
Najnowszy numer tygodnika „W sieci” zawiera interesujący wywiad z Piotrem Wrońskim, byłym oficerem służb specjalnych. W rozmowie z Markiem Pyzą p. Wroński twierdzi, że tuż po katastrofie smoleńskiej nie dopełniono wielu procedur, które w takich sytuacjach są koniecznością, co może wskazywać na to, że „zrobiono wszystko, by do katastrofy smoleńskiej doszło”.
Widać wyraźnie, że w sprawie smoleńskiej narracja zaczyna się drzeć jak sparciała bielizna i coraz więcej osób ujawnia swą ekskluzywną wiedzę. Ja tylko uprzejmie i nieśmiało przypomnę, że niektórzy co prawda byli tej rzadkiej wiedzy, ale intuicję mieli nadzwyczaj trafną – i nie chwaląc się, ja do tych osób należałam, bo już w lipcu 2010 r. (prawie pięć lat temu) napisałam notkę, że działania władz polskich pięć lat temu i później wskazywały na świadomość zamachu.
Pewność „zwykłego CFIT” można mieć wyłącznie po bardzo długich i uciążliwych badaniach, które kolejno wykluczają pewne hipotezy. Jeśli natomiast chodzi o zamach, to pewność można mieć niemalże natychmiast – bo np. wskażą na tę przyczynę czarne skrzynki lub znaleziony detonator od bomby. Przez długie miesiące więc (co najmniej miesiące; a może i lata) polskie władze powinny zakładać, że jedną z możliwych przyczyn katastrofy był zamach – i odpowiednio do tego postępować.
Można powiedzieć, że jest to swoisty paradoks, ale właśnie natychmiastowe WYKLUCZENIE możliwości zamachu świadczy z dużą dozą prawdopodobieństwa, że jednak był to zamach. Co najmniej wyczekiwany, a może i …
2 Comments
@Animela
24 June, 2015 - 08:36
To nie jest paradoks, to podstawa mojego dowodu logicznego na zamach.
A ja przychylam się do tezy,
24 June, 2015 - 20:50
Rozpoczyna się kampania. Oficjalne stanowisko PiS jest takie, że śledztwo był to jeden wielki skandal i do Smoleńska trzeba wrócić, później. Właśnie: później.
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."