Cyrk! Zaprosili prowokatorkę z kościoła św. Anny do TVN24. Morozowski nie wytrzymał i przerwał program. [WIDEO]

 |  Written by Ursa Minor  |  5

 

fot. YouTube/Cezary p/CC BY-SA 3.0
fot. YouTube/Cezary p/CC BY-SA 3.0

Tej szopki nie był w stanie wytrzymać nawet prowadzący „Tak jest” na TVN24 Andrzej Morozowski. Zaproszona do studia „bohaterka” prowokacji w kościele św. Anny w Warszawie swoją osobowością doprowadziła do przerwania programu.

To miała być typowa dla TVN24 rozmowa o protestach przeciwko zaostrzeniu ustawy aborcyjnej, które miał skomentować ksiądz Kazimierz Sowa i główna twarz „spontanicznego protestu” w kościele św. Anny - Anna Zawadzka. Jednak „autorytet” feministki szybko okazał się kłopotliwy. Działaczka LGBT nie pozwalała dojść do słowa ani księdzu, ani prowadzącemu. Podczas swojego monologu mówiła m.in. o „lennie wobec Watykanu” i sztucznej palmie w Warszawie. Nie obyło się bez „pochwalenia się” przeprowadzoną aborcją.

Co za bzdury. Niech pani poczyta konstytucję, a później do telewizji

— nie wytrzymał ks. Sowa.

Ta jednak kontynuowała swój wywód. Wszelkie próby przerwania tego monologu okazały się nieskuteczne. Dlatego Morozowski zdecydował się przerwać program.

Na Twitterze zawrzało. Internauci wciąż nie mogą uwierzyć w „autorytet” wykreowany m.in. przez „Gazetę Wyborczą”.

Fragment wideo

http://wpolityce.pl/media/287693-co-za-cyrk-zaprosili-prowokatorke-z-kos...

 

 

5
5 (1)

5 Comments

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Zaprosili lewaczkę do TVN24. Tak wkurzyła Morozowskiego, że przerwał program

 
Zaprosili lewaczkę do TVN24. Tak wkurzyła Morozowskiego, że przerwał program - niezalezna.pl
foto: screen TVN24
Anna Zawadzka od dwóch dni jest "bohaterką" lewackich środowisk i niektórych mediów - oczywiście po wywołaniu zaaranżowanej wcześniej awantury w kościele św. Anny. Dzisiaj feministka miała kontynuować "medialną karierę" w studio TVN24. Wygadywała jednak takie bzdury, że nerwów nie opanował nawet ulubieniec liberałów - ksiądz Kazimierz Sowa. A prowadzący Andrzej Morozowski... musiał przerwać program.

Skąd pojawiła się Zawadzka - tego czytelnikom niezalezna.pl nie trzeba dokładnie przypominać, bo pisaliśmy o tym wielokrotnie w ciągu ostatnich dwóch dni. To jedna z organizatorek niedzielnej ustawki z dziennikarzami, polegającej na ostentacyjnym opuszczeniu kościoła podczas mszy św. i odczytywania listu biskupów. Swoją "spontaniczną" akcję feministki przeprowadziły, ale prowokacja została szybko zdemaskowana.

CZYTAJ WIĘCEJ: Feministki umówiły się, że wychodzą z kościoła. Przyszła też „Wyborcza”. Wiemy kto za tym stał

Dzisiaj Zawadzka pojawiła się w studio TVN24 w programie "Tak jest". Drugi gościem był ks. Kazimierz Sowa. On jednak nie zdołał powiedzieć zbyt wiele, bo działaczka LGTB, gdy dorwała się do głosu, nikogo więcej nie chciała doń dopuścić. Przez kilka minut monologu wygadywała takie bzdury (o "lennie wobec Watykanu", sztucznej palmie w Warszawie, "pochwaliła się" też przeprowadzeniem aborcji), że nie wytrzymał przychylny zazwyczaj postępowcom ksiądz Sowa.

- Co za bzdury - zagrzmiał oburzony. - Niech pani poczyta konstytucję, a później do telewizji - mówił wyraźnie zdenerwowany.

Zawadzka jednak się nie przejęła, dalej wygadywała kosmiczne absurdy. Nie chciała dopuścić do głosu nawet... Morozowskiego. Ten kilka razy próbował jej przerwać, ale nie dał rady.

- Pani sama sobie szkodzi - nawet ten argument nie podziałał.

W końcu dziennikarz TVN24 przerwał program.

Po audycji okazało się, że sama Zawadzka także nie była zadowolona ze swojego występu. Feministka napisała na Facebooku:
 
 

PRZEPRASZAM I BIJĘ SIĘ W PIERSI: NIE JESTEM ZADOWOLONA ZE SWOJEGO WYSTĄPIENIA W TVN. Irytacja pojawiła się na skutek "...

Opublikowany przez Anna Zawadzka na 5 kwietnia 2016



http://niezalezna.pl/78612-zaprosili-lewaczke-do-tvn24-tak-wkurzyla-moro...
Obrazek użytkownika Max

Max
Już słyszałem.
Muszę zobaczyć. :)

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Siarkowska o skandalu w św. Annie: To sprawa dla prokuratury, trzeba reagować. Dlaczego "GW" wzięła udział w tak haniebnej akcji?  WYWIAD


Fot. Youtube.pl
Fot. Youtube.pl

Musimy reagować. Nie możemy pozwolić sobie na tolerowanie takich wydarzeń

— mówi o happeningu w kościele św. Anny poseł Kukiz‘15 Anna Maria Siarkowska.

wPolityce.pl: Po incydencie w kościele św. Anny zapowiada Pani złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Dlaczego uznała Pani, że nie może tej sprawy zostawić bez reakcji?

Anna Maria Siarkowska: Mieliśmy do czynienia z zaplanowaną akcją polityczną, to był polityczny happening, który miał miejsce w czasie Mszy Świętej. Msza stoi w centrum życia każdego katolika, jest najważniejszym punktem w życiu religijnym katolików. Wykorzystano ten moment do demonstracji przekonań politycznych, zakłócono przy tym przebieg Mszy Świętej. Wobec tego chcę, by te sprawę zbadała prokuratura.

To nie za ostra reakcja?

W Warszawie znana aktywistka LGBT Anna Zawadzka zakłóciła Mszę, wdając się w awanturę, krzycząc, wdając się w szarpaninę. Coś takiego nie może mieć miejsca. W latach 80. ZOMO-wcy nie mieli tyle czelności, by wchodzić do Kościoła i zakłócać Mszę. Widać, że lewaccy aktywiści nie mają takich zahamowań, jakie miało ZOMO. To jest zupełny skandal. Jako katolicy, ale i obywatele chcący żyć w państwie, które z szacunkiem traktuje każdego człowieka, musimy reagować. Nie możemy pozwolić sobie na tolerowanie takich wydarzeń.

Nie boi się Pani, że nagłaśnia wydarzenia, które przeszłyby bez echa? Może szkoda robić reklamę?

Trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć „Stop”. Czym innym jest demonstracyjne wychodzenie z Kościoła, a czym innym jest wszczynanie awantur w czasie Mszy Świętej. To jest nie dopuszczalne, nie możemy na to pozwolić.

Jak Pani ocenia całą sprawę? Doszło do akcji politycznej, którą internauci z łatwością zdemaskowali, pokazując, że mamy do czynienia ze zwykłą ustawką…

Chciałabym przede wszystkim zapytać dlaczego „Gazeta Wyborcza” wzięła udział w tak haniebnej akcji? Dlaczego reporterzy „GW” wiedząc, że to zaplanowana akcja zdecydowali się wziąć udział w tym haniebnym procederze? Jak można używać Mszy Świętej do demonstracji, do swoich celów politycznych? Musimy oddzielić kwestię oceny ustawy chroniącej życie poczęte, od zakłócenia Mszy Świętej dla politycznych celów. Na to nie może być zgody.

Czego Pani oczekuje od prokuratury?

Oczekuję zdecydowanych działań. Liczę, że śledczy zbadają sprawę i wyciągną wnioski. Liczę na to, że odpowiedni paragraf dotyczący złośliwego zakłócania obrzędów religijnych znajdzie zastosowanie.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

CZYTAJ TAKŻE:

Okrzykami zakłóciła Mszę. Skandaliczna prowokacja w kościele św. Anny

Ustawka w kościele, wyjście w czasie Mszy, „przypadkowa” obecność mediów i akcja lewackiej aktywistki. TAK wyglądało „oburzenie wiernych”

Tyszka o prowokacji w kościele św. Anny: „To była ustawka i manipulacja typowa dla „Gazety Wyborczej”. Nieakceptowalna!”

Wrzask i liturgia. Co musi się zdarzyć aby wierni poczuli się obrońcami świątyni i liturgii?

 

http://wpolityce.pl/polityka/287516-siarkowska-o-skandalu-w-sw-annie-to-sprawa-dla-prokuratury-trzeba-reagowac-dlaczego-gw-wziela-udzial-w-tak-haniebnej-akcji-nasz-wywiad

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Aborcyjny tumult z wieszakiem w ręku

 
Aborcyjny tumult z wieszakiem w ręku
Fot. Lukasz Dejnarowicz / FORUM

Pojawienie się obywatelskiego projektu ustawy wprowadzający całkowitą ochronę życia wywołało wściekłość na dawno już niewidzianą skalę. Furia i impet, z jakimi została zaatakowana ta społeczna inicjatywa, przypominają, do czego zdolni są aborcjoniści. W swym szale nie wahają się mamić opinię publiczną ordynarnymi kłamstwami, wymachując przy tym budzącymi grozę i konsternację „symbolami oporu” w postaci… wieszaka na ubrania.

 

Niedzielne demonstracje skierowane przeciwko planom objęcia życia pełną ochroną ukazały całą ohydę ruchu proaborcyjnego. Wykrzykiwane podczas pikiet hasła oraz pełne emfazy i wściekłości wypowiedzi ich uczestniczek stanowiły wyraz niewyobrażalnej wręcz nienawiści, której ostrze wymierzone jest w obrońców życia, Kościół oraz niewinne ofiary aborcyjnego horroru, czyli nienarodzone dzieci. Cóż bowiem sądzić o ruchu namawiającym do przynoszenia na demonstracje wieszaków, jako narzędzia, którym dokonywane są „domowe aborcje”? Trudno się jednak dziwić tej szokującej symbolice, jeśli będziemy pamiętali, iż biorące w niedzielnych demonstracjach osoby - świadomie lub nie - popierają np. dokonywanie w majestacie prawa przerażającej zbrodni zabójstwa bezbronnego dziecka dotkniętego chorobą.

 

Bez wątpienia społeczeństwo spoglądające na osoby wspierające swą obecnością na „spontanicznych” pikietach aborcyjny horror powinno odczuwać strach. Dlaczego? Bowiem ci ludzie potrafią publicznie opowiedzieć się za odebraniem prawa do „człowieczeństwa” i życia z powodu choroby! Kto zagwarantuje, że ci sami proaborcyjnie nastawieni fanatycy nie zażądają w przyszłości „dehumanizacji” osób ze zdiagnozowanym defektem przegrody nosowej, bo przecież chrapanie bywa ogromnie uciążliwe, a bezdech senny stanowi bezpośrednie zagrożenie życia i bywa przyczyną śmierci…

 

Jak bardzo groźny jest aborcyjny fanatyzm przekonują się już od kilku lat katolicy z krajów zachodnich. Lewaczki z „Femenu” zakłócające godne i spokojne sprawowanie Mszy św. bluźnierczymi aktami nienawiści już znalazły nad Wisłą swoje naśladowczynie. Oczywiście kierujące się „mądrością etapu” antykatolickie kręgi nie zdecydowały się (jeszcze!) na aż tak radykalne działania. Haniebna ustawka z „Wyborczą” w tle, do której doszło w warszawskim kościele św. Anny, to próbny balon wysłany przez świeckich fundamentalistów. Dlatego tak ważna jest szybka odpowiedź ze strony wiernych. Czyż bowiem nie ma w tym miejscu zastosowania Kodeks Karny i jego art. 195. § 1. brzmiący: „Kto złośliwie przeszkadza publicznemu wykonywaniu aktu religijnego kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. W żadnym wypadku nie można pozwolić, aby w lewackich umysłach zrodziło się poczucie bezkarności.

 

Nie samym jednak furiackim gniewem żywi się proabrcyjny tumult.  W zanadrzu posiada także równie niebezpieczną broń jaką stanowi kłamstwo i manipulacja. „Spontaniczne” niedzielne wystąpienia tzw. wiernych, rzekomo oburzonych biskupim głosem w sprawie obrony życia, okazały się być najzwyklejszą polityczno-medialną ustawką.  Główna bohaterka awantury w kościele, przywódczyni grupy „wiernych”, została rozpoznana przez internautów jako znana działaczka ruchów homoseksualnych i genderowych.

 

Jak pisaliśmy na PCh24.pl, portal homopedia, określany mianem encyklopedii LGBT, opisuje Annę Zawadzką jako publicystkę antyklerykalnego tygodnia „NIE”, a także stron internetowych poświęconych homoseksualistom. Zawadzka dwukrotnie miała stracić pracę w wiejskich gimnazjach, gdzie dyrekcja nie przedłużała jej umowy ze względu na jej orientację seksualną. Zawadzka prywatnie jest partnerką Ygi Kostrzewy, autorki wielu kampanii promujących ruchy homoseksualne.

 

Wystarczy?

 

Równie bulwersujące są manipulacje, których ofiarą pada społeczny projekt ustawy o ochronie życia. Wśród powtarzanych w mediach haseł  - zgodnie z maksymą: „kłam, kłam, a zawsze coś z tego pozostanie” – znalazły się stwierdzenia, iż obywatelski projekt ustawy zakłada obowiązek poświęcenia się matki, gdy ciąża zagraża jej życiu. Jest to oczywista nieprawda, gdyż z treści projektu i jego uzasadnienia jasno wynika, że projekt zezwala na prowadzenie przez lekarzy działań leczniczych, koniecznych dla ratowania życia matki, licząc się ze skutkiem śmiertelnym tych działań dla dziecka (np. w przypadku ciąży pozamacicznej). Gdy rozwój wypadków nieuchronnie prowadzi do śmierci matki lub dziecka, do matki musi należeć wybór pomiędzy ocaleniem jej życia lub życia dziecka. To jeden tylko z przykładów ukazujący skalę zakłamania proaborcyjnego frontu. Im bardziej prawdopodobny będzie sukces społecznej inicjatywy – w ramach „obróbki” medialnej z uporem maniaka ukazywanej jako „politycznej” lub „biskupiej” – tym bardziej szał aborcyjnego lobby będzie się wzmagał. Trzeba z uwagą przyglądać się jego działaniom. Oni z pewnością „nie będą brali jeńców”.

 

Łukasz Karpiel

Więcej notek tego samego Autora:

=>>