Bezbrzeżne okrucieństwo podboju Rosji przez bolszewików, nazywanego rosyjską rewolucją, utopiło dawną Rosję w morzu krwi. Miliony ofiar, tysiące męczenników, zbezczeszczone cerkwie i kościoły. Ale to morze nieszczęścia miało również oblicze konkretnych ofiar, konkretnych rodzin, których nieszczęście polegało na tym, że stanęły na drodze „nieuchronnego postępu dziejowego”.
Mieczysław Jałowiecki – polski ziemianin i bankowiec, który był naocznym świadkiem rewolucji lutowej, a następnie przewrotu bolszewickiego w Piotrogrodzie, słuchał przemówień Lenina („mieszanina mongolskich rysów doprawionych żydostwem” – tak zapamiętał twarz wodza bolszewików) – zapisał w swoich wspomnieniach wizytę w Carskim Siole w listopadzie 1917 roku. Polakowi towarzyszyli brytyjscy oficerowie (z brytyjskiej misji wojskowej w stolicy rosyjskiego imperium). Planowano złożyć wizytę rodzinie pewnego oficera stacjonującego w dawnym carskim mieście rezydencjonalnym.
Po przybyciu do domu wspomnianego oficera, Jałowiecki i towarzyszący mu Brytyjczycy zastali w sieni zakrwawione zwłoki kapitana i jego żony (ułożenie jej ciała wskazywało, że przed śmiercią została zgwałcona). To nie był koniec tragedii, która spotkała tą rodzinę. Pisze Jałowiecki: „W Sali jadalnej przy stole siedziały dzieci zabitych rodziców. Siedziały nieruchomo, jakby przykute do miejsca. […] Zbliżyliśmy się do stołu i tu stanęliśmy w ostatecznym osłupieniu. Dzieci siedziały za stołem, mając języki przybite wielkimi bretnalami do jego blatu. Były na pół żywe. Języki miały spuchnięte i granatowe. Nie było czasu do stracenia. Zajrzeliśmy do kuchni, znaleźliśmy obcęgi i z trudem powyciągaliśmy ćwierćcalowe gwoździe. Z bólu i przerażenie dzieci omdlały”.
Polski memuarysta zanotował jeszcze odpowiedź Lwa Trockiego na deklaracje jednego z Brytyjczyków, że dzieci będą leczone w ambasadzie Zjednoczonego Królestwa: „Może pan zabrać je sobie na pamiątkę urzędowania w Rosji. Nam ten przychówek burżuazyjny nie jest wcale potrzebny”.
Takich rodzin, jak ta, której tragiczne losy opisał polski autor, było w całej Rosji dziesiątki tysięcy. Carscy oficerowie w pierwszej fazie rewolucji byli w pierwszej kolejności do eksterminacji (potem, zwłaszcza okresie wojny z Polską w 1920 roku, nastąpi krótka pieredyszka w tej eksterminacji). Ich rodziny były na listach „zakładników”, systematycznie mordowanych przez czerwony aparat terroru.
Inną grupą społeczną przeznaczoną w całości do eksterminacji w ramach zarządzonego przez Lenina ludobójstwa była rosyjska arystokracja – symbol i residuum dawnej Rosji, która miała nieodwołalnie zniknąć.
Nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się właśnie historia tej eksterminacyjnej polityki, napisana przez amerykańskiego historyka Douglasa Smitha („Skazani. Ostatnie dni rosyjskiej arystokracji”, Kraków 2014). Autor wybrał losy dwóch arystokratycznych rodzin: Golicynów i Szeremietiewów, jako przykłady niszczenia przez bolszewików dawnych rosyjskich elit społecznych.
Bolszewicka „Krasnaja gazieta” chełpiła się w 1922 roku: „Nie ma już rosyjskiej szlachty. Nie ma już rosyjskiej arystokracji” i zapowiadała: „Historyk przyszłości opisze dokładnie, jak umarła ta klasa. Przeczytacie jego relację i ogarnie was wściekłość i przerażenie”.
To się zgadza. Historyk (D. Smith) znalazł się i opisał historię, która budzi wściekłość i przerażenie.(...)
Read more: http://www.pch24.pl/dobijanie-upadajacej-klasy---przypadek-rosji,22096,i.html#ixzz2xw2LzO5o