Mój wujek, Witold Pilecki

 |  Written by Ursa Minor  |  0

Rotmistrz Pilecki przede wszystkim czuł się oficerem polskim. Był idealistą, sądził, że jego dokonania będą uznane przez Polaków. Nikogo nie denuncjował. Nie brakuje jednak pseudohistoryków, którzy chcą zmieszać z błotem tych, którzy gotowi byli oddać wszystko dla Ojczyzny – mówi PCh24.pl Marek Ostrowski, syn szwagierki rotmistrza Witolda Pileckiego, Eleonory.

 

Miał Pan dobry kontakt z rotmistrzem Witoldem Pileckim?

Urodziłem się w 1938 roku, a więc nie pamiętam Witolda Pileckiego z okresu przed jego dobrowolnym pójściem do obozu Auschwitz. Natomiast pamiętam go z okresu po ucieczce z kacetu, gdzie spędził blisko trzy lata. W naszym domu rotmistrz miał swoje tajne mieszkanie. Ja z mamą mieszkałem na drugim piętrze przy alei Wojska Polskiego, a specjalne lokum przeznaczone dla organizacji znajdowało się na poziomie czwartym. Witold Pilecki często bywał więc i w naszym mieszkaniu.

 

A rotmistrz jako wujek? Zostało Panu w pamięci jakieś wspomnienie?

Mój ojciec w ‘39 roku dostał się do oflagu, więc wychowywała mnie tylko mama. W pewnym sensie więc rotmistrz, jako że miał z mamą stały kontakt, starał się zastępować mi ojca. Podczas okupacji, ze względów konspiracyjnych, nie utrzymywał intensywnych kontaktów ze swoją żoną i dziećmi, mieszkającymi w Ostrowie Mazowieckiej i dlatego niemal każdą wolną chwilę poświęcał mnie.

 

Opiekował się, troszczył jak ojciec?

Odczuwałem tę jego obecność jako czułą opiekę. Sam mówił, że stara się zastępować mi tatę. Pamiętam na przykład, że jako dziecko bałem się zasypiać sam w ciemnym pokoju. Mama nie zapalała mi światła, bo chciała żebym był przygotowany do różnych nadzwyczajnych sytuacji wojennych. I bardzo dobrze. Przydało się to podczas bombardowań sowieckich.

 

Czego się Pan bał w ciemności?

Trudno powiedzieć, to była taka dziecięca fantazja. Podpowiadała mi ona, że w kącie siedzi jakiś potwór i czyha na mnie. Powodowało to u mnie bardzo nerwowe stany. Wujek dowiedział się o tym i pewnego razu przyszedł do mnie z niewielką, dziecięcą szabelką. I mówi: słuchaj, jak tylko zobaczysz tego potwora, to wstań i szablą obetnij mu łeb.

 

Ja z tą szablą spałem i, muszę przyznać, niczego się nie bałem. W końcu zapomniałem o całym strachu. To był doskonały, psychologiczny chwyt.

 

Jak mama wspominała proces rotmistrza, sądzonego przez komunistów? Co mówiła o tamtych wydarzeniach?

Pamiętam jej spostrzeżenia z rozprawy sądowej Witolda Pileckiego. Mówiła, że jest wychudzony, garnitur, w który go ubrali wisi na nim jak na wieszaku – pamiętam, że dokładnie tego sformułowania mama użyła – ręce zaś trzymał cały czas z tyłu. W pewnym momencie jednak wyciągnął je zza pleców i wtedy mama zobaczyła, że palce pozbawione są paznokci.

 

Ponadto mama wspominała, że podczas rozprawy odczytano list od Józefa Cyrankiewicza, w którym ten stwierdzał, że jeśli oskarżony powoływałby się na jakieś wspólne ich kontakty w Auschwitz, to nie należy brać tych zeznań pod uwagę, ponieważ jest on zagorzałym wrogiem Polski Ludowej. Mówię to z głowy, dokładnej treści listu nie pamiętam.

Ledwie przez kilkanaście sekund mama miała też okazję porozmawiać z sądzonym rotmistrzem. Powiedział jej wtedy takie mniej więcej słowa: ja z tego już nie wyjdę. Jak wiadomo, wujek został skazany na karę śmierci.

 

Kilka miesięcy temu literaturoznawca, Andrzej Romanowski stwierdził, że rotmistrz Pilecki mógł sypać podczas przesłuchania. Co Pan sobie pomyślał, gdy usłyszał takie oskarżenie?

(...)

0
Brak głosów

Więcej notek tego samego Autora:

=>>