13 sierpnia

 |  Written by Ellenai  |  9
Tak, to akurat dzisiaj. Dzisiejszy dzień, to Dzień Pamięci warszawskiej Starówki. Mieszkam tutaj, dzień w dzień chodzę jej zaułkami, więc nic dziwnego, że czuję się z nią wyjątkowo silnie związana.
 
 
Notkę poniższą zamieściłam niegdyś na dawnych Niepoprawnych. Dziś przypominam ją raz jeszcze, bo nie mam niestety czasu napisać na ten temat nowej, a dotyczy wszak ona między innymi 70. rocznicy jednego z najbardziej tragicznych wydarzeń Powstania Warszawskiego, w którym zginęło jednocześnie kilkaset osób, a kilkaset następnych zostało ciężko rannych. A ja akurat kończę pisanie scenariusza do gry miejskiej dla dzieci poświęconej Powstaniu Warszawskiemu i choć z racji tego mam zapewnione spędzenie całego dnia plackiem przy komputerze, to jednak od mojego głównego zadania mogę się odrywać tylko w krótkich przerwach od pracy :)
Przyszło mi jednak do głowy, że nie wszyscy ci „domownicy” BnR, którym Warszawa i jej historia nie są obojętne, mieli możliwość przeczytać ją na tamtym portalu.
 
 
 
       Symbolem powstańczej Starówki jest ulica Długa, na jej odcinku od placu Krasińskich do Freta. W czasie najcięższych walk pokonanie tego odcinka przez łączniczkę kosztowało ją półtorej godziny przedzierania się pod ostrzałem. Dziś można go przejść spokojnym krokiem w czasie krótszym niż 5 minut.
 
Przy ulicy Długiej, pod numerem 7, znajduje się Pałac Raczyńskich, który w czasie Powstania pełnił niezwykle ważną rolę. Mieściła się tu bowiem siedziba Komendy Głównej Armii Krajowej, a także – zorganizowany na potrzeby Powstania, Centralny Powstańczy Szpital Chirurgiczny nr 1. Budynek ten stal się świadkiem okrutnej zbrodni, jakiej dokonali Niemcy i Ukraińcy, którzy za pomocą granatów i broni maszynowej zamordowali na terenie szpitala kilkuset ciężko rannych powstańców.
 
Na jezdni ulicy Długiej znajduje się najbardziej znany właz do kanałów, którym pod koniec walk na Starówce ewakuowali się powstańcy. Prowadzi do niego czarna bazaltowa smuga ciągnąca się pomiędzy włazem, a tablicą pamiątkową umieszczoną na ścianie domu.
Światło zielone, światło czerwone, światło zielone... przejeżdżają samochody, przechodzą ludzie spieszący na przystanek autobusowy. Na bazaltową smugę nikt nie zwraca uwagi, bo zresztą mało kto wie, że ten ciemny pas nie powstał tu przypadkiem, ale dla upamiętnienia drogi, którą podczas Powstania Warszawskiego przekazywano meldunki i dostarczano zaopatrzenie i która stała ostatnią drogą ostatniej ewakuacji powstańców ze Starówki.
 
A wcześniej, to właśnie na Długiej 6 sierpnia odbyła się jedyna w czasie Powstania Warszawskiego defilada oddziałów powstańczych. Ludzie wylegli na ulicę i przyglądali się jej z okien i balkonów. Zaledwie tydzień później na tych samych balkonach leżały rozrzucone szczątki ludzkie rozerwane przez wybuch czołgu-pułapki.
 
 
 
       Noc z 12 na 13 sierpnia 1944 roku była dziwnie spokojna, jak na fakt, że siły niemieckie ostatecznie zdobyły magazyny na Stawkach, zamykając pierścień okrążenia wokół Starego Miasta, a licząca blisko 10 tysięcy ludzi grupa bojowa gen. Reinefartha wsparta ciężką bronią maszynową, pociągiem pancernym, artylerią, czołgami i lotnictwem otrzymała od generała von dem Bacha rozkaz szybkiej likwidacji powstałego kotła staromiejskiego.
 
Dopiero 13 sierpnia, po godzinie 8 rano, z opanowanego przez Niemców Krakowskiego Przedmieścia, wjechały na plac Zamkowy dwa niemieckie czołgi typu Panzer IV, które zaczęły strzelać w stronę polskich stanowisk na Świętojańskiej i Podwalu. Po chwili zza czołgów wyłoniła się niewielka tankietka i ruszyła wprost na przegradzającą Podwale barykadę. Na szarżujący pojazd poleciały butelki z benzyną. Płonąca maszyna utknęła na barykadzie. Otworzyła się klapa, przez którą wyskoczył kierujący pojazdem Niemiec i szybko uciekł. Powstańcy natychmiast ugasili płonącą tankietkę piaskiem, po czym zajrzeli do środka. Nigdy wcześniej nie widzieli takiego pojazdu. Niemcy przeciw powstańcom użyli go po raz pierwszy Nie było tam żadnego uzbrojenia, tylko radio.
 
Dowódca batalionu „Gustaw” kpt. Ludwik Gawrych "Gustaw" i jego zastępca Włodzimierz Stetkiewicz "Włodek", podejrzewając w porzuceniu pojazdu niemiecki podstęp, rozkazali swoim żołnierzom trzymać się od niego z daleka. Tym bardziej, że zaraz po unieruchomieniu pojazdu na barykadzie oddziały niemieckie znów niemal zaprzestały ataków i na Starówce zapanowała dziwna cisza. Pojazd miał pod osłoną zmierzchu zbadać batalionowy pirotechnik – „Wiktor”. Niestety, nie zdążył tego zrobić. Wcześniej bowiem pojazd został uruchomiony przez nie podejrzewających niczego powstańców z innego batalionu.
 
Zdobyty przez powstańców czołg bardzo wolno wjeżdżał z Podwala w ulicę Kilińskiego. Korzystając z przerwania niemieckiego ostrzału, wyległy na ulicę i witały go z euforią tłumy ludzi, w tym niesłychana ilość dzieci, które biegły, próbując dogonić czołg. Tuż po godz. 16 nastąpiła eksplozja. Wybuch spowodował masakrę. Zabił wszystkich znajdujących się w pobliżu pojazdu, zerwał z kamienic balkony, na których stali ludzie.
 
Miejsce zdobycia oraz trasa przejazdu zdobycznego Borgwarda IV (rys. Piotr Wawrzkiewicz)


Porzucony przez Niemców czołg musiał być naszpikowany wielką ilością materiału wybuchowego i zaopatrzony w automatyczny mechanizm zegarowy, bo rozerwany na części ciężki kadłub żelaznego kolosa został rzucony na kilkadziesiąt metrów dalej, gdzie wywrócony do góry dnem, palił się. Gęsty tuman kurzu zasnuł wszystko, a dym o zapachu spalonego prochy i siarki rozchodził się ulicami. Wokół rozlegały się straszliwe jęki poranionych ludzi, a ściany pobliskich domów obryzgane były krwią do wysokości trzeciego piętra. W miejscu masakry rozgrywały się prawdziwie dantejskie sceny, których opisów nie chcę tu przytaczać, a które zawarł S. Podlewski w swojej książce „Przemarsz przez piekło”.
 
Kwaterujący w jednym z domów gen. Tadeusz Bór-Komorowski, dowódca Armii Krajowej, wspomina: "W tej samej chwili oślepił mnie błysk i słup ognia spowity zwałami dymu i kurzu. Jednocześnie nastąpił huk potężnego wybuchu. Podmuch rzucił mnie spod okna na podłogę u przeciwległej ściany. (...) Dym i kurz opadał z wolna, odsłaniając straszliwe skutki wybuchu. Po żołnierzach, którzy stanowili załogę wozu, nie pozostał żaden ślad. Dookoła leżały poszarpane ciała osób, w tym wielu dzieci. Trupy ludzkie wyrzuciło na dachy sąsiednich domów".
 
 
Rozmiary tragedii były ogromne. Wielu rannych trafiło do szpitala na Długiej 7, który jednak nie był w stanie udzielić pomocy wszystkim potrzebującym. Przy nader skromnych środkach i niezwykle trudnych warunkach niesienia pomocy, nieliczny personel lekarski mógł zając się jedynie tymi, których stan budził nadzieję na uratowanie. Beznadziejne przypadki musiano pozostawić w zasadzie bez żadnej pomocy. Rannych znoszono także do pozostałych szpitali, działających w obrębie Starego Miasta. Wszędzie jednak problemy były podobne – przepełnienie rannymi, brak środków opatrunkowych, za mała ilość personelu lekarskiego, ograniczone możliwości przeprowadzenia operacji. Poległymi w wybuchu transportera zajęto się po kilku godzinach, gdy już wszyscy ranni zostali przetransportowani do szpitali.
 
Nie było to łatwe, bo zwłokami i fragmentami ciał zasłana była cała ulica Kilińskiego – od Podwala, aż po ulicę Długą. jako mogiłę zbiorową wykopano najpierw wielki dół na skwerze przed pałacem Raczyńskich. Potem kopano następne – wszystkie na kilkanaście do kilkudziesięciu ciał i na pozbierane szczątki. Wszystkie zapełniały się w kilka chwil. Tych mogił wykopano nie mniej niż dziesięć. Nie dawano sobie rady ze zbieraniem rozrzuconych szczątków, toteż następnego dnia Okręgowa Delegatura Rządu wydała zarządzenie o następującej treści: "W związku z wybuchem czołgu poleca się placówkom obrony przeciwlotniczej i ludności okolicznych domów przejrzeć place, gruz, podwórza, dachy itd. celem usunięcia części rozerwanych ciał, które mogły się tam znaleźć i nie zostały dotąd zabrane".
 
 
Dokładna liczba ofiar nie została nigdy ustalona. Mówi się o 300-500 poległych i około 500 rannych. W tym wybuchu zginął miedzy innymi znany przed wojną aktor, Józef Orwid.
Przy ul. Kilińskiego 3 stoi dziś tablica z napisem: "Miejsce uświęcone krwią 500 powstańców i mieszkańców Starówki poległych 13.08.1944 od eksplozji czołgu z podstępnie założonym przez wroga materiałem wybuchowym”.
 
 
 Zniszczone kamienice przy Podwalu (nr. 32, 34 i 36), ujęcie od ul. Kilińskiego, po wybuchu niemieckiego nosiciela ładunków wybuchowych 13 sierpnia 1944 r. Po lewej stronie powstańcy z kompanii "Anna" Batalionu "Gustaw" w drodze na stanowiska obronne przy ul. Ślepej. (Wiesław Chrzanowski, sierpień 1944)


W wybuchu zginęło wielu kwaterujących w tym czasie w obrębie Starówki powstańców. Niektóre oddziały praktycznie przestały istnieć. Największe straty poniosła kompania harcerska podporucznika Kostki i pluton „Orląt” (zginęło na miejscu lub z ran ponad 80 ludzi, w tym 14 piętnastoletnich chłopców z oddziału pomocniczego) i batalion harcerski „Wigry” (10 zabitych i 59 ciężko rannych, a wśród nich podporucznik „Żbik”).
 
Zachowanym śladem tamtych wydarzeń jest fragment gąsienicy transportera ładunków wybuchowych, pochodzący właśnie z tego egzemplarza, który uległ eksplozji przy ulicy Kilińskiego. Jest on wmontowany w ścianę katedry św. Jana Chrzciciela przy ulicy Dziekania i opatrzony (niestety błędnym) podpisem: "Gąsienica niemieckiego czołgu-miny "Goliat", który podczas Powstania Warszawskiego w 1944 r. zburzył część murów Katedry".
W powszechnej pamięci ów pojazd, który dokonał takiego spustoszenia zapisał się jako czołg-pułapka. Tymczasem historycy i znawcy uzbrojenia nie mają wątpliwości, że ów "czołg", który eksplodował na Kilińskiego, to w rzeczywistości nie czołg, ale stawiacz min Funklenkpanzer-Schwerer Ladungstraeger, typ Borgward B IV - czyli „ciężki nosiciel ładunków”, używany przez Niemców m.in. do niszczenia barykad. Pojazd ten przewoził 500 kg materiału wybuchowego w zamocowanym na pancerzu pojemniku, który można było uwolnić po podjechaniu pod wybrany cel. Ładunek był wyposażony w zapalnik czasowy, co umożliwiało wycofanie się pojazdu z zasięgu jego rażenia.
 
 
 W tym miejscu pojawiają się dwie współistniejące hipotezy – albo Niemiec kierujący pojazdem, który został unieruchomiony przy barykadzie na Podwalu, nie zdążył uruchomić mechanizmu zwalniającego ładunek, albo też pojazd rzeczywiście miał spełnić rolę pułapki, a Niemcy liczyli na to, że powstańcy odpalą ładunek przypadkowo.
 
Wspomniany już wyżej pirotechnik „Wiktor” przychyla się do tej drugiej hipotezy: „Niemcy mogli od razu zniszczyć ten pojazd, np. strzelając do niego z czołgu, i nie dopuścić do przejęcia go przez powstańców. Oni jednak woleli, żeby stawiacz min został wprowadzony na Starówkę. Przerwali ostrzał, by więcej ludzi wyszło na ulice oglądać "zdobycz". W tym sensie celowo zmienili ją w pułapkę”.
 
Prawdopodobnie przy pokonywaniu małej barykady przy ulicy Kilińskiego kierujący transporterem powstaniec przypadkowo zrealizował niemiecki zamiar i pociągnął za dźwignię, która spowodowała uwolnienie ładunku, uruchomienie zapalnika czasowego i eksplozję o olbrzymiej sile.


 
 
 
       Domy na miejscu masakry na Starówce budowano w latach 60. na specjalnych słupach, aby nie kopać głębszych fundamentów w ziemi przemieszanej z ludzkimi szczątkami.
 
Takich miejsc w Warszawie jest znacznie więcej. Miasto, które miało stać się miastem śmierci, dziś żyje i trwa, ale tu trzeba stąpać ostrożnie i szanować ziemię, po której się idzie, bo niemal wszędzie pod stopami czuje się zakrzepłą krew.
 
 
       Starówka warszawska jest i zawsze będzie dla mnie miejscem szczególnym. Zniszczona podczas Powstania Warszawskiego w 90%, jest wyjątkowym w skali światowej przykładem całkowitej rekonstrukcji nie pojedynczego zabytku, ale całego zespołu historycznego. Po wojnie długo nie było decyzji, co należy zrobić ze Starym Miastem, a właściwie z tym, co po nim pozostało. Ze względu na gruzy zalegające w wielu miejscach aż do pierwszego piętra, przez co praktycznie nie było do niej dostępu, trudno było ocenić dokładnie rozmiar zniszczeń i możliwości odbudowy, której podjęcie wydawało się zupełnym niepodobieństwem. Pojawiły się pomysły, by albo wyburzyć ją do końca i nie usuwając tych ogromnych ilości gruzu, obsadzić zielenią, albo by spróbować usunąć gruz i uzyskać tym samym miejsce pod budowę nowoczesnej dzielnicy.
 
Na szczęście zwyciężyła koncepcja mozolnej rekonstrukcji. Piszę – na szczęście, choć wiele osób mówi o odrestaurowanej Starówce z lekceważeniem, bo cóż to za zabytek, który de facto ma obecnie zaledwie 60 lat (główny okres odbudowy to lata 1949 – 1954).
 
 
Ale jest nierozerwalna nić, która tu, na tej "młodej" Starówce, ściśle splata przeszłość z teraźniejszością - to wiara w życie i marzenia o wolności tych, którzy zginęli i ta sama wiara i marzenia uświęcające trud i samozaparcie tych, którzy ocaleli z wojennej pożogi i wrócili, by tchnąć w ruiny nowe życie. Wiara i marzenia, które odcisnęły trwały ślad w jej brukach i murach - tak czytelny dla wszystkich, którzy i dziś kochają to niezłomne miasto.
 
 
 
Nadajemy komunikat z Warszawy.
 
Nadzwyczajny komunikat z Warszawy.
 
Stacja Armii Krajowej melduje:
 
Bój skończony i... nic, oprócz Sławy...
 
Wieść niesiemy do wszystkich narodów,
 
Konferencyj, przyjaciół i braci:
 
Lud Stolicy za Wolność zapłacił
 
Swoim życiem.(...)

 
 
/ Mieczysław Ubysz "Vik"/
 

* Mapka i zdjęcie w tekście pochodzą ze strony Stowarzyszenia Pamięci Powstania Warszawskiego 1944.

5
5 (5)

9 Comments

Obrazek użytkownika ciociababcia

ciociababcia
Nie mogę dać piąteczki... nie działają gwiazdeczki :-(

_________________
Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków

Obrazek użytkownika ciociababcia

ciociababcia
Wpisałam głównie dla teo, żeby była informacja dla Admina - A Tobie kiedyś dam 5 choćby nie interesował mnie wpis wink

_________________
Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków

Obrazek użytkownika polfic

polfic
Dziękuję.
A gwiazdka faktycznie się nie włącza.
 
Obrazek użytkownika Ellenai

Ellenai
Sabotaż! ;))

Pozdrawiam :)
A w wątku o spadających gwiazdach dopisałam w komentarzu do Ciebie coś o Superksiężycu.
Zajrzyj tam przy okazji.

Max
Dostałem maila i spojrzę co jest nie tak z gwiazdeczkami. Ale mam - prywatnie - bardzo napięty harmonogram, poważne zmartwienia dotyczące "real life" (między innymi dlatego nie ma mnie "pisanego") - spróbuję znaleźć czas.

Szkoda, bo wpis ewidentnie wart wspomnianej "piąteczki".

pozdrawiam

Update: 6.23 AM :)

Poprawione. Błąd bardzo niespecyficzny - ie: newralgicznie zareagował element znany jako ajax, odpowiedzialny między innymi za ocenianie tekstów. Niespecyficzny, bo przyczyn może być, z grubsza, 5555. Natomiast namierzyłem, który element wpisu (to nie to samo) był odpowiedzialny i wyprostowałem. Sytuacja bardzo rzadka, od początku istnienia portalu czegoś takiego nie widziałem - na cokolwiek "nietypową" strukturę wpisu oburzył się zupełnie, wydawałoby się, "neutralny" modulik. :)

W wolnej chwili (dziś, jutro) poprawię błąd powodujący "haczenie się" jednego z drugim. A póki co - stawiam "5". :)

A - ponieważ niemiłe okliczności zmuszają mnie do abstynencji portalowej (tym razem poinformował mnie Szary Kot), mam nadzieję że to niebawem ulegnie zmianie - w przypadkach dziwnych natury technicznej piszcie, proszę, na alfa@netisten.eu.

M.

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika Ellenai

Ellenai
Prawdopodobnie sama coś namieszałam, wklejając tę mapkę. Widzę, że ją przekleiłeś.
Trochę nieszczęśliwie, bo podpis, jaki był pod nią, został w tekście w starym miejscu (to ten pisany inną czcionką). Mam jednak nadzieję, że czytelnicy na BmR są domyślni :)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>