Wyrok ws. zakłócenia wykładu majora-profesora Baumana przeraża. Przeraża, bowiem niemal dokładnie w 25. rocznicę „Święta Wolności”, jakim miały być wybory z czerwca 1989, po raz kolejny uświadamia czym jest III RP. Państwem, które nie zasługuje na szacunek. Chyba, że szacunek Baumana i podobnych mu stalinowców. Państwem cenionym przez morderców Żołnierzy Wyklętych.
Zygmunt Bauman – przypomnijmy tym z czytelników którzy rzadziej zaglądają na prawicowe strony internetowe – był oficerem zbrodniczej organizacji mordującej Żołnierzy Wyklętych, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Nigdy nie odciął się od swej haniebnej przeszłości. Dziś obwożony jest po polskich uniwersytetach a przypominanie jego stalinowskiej przeszłości i członkostwa w PPR okazuje się być pretekstem do zamykania ludzi w więzieniach.
Sam fakt, że „polskie”, niezależne ponoć uczelnie goszczą takiego typka jak major KBW, mającego na koncie odznaczenie Krzyżem Walecznych za „schwytanie wielkiej ilości” żołnierzy antykomunistycznego podziemia, zakrawa na kpinę. Ale to tłumaczyć można jeszcze wolnością nauki – wszak po latach spędzonych w armii Bauman rzeczywiście stał się cenionym uczonym, a rektorzy mają przecież prawo mieć nierówno pod sufitem i zapraszać na uczelnie kogo chcą. Ale z niezależnością uniwersytetów sprawa majora-profesora nie ma nic wspólnego! Bo jak inaczej niż podległością względem władzy nazwać prowokację policyjną zorganizowaną – z pewnością za zgodą władz uczelni – na uniwersytecie? Czyż rektor nie pomógł prezydentowi miasta ogrzać się w blasku fleszy, jako temu, który blokuje falę „faszyzmu”?
Sprawa Zygmunta Baumana jak w soczewce skupia wszelkie patologie dziwacznego tworu któremu na imię III RP. Oto „autorytet moralny”, którego portret stoi na biurku Michnika, po rzekomym upadku komunizmu wraca do Polski i żąda – piórem bliskich mu dziennikarzy – rozgrzeszenia bez wyznania winy. I władze naszego państwa tego rozgrzeszenia nieformalnie mu udzielają. Wykłada za uczelniach za pieniądze polskich podatników, synów i wnuków tych samych żołnierzy, których KBW ścigała po lasach i zabijała strzałami w tył głowy lub oddawała stalinowskim sędziom. Gdy ktoś wyrazi swój sprzeciw – idzie do więzienia lub płaci horrendalnie wysokie kary.
Czyż nie powinno być dokładnie na odwrót? Czy przy próbie powrotu do III RP w 1989 roku Bauman nie powinien zostać złapany przez policję i doprowadzony przed oblicze sprawiedliwego sądu? Czy za to co robiło KBW tacy ludzie jak Bauman nie powinni – w najlepszym dla siebie razie – odebrać publicznie srogich batów na stołecznej starówce a potem trafić na dekadę do więzienia? Czyż wreszcie hasła za które skazano wrocławskich protestujących „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” albo „Na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” nie powinny być wypisane jako dewiza w polskich urzędach, sądach również?!
(...)