Chuligan, ofiara, kandydat

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  1
Poniższy tekst napisałem w zeszłym tygodniu dla GPC jako polemikę z komentrzem Jakuba Pilarka, który z kolei jeden z komentujacych wrzucił u mnie pod poprzednim tekstem o policji i Wiplerze. Dziś żyjemy czymś zupełnie innym, niemniej, ponieważ tekst w druku ukazał się wczoraj, publikuję go na blogu.

Dawno żadna sprawa bieżąca nie podzieliła tak mocno osób o zbliżonych na ogół poglądach na sytuację w Polsce. W komentarzach zobaczyć mogliśmy dwa, całkowicie sprzeczne sposoby spojrzenia na sprawę Wiplera: skupienie się na zachowaniu posła i bezwarunkowe przyjęcie wersji policyjnej lub też odwrotnie – wzięciu w nawias wątpliwego zachowania posła i skoncentrowanie się na działaniu policji. O ile jednak pijani posłowie z reguły we wszystkich, poza ich najwierniejszymi wyborcami, budzą podobne emocje i zapewne do części krytyków Wiplera nie jest mi na tyle daleko, by podejmować polemikę z ich oceną poselskiej aktywności na ulicy Mazowieckiej, o tyle wątek skali interwencji policyjnej i medialnej reakcji na nią wymaga polemiki.

Bezpośrednim impulsem do napisania tego artykułu był tekst Jakuba Pilarka „Prezydent wszystkich żuli”, który ukazał się na niezależnej.pl. Pilarek pisze, że nie potrafi współczuć Wiplerowi, który podniósł rękę na policjantów, teraz zaś próbuje budować swoją popularność na ujawnieniu filmu z monitoringu. Mniejsza z tym, że podobnie oceniają sytuację media, których dziennikarze rzadko mogliby podpisać się pod tekstami z tego portalu. Na ujawnionym filmie widzimy pokaz przemocy w niczym nie usprawiedliwionej dawce.  Leżący już facet został potraktowany jak worek treningowy, a nie jak człowiek. Później, przez rok, w mediach przedstawiany był jako strona agresywna – miał bić a nawet kopać policjantkę. Choć sam próbował przedstawiać swoją wersję wydarzeń a przy tym zwracać uwagę na szerszy problem brutalności policji podczas tego typu interwencji (w tym nadużywanie gazu jako zabawa podczas transportu osób pijanych do izby wytrzeźwień), nie wzbudziło to specjalnego zainteresowania.  Skupiono się raczej na kwestiach partyjnych. Dla mediów sympatyzujących z rządem Wipler jesienią 2013 był przede wszystkich byłym posłem PiS i za wszelką cenę, jak zwykle zresztą w takich sytuacjach, starano się skojarzyć go w odbiorze widzów i czytelników z dawną partią. Tu warto dodać, że  co jakiś czas w internecie można w ostatnich dniach znaleźć kłamstwo, że polityka KNP usunięto z Prawa i Sprawiedliwości za udział w awanturze na Mazowieckiej, tymczasem z tej partii odszedł on ponad pół roku wcześniej. W feralną noc był już luźno związany z projektem politycznym Jarosława Gowina. Z Gowinem współpracę zerwał kilka miesięcy później i nic nie wskazuje na to, by miało to związek z kłopotami parlamentarzysty z policją. Dla mediów sympatyzujących z największą partią opozycyjną późną jesienią zeszłego roku Wipler również był częściej uciekinierem z PiS, niż domniemaną ofiarą policjantów, w związku z czym całe zajście posłużyło do zilustrowania tezy, że odejście z partii źle prowadzącego się liberała to dla niej niewielka, jeśli nie żadna, strata. Rok później dla mediów głównego nurtu Przemysław Wipler jest dziś przede wszystkim konkurentem Hanny Gronkiewicz-Waltz, dla części dziennikarzy opozycyjnych – osobą, odbierającą potencjalne głosy Jackowi Sasinowi. Dla jednych i drugich opłacalne jest więc skupienie się na pijanym pośle w pobrudzonej koszuli, nie zaś na policjantach. Co więcej, spotkałem się wręcz z głosami, że posłowi takie potraktowanie należało się właśnie za odejście z PiS, jakby takie sprawy załatwiać należało policyjnymi pałkami, a nie kartką wyborczą. I nie takimi motywami kierowali się pałujący go policjanci.
Uderza, jak zmienia się podejście mediów, a także wielu ich odbiorców, do policji, w zależności od tego, kto akurat został przez nią ostrzej potraktowany. Gdy jest to osoba, z którą sympatyzujemy, przypominamy sobie i o tym, że mamy do czynienia z instytucją źle przygotowaną, źle wyszkoloną, często rekompensującą sobie przemocą braki w wyszkoleniu, wyposażeniu, czasem zaś zwykłe kompleksy funkcjonariuszy. Jeśli jednak oberwie się komuś przez nas nielubianemu, natychmiast widzieć chcemy w policji filar nowoczesnego państwa, który swoją surowością wobec osób naruszających porządek zapewniają poczucie bezpieczeństwa praworządnym obywatelom.

Czy jednak naprawdę mamy ku temu podstawy? Co jakiś czas docierają do nas wiadomości o dziwacznych i niebezpiecznych zachowaniach służb mundurowych. Często dotykają one grup, w których patologii nie brakuje, tyle, że dziwnym trafem policjanci zajmują się ich spokojniejszymi przedstawicielami, czynią to też w sposób raczej ośmieszający służbę. Najwięcej przykładów znajdziemy, przyglądając się relacjom policji z kibicami. Przemoc na stadionach okazała się być problemem, z którym walczy się za pomocą walki z antyrządowymi hasłami wznoszonymi przez kibiców, czy też, jak ostatnio – z przeklinaniem. Gdy awantury wywołują chuligani na marszu niepodległości, pałuje i gazuje się przy okazji spokojniejszych manifestantów, choć to nie oni zapraszali kłopotliwe dla siebie towarzystwo. Gdy przez Warszawę idzie mniejsza demonstracja antyfaszystów, ostatnio stawiana jako wzór dobrego zabezpieczenia, policjanci wyciągają pałki, gdy organizatorzy wypraszają z niej stalinowców, zaopatrzonych we flagi z sierpem i młotem.  Wszyscy pamiętamy zapewne scenę kopania przez policjanta uczestnika marszu 11 listopada 2013 i zachowanie służb z tamtego dnia. Kilka dni temu dla odmiany mogliśmy posłuchać nagrania, w której strażnik miejski grozi gazem przypadkowo zatrzymanej osobie, nie interesując się nawet, czy jest ona winna, czy nie. Dziesiątki spraw mniejszego lub większego kalibru, często nagłaśnianych wyłącznie w mediach nastawionych na odbiorców o bardzo wyrazistych poglądach i przemilczanych przez rządowe „pasy transmisyjne”, a także kolejne afery korupcyjne i gęsta atmosfera wobec samej góry policji, powinny dać do myślenia chcącym szukać w niej gwarancji publicznego ładu.

Policja, poza nazwą, nie zmieniła się bowiem wystarczająco mocno od czasów PRL. Oprócz młodych, często pełnych dobrych intencji, policjantów przeszli do niej uciekający przed weryfikacją funkcjonariusze SB. Wraz z resztą starych kadr wychowują oni kolejne pokolenia, przekonane o swojej bezkarności i skuteczności tępej siły jako jedynego narzędzia. Siły, z której nadużywania nie będzie ich rozliczać nikt, o czym przekonują ich kolejne ekipy rządowe. „Państwo ma monopol na przemoc” – mówił więc minister Sienkiewicz, w zgodzie z klasykami socjologii, lecz również z oczekiwaniami zbyt skwapliwie korzystających z pałek i miotaczy gazu policjantów. Może najpierw wypadałoby policję zdekomunizować personalnie i mentalnie, a dopiero później formułować wobec niej oczekiwania takie same, jak wobec jej odpowiedników w państwach z tradycjami demokratycznymi i obdarzać ją podobnym zaufaniem?  Całego tego kontekstu nie należy pomijać patrząc również na sprawę Wiplera. Czy policja miała prawo użyć wobec niego siły? Nie wiem. Czy miała prawo użyć jej w takim stopniu? Na pewno nie.

Czytam, również w tekście Jakuba Pilarka, że Przemysław Wipler próbuje na nagraniu z interwencji budować swoją popularność przed wyborami samorządowymi. Jeśli jednak tak jest, to wydaje mi się to mało skuteczne. Jakich kompetencji do zarządzania miastem dowodzić ma widok posła, leżącego na ziemi i bitego przez policję? Nie potrafię odgadnąć i nie sądzę, by większą wyobraźnię mieli potencjalni wyborcy. Jednak nagranie zmienia na pewno wizerunek Wiplera w tym sensie, że dla sporej grupy odbiorców nie będzie on już tylko pijanym awanturnikiem, który napadł na pełniących służbę funkcjonariuszy. Jeśli teraz przez osoby mniej mu sprzyjające, będzie odbierany po prostu jako lekkomyślny facet, który w dał się w pyskówkę, a później został źle i nieproporcjonalnie do sytuacji potraktowany to będzie to i tak duża zmiana jakościowa. I choć więcej zapewne Wipler przed wyborami nagraniem nie ugra, to tyle uda mu się osiągnąć i do tego prawa bym mu nie odbierał. Innych możliwości obrony nadszarpniętego przez rok medialnych przekazów wizerunku kandydat na prezydenta Warszawy już nie miał.

Tekst ukazał się we wczorajszym wydaniu Gazety Polskiej Codziennie
 
5
5 (1)

1 Comments

Obrazek użytkownika ro

ro

Przykre trochę, że cały ten spór (właściwie szkoda, że nie podajesz personalnie jego uczestników) został sprowadzony do dwóch tylko wątków: pijany poseł vs brutalna policja.

Podgrzewanie pod tym drugim kociołkiem ma taki sens, jak wierszowana opowieść o babie, która siała mak.
Policja jest jak koń księdza Chmielowskiego i gadanie o tym, że jest brutalna...
No jest!
Pogrzewanie pod pierwszym - jest dobre na pierwsze strony gazet. Przynajmniej niektórych.

Szkoda że ta wymiana poglądów młota z kowadłem przysłoniła zupełnie inny aspekt sprawy.
Zadałem kilka dni temu pytanie i wygląda na to, że przy okazji odgrzania tematu Wipplera, trzeba je powtórzyć, więc powtarzam:
-Co to za mężczyzna, a przy okazji potencjalny przywódca narodu lub jego części, który oblewa w knajpie fakt, że -pardon le mot - zapłodnił żonę? A w dodatku obnosi się z tym po  mediach!

Taż, do diaska, panie Wippler! Uważasz Pan, że to dobra okazja do wypicia - pańska sprawa (a moja, że mnie to mierzi). Oberwałeś Pan niesłusznie od policji - krzycz na ulicy i w mediach, że to nadużycie władzy!

Ale czemu wciągasz Pan w to małżonkę i jeszcze nie narodzone dziecko?!
I to akurat w tak intymnym dla Waszej Trójki kontekście?

 

Więcej notek tego samego Autora:

=>>