Kościół katolicki podczas niemieckiej okupacji aktywnie włączył się w pomoc ludności żydowskiej. Wśród zgromadzeń zakonnych to właśnie Franciszkanki Rodziny Maryi uratowały od śmierci najwięcej Żydów. Jak wielu?
- Trudno określić dokładną liczbę uratowanych istnień ludzkich - dzieci żydowskich i osób starszych. Oblicza się, że siostry Rodziny Maryi uratowały ponad siedemset osób, w tym pięćset dzieci i młodzieży oraz ok. 250 osób starszych, ukrywając ich w swoich sierocińcach, a także u osób prywatnych. Poza tym udzieliło krótkotrwałej pomocy około czterystu Żydom, a przez dłuższy czas pomagało ponad 150 osobom. Czy to są pełne szacunki, trudno powiedzieć, gdyż do ostatnich czasów zwracają się do nas wojenne dzieci żydowskie, szukające śladów swojego uratowania w domach zakonnych, czasem znajdujemy te ślady i to powiększa liczbę uratowanych.
Przełożoną prowincjalną w tym czasie była Matka Matylda Getter, zwana powszechnie „Matusią”.
- W czasie II wojny światowej, pomimo trudnych lat okupacji, zniszczeń i terroru, Matka Getter nieprzerwanie sprawowała rządy w prowincji warszawskiej, opiekowała się domami dla sierot. Nie zamknęła żadnego domu zakonnego, przeciwnie, otworzyła trzynaście nowych. Ogromne było też jej zaangażowanie w niesienie pomocy potrzebującej ludności cywilnej, wojsku, formacjom podziemnym, prześladowanym. Matka Getter odznaczyła się też szczególną ofiarnością w niesieniu pomocy Żydom. Włączyła w tę akcję dziesiątki sióstr swej prowincji. W każdym niemal domu zakonnym i zakładzie wychowawczym, które gromadziły od 30 do 200 wychowanków, ukrywano dzieci żydowskie; podobnie w ochronkach, domach dla starców i szpitalach, gdzie pracowały siostry. Starsze dziewczęta lub dzieci o wybitnie semickich rysach ukrywała u rodzin prywatnych, czuwając nad ich bezpieczeństwem. Kilkaset dzieci żydowskich i osób starszych zawdzięcza siostrom ocalenie, za co pośmiertnie m. Matylda Getter została odznaczona medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”.
Jak udawało się ukrywać Żydów?
- To zależało od okoliczności i warunków. W domach sierot przebywały wśród pozostałych dzieci polskich, o rysach wybitnie semickich były szczególnie chronione. W chwilach niebezpiecznych, w czasie kontroli niemieckich, wyprowadzano grupy na plac zabaw w parku czy w lesie, organizowano szybkie zabawy, by utrudnić rozpoznanie, wysyłano je do kaplicy, chowano na strychu; zagrożone w jednym zakładzie przewożono na inne miejsce; rozpoznane u rodzin prywatnych przewożono do szpitala w Warszawie na Woli, utleniano włosy, bandażowano część twarzy, zakrywano oczy lub nos. W Brwinowie, gdzie siostra przebywała na ganku z małą Halinką Herla, zaskoczona wejściem Niemca na teren zakładu, nie mając innej możliwości, skorzystała z wiklinowego kosza, w którym na słomie leżały jajka, szybko go opróżniła włożyła weń malutką Halinkę – szepcząc: „nie ruszaj się” i przykryła ją słomą ze wspomnianymi jajkami. Tragiczna sytuacja powstała, gdy Niemiec chciał zabrać ten kosz i szarpał się z siostrą, która ze łzami błagała go, by pozostawił je sierotom. Halinka do dziś pamięta stukot podkutych butów niemieckich i siostrę, która z wielkiego przeżycia, gdy – Niemiec odszedł – chwyciła ją na ręce, przycisnęła do serca i w głos się rozszlochała. Halinka zaświadczyła, że siostry w Brwinowie trzykrotnie ocaliły jej życie: po raz pierwszy, gdy przyjęły ją do zakładu, po raz drugi, gdy ukryły ją w koszu, po raz trzeci w 1944 r., gdy miała zakażenie i zatroskana siostra o jej życie na rękach ją niosła do punktu sanitarnego, oddalonego o kilometr, by dostała zastrzyk przeciw tężcowi. W Płudach podrzucona dziewczynka żydowska do końca uchodziła za niemowę, gdyż matka powiedziała jej, by nic nie mówiła, dopiero po wojnie, gdy matka po nią przyszła, przemówiła.
Czym się siostry kierowały ryzykując tak wiele?
- Przełożone i siostry w poczuciu obowiązku ratowania prześladowanych ryzykowały swoim życiem i mieniem zgromadzenia. Często ostrzegano je, a nawet zarzucano Matce Getter, że ratuje Żydów kosztem sióstr i bytu zakładów. Ona jednak zawsze odpowiadała, że ratuje człowieka, który prosi o pomoc, a zachęcając siostry do ukrywania dzieci żydowskich niejednokrotnie mówiła, że może właśnie dzięki tej ofierze Pan Bóg ochroni zakłady i dzieci polskie od gorszych niebezpieczeństw. Z licznych relacji sióstr przebija przekonanie, że Opatrzność w specjalny sposób czuwała nad Zgromadzeniem. Żadna siostra nie zginęła za ukrywanie Żydów i mimo strasznego zniszczenia sierocińców w 1944 r., po których pozostały ruiny i zgliszcza, pomimo wysiedleń, tułaczki, przebywania w ogniu walki, poza jednym wypadkiem, żadne dziecko polskie ani żydowskie nie poniosło w nich śmierci.
Czy były przypadki zdrady?
(...)