
Spotkanie z okazji premiery drugiego tomu książki „Resortowe dzieci”, poświęconego tym razem dynastiom w komunistycznych i postkomunistycznych służbach specjalnych i ich okolicach, znów przyciągnęło do Hybryd tłumy czytelników. Jeśli jednak porównać je do tego sprzed półtora roku, było mam wrażenie krócej i bardziej na luzie, choć w dużym stopniu z racji dość wisielczego humoru Jerzego Targalskiego. Oprócz niego w spotkaniu uczestniczyła pozostała dwójka autorów, Dorota Kania i Maciej Marosz oraz wydawca, Michał Jeżewski i Sławomir Cenckiewicz, teoretycznie w roli prowadzącego, a faktycznie jako piąty dyskutant.
Spotkanie zdominowały cztery wątki. Pierwszy, to kondycja polskiej nauki, która nie chce zająć się tematem. Mówiąc skrótowo i kolokwialnie, w tej sprawie wszyscy, łącznie z IPN, dali ciała. Jako najbardziej jaskrawy przykład Cenckiewicz przytoczył fragment publikacji Instytutu o radiu i telewizji w stanie wojennym, dokładnie zaś – biografię Mariusza Waltera. Jak łatwo się domyślić, nie znajdziemy w niej żadnych informacji o związkach ze służbami. Jest zwykły, suchy zapis kariery telewizyjnej, urywający się na początku lat 80. Mocne były wypowiedzi Jerzego Targalskiego, który stwierdził, że w czasach PRL był przekonany, że świat polskiej nauki to tchórze, jednak dopiero III RP pokazała prawdziwe tchórzostwo, w porównaniu z nią naukowcy PRL okazali się ludźmi przyzwoitymi i odważnymi.
Nie mogło zabraknąć tematu Bronisława Komorowskiego, który na kartach książki pojawia się dość często. Targalski wspominał, że z obecnym prezydentem spotkał się jeszcze w latach 70-tych i wówczas odebrał go jako osobę odważną, choć z kontekstu wynikało, że chodzi raczej o brawurę. Wszystko zmienić miało się w 1983 roku, gdy Komorowski został – po liście żony – w specjalnym trybie zwolniony z internowania, po czym rozpocząć miał rozmowy z bezpieką. Jak wspomniała Dorota Kania, wiadomo o kilku zaginionych teczkach, w których znajdowały się ślady tych kontaktów. W tym kontekście Sławomir Cenckiewicz przywołał cytat z Wojciecha Garstki, który pojawia się w książce. Nieżyjący już esbek pisał na swoim Facebooku:
Jedynymi inicjatorami i realizatorami wielkiego przewrotu końca lat 80-tych była grupa polityków skupiona wokół generała Jaruzelskiego. To oni mieli rzeczywiste możliwości dokonania zmian i polityczną wolę, aby ich dokonać. Tyko oni. I oni tego dokonali. Żadna, najbardziej nawet zasłużona opozycja nie miała nawet najmniejszej możliwości zrealizowanie tego przewrotu. To generałowie i dojście do władzy Gorbaczowa zdecydowało o tym, że Polska odzyskała suwerenność i dostała szanse bycia krajem demokratycznym. NIKT i NIC poza nimi nie miało na to żadnego skutecznego wpływu!
Dość już prymitywnych zgłoszeń po zasługi! Dość pretensji do udziału w zwycięstwie! To ja, plugawy ponoć SB-ek, piszący przez wiele lat analizy z sugestiami na rzecz demokratyzacji oraz moi koledzy, którzy w nie wierzyli jesteśmy współkonstruktorami odrodzenia – a nie paru misiów, którzy dziś chcą się dorwać do cycka, pokazując swoje iluzoryczne rany i pokrzywdzenie. Wara! Nie mieli historycznie nic do powiedzenia. Nie mieli żadnych szans wpływu na cokolwiek.
Pytanie, zadane autorom książki brzmiało "Co zrobić musiał były opozycjonista, by stać się kandydatem na prezydenta, cieszącym się poparciem reprezentowanych przez Garstkę służb. „Przede wszystkim musiał napluć na samego siebie i upaść tak, że wycieraczka jest wyżej” – powiedział Targalski. Głosy z sali próbowały nawiązać do publikacji Wojciecha Sumlińskiego, jednak autorzy nie podjęli tematu. Później, w trakcie dyskusji, Michał Jeżewski powiedział, że książkę Sumlińskiego z pewnością każdy przeczyta. Dodam, że wygląda na to, że obie pozycje nawzajem mogą się w tej sprawie uzupełniać.
Kolejna rzecz to reakcje mediów na książkę. Najmocniejsze, choć pojedyncze, były oskarżenia o antysemityzm, wywołane podawaniem prawdziwych nazwisk bohaterów. Autorzy nie zamierzają z tego rezygnować. Kolejny raz wyjaśniono też, czemu trzeba interesować się rodzicami istotnych figur życia publicznego.
Prawdopodobnie za rok ukaże się tom poświęcony politykom, w dalszych planach są jeszcze publikacje dotyczące biznesu i naukowców. Właśnie wydana część o służbach liczy sobie ponad 900 stron i prawdopodobnie wcale nie będzie to rekord, trójka autorów postawiła bowiem na maksymalne wykorzystanie dostępnych źródeł.
Po dyskusji tradycyjnie przyszła pora na pytania publiczności. Jak to zwykle bywa, ta część spotkania przekształciła się w zbiór chaotycznych przemówień, niekoniecznie związanych z tematem. Na pewno będzie okazja zapoznać się z dokładnymi relacjami z dzisiejszej imprezy, jeśli ktoś z Państwa jest niecierpliwy, może posłuchać mojego amatorskiego zapisu audio. Słychać na ogół dobrze – choć Sławomir Cenckiewicz mówi trochę ciszej od pozostałych uczestników. Słyszalność pytań z sali jest kiepska, ale odpowiedzi – wystarczająca.
http://but13.wrzuta.pl/audio/6EPOlMamtCK/resortowe_dzieci_2._sluzby._premiera_ksiazki
*
https://twitter.com/karnkowski
Spotkanie zdominowały cztery wątki. Pierwszy, to kondycja polskiej nauki, która nie chce zająć się tematem. Mówiąc skrótowo i kolokwialnie, w tej sprawie wszyscy, łącznie z IPN, dali ciała. Jako najbardziej jaskrawy przykład Cenckiewicz przytoczył fragment publikacji Instytutu o radiu i telewizji w stanie wojennym, dokładnie zaś – biografię Mariusza Waltera. Jak łatwo się domyślić, nie znajdziemy w niej żadnych informacji o związkach ze służbami. Jest zwykły, suchy zapis kariery telewizyjnej, urywający się na początku lat 80. Mocne były wypowiedzi Jerzego Targalskiego, który stwierdził, że w czasach PRL był przekonany, że świat polskiej nauki to tchórze, jednak dopiero III RP pokazała prawdziwe tchórzostwo, w porównaniu z nią naukowcy PRL okazali się ludźmi przyzwoitymi i odważnymi.
Nie mogło zabraknąć tematu Bronisława Komorowskiego, który na kartach książki pojawia się dość często. Targalski wspominał, że z obecnym prezydentem spotkał się jeszcze w latach 70-tych i wówczas odebrał go jako osobę odważną, choć z kontekstu wynikało, że chodzi raczej o brawurę. Wszystko zmienić miało się w 1983 roku, gdy Komorowski został – po liście żony – w specjalnym trybie zwolniony z internowania, po czym rozpocząć miał rozmowy z bezpieką. Jak wspomniała Dorota Kania, wiadomo o kilku zaginionych teczkach, w których znajdowały się ślady tych kontaktów. W tym kontekście Sławomir Cenckiewicz przywołał cytat z Wojciecha Garstki, który pojawia się w książce. Nieżyjący już esbek pisał na swoim Facebooku:
Jedynymi inicjatorami i realizatorami wielkiego przewrotu końca lat 80-tych była grupa polityków skupiona wokół generała Jaruzelskiego. To oni mieli rzeczywiste możliwości dokonania zmian i polityczną wolę, aby ich dokonać. Tyko oni. I oni tego dokonali. Żadna, najbardziej nawet zasłużona opozycja nie miała nawet najmniejszej możliwości zrealizowanie tego przewrotu. To generałowie i dojście do władzy Gorbaczowa zdecydowało o tym, że Polska odzyskała suwerenność i dostała szanse bycia krajem demokratycznym. NIKT i NIC poza nimi nie miało na to żadnego skutecznego wpływu!
Dość już prymitywnych zgłoszeń po zasługi! Dość pretensji do udziału w zwycięstwie! To ja, plugawy ponoć SB-ek, piszący przez wiele lat analizy z sugestiami na rzecz demokratyzacji oraz moi koledzy, którzy w nie wierzyli jesteśmy współkonstruktorami odrodzenia – a nie paru misiów, którzy dziś chcą się dorwać do cycka, pokazując swoje iluzoryczne rany i pokrzywdzenie. Wara! Nie mieli historycznie nic do powiedzenia. Nie mieli żadnych szans wpływu na cokolwiek.
Pytanie, zadane autorom książki brzmiało "Co zrobić musiał były opozycjonista, by stać się kandydatem na prezydenta, cieszącym się poparciem reprezentowanych przez Garstkę służb. „Przede wszystkim musiał napluć na samego siebie i upaść tak, że wycieraczka jest wyżej” – powiedział Targalski. Głosy z sali próbowały nawiązać do publikacji Wojciecha Sumlińskiego, jednak autorzy nie podjęli tematu. Później, w trakcie dyskusji, Michał Jeżewski powiedział, że książkę Sumlińskiego z pewnością każdy przeczyta. Dodam, że wygląda na to, że obie pozycje nawzajem mogą się w tej sprawie uzupełniać.
Kolejna rzecz to reakcje mediów na książkę. Najmocniejsze, choć pojedyncze, były oskarżenia o antysemityzm, wywołane podawaniem prawdziwych nazwisk bohaterów. Autorzy nie zamierzają z tego rezygnować. Kolejny raz wyjaśniono też, czemu trzeba interesować się rodzicami istotnych figur życia publicznego.
Prawdopodobnie za rok ukaże się tom poświęcony politykom, w dalszych planach są jeszcze publikacje dotyczące biznesu i naukowców. Właśnie wydana część o służbach liczy sobie ponad 900 stron i prawdopodobnie wcale nie będzie to rekord, trójka autorów postawiła bowiem na maksymalne wykorzystanie dostępnych źródeł.
Po dyskusji tradycyjnie przyszła pora na pytania publiczności. Jak to zwykle bywa, ta część spotkania przekształciła się w zbiór chaotycznych przemówień, niekoniecznie związanych z tematem. Na pewno będzie okazja zapoznać się z dokładnymi relacjami z dzisiejszej imprezy, jeśli ktoś z Państwa jest niecierpliwy, może posłuchać mojego amatorskiego zapisu audio. Słychać na ogół dobrze – choć Sławomir Cenckiewicz mówi trochę ciszej od pozostałych uczestników. Słyszalność pytań z sali jest kiepska, ale odpowiedzi – wystarczająca.
http://but13.wrzuta.pl/audio/6EPOlMamtCK/resortowe_dzieci_2._sluzby._premiera_ksiazki
*
https://twitter.com/karnkowski
(3)
4 Comments
@autor
30 April, 2015 - 07:02
Ale tymi drogami co "bohaterowie" cyklu nie chadzałem. Nie po drodze mi było.
polfic
30 April, 2015 - 09:21
@Andy
30 April, 2015 - 13:39
Tu taka drobna uwaga poza głównym tematem.
Z przerażeniem przyglądam wprowadzeniu dzienników elektronicznych w szkołach. Teraz mamusia dziecka ma podgląd stały na oceny, kiedy klasówki itd. Nikt nie pomyśli, że to kompletnie oducza samodzielności młodzieży. Nie będzie sobie umiało poradzić - co zrobić jak dostało się lufę, jak z tego wybrnąć, uratowac się. Nad wszystkim przecież czuwa mamusia. Pilnuje aby dziecko nauczyło się do klasówki, do odpowiedzi itd. Dla mnie - to co się wyrabia w tej sprawie to pełna rozpacz.
Targalski i Kania o Komorowskim (blogpress)
30 April, 2015 - 08:36