Dramatyczna sytuacja armii. Polskie wojsko jest w stanie skutecznie bronić co najwyżej 3 proc. naszego terytorium

 |  Written by Ursa Minor  |  3
Tak wyliczyli eksperci Akademii Obrony Narodowej. Pułkownik i profesor Józef Marczak przyznaje, że szacunki wykonano jakiś czas temu, a teraz może być jeszcze gorzej, bo armia została zredukowana i poważnie zmieniono jej profil. MON skoncentrowało się na gotowości do pełnienia misji takich jak w Iraku lub Afganistanie, a nie na obronie terytorium.

– Współczesna wojna ma charakter totalny. Walczą nie tylko armie, ale zaangażowany jest cały naród i całe terytorium. Obraz ćwiczeń na poligonie w Drawsku Pomorskim lub Żaganiu może być mylący. Zobaczmy lepiej, jak wygląda sytuacja na wschodzie Ukrainy – tłumaczy Marczak. Drogi Czytelniku, cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”. Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/140621,wybity-orez.html
0
Brak głosów

3 Comments

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Alarmujące dane: Polska armia jest w stanie ochronić 3 procent terytorium! Gen. Pacek: „to bzdury”


Fot. st. chor. szt. Konrad Kaczmarz/DGW/MON.g
Fot. st. chor. szt. Konrad Kaczmarz/DGW/MON.g

Armia jest w stanie skutecznie bronić co najwyżej 3 proc. naszego terytorium

-– informuje „Nasz Dziennik” i powołuje się na wyliczenia ekspertów Akademii Obrony Narodowej.

Pułkownik i profesor Józef Marczak przyznaje, że szacunki wykonano jakiś czas temu, a teraz może być jeszcze gorzej, bowiem armia została zredukowana i poważnie zmieniono jej profil. MON skoncentrowało się na gotowości do pełnienia misji takich jak w Iraku lub Afganistanie, a nie na obronie terytorium.

Współczesna wojna ma charakter totalny. Walczą nie tylko armie, ale zaangażowany jest cały naród i całe terytorium. Obraz ćwiczeń na poligonie w Drawsku Pomorskim lub Żaganiu może być mylący. Zobaczmy lepiej, jak wygląda sytuacja na wschodzie Ukrainy

-– tłumaczy Marczak „ND”.

Gazeta dodaje, że szacunki oznaczają, że „Polskie Siły Zbrojne nie są w stanie obronić niczego”.

W przypadku realnego zagrożenia trzeba się bronić nie tylko na linii, na jakiej zostaniemy zaatakowani, ale także bronić obszaru w głębi kraju, który przeciwnik będzie ostrzeliwał ogniem artylerii i takiet, prowadził naloty i zrzucał desanty

— tłumaczy „ND”.

Z kolei prof. Marczak dodaje, że Polska nie jest w stanie zabezpieczyć nawet granicy z obwodem kaliningradzkim.

Nawet gdybyśmy całe nasze miniwojska o sile trzech dywizji ściągnęli na liczącą 210 km granicę z obwodem kaliningradzkim, to będziemy w stanie obsadzić nimi co najwyżej 90 kilometrów. I to bez koniecznych obwodów

— tłumaczy profesor.

Jego słowa świadczą dobitnie o skali wyzwań związanych z polską polityką obronną. Jednak MON zdaje się nie przejmować sytuacją. Gen. Bogusław Pacek na swoim koncie na twitterze nie tylko bagatelizował dane, o których pisze „Nasz Dziennik”, ale wręcz atakował krytyków.

Nie godzę się na pisanie,źe eksperci z AON wyliczyli,źe Polska moźe obronić tylko 3% teryt.Gdzie te wyliczenia?To bzdury.Też jestem z AON

— pisał gen. Pacek na swoim koncie.

I kontynuował polemikę z danymi, które przywołuje „Nasz Dziennik”.

Proszę o upubliczn. tych „wyliczeń”,że moźemy obronić tylko 3%.To bzdury.

Prawda o stanie polskiej obronności jest taka,źe jak na nasz potencjał gospodarczy to wygląda on dośc dobrze.Jest ciągle doskonalony.

Aby wydawać opinie o zdoln. Polski do obrony poza znajomością własnego potencjału trzeba przewidywać uźyty potencjał i sposób dział.agresora

— pisał w kolejnych wpisach Pacek.

Jak widać emocji w tej sprawie nie brakuje.

http://wpolityce.pl/polityka/259651-alarmujace-dane-polska-armia-jest-w-...

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Witold Waszczykowski: "Nasza armia nie byłaby nawet w stanie obronić granicy z Obwodem kaliningradzkim".  WYWIAD


fot. wPolityce.pl/Ansa
fot. wPolityce.pl/Ansa

wPolityce.pl: W weekendowym wydaniu „Naszego Dziennika” ukazał sie artykuł na temat fatalnej sytuacji polskiej armii. Autor, Piotr Falkowski, w oparciu o opinie ekspertów udowadnia, że polska armia nie jest przygotowana do obrony terytorium państwa. Czy zgadza się Pan z taką tezą?

CZYTAJ WIĘCEJ: Alarmujące dane: Polska armia jest w stanie ochronić 3 procent terytorium! Gen. Pacek: „to bzdury”

Witold Waszczykowski: Od lat wielu ekspertów twierdzi, że komponent lądowy naszej armii mógłby rozwinąć linię obrony na co najwyżej 100-120 kilometrów. W takiej sytuacji nawet nasza granica z Obwodem Kaliningradzkim nie byłaby broniona ponieważ liczy ok. 200 km. Prawdopodobnie poza Luksemburgiem mamy najniższy w Europie wskaźnik zdolności mobilizacyjnej. Mimo tego, że od lat Bronisław Komorowski mówił, że trzeba zerwać z polityką ekspedycyjności, to niczego w tym kierunku nie zrobił. W dalszym ciągu mamy armię, która jest gotowa tylko do działań ekspedycyjnych, działań patrolowych i manewrowych, a nie do obrony kraju.

Z czego taki stan wynika? To efekt stworzenia armii zawodowej, czy tego w jaki sposób ten proces przeprowadzono?

To wynik złej koncepcji przyjętej przez ten rząd i ministra Klicha na samym początku. Koncepcji zakładającej, że można stworzyć armię zawodową w tak krótkim czasie. Wynika to też z błędnej oceny zagrożeń międzynarodowych. Przez wiele lat oceniano, że nikt na nas nie czyha i wystarczy obecność w NATO i Unii Europejskiej, bo żadnych zagrożeń wojskowych nie ma. Zakładano, że grozi nam co najwyżej wojna cybernetyczna, ataki hackerskie. Pomimo tego, że w 2008 roku mieliśmy przykład klasycznej wojny lądowej, kiedy to Rosja zaatakowała Gruzję, nie przewidywano, że może dojść do powtórzenia tego typu działań wobec nas, bądź dookoła naszych granic.

Czy fakt stworzenia armii zawodowej ma na to wpływ?

Projekt stworzenia armii zawodowej został wprowadzony tylko w połowie. Uzawodowiono żołnierzy, ale nie dano im profesjonalnego sprzętu w takiej ilości aby mogli wykonywać zadania obronne dla Polski. Dopiero od 2012 roku myśli się o wielkich zakupach dla armii. Wciąż to jednak jest przed nami. Mówi się o zakupie śmigłowców, programie obrony powietrznej, o nowych okrętach wojskowych. Nadal jest to w fazie dyskusji, ewentualnie wstępnych decyzji.

Można powiedzieć, że pierwszym krokiem do unormowania sytuacji jest doprowadzenie uzawodowienia armii do końca?

Po pierwsze należy przyznać, że założenie, iż 100 tysięczna armia wystarczy, jest błędne. Prezydent Lech Kaczyński twierdził, że polska armia powinna liczyć co najmniej 150 tysięcy żołnierzy i nie zgadzał się z koncepcją stworzenia mniejszej armii zawodowej. Armia powinna mieć też znaczącą rezerwę mobilizacyjną na wypadek konfliktu. Nie zatroszczono się o te rezerwy. Oddalamy się od roczników po przeszkoleniu wojskowym. Jeżeli nie podejmiemy istotnych kroków, które to bądź przez system wolontariatu, lub jakiegoś rodzaju poboru, wzmocnią armię, to będziemy w dalszym ciągu bezbronni.

Narodowe Siły Rezerwy nie spełniają swojej roli?

To jest za mało. W planach było ponad 20 tysięcy żołnierzy NSR. Teraz mamy tylko kilkanaście. Do tego dochodzi sprawa zwolnień z armii. Aby nie płacić za emerytury wojskowe, zwalnia się przedwcześnie oficerów, podoficerów i szeregowych. Są to ciągle ludzie relatywnie młodzi, którzy wciąż powinni służyć. Wybrano drogę oszczędnościową zakładając, że nikt nam nie zagraża.

http://wpolityce.pl/polityka/259653-witold-waszczykowski-nasza-armia-nie...

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Zawieszając pobór do wojska PO uczyniła krok w kierunku demontażu Polski. To więcej niż zbrodnia, to błąd. Bardzo kosztowny


Fot. Youtube.pl;PAP/Radek Pietruszka
Fot. Youtube.pl;PAP/Radek Pietruszka

Mija sześć lat od fatalnej w skutkach decyzji rządu PO-PSL dotyczącej modelu polskiej armii. W sierpniu 2009 roku ze służby odeszli ostatni poborowi, zaś armia przeszła na zawodowstwo. Do dziś jednak proces prawdziwej profesjonalizacji nie został zakończony. Odejście od armii poborowej jest jednym z elementów na drodze drastycznego obniżenia polskich zdolności obronnych oraz osłabienia bezpieczeństwa narodowego.

Po latach działalności rządu PO-PSL, głównie ministra Klicha, polska armia jest w złym stanie.

Polska armia jest w stanie ochronić 3 procent terytorium

informowały niedawno media, powołując się na wyliczenia m.in. prof. Józefa Marczaka z AON.

Choć MON, w osobie rzecznika Sońty i gen. Packa przekonywał, że to bzdury, szczegółowe wyliczenia od lat prezentuje choćby prof. Żurawski vel Grajewski.

Średnia zdolność mobilizacji na wypadek konieczności obrony własnego terytorium w państwach europejskich wynosi średnio 1,66 procent populacji obywateli. W Polsce ten wskaźnik wynosi obecnie jedynie 0,26. Gorsze zdolności mobilizacyjne oprócz nas mają jedynie Czechy i Luksemburg. Te kraje jednak leżą w środku NATO, nie są z żadnej strony krajem granicznym Sojuszu. (…) Struktura polskiego wojska, silna kadra podoficerska i oficerska, powoduje, że Polska, mimo oficjalnie 100-tysięcznej armii, jest w stanie do obrony kraju wystawić około 30 tysięcy żołnierzy liniowych. Taką siłą można bronić niewielkiego obszaru

mówił w 2012 roku Żurawski portalowi Stefczyk.info.

Z kolei biorąc udział w debacie Arcan prof. Żurawski wyliczał, jakiego terytorium polska armia jest w stanie bronić.

Batalion zmechanizowany (600 żołnierzy) może panować ogniowo w obszarze wyznaczanym przez 9 km frontu i 7 km głębokości ugrupowania - tzn. 63 km². Pas obrony dywizji określany jest na 30-50 km frontu, głębokość wynosi 15-30 km, przy założeniu zbudowania 2-4 pozycji obronnych. 120-tysięczna armia zawodowa (teoretycznie równowartość ośmiu dywizji – choć praktycznie przecież nie jest możliwe, by całość jej stanów osobowych weszła w skład wojsk liniowych) mogłaby więc, użyta obronnie, a nie interwencyjnie, pokryć obszar obejmujący maksymalnie do 12 000 km². Zważywszy, że terytorium Rzeczypospolitej wynosi 312 679 km², że znajdują się na nim 892 miasta, w tym pięć dużych aglomeracji liczących ponad 1 mln mieszkańców każda oraz, że długość granic z samą tylko Rosją i Białorusią wynosi odpowiednio 210 km i 418 km, obrona Polski przy użyciu samej tylko armii ochotniczej, choćby i najbardziej profesjonalnej, jest niemożliwa i to bez względu na to, czy będzie ona liczyła 90, 120, czy 150 tys. żołnierzy

— wyjaśniał Żurawski.

Dr Grzegorz Kwaśniak w książce „Wygaszanie Polski” prezentuje równie niepokojące wyliczenia.

Gdybyśmy chcieli bronić się naprawdę, to biorąc pod uwagę realne możliwości naszych brygad (ukompletowanie, normy taktyczne) oraz długość naszej wschodniej granicy (około 1200 km), a także stan liczebny sił lądowych (13 brygad), to widać jednoznacznie (13 x 10 km), że jesteśmy w stanie bronić jedynie około 10 proc. całkowitej długości naszej wschodniej granicy. I to w najbardziej optymistycznym wariancie

— podkreśla.

Te wyliczenia wskazują jednoznacznie, że polska armia musi zbudować silne zdolności mobilizacyjne rezerwistów. Z racji rozmiaru Polski oraz położenia geopolitycznego liczba potencjalnych żołnierzy, mogących zostać wcielonych do armii i skierowanych szybko do działań bojowych musi być duża. Tego niestety budowany przez Polskę model armii nie zakłada.

Rządzący mogą próbować tłumaczyć, i tłumaczą, że dziś otwarta, duża wojna Polsce nie grozi, że starcie konwencjonalne wielkich armii nie jest możliwe. Jednak państwo musi się przecież zabezpieczać na każdą możliwość. Szczególnie, gdy ma takiego sąsiada jak Rosja. Niestety rząd nie wziął pod uwagę faktu, że w 2008 roku Rosja rozpoczęła wojnę z Gruzją, a dziś nie widzi zdaje się zagrożeń wynikających z działań wojennych Rosji na Ukrainie. Rządzący nie starają się zabezpieczyć Polski na wypadek realnych scenariuszy wojennych.

A problemów, przed którymi stoi polska armia jest ogrom. Dr Grzegorz Kwaśniak wskazuje na kolejne, złą dyslokację wojska w Polsce.

Rozmieszczenie naszych sił zbrojnych na terytorium kraju nie zmieniło się w zasadzie od czasów Układu Warszawskiego. (…) Błędne rozmieszczenie sił powoduje z jednej strony problemy z ich szybkim przegrupowaniem w sytuacji zagrożenia (około 700 km). A co gorsze, skutkuje brakiem znajomości przez oficerów i żołnierzy przybyłych z drugiego końca Polski terenu oraz lokalnych uwarunkowań, co pozbawia nasze siły zbrojne podstawowego atutu każdej armii broniącej terytorium własnego państwa, w postaci wykorzystania w walce taktycznych i operacyjnych właściwości własnego terenu

— pisze ekspert, wskazując, że po ponad 20 latach polska granica wschodnia pozbawiona jest de facto obrony i infrastruktury wojskowej.

Dodaje, że polska armia nie jest dziś zdolna do przeprowadzenia Strategicznej Operacji Obronnej, czyli najważniejszej dla wojska akcji obrony terytorium Polski! Sytuacje jeszcze mocniej komentują nieodpowiedzialne działania władz dotyczące struktury dowódczej armii.

Wydaje się, że MON część problemów związanych z armią dostrzega. Resort zapowiada zmiany w dyslokacji wojska, by wzmocnić wschodnie regiony i budować tam bazy, zapowiada zakupy sprzętu, szuka ochotników i nowego modelu budowy kadr rezerwistów, którzy wsparliby armię. Jednak to wciąż działania na zbyt małą skalę, a często – jak w przypadku szkoleń dla ochotników – mamy do czynienia z działaniami pozornymi.

Do dziś bowiem na polityce obronnej kładzie się cieniem fatalna decyzja sprzed lat. Likwidując pobór do wojska rząd PO-PSL nie tylko zniszczył mechanizm szkolenia rezerwistów, obniżając potencjał obronny Polski, ale również – co może być gorsze – wysłał silny sygnał do obywateli, że oni obronnością nie muszą się zajmować, przejmować i ponosić związanych z nią kosztów. Rząd przez lata wmawiał Polakom, że są bezpieczni, a nasze sojusze gwarantują spokój. Dziś coraz lepiej widać, że o bezpieczeństwo musimy dbać sami. Jednak sądzi tak wciąż nie na tyle dużo osób, by władzom opłacało się mówić o potrzebach armii otwarcie.

Od 2009 roku społeczeństwo jest przekonywane, że Polacy nie są odpowiedzialni za swoje państwo, bezpieczeństwo i niepodległość. Dziś każda władza, która zacznie mówić co innego, która nałoży na społeczeństwo obowiązek przygotowania się do obrony Ojczyzny, która nakaże Polakom ponoszenie kosztów związanych ze wzmocnieniem zdolności kraju do obrony, zapłaci bolesną cenę polityczną. Choć byłby to krok w dobrą stronę już rozpoczęcia debaty o polskich zdolnościach obronnych i koniecznych w tej sprawie działań, zapewne wszyscy politycy będą się bali.

W tym kontekście decyzja Platformy Obywatelskiej o zawieszeniu poboru okazuje się być więcej niż zbrodnią. Ona była błędem. Koszty tej decyzji Polacy będą musieli kiedyś zapłacić. Pytanie, w jaki sposób…

CZYTAJ TAKŻE: Niebezpieczna polityka. „Widoczne w Polsce osłabienie bezpieczeństwa narodowego może stać się narzędziem brutalnej gry na szczeblu międzynarodowym”

CZYTAJ TAKŻE: Litwa ściąga poborowych, Polska ochotników. Siemoniak: „inaczej tylko zrazimy ludzi do wojska”. „Pobór” tematem tabu nad Wisłą…

CZYTAJ TAKŻE: Litwa ściąga poborowych, Polska ochotników. Siemoniak: „inaczej tylko zrazimy ludzi do wojska”. „Pobór” tematem tabu nad Wisłą…

CZYTAJ TAKŻE: Wstrząsający list generałowej Kwiatkowskiej. Po tym tekście Bogdan Klich powinien spalić się ze wstydu. Podobnie wojskowi decydenci

 

http://wpolityce.pl/polityka/260816-zawieszajac-pobor-do-wojska-po-uczyn...

Więcej notek tego samego Autora:

=>>