Dr Joanna Banasiuk
Komisja Europejska odrzuciła w całości największą z obywatelskich inicjatyw w historii Europy. Uznała, że głos blisko 2 milionów Europejczyków domagających się, by pochodzące z ich podatków pieniądze nie były wydatkowane przez Unię na niszczenie ludzkich embrionów, nie zasługuje na wzięcie pod uwagę. To coś więcej niż zwykła dezaprobata organów unijnych dla słusznej, oddolnej inicjatywy setek tysięcy mieszkańców Starego Kontynentu. To cyniczny policzek wymierzony obywatelom Unii Europejskiej, ujawniający prawdziwy stosunek unijnego establishmentu do demokracji.
Działania podejmowane przez KE udowadniają, że Unia Europejska ma strukturalny kłopot z demokracją, wręcz boi się inicjatyw podejmowanych przez obywateli. Paradoksalnie inicjatywa obywatelska jako mechanizm prawny została stworzona dla zażegnania deficytu demokracji w organach unijnych i miała zapewniać obywatelom partycypację w życiu społecznym i politycznym Europy.
Instytut Ordo Iuris w swojej ekspertyzie prawnej wystosowanej do Komisji Europejskiej wyraźnie wskazywał, że inicjatywa „Jeden z nas” nie tylko nie narusza żadnej z zasad prawa europejskiego i międzynarodowego, ale wręcz pozwala UE lepiej wywiązać się z jej zobowiązań międzynarodowych zaciągniętych podczas konferencji ludnościowej ONZ w Pekinie. Inicjatywa „Jeden z nas” dawała realny wyraz zasadzie poszanowania godności człowieka deklarowanej w 1 art. Karty Praw Podstawowych UE, umożliwiając jednocześnie potwierdzenie przywiązania UE do zasady demokracji. W tym większym stopniu działanie Komisji budzi zakłopotanie, że jej zadaniem – przynajmniej w teorii –jest reprezentowanie i ochrona interesów całej Unii. W tym kontekście można mieć uzasadnione wątpliwości co do tego, czyje tak naprawdę interesy KE bierze w obronę.
Stanowisko Komisji spotkało się z szeroką falą słusznej krytyki i jednoznacznej dezaprobaty. Jak zauważył László Surján, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, „powody podane przez Komisję Europejską są śmieszne. Jestem głęboko rozczarowany tą decyzją, to policzek wymierzony w obywateli i zdrada wobec nich”. Nie sposób odmówić zasadności tym słowom. Komisja pokazała, że instytucje unijne starają się pozostać poza rzeczywistą kontrolą społeczną i stanowią miejsce do promowania konkretnych rozwiązań prawnych i politycznych, spotykających się niejednokrotnie z otwartym sprzeciwem większości zwykłych obywateli Unii Europejskiej. I jednocześnie chyba nadal pokutuje w myśleniu unijnych urzędników przekonanie, że prowizoryczny ukłon w stronę jednostki, schlebianie jej i tanie gesty wystarczą, by realnie ignorować stanowisko obywateli.
Autorka jest doktorem nauk prawnych, współpracownikiem Centrum Prawnego Ordo Iuris.
http://naszdziennik.pl/wp/79124,fasadowa-demokracja.html