzwigam wielka księgę
Klnac te mrozy na potęgę.

Spać za wczesnie - to mię zmusza
Do miejskiego wejsć kasyna
I spotykam mego krawca,
Co o dług się upomina;
A tam krawcy znacza tyle,
Co w Egipcie krokodyle...

Więcej notek tego samego Autora:

=>>