
Kilka dni temu śmiałem się, że pisząc w niedzielę swój cotygodniowy tekst do GPC, który wysyłam w poniedziałek koło południa, a w druku ukazuje się we wtorek, będę musiał przygotować trzy wersje. „Jest nadzieja dla Polski”, „Nie ma nadziei dla Polski” i „Czy jest nadzieja dla Polski?” i wysłać tę, która najbliżej będzie wiadomości, spływających do nas w nocy i poniedziałkowy ranek. Ostatecznie wyszło całkiem optymistycznie, pamiętajmy jednak, że wszystko przed nami.
Tymczasem od kilku godzin powtarza się ta sama historia. Przewaga Dudy topnieje w oczach w miarę spływania wyników z największych miast. Została już tylko Warszawa i okolice i jest bardzo prawdopodobne, że skończy się jednak na minimalnej wygranej Komorowskiego lub remisie. Czy to dla nas zła wiadomość? Niekoniecznie.
Jeśli ktoś miałby ochotę poddać się atmosferze odebranego zwycięstwa, oczywiście nie mogę mu zabronić, ale nie zamierzam tym razem dotrzymać towarzystwa. Moim zdaniem bowiem w świat poszedł już mocny komunikat. Ludzie zobaczyli świętującego wygraną Dudę – człowieka silnego, godnego i mającego tyle klasy, by podziękować wszystkim kontrkandydatom, którzy nie uchylali się od debaty. Zobaczyli też Komorowskiego, który dla swoich wyborców miał tylko kilka, wydukanych z kartki zdań i widzieli jego szybko pustoszejącą imprezę. To obóz władzy przeżył szok i został całkowicie wytrącony z rytmu. Oni naprawdę wierzyli w wygraną w pierwszej turze. Mina pana Wajdy mówi nam o tym wszystkim więcej, niż tysiąc analiz reżimowych politologów.
Jeśli jednak okaże się – a może być to jasne, gdy Państwo czytają już ten wpis – że głosy z Warszawy dały Komorowskiemu minimalną przewagę, to mogę założyć się, że dla jego otoczenia będzie to kolejny cios w szczękę, a nie motywujący kop. Im bardziej wczoraj zwątpili, im bardziej histeryzowali, tym więcej okażą jutro pychy i samozadowolenia. Zamiast szukać błędów w kampanii, które oprócz nich widzi przecież każdy, uznają, że muszą starać się bardziej. Więcej mówić o sprawach, które nie przynoszą im wyraźnego sukcesu, pokazywać więcej ludzi, którzy stracili zdolność przekonania kogokolwiek nowego.
Jeśli natomiast okaże się, że nawet otoczenie Warszawy nie jest w stanie dać Komorowskiemu wygranej (jeśli mój Twitter się nie myli, właśnie tak ostatecznie się stało, choć w Warszawie Komorowski zdobył więcej głosów), to cóż – kiepsko to dla niego wygląda i bez działań, mówiąc delikatnie, nie mieszczących się w porządku demokratycznym się nie obędzie. Chętnych do pomocy nie zabraknie, ale i RKW swoją aktywnością mocno musi psuć im szyki, bowiem zaczęli przecież nie czekając na wyniki. Ba, nawet na głosowanie nie czekali, o czym sporo ostatnio można było czy to u Pospieszalskiego, czy u Ewy Stankiewicz w Studiu Republika.
W piątek obiecałem drugi wpis tuż przed ciszą wyborczą. Nie zdążyłem jednak, a planowałem napisać kilka słów o spotkaniu Andrzeja Dudy z piszącymi na Twitterze sympatykami, na którym również miałem przyjemność się pojawić. Przyjemność, ponieważ była to impreza naprawdę fajna, bez żadnego nadęcia, a przy tym zorganizowana profesjonalnie. Trochę materiałów na wideo, trochę muzyki z głośników, wystąpienia kandydata i jego córki – trochę na poważnie, trochę jak do swoich jednak – do tego opowieści pani Szydło i wyglądające na dobre (nie próbowałem) jedzenie. Do tego możliwość zamienienia z kandydatem kilku słów czy – twitterowa oczywistość – zrobienia sobie zdjęcia. Wszystko nastawiło mnie całkiem optymistycznie, co nie zdarza mi się dość często. I choć wiem, jaka czeka nas, a zwłaszcza sympatyczną rodzinę pana Dudy i jego samego, rzeźnia, to tego optymizmu mi zostało całkiem sporo. Niezależnie bowiem od tego, jakim wynikiem skończą się wybory i czym jeszcze nas resortowe dzieci i ich przyjaciele zaskoczą, widać, że coś tu się jednak dzieje, że jakaś bariera pękła. Moim zdaniem zresztą pękła właśnie w piątek, podczas audycji w TVN, gdy wyprowadzony z równowagi prezydent zaczął grozić Rymanowskiemu a widzowie TVN w najbardziej zaufanym medium zobaczyli prawdziwą twarz prezydenta zgody i pojednania. Dzięki poziomowi zakłamania programów informacyjnych tylko z nazwy wcześniej nie mieli okazji.
Działania władz, łącznie z groteskowym poparciem JOW, to kolejne pasmo kompromitacji. Komorowski jako zwolennik referendum wiarygodny jest niczym Kopacz mówiąca o śledztwie smoleńskim. W otoczeniu prezydenta od dawna tworzona jest ustawa, która de facto likwiduje możliwość odwołania władz lokalnych w referendum poprzez absurdalne podniesienie progów frekwencyjnych. Paweł Kukiz ma tego doskonalą świadomość, ponieważ był jednym z głównych przeciwników nowych przepisów.
Tekst jest raczej zbieraniną uwag niż spójnym artykułem, mam nadzieję, że zważywszy na wyjątkową sytuację, darują mi Państwo chaotyczną formę.
Więcej uwag na temat wyborów w jutrzejszej Gazecie Polskiej Codziennie.
Na bieżąco sytuację komentuję na Twitterze: http://twitter.com/karnkowski
Tymczasem od kilku godzin powtarza się ta sama historia. Przewaga Dudy topnieje w oczach w miarę spływania wyników z największych miast. Została już tylko Warszawa i okolice i jest bardzo prawdopodobne, że skończy się jednak na minimalnej wygranej Komorowskiego lub remisie. Czy to dla nas zła wiadomość? Niekoniecznie.
Jeśli ktoś miałby ochotę poddać się atmosferze odebranego zwycięstwa, oczywiście nie mogę mu zabronić, ale nie zamierzam tym razem dotrzymać towarzystwa. Moim zdaniem bowiem w świat poszedł już mocny komunikat. Ludzie zobaczyli świętującego wygraną Dudę – człowieka silnego, godnego i mającego tyle klasy, by podziękować wszystkim kontrkandydatom, którzy nie uchylali się od debaty. Zobaczyli też Komorowskiego, który dla swoich wyborców miał tylko kilka, wydukanych z kartki zdań i widzieli jego szybko pustoszejącą imprezę. To obóz władzy przeżył szok i został całkowicie wytrącony z rytmu. Oni naprawdę wierzyli w wygraną w pierwszej turze. Mina pana Wajdy mówi nam o tym wszystkim więcej, niż tysiąc analiz reżimowych politologów.
Jeśli jednak okaże się – a może być to jasne, gdy Państwo czytają już ten wpis – że głosy z Warszawy dały Komorowskiemu minimalną przewagę, to mogę założyć się, że dla jego otoczenia będzie to kolejny cios w szczękę, a nie motywujący kop. Im bardziej wczoraj zwątpili, im bardziej histeryzowali, tym więcej okażą jutro pychy i samozadowolenia. Zamiast szukać błędów w kampanii, które oprócz nich widzi przecież każdy, uznają, że muszą starać się bardziej. Więcej mówić o sprawach, które nie przynoszą im wyraźnego sukcesu, pokazywać więcej ludzi, którzy stracili zdolność przekonania kogokolwiek nowego.
Jeśli natomiast okaże się, że nawet otoczenie Warszawy nie jest w stanie dać Komorowskiemu wygranej (jeśli mój Twitter się nie myli, właśnie tak ostatecznie się stało, choć w Warszawie Komorowski zdobył więcej głosów), to cóż – kiepsko to dla niego wygląda i bez działań, mówiąc delikatnie, nie mieszczących się w porządku demokratycznym się nie obędzie. Chętnych do pomocy nie zabraknie, ale i RKW swoją aktywnością mocno musi psuć im szyki, bowiem zaczęli przecież nie czekając na wyniki. Ba, nawet na głosowanie nie czekali, o czym sporo ostatnio można było czy to u Pospieszalskiego, czy u Ewy Stankiewicz w Studiu Republika.
W piątek obiecałem drugi wpis tuż przed ciszą wyborczą. Nie zdążyłem jednak, a planowałem napisać kilka słów o spotkaniu Andrzeja Dudy z piszącymi na Twitterze sympatykami, na którym również miałem przyjemność się pojawić. Przyjemność, ponieważ była to impreza naprawdę fajna, bez żadnego nadęcia, a przy tym zorganizowana profesjonalnie. Trochę materiałów na wideo, trochę muzyki z głośników, wystąpienia kandydata i jego córki – trochę na poważnie, trochę jak do swoich jednak – do tego opowieści pani Szydło i wyglądające na dobre (nie próbowałem) jedzenie. Do tego możliwość zamienienia z kandydatem kilku słów czy – twitterowa oczywistość – zrobienia sobie zdjęcia. Wszystko nastawiło mnie całkiem optymistycznie, co nie zdarza mi się dość często. I choć wiem, jaka czeka nas, a zwłaszcza sympatyczną rodzinę pana Dudy i jego samego, rzeźnia, to tego optymizmu mi zostało całkiem sporo. Niezależnie bowiem od tego, jakim wynikiem skończą się wybory i czym jeszcze nas resortowe dzieci i ich przyjaciele zaskoczą, widać, że coś tu się jednak dzieje, że jakaś bariera pękła. Moim zdaniem zresztą pękła właśnie w piątek, podczas audycji w TVN, gdy wyprowadzony z równowagi prezydent zaczął grozić Rymanowskiemu a widzowie TVN w najbardziej zaufanym medium zobaczyli prawdziwą twarz prezydenta zgody i pojednania. Dzięki poziomowi zakłamania programów informacyjnych tylko z nazwy wcześniej nie mieli okazji.
Działania władz, łącznie z groteskowym poparciem JOW, to kolejne pasmo kompromitacji. Komorowski jako zwolennik referendum wiarygodny jest niczym Kopacz mówiąca o śledztwie smoleńskim. W otoczeniu prezydenta od dawna tworzona jest ustawa, która de facto likwiduje możliwość odwołania władz lokalnych w referendum poprzez absurdalne podniesienie progów frekwencyjnych. Paweł Kukiz ma tego doskonalą świadomość, ponieważ był jednym z głównych przeciwników nowych przepisów.
Tekst jest raczej zbieraniną uwag niż spójnym artykułem, mam nadzieję, że zważywszy na wyjątkową sytuację, darują mi Państwo chaotyczną formę.
Więcej uwag na temat wyborów w jutrzejszej Gazecie Polskiej Codziennie.
Na bieżąco sytuację komentuję na Twitterze: http://twitter.com/karnkowski
(3)
7 Comments
Nie skończy sie na wygranej
11 May, 2015 - 22:47
To i tak lepiej, niż przypuszczałem. Dorbym wynikiem, dla mnie, byłoby 8-10 punktów procentowych straty do Komorowskiego, i z tym się liczyłem. To, co stało się wczoraj, jest dużym zaskoczeniem.
Ale przestrzegałbym tez przed hura-optymizmem. Kluczowe jest 20% wyborców Kukiza, a to bardzo niejednolita grupa. Za dwa tygodnie zobaczymy, na ile "pompujący" Kukiza reżimowi macherzy od mediów popełnili błąd - a na ile nie. Bo na razie, przez parę dni będzie działał wśród wyborców Kukiza efekt: "i zobaczyli, ilu ich jest".
Gdyby Kukiza nie było, rozczarowany lewicowiec, nawracający się leming, oscylujący od Korwina do Palikota "elektor przechodni", miałby czas na oswojenie się z faktem, ze kandydat znienawidzonego PiS (lata prania mózgu nie poszły w las) jest jednak jedyną alternatywą. Te parę miesięcy wystarczyłoby.
Ale - została podarowana, w postaci Kukiza, wygodna alternatywa: jestem przeciw, ale nie muszę TVN-owskich uwarunkowań łamać. Temu służyły kozetki u Wojewódzkiego, wywiady z Monią i inne - lansowaniu wygodniejszej "alternatywy". Bo co by to było, gdyby ten Duda...
Ale - mogli się pomylić. Przeszacowac i otworzyć puszkę Pandory. Co prawda, elektorat Kukiza to w 90% sieroty po Palikocie, PO, Korwinie i SLD - ale też nie należy tych ludzi nie doceniać i, na starcie, dyskwalifikować. Chciało im się pójśc zagłosować - zobaczymy teraz. Ruszyli się, dobrze.
Od Kukiza, wbrew poszechnym opiniom, zależy niewiele. Tylko od 10% do 20% (w porywach) grzecznie słucha przegranego w pierwszej turze kandydata, jeśli ten zdecyduje się suflować "swoim" na kogo głosować, czy też nie głosować. Statystyka.
Kukiz jest mało istotny, istotne jest 10% Polaków, którzy wpadli na pomysł, że coś trzeba zmienić. 10 - bo "przez pół", połowa na wyborach nie była...
PS. Mam nadzieję, że moje szacunkowe, bazujące na poprzednich wyborach i już znanym bieżącym rozkładzie głosów, wyliczenia - są słuszne. Lepiej, propagandowo, żeby jednak Duda wygrał pierwszą turę. Choć i tak - był to cud nad Wisłą. :)
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Max'ie
11 May, 2015 - 23:19
Wybiorą mechanizm "nieośmieszania się" we własnych oczach - takie honorne chłopaki. Zupełnie jak ich guru. PzNT
Maksie
11 May, 2015 - 23:25
I jest jeszcze jest spora grupa (w większości młodych, dla których są to jedne z pierwszych wyborów) dla których zmiana jest najważniejsza. Można tylko mieć nadzieję, że pódą za Dudą.
"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Komorowski nadrobił
12 May, 2015 - 00:12
Więc chyba...
Tak! 1 "punkt procentowy" więcej.
też pisałem w niedzielę, że
11 May, 2015 - 23:14
Budyniu,
11 May, 2015 - 23:39
Innym razem ktoś napisał, że z zagrożonej ciąży, właśnie urodziła mu się córka. Duda z olbrzymią serdecznością włączył się do życzeń. I to było naprawdę szczere!
"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Szary Kocie
12 May, 2015 - 00:15
Oby!