
Zlustrowanie prof. Kieżuna przez tygodnik niepokornych dziennikarzy z platformy Point Group, pokazuje nam kolejny raz, jak długoterminowo procentuje zło, choćby nieintencjonalne i z naiwności rozpoczęte i w porę nie zneutralizowane. Kieżun popełnił błąd w latach 70., po czym zamiast, gdy tylko było to możliwe, rzecz w całości opisać, uznał zapewne, że skoro w swoim odczuciu niczego złego nie zrobił, to nie ma o czym mówić. W związku z czym o wszystkim, dwadzieścia z hakiem lat później o sprawie mówi ktoś inny. Zupełnie przypadkiem ktoś, kto razem z kilkoma kolegami zajmuje się podważaniem sensu działania profesora i jego towarzyszy z wcześniejszych czasów, gdy trudno mu coś zarzucić.
Tak, jakby poprzez zachowanie (w jakim stopniu – nie do obrony na razie nie podejmuję się oceniać, odsyłam tu do dyskusji pod wpisem Jana Bogatki, która zainspirowała mnie do napisania tego tekstu) z lat o wiele późniejszych Kieżun miał delegitymizować swój udział w powstaniu, ba, samo Powstanie Warszawskie, zgodnie z potrzebą chwili i redakcji działu historycznego tygodnika „Do Rzeczy”. Tego samego, z którego ostatnich stron Eryk Mistewicz przenosi się do pracy jako doradca medialny Ewy Kopacz. Jego koledzy z redakcji nie lustrowali, chyba, że znów o czymś nie wiemy.
I właśnie – my nie wiedzieliśmy, a ponoć poza nami wszyscy wiedzieli. Czemu więc nie pisali wcześniej? Czekali na dobry moment? Dobrego momentu nie było i nie będzie, tyle tylko, czy w związku z tym nie można pisać, że ten, w którym panowie z „Do Rzeczy” wypuścili materiały jest zły? Jak wiemy – nie dla wszystkich. Pomiędzy zaś krytyką (czasem to zbyt łagodne określenie) postawy profesora, a jego histeryczną obroną trudno właściwie zająć jakieś środowisko zdroworozsądkowe, zwłaszcza, gdy nie chcemy powtarzać antylustracyjnych kalek z obozu „GW”.
Trudno zresztą o sprawie pisać bez emocji, niezależnie od tego, czy Witold Kieżun jest dla nas bohaterem i symbolem (na ogół dość późno odkrytym), czy tylko przeszkodą w głoszeniu proniemieckiej lub przynajmniej antypowstańczej narracji historycznej. Dla mnie, dla którego był tym pierwszym nie jest to łatwy moment, jednak nie widzę powodów, by współpraca Kieżuna z bezpieką (nieważne, czy wynikająca z naiwności, czy nie i nieważne, na ile szkodliwa dla innych – odsyłam znów do dyskusji u Bogatki, a zwłaszcza wrażeń ~ellenai z lektury) miała wpłynąć na ocenę jego działalności z okresu II wojny światowej, a zwłaszcza Powstania Warszawskiego. Co za tym idzie, nie zmienia więc również oceny jego dzisiejszych wypowiedzi i sądów, dotyczących tamtych czasów. Również jego krytyka polskiej transformacji ustrojowej i diagnoza dzisiejszego stanu III RP raczej nie są typowe dla niezlustrowanych, bojących się – w przenośni oczywiście - własnego cienia. Jeśli zaś uznać, bo i taki głos się pojawił, że to Kieżuna wylansowano specjalnie, by później uderzyć w niego, więc i w cały jego przekaz, to wtedy musielibyśmy agenturę odnaleźć praktycznie w każdym medium po prawej stronie rynku medialnego, od „W Sieci” do Radia Wnet. A choć z „naszymi” częściej mi nie po drodze, niż po drodze, tu jednak nie popadałbym w przesadę.
Ten wpis swój początek wziął z mojej niezgody na porównanie Kieżuna do Wałęsy. Cała droga życiowa Wałęsy i jego decyzje polityczne motywowane i kadrowe, zwłaszcza z czasów jego prezydentury, a także późniejsza degrengolada, były strachem przed ujawnieniem jednej rzeczy, z której mógł się tanim kosztem wyplątać, a się nie wyplątał. Nie mam poczucia, aby działaniami prof. Kieżuna po upadku PRL kierowały takie motywacje, nie widzę, by jego działalność publiczna podporządkowana była lękowi przed ujawnieniem papierów, które dziś każdy może sobie przejrzeć. Podejrzewam, że Kieżun po prostu rzecz zlekceważył, uznał w swoim sumieniu za nieistotną i się nią do czasu nie przejmował. Owszem, to błąd, ale czy dający prawo do porównań z Bolkiem, wykradającym papiery, wytaczającym procesy, żebrzącym o świadectwo moralności u Jaruzelskiego? Owszem, Kieżun postawił dziś sporą część swoich zwolenników w sytuacji trudnej, choć, jak staram się pokazać tym wpisem, nie bez wyjścia. Czy jednak to daje prawo do porównywania go z Wałęsą, który zniszczył marzenia co najmniej dwóch pokoleń Polaków i któremu zawdzięczamy olbrzymią część syfu, w którym musimy dziś żyć? To jednak trochę daleko idące, prawda?
Tak, jakby poprzez zachowanie (w jakim stopniu – nie do obrony na razie nie podejmuję się oceniać, odsyłam tu do dyskusji pod wpisem Jana Bogatki, która zainspirowała mnie do napisania tego tekstu) z lat o wiele późniejszych Kieżun miał delegitymizować swój udział w powstaniu, ba, samo Powstanie Warszawskie, zgodnie z potrzebą chwili i redakcji działu historycznego tygodnika „Do Rzeczy”. Tego samego, z którego ostatnich stron Eryk Mistewicz przenosi się do pracy jako doradca medialny Ewy Kopacz. Jego koledzy z redakcji nie lustrowali, chyba, że znów o czymś nie wiemy.
I właśnie – my nie wiedzieliśmy, a ponoć poza nami wszyscy wiedzieli. Czemu więc nie pisali wcześniej? Czekali na dobry moment? Dobrego momentu nie było i nie będzie, tyle tylko, czy w związku z tym nie można pisać, że ten, w którym panowie z „Do Rzeczy” wypuścili materiały jest zły? Jak wiemy – nie dla wszystkich. Pomiędzy zaś krytyką (czasem to zbyt łagodne określenie) postawy profesora, a jego histeryczną obroną trudno właściwie zająć jakieś środowisko zdroworozsądkowe, zwłaszcza, gdy nie chcemy powtarzać antylustracyjnych kalek z obozu „GW”.
Trudno zresztą o sprawie pisać bez emocji, niezależnie od tego, czy Witold Kieżun jest dla nas bohaterem i symbolem (na ogół dość późno odkrytym), czy tylko przeszkodą w głoszeniu proniemieckiej lub przynajmniej antypowstańczej narracji historycznej. Dla mnie, dla którego był tym pierwszym nie jest to łatwy moment, jednak nie widzę powodów, by współpraca Kieżuna z bezpieką (nieważne, czy wynikająca z naiwności, czy nie i nieważne, na ile szkodliwa dla innych – odsyłam znów do dyskusji u Bogatki, a zwłaszcza wrażeń ~ellenai z lektury) miała wpłynąć na ocenę jego działalności z okresu II wojny światowej, a zwłaszcza Powstania Warszawskiego. Co za tym idzie, nie zmienia więc również oceny jego dzisiejszych wypowiedzi i sądów, dotyczących tamtych czasów. Również jego krytyka polskiej transformacji ustrojowej i diagnoza dzisiejszego stanu III RP raczej nie są typowe dla niezlustrowanych, bojących się – w przenośni oczywiście - własnego cienia. Jeśli zaś uznać, bo i taki głos się pojawił, że to Kieżuna wylansowano specjalnie, by później uderzyć w niego, więc i w cały jego przekaz, to wtedy musielibyśmy agenturę odnaleźć praktycznie w każdym medium po prawej stronie rynku medialnego, od „W Sieci” do Radia Wnet. A choć z „naszymi” częściej mi nie po drodze, niż po drodze, tu jednak nie popadałbym w przesadę.
Ten wpis swój początek wziął z mojej niezgody na porównanie Kieżuna do Wałęsy. Cała droga życiowa Wałęsy i jego decyzje polityczne motywowane i kadrowe, zwłaszcza z czasów jego prezydentury, a także późniejsza degrengolada, były strachem przed ujawnieniem jednej rzeczy, z której mógł się tanim kosztem wyplątać, a się nie wyplątał. Nie mam poczucia, aby działaniami prof. Kieżuna po upadku PRL kierowały takie motywacje, nie widzę, by jego działalność publiczna podporządkowana była lękowi przed ujawnieniem papierów, które dziś każdy może sobie przejrzeć. Podejrzewam, że Kieżun po prostu rzecz zlekceważył, uznał w swoim sumieniu za nieistotną i się nią do czasu nie przejmował. Owszem, to błąd, ale czy dający prawo do porównań z Bolkiem, wykradającym papiery, wytaczającym procesy, żebrzącym o świadectwo moralności u Jaruzelskiego? Owszem, Kieżun postawił dziś sporą część swoich zwolenników w sytuacji trudnej, choć, jak staram się pokazać tym wpisem, nie bez wyjścia. Czy jednak to daje prawo do porównywania go z Wałęsą, który zniszczył marzenia co najmniej dwóch pokoleń Polaków i któremu zawdzięczamy olbrzymią część syfu, w którym musimy dziś żyć? To jednak trochę daleko idące, prawda?
(10)
126 Comments
nie liczyłem
29 September, 2014 - 14:41
http://dorzeczy.pl/id,4347/Prof-Kiezun-i-SB-Dokumenty-IPN.html
Istniała i taka praktyka by pisać o sobie własnie w trzeciej osobie.
Do perfekcji opanował to np TW Jankowski czyli ksiądz Michał Czajkowski..
W czasie ostaniej rozmowy C&W nastapił pewien przełom, wg relacji Woyciechowskiego Kiezun wreszcie przyznał sie do wspólpracy. Tyle ze natychmiast, przy tej okazji, oświadczył że wszystko to stało się w porozumieniu z Amerykanami dla których pracował.
Uważam że sąd Wyszkowskiego o Kieżuniu oddaje istotę rzeczy.
Dzięki
29 September, 2014 - 15:04
Przejrzałam już niemal wszystko. Została mi jedynie jedna teczka pracy - nie widzę jak do tej pory rzeczy, o których piszesz. Wiem, że iluś stron postanowili nie publikować - moze tam są te sensacje.
Nie wiem czy Kiezunowi potrzebne było wsparcie w kestii jakiegoś awansu. Jakiego niby? Był już profesorem zanim SB nawiązało z nim kontakt, co miało miejsce dopiero w 1973 roku. W latach 1955-1972, a więc także zanim SB odbyło z nim pierwszą rozmowę, wyjeżdżał za granicę łacznie 20 razy - to jasno wynika z jego dokumentów paszportowych. Były to nie tylko kraje demokracji ludowej, jak Bułgaria, Czechosłowacja, Rumunia, NRD, Węgry, Jugosławia czy ZSRR, ale także - Francja, Włochy, Szwecja i RFN.
Jest inna zupełnie rzecz, która bardzo mnie niepokoi. Żołnierz AK, internowany i wywieziony do ZSRR, wraca do Polski, bez przeszkód kończy studia prawnicze na UJ i już w rok później zostaje przeniesiony do Warszawy do pracy w NBP, gdzie szybko zostaje wicedyrektorem. Jednoczesnie robi karierę naukową i ostatecznie zostaje szefem jednego z wydziałów PAN. Tylko raz odmówiono mu paszportu - w 1959 roku, bodaj do Grecji. Poza tym wyjeżdża bez prze3szkód, a często w tych wyjazdach towarzyszy mu zona...
Wiem, że żołnierze AK, mimo inwigilacji, próbowali prowadzic normalne zycie.
Anoda w końcu też podjął studia, ale... jego losy były zupełnie odmienne.
Chciałabym, by ktoś mi to potrafił wyjaśnić.
Przejrzałam już niemal
29 September, 2014 - 15:11
:)))))
Na stronie Do Rzeczy:
"Drugi z materiałów jest najważniejszy. To pierwszy tom tzw. teczki pracy TW ps. „Tamiza” – sygn. IPN BU 00275/45, t. 2, który zawiera obecnie (po nieznacznych wyłączeniach) aż 472 kart, w większości doniesień agenturalnych „Tamizy” (również rękopiśmiennych), informacji, ocen i wniosków prowadzących go funkcjonariuszy SB, korespondencję prowadzoną ws. Witolda Kieżuna pomiędzy różnymi pionami bezpieki. Jak wspomniano, w tomie tym znajduje się wiele doniesień odręcznych, sygnowanych również podpisem „Tamiza” (nie mówimy tu o doniesieniach w których pseudonim ten dopisywali funkcjonariusze SB). Są to następujące karty: 158, 298, 355, 357-358."
Nie wyśmiewaj się ze mnie :)
29 September, 2014 - 15:20
Idę zobaczyć to, co mi podstawiasz pod nos.
Dzięki :)
Sprawdziłam
29 September, 2014 - 15:57
Sam opis natomiast jest kompletnie nieszkodliwy dla nikogo. Wręcz przeciwnie - podkreśla, że „harnasiowcy” nie kwestionują w żaden sposób PRL-owskiej rzeczywistości.
Widziałam tę notkę już wczesniej.
str.298 - to jest własnie ta notka pisana w III osobie (wyjaśniłeś mi już, że to podobno się zdarzało) - tę notkę też widziałam wczesniej
Tych poniżej wczesniej nie czytałam. Dotarłam do strony 300. Przeczytałam też wszystkie pozostałe 4 pliki.
str. 355 - faktycznie - jest podpis i I os. - jednym słowem, Kieżun wiedział, że jest Tamizą
str. 357-358 - znów III osoba
Natomiast donosów na Chrzanowskiego czy próśb o jakąkolwiek pomoc w awansie - nadal nie widzę.
Chyba zresztą już nawet nie chcę szukać, bo mam dosyć. Smutne to wszystko :(
Ellenai - co do trzeciej osoby
29 September, 2014 - 16:52
TW Jankowski pozornie donosił sam na siebie raportując że ksiądz Czajkowski zrobił to czy siamto.
Wynikało to z przepisów BHP.
Donosy poszczególnych agentów trafiały do róznych komórek SB, komórek nie prowadzacych danego wspólpracownika - taką komrkę interesowała jakas sprawa, nie było specjalnej potrzeby by obcych wtajemniczać w to że X czy Y tak naprawde pracuje dla naszej firmy.
Stąd też praktyka w wyniku której o spotkaniu w rzeczywistości 10 osób, agent informuje SB jakby był osoba jedenastą.
Nie wiem czy ta praktyka była już stosowana na poczatku lat 70-tych - wiadomo że dekadę później ksiądz Czajkowski (bez wątpienia poproszny o to) składał swe melldunki tak jakby był duchem unoszacym się nad uczestnikami spotkania.
Mogę się mylić i nie mam dziś siły tego sprawdzać ale chyba cześć donosów Ketmana (czyli też dekadę poźniej) konstruowana była wedle tego samego wzoru. Ergo Ketman "donosił" na siebie.
Lektura działanosci Tamizy jest męcząca. Przepraszam że nie uprzedziłem.
Donosy poszczególnych agentów
29 September, 2014 - 18:16
Tak, wiem. To widać nawet w tych dokumentach. Ale dziękuję za wszystkie wyjaśnienia.
To rzeczywiście wyczerpująca lektura. Z róznych powodów. Więcej nasuwa mi się pytań, niż znajduję w niej odpowiedzi. Jednak przepraszać nie masz za co. To, co przeczytałam, przeczytałam (poza tymi dwiema wskazanymi stronami) jeszcze przed naszą dzisiejszą tu rozmową. Z własnej i nieprzymuszonej woli.
Lubię zobaczyć coś na własne oczy, zamiast dawać wiarę w ciemno, co z pewnością wiesz :)
Po prostu trudno ochłonąć i wyłaczyć emocje. Chciałoby się... ech... szkoda gadać...
Wiele bym dała, by to wszystko mogło okazać się nieprawdą.
Jeszcze jedno
29 September, 2014 - 18:56
Po drugie, Chrzanowski dostał po raz pierwszy paszport i wyjechał do Rzymu w roku 1972. Było to na rok przed zwerbowaniem prof. Kieżuna. Po swoim powrocie, Chrzanowski odbył rozmowę z funkcjonariuszem, któremu musiał zdać paszport. Fakt ten został wykorzystany przez SB do nawiązania z nim tzw. dialogu operacyjnego, czyli rozmów, które były zawsze wstępem do werbunku. Został nastepnie bez swojej wiedzy zakwalifikowany jako tzw. kandydat na TW.
W notatce służbowej z marca 1974 roku, oficer SB napisał, iż polityka „kija i marchewki”, zastosowana wobec Chrzanowskiego, przynosi rezultaty, bowiem „jego zachowanie stało się lojalne oraz nacechowane jest znaczną dozą rozsądku, gdyż zaprzestał przejawiać postawę rewizjonistyczną” . Ostatecznie jednak, jak wiadomo, SB musiała zrezygnować z pomysłu wykorzystania Chrzanowskiego, bo okazał się on dla niej „nieprzydatny”.
Nie dostrzegam tu jakoś roli Kieżuna.
No widzisz jaki z tego Kieżuna
29 September, 2014 - 21:55
Ellenai o Chrzanowskim
29 September, 2014 - 22:31
Wykonujesz swietna prace.
Losy prof. Kiezuna byly tak
29 September, 2014 - 21:48
Mieli okazje, zeby uspokoic sumienie.
Volksdojczyzm (@Swirski) a szczegolnie ten w wydaniu czesci redakcji Do Rzeczy za to zywemu Polakowi patriocie nie przepusci. Patriotyzm Polski, gotowosc do walki o niepodleglosc jest tym, czego nienawidza i obawiaja sie ciagle.
Kieżun postacią nieskazitelną
29 September, 2014 - 13:25
Oczywiście w niczym nie umniejsza to jego zasług, bohaterstwa, którym wykazał się wcześniej. Tego zanegować się nie da i przekreślać nie wolno.
W Polsce mamy wielkie "zapotrzebowanie" na autentycznych bohaterów, ikony, autorytety. Ludzie ich potrzebują i trudno się im dziwić; proces demontażu patriotyzmu w każdej postaci, zainicjowany zaraz po II wojnie, zrobił swoje. Stąd, jak napisałeś, "histeryczne" głosy w obronie profesora. Istotnie, ledwo wywindowało się na cokół postać, ktoś od razu brutalnie pomnik obala.
A jak pomyśleć, że wszystko jest pochodną nieprzeprowadzenia lustracji 20 lat temu, nóż się czlowiekowi w kieszeni otwiera. Grube kreski, jaskiniowy antykomunizm, o którym grzmiał, jąkając się, Michnik, inne "mądre" wypowiedzi - pamiętam wszystko aż za dobrze.
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Max
29 September, 2014 - 13:31
I to jest akurat najważniejszy wniosek z tej całej dyskusji kręcącej się wokół profesora Kieżuna.
Max'ie
29 September, 2014 - 13:50
A że ONI nie ustaną w swoich destrukcyjnych działaniach, to trzeba raz wreszcie walnąć pięścią w stół i powiedzieć:
-Wara!
Nie jest - jak twierdzisz, profesor Kieżun postacią nieskazitelną?
Tym lepiej!
Bolek grał z esbecją w toto-lotka, Kieżun grał o Polskę.
My zachowajmy swoje pomniki, a oni niech sobie zachowają swoje.
Wiesz, Ro, wczoraj miałem
29 September, 2014 - 14:44
I nie udało nam się tej listy wydłużyć.
Co do mnie, są ludzie, których szanuję, poważam, doceniam, ale bezwzględnymi autorytetami dla mnie nie będą. Może dlatego, żem rogata dusza i niepokorna :), a może ze względu na to, że wysoko stawiam poprzeczkę?
Kieżunowi cześć i chwała za to co zrobił dla Polski dobrego. A że ścieżki, którymi potem chadzał bywały czasem jakby kręte - no, bywały. Z tym też musimy się pogodzić.
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Max'ie
29 September, 2014 - 16:46
Moim jedynym autorytetem był mój Ojciec.
By kogoś wybrać, lub uznać za swój autorytet, trzeba go po prostu znać. Osobiście, a nie ze słyszenia, lub z tego co o sobie mówi sam, lub mówią o nim inni.
Ludzie, których szanuję i z których zdaniem się liczyłem i liczę - tych było więcej.
Natomiast postacie pomnikowe to zupełnie inna kategoria.
Max, o autorytetach
29 September, 2014 - 21:54
Wrzuc Macierewicza.
Jest rzeczywiscie nieskazitelny.
On pisal rowniez historie Polski zakladajac KOR, organizujac prowadzona przez niego druzyne.
Bez niego KOR by nie powstal. Wszystkie inne postacie mozesz wymienic.
Jego nie.
Prof. Kiezun jest Virusem Polskposci pomimo tego ze w pewnej formie wspolpracowal z ubecja 40 lat temu przez 7 lat.
Dlatego jest rowniez autorytetem.
Oni, volksdojczyzm, chca Polakow w kloace utopic.
Atak na prof. Kiezunia wlasnie potwierdza tym bardziej jego waznosc i tym samym autorytet.
Masz rację z Macierewiczem,
30 September, 2014 - 10:01
Tylko że - patrzyliśmy jeszcze na, jakby tu ując, żeby nikogo nie urazić, "format".
Ktoś użył określenia "pomnik" - no własnie szukaliśmy takich pomnikowych postaci.
Autorytetów przez duże A.
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Max'ie
30 September, 2014 - 10:22
Mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale wydaje mi się, że za starym wygą jesteś, żeby nie odróżniać Autorytetu od pomnika.
Ale jeśli się mylę - to w Strzelcach Opolskich, przed szkołą podstawową, stoi pomnik Czesława Niemena.
Na przykład.
I z całą sympatią dla artysty.
Nie obrażam się, odróżniam. :
30 September, 2014 - 11:02
Chyba nie idzie mi definiowanie tym razem. :)
Ale, na intuicję, wiesz o co, o jakiego formatu ludzi mi chodzi.
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Max'ie
30 September, 2014 - 15:27
I wiem, że są Pomiki i pomniki.
Ale podtrzymuję to co napisałem o Autorytetach: tu, na Ziemi był jeden - Tato.
Z całym najwyższym szacunkiem dla... tych, których wiesz!
Pozdrawiam
@Max - Autorytet (bez)względny
29 September, 2014 - 15:34
Takich nie będzie wielu.
Ale wśród żyjących znajdzie się też, na szczęście, jeszcze kilka "zwykłych autorytetów".]
Jak sie rozejrzysz, zauważysz z pewnością.
Na drugim biegunie znajdą się ich negatywy. Złego lepiej widać.
Prof. Witold Kieżun wsród TW zajmuje skrajne miejsce, te najlepsze.
Daleko NAM w tej hierarchii od niego?
Chyba nie!
Z całym, jak zaznaczyłem
29 September, 2014 - 15:45
Stąd użyłem terminu "bezwzględny autorytet", który może nie najlepiej opisuje jaki rodzaj człowieka mam na myśli, ale nie mam w tym momencie na podorędziu innego, być może bardziej trafnego, określenia.
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Dziś na żywo w Niepoprawnym Radiu
29 September, 2014 - 15:49
- 18:00 Cezary Gmyz, Piotr Woyciechowski i Sławomir Cenckiewicz : Lustracja Profesora Witolda Kieżuna.
Wieczór Kresowy:Uczestnictwo...
29 September, 2014 - 16:04
Zapraszam na naszą stronę lub bezpośrednio na czat
dzieki Mark
29 September, 2014 - 16:22
Niestety w tym samym czasie
29 September, 2014 - 16:49
Nie możliwe żeby usunięto komentarz
29 September, 2014 - 16:58
Na wszelki wypadek kieruję jednak na stronę http://niepoprawneradio.pl/ a o 18:00 początek relacji
Pozdrawiam MarkD
Cuda
29 September, 2014 - 17:00
Może cache przeglądarki?
29 September, 2014 - 17:07
W firefoxie "twarde odświeżenie" strony to ctrl+F5 :)
Jest teraz tak, ja powinno być? Czy coś zmienić, gdyby nie wychodziło?
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Marku
29 September, 2014 - 18:08
@Ellenai
29 September, 2014 - 19:01
Na końcu i tak wiadomo, że to wina admina.
Pozdrawiam serdecznie.
Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów.
Empedokles
operacja
29 September, 2014 - 20:39
Tym razem zamiast drobnego cwaniaczka który epatował nas Matką Boską w klapie - na czele pochodu który nas miał ująć, stanął autentyczny bohater Powstania Warszawskiego. Tyle że z etosem (tak uważam) Powstania mający niewiele wspólnego.
Nową rzeczywistoość budował Tamiza nie tylko tajnie - Kieżun budował ją i zupełnie jawnie.
Gdyby nie odwaga Woyciechowskiego i Cenckiewicza najnowsza wersja Matki Boskiej w klapie ogłupiła by nas do reszty. Głosząc to, co przecież chcielibyśmy usłyszeć!
@nurni
29 September, 2014 - 20:06
Według Lisickiego historycy uważali, że masy prawicowe, nie powinny wiedzieć o prawdziwej działalności Kieżuna.
W takim razie cieszę się, że "Do Rzeczy" opublikowało historyczną prawdę, a "prawicowe masy" nie muszą być już karmione bajkami z mchu i paproci.
Pozdrawiam.
Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów.
Empedokles
Danz
29 September, 2014 - 20:38
Iż nie zgadza się z Cenckiewiczem i to nie zgadza zdecydowanie co do jego krytyki PW. Powiedział jak to go boli.
W drugiej sprawie nie mówił już o żadnym bólu. Nazwał Kieżuna zdrajcą.
To bez wątpienia głos tego pokolenia. Nikt tam nie niuansował czemu został zdradzony. Ten akt był niewyobrażalny, nie istniał żaden powód zdrady.
Jestem bardzo zmęczony dyskusjami które co i raz wybuchają przy okazji ujawnianej agentury.
Nosz .... mać. Ile razy można?
Nie miałem, nie mam i nie będę nigdy miał żadnych obowiązków wobec szpiclów, a w finale tchórzy. To jest chore i obawiam się że to choroba nieuleczalna.
Polacy łatwo wybaczają. Za łatwo i za chętnie. Do tego bez jakichkolwiek prawa, naruszając zasadę której kiedyś nie trzeba było nawet werbalizować.
Obyczaj wybaczania za grzechy popełnione wobec innych przyszedł z PRLem.
Łał. To już nie tylko przywódcy
29 September, 2014 - 20:54
Gdzieś mam wasze łapki w dół.
29 September, 2014 - 21:14
Słuchałam
29 September, 2014 - 20:56
http://www.blog-n-roll.pl/pl/polowanie-z-nagonk%C4%85-na-starego-or%C5%8...
Skoro można było poczekać tyle lat z ujawnieniem, to ja poczekałabym jeszcze chwilę.
Ile tak naprawdę? Rok? Dwa? Ten człowiek ma ponad dziewięćdziesiatkę, a mógł zrobić jeszcze dużo dobrego dla pamięci PW. Już nie zrobi.
Za to Cenckiewicz z Zychowiczem
29 September, 2014 - 21:01
w sensie że lepiej byłoby to napisać
29 September, 2014 - 21:03
"Łajdacy, czekali aż Profesor umrze, tak by nie mógł się bronić! Wyjątkowe kanalie!"
Tak, w takim własnie sensie
29 September, 2014 - 21:14
Należało zrobić to po jego śmierci.
Nie zostałoby powiedziane nic specjalnie więcej, niż jest mówione teraz.
Z jakiegoś powodu jednak Cenckiewicz, Woyciechowski i "Do Rzeczy" wybrali lepszy podobno termin.
I podobno nie z braku odwagi.
Fakt. Kanalie wyjątkowe.
29 September, 2014 - 21:15
Łapka w dół nic nie dała.
29 September, 2014 - 21:48
Ellenai, to są pakty z
30 September, 2014 - 10:32
Nie mowić teraz, żeby nie krzywdzić starego człowieka (?).
Nie mówić, bo źle zrobi etosowi Powstania.
Czytałaś akta Kieżuna. Ja też czytałem. Przekonanych o niewinności profesora zachęcam do lektury, a potem zapytam Szekspirem "Jak Wam się podoba"?
Bo mnie wcale. Nie tylko dlatego, że donosy, ale także dlatego, że mi się człowiek, który to pisał i mówił przestał podobać - jako człowiek. Ilu ludzi obsmarował? Politycznie czy apolitycznie?
"Grę prowadził z SB" - wybaczcie!
A kariera naukowa pana profesora, w międzyczasie, kwitła.
Trzeba grubą kreską oddzielić Kieżuna-powstańca od Kieżuna-kolaboranta. Tak to się nazywa, proszę państwa: kolaboracja z reżimem. I ten człowiek ma czelność zabierać głos na temat Powstania Warszawskiego. Dobrze, że Powstania Broni, Powstanie było czymś wielkim i pięknym (i tragicznym) i było potrzebne. Ale ja nie chcę takich obrónców.
Byłem dużo łagodniejszy wczoraj w moich ocenach, ale lektura akt mnie wyjątkowo zniesmaczyła. Hubris, pycha szatańska, gołym okiem widoczna - opętała Kieżuna na jakimś etapie życia.
A zresztą - jak to niby miało być?
Jest rok 1973, jest po Grudniu 1970, wszyscy w Polsce wiedzą co się stało niedawno i od dawna zdają sobie sprawę kto i jak rządzi w Polsce. I popatrzcie: intelektualista, uczony, niegłupi facet, wpada na pomysł że on będzie "zwodził SB". Że będzie dawał władzy "ludowej" porady fachowe, tak dla dobra ogólnego.
Czy to się trzyma kupy, te durne "tłumaczenia"?
Nam bohaterów wystarczy. Tych, którzy zginęli. Tych, co przeżyli Powstanie, a nie spsieli z czasem. Nie robili karier, nie podlizywali się władzy ludowej. Zacznijmy rzeczy nazywać po imieniu. Nie ma zamiatania pod dywan w imię "wyższych racji moralnych".
Mam jeszcze takie pytanie: kto słyszał o Kieżunie 10 lat temu? A pięć lat temu?
Od kiedy to stał się takim autorytetem, ikoną, idolem? I czemu? A czemu on?
Do kościołą chodzą różni ludzie. WIerzący i hipokryci, przyzwoici i nieuczciwi na co dzień.
O Powstaniu Warszawskim dobrze mówią różni ludzie. Uczciwi i....
PS. Oburzonych moją wypowiedzią zachęcam do przestudiowania akt IPN. Nurni chyba wrzucił gdzieś link, jak nie - podeślę osobiście.
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Dokładnie tak!
30 September, 2014 - 13:16
Tak jak napastnika drużyny atakującej stawia się w szeregu obrońców na polu karnym. Tak zresztą jak Ścibora-Rylskiego, czy wielu innych w wielu innych szeregach.
To są ludzie nadzyczaj niebezpieczni, nigdy nie ma pewności do czego sami, czy ich zwierzchnicy, są zdolni się posunąć dla kontynuowania zadań.
Wicenigga
30 September, 2014 - 13:33
Wczoraj w klubie Ronina poległo sporo mitów.
Przypomne jeden z nich:
„Jak zobaczyłem, że jestem TW, chciałem się zastrzelić. Córka wytrąciła mi pistolet z rąk”
Nie było żadnej córki która wytrąciła Kiezunowi broń. Był za to pistolet i wymachiwanie nim.
Nie wiadomo tylko czemu Tamiza machał nim blizej głowy Woyciechowskiego niż własnej.
To klasyczny syndrom zagnanego do kąta, że na tym poprzestanę.
30 September, 2014 - 13:51
W tej kwestii Jaruzelski nie łagał.
Nie spieszmy się z aureolami, tak szybko spadają...
Dobra, to nawet abstrahując
30 September, 2014 - 13:55
Witold Kieżun przez 9 lat pracował w Wyzszej Szkole Nauk Społecznych przy... Komitecie Centralnym PZPR. Był członkiem Stronnictwa Demokratycznego, komunistycznej przystawki do PZPR. Zagraniczne wyjazdy naukowe były ściśle "koncesjonowane" przez władze, wiązały się też z dośc sporymi, jak na czasy komuny, apanażami. Profesor Kieżun regularnie był z kraju "wypuszczany", w czasach gdy o paszport nie było łatwo.
Jak się mają te "okropne" rzeczy, które piszę o Kieżunie-profesorze do Kieżuna-powstańca?
Nijak, łaczy je tylko jedno: osoba. Każdy człowiek może popełniać w życiu dobre uczynki i złe uczynki, podjąć słuszne i niesłuszne decyzje. Bywają niezłomni, ale bywają tacy, którzy ulegli, dali się kupić, uwiodłą ich wizja kariery - albo, po prostu, bez złej woli, "zgłupieli".
Nie jestem zwolennikiem stawiania pod ścianą i rozstrzeliwania, ale też nie uważam, że należy rozmywać granicę między tym co dobre, a tym co złe. Profesor Kieżun, ze względu na całość swojego życiorysu, na bohatera narodowego (na którego go kreowano) się nie nadaje.
Mało mamy autentycznych bohaterów z czasów II wojny, takich, którzy do końca postępowali jak Inka ("powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba"), żeby na siłę kogoś do tego panteonu dorzucać? A jak już się dorzuciło (a raczej nam dorzucili), potem, nolens volens, wybielać, "konsekwentnie"?
Piszą, że Kieżun "nasz". Dobra, ja się w takim razie wypisuję. "Mój" już nie jest, od momentu, kiedy poznałem cały jego życiorys. Chwała mu za kartę powstańczą, współczucie za to, co przeżył po wojnie, ale następne strony w jego cv miejscami zapisane charakterem pisma dość nieładnym. I jeszcze są dopiski małym druczkiem.
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Max
30 September, 2014 - 13:25
Hm... 10 lat temu to akurat powstało Muzeum Powstania Warszawskiego. Powinnismy przy tej okazji coś do licha wiedzieć o Kiezuniu.
Może tak wówczas jak i przez te następne 7 czy 8 lat był bardzo zapracowany
O "Kiezuniu" nie słyszeli ci co to
30 September, 2014 - 14:04
Strony