Na przełaj do Wolności

 |  Written by alchymista  |  9
Robert Kościelny wierzy, że „kółka różańcowe” poprzez manifestacje kroczące wyłonią nowych liderów, którzy zastąpią „dwór Jarosława Kaczyńskiego”. Lepiej byłoby jednak znać dobrze drogę, zanim się pójdzie na skróty.

Ulubioną zabawą takich dużych chłopców jak ja, jest chodzenie na skróty. Uwielbiam chodzić miedzami, natomiast chodzenie utartymi traktami w hałasie i kurzu spalin jest dla mnie udręką. Istnieje jednak specjalna odmiana tej zabawy, a mianowicie chodzenie na skróty podczas wypraw w góry. Pomijając góry tak niebezpieczne jak Tatry, zejście ze szlaku w Beskidzie Wyspowym, w Bieszczadach, w Beskidzie Niskim należy do tego typu kuszących atrakcji, że nigdy jej sobie nie odmawiam. Zazwyczaj trawersuję zbocza, mijając urokliwe polanki, spotykając nieobecną na grzbiecie zwierzynę, czerpiąc wodę z licznych źródełek i odpoczywając na zwalonych pniach drzew. Najciekawsze są z reguły zbocza północne i północno-wschodnie, gdzie cień zalega dłużej, słońce grzeje słabiej, a mchy rosną jak krasnoludzkie brody. Tam też zwykle są grzyby...

Te właśnie refleksje przyszły mi do głowy po lekturze tekstu blogera Roberta Kościelnego pt. W tym szaleństwie PiS-u jest metoda. Jako niestrudzony krytyk poczynań Jarosława Kaczyńskiego, Kościelny wali w lidera jak w przysłowiowy „kaczy kuper”. Powiada, że pod bokiem PiS-u wyrosła mu jakaś groźna konkurencja i dlatego Kaczyński obecnie zmienił ton, zmienił retorykę i oskarża koalicję PO-PSL o sfałszowanie wyborów. „PiS chce wskoczyć na konia >radykalizmu< i pogalopować na nim tam, gdzie mu (koniowi) nawet się nie śniło”. Ponieważ Pan Kościelny uważa PiS za jedną z frakcji „Biura Politycznego III RP”, zadaje zatem dramatyczne pytanie „co robić?”. I odpowiada: „Broń Boże rewolucję! Jeszcze tego nam trzeba. Rewolucja pożera własne dzieci, a chyba nie macie Państwo wątpliwości, kto byłby dzieckiem, a kto pożerającym dzieciny rewolucjonistą?”. Zamiast udziału w demonstracji 13 grudnia Kościelny proponuje zorganizowanie równoległej, „autentycznej” demonstracji oburzonych Polaków. I zacytujmy dłuższy fragment: „Jeśli w tym samym czasie w naszej stolicy miałaby miejsce manifestacja ludzi, którzy mają dość nędzy swojej i rodaków, świadomych że III RP popełniła samobójstwo (albo zabił ją „seryjny samobójca”) i nie ma już polityków III RP tylko sieroty po niej, które zrobią wszystko, aby matrix okrągłostołowej Rzeczypospolitej funkcjonował nadal, to nastąpiłby drugi krok w odbudowie wspólnoty. Społeczeństwa rzeczywiście obywatelskiego. A gdyby tak jeszcze okazało się, że manifestacja obywatelska jest większa niż partyjna – no powiedzmy wolni obywatele zebraliby się w liczbie 100 tys., a Partia i jej zwolennicy – czyli kamaryla, jej klientela i niebożęta zwiedzione, zebrałaby 30 tys. – to wówczas samą obecnością ruszylibyśmy z posad bryłę świata. Po raz drugi, po 17 listopada, okazałoby się, że król jest nagi. Zdychający system, otrzymałby kolejny, potężny cios. Nasze społeczne i obywatelskie ego natężyłoby muskuły i byle pijarowski pętak nie miałby szans mieszać ludziom w głowach. Gdyby jeszcze udało się w ciągu kolejnych miesięcy zorganizować następne manifestacje – taki protest kroczący, to dodatkowo pomogłoby to wyłonić liderów społecznych.”.

Najciekawsze jednak i najbardziej symptomatyczne w koncepcji Kościelnego jest to kogo widzi on w roli organizatora tej manifestacji. Oczywiście nie może to być partia polityczna. „Raczej organizacje społeczne i to najlepiej o profilu religijno-charytatywnym. Działacze z kół różańcowych, osoby zaangażowane w pomoc najbiedniejszym, chorym, dzieciom i młodzieży ze środowisk patologicznych. Ci ludzie są bez zarzutu. Nie ciąży na nich odium partyjniactwa, a jednocześnie dają oni może nie gwarancję, bo tej dać nikt nie może, ale  większą pewność, że do rozrób nie dojdzie. Kościelne sztandary, emblematy towarzystw czy fundacji charytatywnych z jednej strony są bardzo widocznym znakiem, z drugiej nie tworzą klimatu dla awantur.”

Jak powiedziałem na wstępie – uwielbiam chodzić na skróty i na tych skrótach często widzę rzeczy najpiękniejsze. Zdaję sobie jednak sprawę, że skróty często wydłużają drogę, o czym niejednokrotnie właśnie w górach przekonałem się bardzo dobitnie. Pan Kościelny proponuje, żebyśmy obśmiali i obsrali istniejącego lidera i wybrali sobie anonimowych „liderów organizacji charytatywnych”, lub jakichś działaczy kółek różańcowych - też anonimowych. Uwiarygadniać ich ma tylko i wyłącznie różaniec i „charytatywność”, bo „chłop potęgą jest i basta”. W ten sposób Robert Kościelny odtwarza jak zepsuta płyta stare mity i każe nam wierzyć, że lud prosty nagle sam wyłoni liderów.

Problem w tym, że to już było. Szeroko rozumiane „kółka różańcowe” wygenerowały ZChN, a potem LPR. Było tam sporo porządnych ludzi, ale (jak w każdym kolektywie) były też ponure indywidua takie jak Henryk Goryszewski czy Stefan Niesiołowski. Obie te partie nie prowadziły do zjednoczenia prawicy, lecz ją dzieliły. ZChN zdradził prawicę, gdy wszedł do rządu Hanny Suchockiej. LPR wykreował Giertycha, który podobnie jak Niesiołowski służy teraz głównie jako odgromnik wściekłości prawicowego elektoratu. Jest jeszcze Ruch Narodowy, o którym Pan Kościelny akurat nie pisze - wykreowany przez kluby kibiców. Przypominam też kazus Nowego Ekranu. Bardzo pouczający.

Kościelny najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że zarówno „kółka różańcowe”, jak i kluby kibiców to nie jest „naród polski”. W istocie rzeczy są to subkultury. Podobne do subkultur punków i hipisów, choć o wiele liczniejsze i zapewne mądrzejsze. Często ich działacze zbyt łatwo upajają się widokiem miliona pielgrzymów na Jasnej Górze – o, to jest naród! To jest siła!  (dlaczego ten milion nie przyjedzie do Warszawy demonstrować pod Pałacem namiestnikowskim? Dziwne, prawda?). Inni wpadają w egzaltację pod wpływem atmosfery stadionu piłkarskiego. Zapominają przy tym, że inne imprezy masowe, takie jak koncerty czy festiwale muzyczne – gromadzą podobne tłumy, a gdyby zliczyć wszystkie odbywające się tego typu imprezy – to z pewnością są to tłumy wielokrotnie większe.

Jest oczywiście pewien sposób, aby stosunkowo liczna subkultura zaczęła odgrywać w społeczeństwie rolę wiodącą. Ten sposób to wejście do już istniejących struktur, nawet tych nielubianych i „skostniałych”, i ożywienie ich nowym duchem. Nie znam realiów amerykańskich, ale przypuszczam, że czymś takim jest dla Partii Republikańskiej słynna Tea Party. W warunkach polskich tą siłą, która gorzej lub lepiej pchała Prawo i Sprawiedliwość były niewątpliwie „kółka różańcowe”, czyli Rodzina Radia Maryja. Wcześniej, jeszcze dla Porozumienia Centrum, tą siłą wiodącą była NSZZ „Solidarność”; teraz jakąś jej namiastką są kluby Gazety Polskiej.

Pan Kościelny nie może jednak zapominać, że oprócz „kościelnych”, którzy stanowią jakieś 10% pisowskiego elektoratu, na elektorat pisowski składa się także tzw. „zakon PC” (około 8% elektoratu), oraz pozbierane przez Kaczyńskiego odpryski laickiego elektoratu LPR/KPN/Samoobrony, a nawet liberałów i Unii Wolności oraz kanapowo-liberalni konserwatyści (w sumie kolejne 10%). Suma tworzy właśnie te 28%, na które PiS zawsze może liczyć podczas wyborów.

Od dłuższego już czasu PiS próbuje też wchłonąć socjalny elektorat SLD, a przynajmniej potraktować ten elektorat jako „elektorat niezdecydowany”. Jeśli bowiem tych ludzi nie da się przekonać do prawicowych poglądów, trzeba zadbać o to, aby przynajmniej nie szkodzili Polsce. Temu zapewne miał służyć ostatni ukłon w stronę Lesia Millera. Ukłon w nadziei, że elektorat SLD poprze w II turze kandydatów PiS-u. Strategia ta sprawdziła się podczas wyborów parlamentarnych w 2005 roku (Adam Gierek) i w II turze wyborów prezydenckich w 2005 roku, natomiast nie udała się w roku 2010, zapewne ze względu na jednoznacznie „rosyjski” kontekst wyborów.

Robert Kościelny wierzy, że „kółka różańcowe” poprzez manifestacje kroczące wyłonią nowych liderów. Co potem? Nie bardzo wiadomo, Kościelny o tym nie pisze. Może nowe wybory, ale bez gwarancji, że „kółka różańcowe” zyskają więcej, niż 10% głosów. Bez gwarancji, że wybory będą uczciwe, bo nie wiem, czy „kółka różańcowe” zorganizują 50 tysięcy mężów zaufania i 50 tysięcy członków Obwodowych Komisji Wyborczych we wszystkich regionach kraju. A właściwie wiem, że nie zorganizują...!

Drogi na skróty są kuszące, ale czasami wydłużają drogę do wolności. Pójdźmy zatem 13 grudnia w jednym pochodzie, a nie w dwóch, i nie róbmy dywersji Jarosławowi Kaczyńskiemu. Bo nie jemu robimy dywersję, tylko sobie. A droga do wolności prowadzi przez ciężką pracę, także pracę w komisjach wyborczych i w charakterze mężów zaufania. Do której to pracy ciągle jest nas za mało. Być może brakuje wśród nas właśnie zdolnego organizatora, jakim zapewne jest Robert Kościelny.

Jakub Brodacki
5
5 (3)

9 Comments

Obrazek użytkownika polfic

polfic
"oprócz „kościelnych”, którzy stanowią jakieś 10% pisowskiego elektoratu, na elektorat pisowski składa się także tzw. „zakon PC” (około 8% elektoratu), oraz pozbierane przez Kaczyńskiego odpryski laickiego elektoratu LPR/KPN/Samoobrony, a nawet liberałów i Unii Wolności oraz kanapowo-liberalni konserwatyści (w sumie kolejne 10%)"

Sam się zastanawiam do której grupy ja należę :). Chyba odprysk po Unii Demokratycznej :))))
Ciekawe w której ty się sytuujesz :)
A tekst bardzo dobry.

Pozdrawiam
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Chyba jako zakon PC, który światopogladowo niewiele sie różni od "sekty GW". Z tą różnicą, że zakon wysiadł z czerwonego tramwaju, a tamci dalej jadą na zatracenie... na szczęście nie wszyscy.
Niewielu spotkałem nawróconych lemingów, ale właśnie owe nawrócone lemingi mają do odegrania najwieksza rolę, powiedziałbym wręcz mistyczną rolę przywrócenia jedności naszego narodu. Jest WAS pewnie więcej, niz myślicie. Działajcie!
Może jakiś "Klub Nawróconego Leminga"? ;-) Coś z dowcipem i heppeningiem jednocześnie, ale i z przemyśleniem i rozumem. Podejrzewam, że taki np Jerzy Targalski mógłby sporo doradzić w kwestii ideologii. Z pewnościa nie byłaby to ideologia konserwatywna czy narodowa ani nawet chadecka. Może pójść w stronę ideologii lewicowo-patriotycznej? Sanacyjnej? A może koncentrować się na jednoczeniu wokół idei Europy Środkowej, Intermarium?

A co z zagubioną ideą spółdzielczości???
Obrazek użytkownika polfic

polfic
Dlaczego się tak upierasz się przy jakiejś ideologii? Uważasz, że to jest niezbędne? Pytam bo nie mam zdania na ten temat. Ja osobiście popieram PiS z powodów czysto pragmatycznych a nie ideologicznych.
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Patriotyczny pragmatyzm to jest ideologia zakonu PC :-) Plus chadecja, której nie podzielam w 100%, tylko w jakiejś części.

Brak ideologii to też jest ideologia. Jesli przez lata wchłaniałes treści płynące z GW, to ta ideologia jakoś Cię ukształtowała, nawet jesli od jakiegos czasu jesteś w kontrze do niej. Ja swoje przemyslenia kształtowałem w kontrze do konserwatystów i narodowców, a w rezultacie sporo wchłonąłem ich poglądów...

Tak to bywa, że jak ktoś walczy z islamem, to potem zostaje "islamistą" ;-)))
Obrazek użytkownika polfic

polfic
A propos GW. Nie zapomnę jak u dziadka na wsi (na Podkarpaciu laugh) wchodziłem do baru z GW i demonstracyjnie czytałem. To była gdzieś połowa lat 90-tych. Mniej lub bardziej znajomi chłopi mówili mi "nie czytaj tego gówna", a ja tylko patrzyłem na nich z wyższością MWzDM laugh.
Obrazek użytkownika Max

Max
AD 1991, mniej więcej. Pamiętam jak kolegę w pociągu (norta bene wracaliśmy z wyccieczki, bodaj w Bieszczady) przekonywałem, że GW manipuluje, rozbierając na czynniki pierwsze kolejne akapity propagandowych artykulików. Bardziej z powodu oburzenia samym faktem manipulacji ("będąc młodym psychologiem..."), niż z głębszych pobudek ideologicznych. Tym niemniej.... ;)

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika Max

Max

Zamiast udziału w demonstracji 13 grudnia Kościelny proponuje zorganizowanie równoległej, „autentycznej” demonstracji oburzonych Polaków.

Zaintrygowałeś mnie, aż przeczytam to kuriozum. :)

A mojej osobie masz głosującego na PiS konserwatywnego liberała. I to do 2005 roku.
Tak to się dziwnie czasem układa. :)

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
poglądy to rzecz ważna, ale blakną w obliczu Majestatu Ojczyzny. To nas łączy.

Więcej notek tego samego Autora:

=>>