Przypomnijmy: sześć lat temu Doda w jednym z wywiadów powiedziała, że „bardziej wierzy w dinozaury niż w Biblię (...) bo ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła facet". O wybryku tym dwie osoby zawiadomiły prokuraturę – w rezultacie artystka została skazana prawomocnym wyrokiem na 5 tys. zł grzywny. Postanowiła więc zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego artykuł kodeksu karnego przewidujący kary za obrazę uczuć religijnych.
Pozornie Doda ma rację. Uczucia religijne rzeczywiście wydają się czymś na tyle subiektywnym i trudnym do zdefiniowania, że nie można sformułować obiektywnych kryteriów dotyczących ich naruszania.
Ale już sam Bóg chrześcijan jest bytem obiektywnym, gdyż jest źródłem fundamentalnych wartości dla Polaków – takich, do których odwołują się zarówno ludzie wierzący, jak i niewierzący. Wystarczy przywołać pojęcie „godność człowieka" – wyrasta ono bezpośrednio z nauczania Kościoła katolickiego.
Wypowiedź Dody stanowiła akt przemocy symbolicznej. Oczywiście, chodziło przede wszystkim o wywołanie skandalu, lecz głównym elementem tej akcji był brutalny atak na chrześcijan poprzez wyszydzenie tego, co jest dla nich święte.
I w tym momencie okazało się, że neutralność światopoglądowa państwa jest niemożliwa. Sądy bowiem muszą albo uznać racje Dody, albo stanąć po stronie osób, które poczuły się jej słowami urażone. Trzeciego wyjścia nie ma.
To zaś oznacza bankructwo liberalnej utopii, a więc tych wszystkich koncepcji politycznych, które w imię tolerancji postulują równoprawne podejście do dobra i zła.
http://www4.rp.pl/Opinie/310069768-Doda-czyli-utopia-panstwa-neutralnego...