"Oddaje do waszej dyspozycji cykl sześciu artykułów (publikowanych co tydzień), w których postaram się nakreślić wam, krok po kroku, dlaczego dzisiejsza elita tak nienawidzi filozofii narodowo-demokratycznej, która została wyłożona w opus magnum Romana Dmowskiego: „Myśli Nowoczesnego Polaka”. Mam nadzieję, że po ich przeczytaniu zrozumiecie, że to z powodu tego, iż Dmowskiemu zależało na tym, żebyście byli aktywnymi obywatelami, a nie pionkami III RP, których aktywność kończy się przy urnie – raz na cztery lata. W pierwszej części cyklu rozważam czynniki, które muszą być spełnione, aby z demokracji uczynić narzędzie, które będzie służyło do polepszenia dobrobytu Polaków, a nie napełniania kieszeni polityków.
Demokracja pośrednia to taki dziwaczny ustrój polityczny, w którym rządzą wszyscy i zarazem nie rządzi nikt. Jakkolwiek by to absurdalnie brzmiało, to tak właśnie wygląda system, w którym żyjemy. Oczywiście wszyscy obywatele mają głos, czyli jak w starożytnych Atenach (tam za obywateli uważani byli wyłącznie dorośli mężczyźni), ale te głosy nie przekładają się na realną siłę, jak u Greków, gdzie podnosiło się rękę i tym samym „obniżało podatki”. My tylko możemy próbować „podnieść rękę” pewnym politykom, dając im nasz głos, licząc przy tym na to, że zadbają o nasze interesy. Niestety, w praktyce partia po otrzymaniu głosu może sobie robić, co się jej podoba. I to nawet występować wbrew naszym interesom, jak np. PO, które dostało głosy ludzi, by walczyło o niższe podatki i spadek biurokracji, a Ci je podwyższali (sic!). Co ciekawe, partie są tworami tak abstrakcyjnymi, że ciężko w ogóle pociągać je do odpowiedzialności. Takiego dyktatora i jego wspólników zwyczajnie wywleka się z budynku zabija, a potem przychodzi nowy, i tak w kółko… Ale przynajmniej jest jakaś, powiedzmy, sprawiedliwość – lud odczuwa, że wyrównał rachunki ze swoim ciemiężycielem. (...)"
http://parezja.pl/1-mysli-nowoczesniejszego-polaka-czyli-dlaczego-salony...
Demokracja pośrednia to taki dziwaczny ustrój polityczny, w którym rządzą wszyscy i zarazem nie rządzi nikt. Jakkolwiek by to absurdalnie brzmiało, to tak właśnie wygląda system, w którym żyjemy. Oczywiście wszyscy obywatele mają głos, czyli jak w starożytnych Atenach (tam za obywateli uważani byli wyłącznie dorośli mężczyźni), ale te głosy nie przekładają się na realną siłę, jak u Greków, gdzie podnosiło się rękę i tym samym „obniżało podatki”. My tylko możemy próbować „podnieść rękę” pewnym politykom, dając im nasz głos, licząc przy tym na to, że zadbają o nasze interesy. Niestety, w praktyce partia po otrzymaniu głosu może sobie robić, co się jej podoba. I to nawet występować wbrew naszym interesom, jak np. PO, które dostało głosy ludzi, by walczyło o niższe podatki i spadek biurokracji, a Ci je podwyższali (sic!). Co ciekawe, partie są tworami tak abstrakcyjnymi, że ciężko w ogóle pociągać je do odpowiedzialności. Takiego dyktatora i jego wspólników zwyczajnie wywleka się z budynku zabija, a potem przychodzi nowy, i tak w kółko… Ale przynajmniej jest jakaś, powiedzmy, sprawiedliwość – lud odczuwa, że wyrównał rachunki ze swoim ciemiężycielem. (...)"
http://parezja.pl/1-mysli-nowoczesniejszego-polaka-czyli-dlaczego-salony...
Brak głosów