
PAP/Paweł Supernak
Rada Najwyższa (parlament) Ukrainy przyjął w czwartek ustawę, która uznaje prawny status uczestników walk o niezależność kraju w XX wieku, w tym członków Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA). Projekt ustawy wniósł syn komendanta UPA Jurij Szuchewycz.
Za przyjęciem ustawy opowiedziało się 271 deputowanych, przy koniecznym minimum 226 w 450-osobowym ukraińskim parlamencie.
Zgodnie z ustawą za bojowników walk o niezawisłość Ukrainy są uznani wszyscy ci, którzy uczestniczyli w różnorodnych formach walki o niezależność kraju w XX wieku.
„Państwo uznaje, że bojownicy o wolność w XX wieku odegrali główną rolę w odrodzeniu ukraińskiej państwowości, proklamowanej 24 sierpnia roku 1991” - głosi przyjęta ustawa.
Przewiduje ona możliwość zapewnienia weteranom i ich rodzinom zniżek i innych socjalnych gwarancji, uznaje odznaczenia i stopnie wojskowe walczących o niepodległość, które przyznano im w formacjach, w jakich służyli.
Ustawa zakłada też karanie wszystkich tych, którzy okazywaliby lekceważenie dla weteranów, negowali celowość ich walki.
UPA walczyła podczas drugiej wojny światowej zarówno przeciw Niemcom, jak i ZSRR. Od wiosny 1943 roku prowadziła także działania zbrojne przeciwko ludności polskiej Wołynia, Polesia i Galicji Wschodniej, zmierzające do jej całkowitego usunięcia z tych terenów. Oblicza się, że w wyniku działań UPA zginęło około 100 tys. Polaków.
Parlament Ukrainy przyjął w czwartek także ustawę, zakazującą propagandy komunizmu i nazizmu i ich symboli.
Jednym z głównych punktów tej ustawy, której projekt przygotował rząd, jest uznanie komunistycznego totalitarnego reżimu lat 1917-1991 za system przestępczy, który prowadził politykę państwowego terroru. Za przestępczy uznano też nazistowski system totalitarny. Wprowadzono zakaz propagowania nazizmu, narodowego socjalizmu, związanych z nimi symboli.
Rada Najwyższa ustanowiła 8 maja Dniem Pamięci i Pojednania na cześć ofiar drugiej wojny światowej. Postanowiono, że 9 maja będzie w dalszym ciągu Dniem Zwycięstwa nad nazizmem w drugiej wojnie światowej.
http://wpolityce.pl/swiat/240334-afront-wobec-prezydenta-czy-przypadek-w...
7 Comments
Urso
10 April, 2015 - 10:20
Karnowskich omijam szerokim łukiem, więc nie dowiem się, co "w temacie" tej haniebnej ustawy mają do powiedzenia bywalcy tego portalu.
Za to poczytałem, co mają do powiedzenia na ten temat internauci komentujący u Sakiewicza.
http://niezalezna.pl/65908-niestety-ukraincy-uczcili-upa
Możemy się dowiedzieć, że siedemdziesiąt lat po ludobójstwie na Kresach, po wymordowaniu przez UPA stu tysięcy Polaków, polskojęzyczni internauci (inaczej nie potrafię ich nazwać) zrównują pamięć Żołnierzy Wyklętych z "prawem Ukraińców do własnej historii". Jeśli ktoś chciałby pokazać jakiś przykład dzisiejszego stanu upodlenia Polaków, to ma pod ręką jeden z lepszych.
Sama "Niezależna" łaskawie wstawiła w tytule artykułu słowo "niestety" (ach jakże nieelegancko postapili nasi przyjaciele Ukraińcy), ciesząc się przy okazji, podobnie jak redakcja "wPolityce" z afrontu, który przypadł w udziale Komorowskiemu.
Nawet nie będę pytał, czy Sakiewicz odeśle medal, którym niedawno został udekorowany...
Zakładając, że nie jest to
10 April, 2015 - 10:47
A komentarze na Niezależnej są pochodną forsowanej od kilku lat polityki bezwzgędnej miłości do Ukrainy, miłości za wszelką cenę.
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Max'ie
11 April, 2015 - 14:10
Strażnik Wolnego Słowa tym razem był czujny.
@@ro i Max
11 April, 2015 - 23:35
Pozdrawiam.Ursa Minor
Podczas swojego wystąpienia w Radzie Najwyższej Ukrainy Bronisław Komorowski powiedział m.in., że właściwą drogą jest wzajemne wybaczenie i wzajemne pojednanie. Zaiste piękne to słowa, ale czy nie powinny paść z ust prezydenta Ukrainy?
– Oczywiście, że tak. Prezydent Komorowski proszący o wybaczenie w parlamencie ukraińskim to chichot historii. Najwyższy przedstawiciel Narodu, którego kilkaset tysięcy bezbronnych obywateli zostało wymordowanych w sposób bestialski na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, tylko dlatego, że byli Polakami, prosi posłów, w dużej mierze spadkobierców politycznych morderców, którzy zaraz po jego przemówieniu głosują, iż ludobójcy są bohaterami Ukrainy! To nie jest nawet gafa polityczna, to jest świadome wyrzeczenie się przez Komorowskiego tych ofiar w imię czasami nieswoich interesów. Należy tu podkreślić, że Ukraińcy, podejmując taką uchwałę, i to w takim dniu, wykazali się wyjątkowym prostactwem politycznym. Nie dość, że pokazali Polakom, jaki mają stosunek do ich ofiar, to jeszcze upokorzyli prezydenta RP, który im sprzyja. Polityk, który piastuje urząd prezydenta i ubiega się o drugą kadencję, powinien takie rzeczy przewidzieć. Brak tej umiejętności świadczy tylko o krótkowzroczności politycznej.
No właśnie, czy prezydent Komorowski powinien, mówiąc kolokwialnie, pchać się w wewnętrzne sprawy Ukrainy i pouczać w kwestiach gospodarczych, budowania demokracji, skoro po pierwsze wiele z tych spraw jest ciągle nierozwiązanych w Polsce?
– Myślę, że sprawa jest jeszcze bardziej poważna i należy zadać sobie pytanie – czemu miała służyć wizyta Bronisława Komorowskiego na Ukrainie właśnie w tym czasie? Pokazanie, że Polska jest w grze o Ukrainę w sytuacji wykluczenia nas ze wszystkich poważnych rozmów międzynarodowych, jakie ostatnio odbywały się w sprawie tego państwa? To jest przecież nic innego jak wciskanie się nieproszonym do stołu. Sama obietnica wsparcia Ukrainy kwotą 100 milionów euro, nieistotną z punktu widzenia problemów Kijowa wygląda na gratyfikację za organizację, za umożliwienie prezydentowi tej wizyty. Tym bardziej jest to kompromitujące, iż odbywa się półtora miesiąca przed wyborami prezydenckimi w Polsce. Jesteśmy też w okresie czekających nas rozstrzygnięć na wschodniej Ukrainie. Takie działania, które prowokują Rosję w obecnej sytuacji, są dalece nieodpowiedzialne. Tym bardziej że nie stać na nie nawet przywódców mocniejszych od nas Niemiec czy Francji. Pytanie tylko, kto Komorowskiego w to popycha?
Czy takie wizyty europejskich polityków jak ta Komorowskiego na Ukrainie robią jakiekolwiek wrażenie na Władimirze Putinie?
– Moim zdaniem Putin odbiera je jako żenującą demonstrację państwa, które w obecnej chwili nie dysponuje nawet odpowiednim potencjałem militarnym. Polska powinna stanąć w tej rozgrywce za Stanami Zjednoczonymi, Francją i Niemcami, a nie sama pchać się na czoło tej grupy, prowokując Moskwę. Myślę, że Rosjanie, wysyłając do Polski rajd motocyklowy „Nocnych wilków” – członków ulubionego gangu motocyklowego Władimira Putina, adekwatnie odpowiedzieli prowokacją. Problem tylko w tym, czy można to traktować na równi z wizytą Komorowskiego na Ukrainie.
Komorowski w Kijowie zadeklarował, że Polska nie uchylałaby się od uczestnictwa w ewentualnej operacji pokojowej ONZ na Ukrainie. Jaka może być cena tak jednoznacznego stanowiska polskich władz?
– Pytanie tylko, czy te ewentualne siły pokojowe sprowokowane przez separatystów, czy Rosjan nie staną się stroną bezpośrednich starć. Tak czy inaczej deklaracja prezydenta Komorowskiego jest to bardzo nieodpowiedzialna. Od takich prowokacji polsko-rosyjskich w Donbasie już blisko do ewentualnych starć w rejonie Królewca. Te deklaracje pokazują, jakim zapleczem eksperckim dysponuje obecny prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Warto też wziąć pod uwagę, że Rosja jako członek ONZ ma prawo weta i może skutecznie zablokować te plany.
Ważna we wzajemnych relacjach polsko-ukraińskich jest przeszłość, ale ta kwestia nie została podjęta w przemówieniu prezydenta RP. Była to doskonała okazja na załatwienie kwestii chociażby upamiętnień zbrodni dokonanych na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów czy zwrotu polskich świątyń?
– Poruszył pan bardzo ważną kwestię. Na Ukrainie jest upamiętnionych tylko kilka procent miejsc ofiar ludobójstwa Polaków. Kwestia nieruchomości rzymskokatolickich, szkolnictwa naszych rodaków została pominięta. I tak jest od lat. Węgrzy mówią i żądają rozwiązania tych spraw na szczeblu rządowym, a my…? Dlatego z punktu widzenia polskiej racji stanu ta wizyta jest zupełnie bezowocna. Głowa państwa powinna pojechać na Ukrainę nie z czymś, a po coś. Tym czymś mogło być otwarcie Domu Polskiego we Lwowie, podpisanie ważnych, strategicznych dla naszej gospodarki umów, deklaracje zmiany polityki historycznej Ukrainy czy też wybór przez to państwo naszego kraju na partnera strategicznego. Nic z tych rzeczy podczas wizyty prezydenta Komorowskiego nie zaistniało. Media nagłośniły, że sekretarz Rady Bezpieczeństwa Ukrainy Ołeksandr Turczynow ogłosił projekt strategii bezpieczeństwa narodowego Ukrainy. To w tym dokumencie partnerem strategicznym są sceptyczne wobec Ukrainy Niemcy i Francja, ale nie Polska. Można zatem śmiało powiedzieć, że w dniu wizyty Komorowskiego a Ukrainie zaszły dwa fakty upokarzające Polskę, czyli uznanie UPA za organizację kombatancką i marginalizacja Polski w strategii bezpieczeństwa. Zważając na rangę tej wizyty – zachowanie gospodarza, który w taki sposób traktuje gościa, jest niebywałe w polityce europejskiej.
Komorowski powiedział, że Ukraińcy, którzy giną na Wschodzie, bronią także Europy. Podziela Pan ten pogląd?
– Pytanie tylko, przed kim bronią…? Przed separatystami, którzy mają inną wizję swojej pozycji w państwie ukraińskim? Przecież nie przed Rosją, która ma obecnie taki potencjał, że wojska ukraińskie nie są dla nich żadną istotną barierą. Kto w Europie ma podobne zdanie – Niemcy, Czesi, Węgrzy, Francuzi? Takie stwierdzenie prezydenta Komorowskiego jest nie tylko niepoważne, ale jest nadużyciem. Żołnierze ukraińscy na wschodzie kraju walczą w wojnie domowej z kilkumilionową grupą rosyjskich Ukraińców wspieranych przez Rosję, którzy uważają, że rok temu w ich kraju doszło do zamachu konstytucyjnego i nie uznają obecnych władz Ukrainy. To jest głównie problem wewnętrzny tego państwa. Na Krymie nawet nikt nie walczył. Na 20 tysięcy żołnierzy ukraińskich obecnych na półwyspie tylko 10 proc. zgłosiło się do armii ukraińskiej.
W 75. rocznicę zbrodni katyńskiej prezydent Komorowski odwiedził też cmentarz w Bykowni. Jednocześnie pojawiają się opinie, że coraz trudniej będzie przedstawicielom polskich władz odwiedzać miejsca radzieckich zbrodni na terenie Rosji w Katyniu czy Miednoje…?
– W obecnej sytuacji tak. Nie ulega wątpliwości, iż obecnie nie tylko Polska prowokuję Rosję, ale także Rosja chce Polskę upokorzyć. Jest to efekt wzajemnego zaangażowania w sprawy Ukrainy. Mam nadzieję, że polscy politycy w końcu zrozumieją, iż bez wzajemności ze strony Ukrainy nie warto ryzykować bezpieczeństwem Polaków. Jeżeli Kijów, będąc w tragicznym położeniu, poniża partnera, który ponosi ogromne koszty pomocy i angażowania się po jego stronie, to czego można się spodziewać, kiedy sytuacja na Ukrainie się ustabilizuje, a przy władzy pozostaną obecne elity tego państwa?
Dziękuję za rozmowę.
Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/135017,bezowocna-wizyta.html
Urso
12 April, 2015 - 00:26
Bardziej mi brakuje dzisiejszych opinii tych blogerów, którzy kilka tygodni temu atakowali na B-n-r za niedostateczne popieranie Ukrainy - jakoś ostatnio w tej kwestii zamilkli.
Chciałoby się rzec: lepiej późno, niż wcale...
@ro
12 April, 2015 - 13:58
Dla mnie ważne jest również to zdanie:
Pozdrawiam.Ursa Minor
ps.
Smutne i katastrofalne jest, że w dzisiejszej Polsce przy sterach mamy tak wielu legitymujących się polskim obywatelstwem, dla których pozostawanie w żebraczej pozycji nie stanowi większego problemu...
Urso
12 April, 2015 - 15:56
Ukraina mówi polskim pożal-się-Boże dyplomatom i jednemu redaktorowi naczelnemu:
-Żadnych złudzeń panowie!