Środowe (13 kwietnia) posiedzenie komisji rolnictwa w sejmie miało dwa punkty. Ten drugi brzmiał: „Informacja na temat aktualnej sytuacji w Stadninie Koni w Janowie Podlaskim.” A referował go minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel.
Rozczarowałem się – tym razem minister poszedł nie na jakość, a na ilość. Sądziłem, że minister poda jakąś nową przyczynę, dla której „musiał” zwolnić Marka Trelę. A tymczasem minister przeczytał chyba kilkanaście kartek, na których było już nie kilkanaście, a kilkadziesiąt „zarzutów”.
Większość starych, powtarzanych już wielokrotnie, jak choćby ten, że „działalność stadniny w zakresie hodowli koni przynosiła strat”. Zarzut absurdalny, gdyż we wszystkich latach, kiedy prezesem spółki Stadnina Koni Janów Podlaski był Marek Trela, stadnina miał wynik dodatni. Pisałem o tym w artykule „Ministerialne i agencyjne manipulacje”. Członkowie komisji rolnictwa mogli się o tym naocznie przekonać, gdyż dostali 3-kartkowy dokument sporządzony przez Agencję Nieruchomości Rolnych przedstawiający podstawowe dane o stadninie w Janowie, gdzie w jednej z rubryk były wykazane owe dodatnie wyniki finansowe stadniny w latach 2011-2015.
Nawiasem mówiąc, dokument ten to istna laurka dla stadniny. Osoby, które znają się na rolnictwie, na zarządzaniu spółkami, mówią, że podane w tym dokumencie wskaźniki (wskaźnik płynności bieżącej, wskaźnik płynności szybkiej, przychody ze sprzedaży na jednego zatrudnionego) czy wydajność obory (10 183 kg mleka od jednej krowy) – są korzystne. Jak na rolnictwo są to świetne wyniki i świadczą o bardzo dobrym zarządzaniu spółką.
Z nowych „zarzutów” zauważyłem dwa: że lekarz weterynarii nie był zatrudniony w stadninie na podstawie stałej umowy o pracę, a na podstawie umowy-zlecenia oraz że strona internetowa stadniny znajdowała się na prywatnym serwerze. Ciężko się ustosunkowywać do tych zarzutów. Pierwszy idiotyczny, drugi miałki niczym intelekt ministra.
A co do ministra, coraz bardziej przypomina człowieka zapędzonego w ślepą uliczkę, który w panice rozdaje razy na oślep. Jego słowa: „Za złodziejstwo zwolniłem, nie za niefachowość” – są haniebne. Jak urzędnik państwowy wysokiej rangi może rzucać takie oskarżenia publicznie w sytuacji kiedy: po pierwsze – śledztwo w sprawie rzekomej niegospodarności trwa, a po drugie – toczy się ono nie przeciwko Markowi Treli, a „w sprawie”?
Słabo znam Marka Trelę, ale ci, którzy go znają lepiej, twierdzą, że jest to osoba kryształowo uczciwa. Że jest autentycznym państwowcem, że dobro majątku narodowego, jaki mu powierzono, stawiał zawsze na pierwszym miejscu. Haniebne słowa ministra są więc tym bardziej krzywdzące.
Minister Jurgiel za to, jak zaszkodził państwowej hodowli koni arabskich, jak zaszkodził wizerunkowi tej marki, jaką są polskie konie arabskie, jak zaszkodził wizerunkowi Polski, czy wreszcie jak zaszkodził wizerunkowi swojej partii – prędzej czy później odpowie politycznie.
Jednak kiedy śledztwo w sprawie rzekomej niegospodarności zakończy się umorzeniem (co do tego nie mam watpliwości), powinien za te słowa odpowiedzieć jako człowiek. Marku – zwracam się do Marka Treli – jeśli będziesz potrzebował w sądzie świadka, aby potwierdził, że obywatel Krzysztof Jurgiel wypowiedział pod Twoim adresem te haniebne słowa – możesz na mnie liczyć.
Marek Szewczyk
http://hipologika.pl/modules/news/article.php?storyid=180