
„Jak rozpętałem aferę taśmową” to niewątpliwie cenna pozycja, niemniej mam z nią podwójne zmartwienie. Z dziennikarzami śledczymi kłopot jest taki, że z samej specyfiki ich zawodu wynikają rozmaite szemrane znajomości. Czasem przeradzają się w przyjaźnie, czasem tylko w popijawy. Gdy czytam o fajnych imprezkach i równie fajnych gościach ze świata służb, zawsze odczuwam pewien niepokój. Więc i tu, gdy Nisztor obok krytyki jednych, nad wyraz wyrozumiały jest dla drugich, włącza mi się może nie nieufność, ale dystans na pewno. Drugi dylemat to sprawa samego tygodnika „Wprost”. Choćby nie wiem, jakie czytałbym peany o jego szefie, Latkowski jest dla mnie postacią podejrzaną, zaś sam tygodnik to nie tylko afera taśmowa, ale i nagonka na Chazana – w tych samych zresztą numerach. Tyle uwag ogólnych.
W swojej książce Piotr Nisztor opisuje dokładnie aferę taśmową, widziana od strony dziennikarza śledczego, nie stroni jednak od uwag na temat krajowej polityki, tyleż słusznych, co bezsilnych. Gdy zamykał książkę, było już wiadomo, że nikomu z nagranych i, wydawałoby się, skompromitowanych polityków włos z głowy nie spadł. Więcej nieprzyjemności miał sam dziennikarz, dla którego zresztą sprawa się nie zakończyła, zapowiada bowiem kilka procesów związanych z publikacjami na swój temat. Złudzenie zawodowej solidarności prysnęło bardzo szybko.
Ciekawym wątkiem jest podejście do sprawy „W Sieci”, które bardzo mocno włączyło się w dyskredytowanie Nisztora. Dotąd byłem przekonany, że główną przyczyną (poza oczywiście motywacjami szlachetnymi i patriotycznymi, he he) była oczywista i wiele razy demonstrowana niechęć na linii „W Sieci” – wydawca „Do Rzeczy”, więc i „Wprost”. Ta sama, która kazała kiedyś mediom braci Karnowskich bronić przed Latkowskim Fibaka. Teraz okazuje się, że na stan naszej wiedzy o jednej z większych afer ostatnich lat wpływają też animozje między poszczególnymi SKOK-ami. Kto ciekaw, szczegóły znajdzie w książce, ja pozwolę sobie tylko na uwagę, że mało to budujące. Dużo jest na przykład o dziennikarzu, tu występujący jako Jan P., jednak nie trudno rozszyfrować, o kim dokładnie mowa. Wręcz przeciwnie. Jest też mecenas Roman. Towarzystwo jest wprost doborowe.
Dostajemy więc sporą dawkę informacji zarówno o pracy dziennikarza śledczego, jak i polskich mediach jako takich. Przy okazji kilka mocnych strzałów z cyklu „wiem, ale nie powiem”, Nisztor sygnalizuje bowiem, że ma wiedzę o kilku sprawach niemniej ciekawych, niż afera taśmowa, zastrzegając oczywiście, że „podobno”. W książce Sumlińskiego pojawia się były esbek, mający szafę pełną kwitów pedofilskich na wiele znanych osób, Nisztor wspomina o kolekcjonującym haki adwokacie – coś na pewno jest na rzeczy. Wszystko zamykają zaś zebrane w jedynym miejscu opublikowane przez „Wprost” stenogramy rozmów polityków i urzędników.
Pomimo zasygnalizowanych wcześniej zastrzeżeń uważam więc książkę Nisztora za cenną i porządkującą, a w pewnych sprawach rozszerzającą dostępną dotąd wiedzę o aferze taśmowej. Jeśli ktoś nie ma już dość tematu, powinien się z „Jak rozpętałem aferę taśmową” zapoznać. Ostrzegam tylko, że nie jest to lektura podnosząca na duchu. Zresztą, która opisująca realia polityczne III RP pozycja taka była…?
Piotr Nisztor, Jak rozpętałem aferę taśmową, Fronda 2014
W swojej książce Piotr Nisztor opisuje dokładnie aferę taśmową, widziana od strony dziennikarza śledczego, nie stroni jednak od uwag na temat krajowej polityki, tyleż słusznych, co bezsilnych. Gdy zamykał książkę, było już wiadomo, że nikomu z nagranych i, wydawałoby się, skompromitowanych polityków włos z głowy nie spadł. Więcej nieprzyjemności miał sam dziennikarz, dla którego zresztą sprawa się nie zakończyła, zapowiada bowiem kilka procesów związanych z publikacjami na swój temat. Złudzenie zawodowej solidarności prysnęło bardzo szybko.
Ciekawym wątkiem jest podejście do sprawy „W Sieci”, które bardzo mocno włączyło się w dyskredytowanie Nisztora. Dotąd byłem przekonany, że główną przyczyną (poza oczywiście motywacjami szlachetnymi i patriotycznymi, he he) była oczywista i wiele razy demonstrowana niechęć na linii „W Sieci” – wydawca „Do Rzeczy”, więc i „Wprost”. Ta sama, która kazała kiedyś mediom braci Karnowskich bronić przed Latkowskim Fibaka. Teraz okazuje się, że na stan naszej wiedzy o jednej z większych afer ostatnich lat wpływają też animozje między poszczególnymi SKOK-ami. Kto ciekaw, szczegóły znajdzie w książce, ja pozwolę sobie tylko na uwagę, że mało to budujące. Dużo jest na przykład o dziennikarzu, tu występujący jako Jan P., jednak nie trudno rozszyfrować, o kim dokładnie mowa. Wręcz przeciwnie. Jest też mecenas Roman. Towarzystwo jest wprost doborowe.
Dostajemy więc sporą dawkę informacji zarówno o pracy dziennikarza śledczego, jak i polskich mediach jako takich. Przy okazji kilka mocnych strzałów z cyklu „wiem, ale nie powiem”, Nisztor sygnalizuje bowiem, że ma wiedzę o kilku sprawach niemniej ciekawych, niż afera taśmowa, zastrzegając oczywiście, że „podobno”. W książce Sumlińskiego pojawia się były esbek, mający szafę pełną kwitów pedofilskich na wiele znanych osób, Nisztor wspomina o kolekcjonującym haki adwokacie – coś na pewno jest na rzeczy. Wszystko zamykają zaś zebrane w jedynym miejscu opublikowane przez „Wprost” stenogramy rozmów polityków i urzędników.
Pomimo zasygnalizowanych wcześniej zastrzeżeń uważam więc książkę Nisztora za cenną i porządkującą, a w pewnych sprawach rozszerzającą dostępną dotąd wiedzę o aferze taśmowej. Jeśli ktoś nie ma już dość tematu, powinien się z „Jak rozpętałem aferę taśmową” zapoznać. Ostrzegam tylko, że nie jest to lektura podnosząca na duchu. Zresztą, która opisująca realia polityczne III RP pozycja taka była…?
Piotr Nisztor, Jak rozpętałem aferę taśmową, Fronda 2014
(2)
1 Comments
@Budyń
23 October, 2014 - 10:48