Jednego nie mogę zrozumieć: usprawiedliwiania, a nawet wychwalania wydawców, którzy obrażeni opuszczają stanowiska pracy i porzucają antenę.To moim zdaniem nie mieści się w żadnych standardach, w żadnym etosie dziennikarza. Przecież wydawca jest w hierarchii redakcyjnej odpowiednikiem oficera, i w czasie swojego dyżuru musi wykonywać polecenia, choćby się z nimi nie zgadzał. Później może złożyć dymisję, może napisać list protestacyjny, może zrobić szefowi karczemną awanturę. Ale OPUŚCIĆ STANOWISKA W TRAKCIE DYŻURU nie ma prawa. Dobro anteny powinno być dla niego ważniejsze niż nawet silne osobiste odczucia.
A już na pewno wydawca nie powinien porzucać powierzonej mu anteny w kontekście polecenia, które - powtarzam - może być uznane subiektywnie za dyskusyjne, ale które nie jest przecież związane z namawianiem do jakiejś dziennikarskiej zbrodni czy występku.
Jeśli wydawca w tak spektakularny sposób porzuca stanowisko pracy, narażając antenę, to znaczy, że bawi się w politykę. Chce awantury, i chce zaszkodzić w sposób spektakularny swoim przełożonym. Nie tylko samą awanturą, ale i potencjalnie załamaniem emisji lub jej drastyczną redukcją.
Nowe władze TVP nie powinny być wyjęte spod krytyki, także z prawej strony. Nie można jednak milczeć gdy do de facto politycznego ataku używa się metod, które są niezgodne z podstawowymi regułami funkcjonowania każdej redakcji, czy to prywatnej, czy to publicznej.
http://wpolityce.pl/media/285413-pierwszy-marsz-kod-moze-zaslugiwal-na-p...