O niepodległości

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  2
W poniedziałek zostałem zaproszony na nagranie programu Studio Republika, w którym – korzystając z gościnności Muzeum Powstania Warszawskiego – rozmawiać szukać mieliśmy odpowiedzi na pytanie o niepodległość Polski. W rozmowie (słowo „dyskusja” nie całkiem oddaje formułę spotkania) udział wzięli Krzysztof Bosak, Krzysztof Rak, nasz kolega Szczur Biurowy, czyli Maciej Świrski, Dariusz Karłowicz. Też udało mi się kilka słów powiedzieć, ponieważ jednak, o ile się nie mylę, audycja na antenie się jeszcze nie ukazała, tymczasem kolejny 11 listopada już za nami, pozwolę sobie napisać kilka słów. 

Wydaje mi się, że zanim odpowiemy sobie na pytanie, czy Polska jest dziś niepodległa, musimy zastanowić się nad tym, czy lub na ile niepodległe są nasze elity. Używając słowa „elita” mam tu na myśli nie tyle autentycznych jej przedstawicieli, co ludzi na nich kreowani, przez przeciętnych zjadaczy chleba tak odbierani i co za tym idzie mający wpływ zarówno na ich, jak i nasze życie. Politycy, przedstawiciele wszystkich władz z nominalnie czwartą włącznie, ludzie, pojawiający się w telewizorze, w gazetach i najczęściej otwieranych przez przeciętnego Kowalskiego i Nowaka portalach internetowych. Jeśli odpowiemy sobie na to pytanie – a odpowiedź znamy przecież – to i kwestia niepodległości Polski jako takiej stanie się, cytując Bronisława Komorowskiego, arcyboleśnie prosta.

Nasze elity (przypominam, że posługuję się tu cały czas roboczą definicją, przyjętą na potrzeby tego tekstu) są pełne kompleksów i przyzwyczajone  do zapatrzenia w zewnętrzny ośrodek, będący nośnikiem oświecenia, częścią jakiegoś lepszego świata. Gwarantem modernizacji. Do którego aspirujemy, ale w którym znaleźć się nie możemy, bo przeszkadzają nam, jakże by inaczej, nasze wady narodowe, tradycja, historia, coraz częściej również wolniejsze od zachodniego odrzucanie kościoła i Boga. Kartofle, cebula, wąsy (choć to zależy od mody), schabowy, homofobia, transfobia, brak konwencji o przemocy. Myślenie romantyczne, kultywowanie pamięci o przegranych powstaniach, piękne samobójstwo i brak porozumienia z Niemcami w 1939 roku. Mickiewicz, Słowacki, Rymkiewicz, w zależności od momentu i kontekstu „polactwo” albo niewystarczające bycie „polactwem”. Cesarstwo Niemieckie, zaborcy, komuniści, Unia Europejska (oczywiście nie stawiam znaku równości między każdym z tych podmiotów, po prostu w danym momencie wszystkie stały się obiektem tych ciepłych uczuć, na które nie zasłużył polski ciemnogród, polski zaścianek, polski faszysta, homofob, polak-biedak-cebulak) , wyśniony Zachód. Nie wystarczy przyjęcie części wzorców, przykrojenie ich do naszych realiów i problemów. Żadnej lokalnej specyfiki. Na głos powiedział to tylko Palikot. Wiele lat wcześniej napisał to Tusk, ale słów tych się wypierał, choć potwierdził je całym okresem swojego rządzenia. Polska ma się rozpuścić, roztopić w żywiole, istniejącym tylko w głowach elity. W Unii, w której nie ma państw narodowych i narodowych interesów. Tak, jakby kilku bardziej oczytanych miało (pewnie tak było) styczność z „Buntem mas” i nie zauważyło, że wizja Ortegy i Gasseta wypełniła się połowicznie. Przypomnę, że ten wybitny skądinąd autor twierdził, że obserwowane przez niego zjawiska społeczne I połowy XX wieku powodują potrzebę stworzenia organizmów szerszych, niż dotychczasowe państwo. Człowiek miał bowiem, w ramach swego społecznego rozwoju utożsamiać się z coraz odleglejszym stopniem organizacji: wioską, plemieniem, państwem. Tyle, że choć faktycznie powstały organizacje ponadpaństwowe, o tyle identyfikacja narodowa nie zanikła. Nie wiem, czy gdzieś poza Polską spędza to sen z oczu inżynierom społecznej (nie)świadomości.

Oprócz elit mamy jednak również społeczeństwo. To wydaje się być wciąż przywiązane do Polski, ceni sobie patriotyzm, obchodzi rocznice, ba, kreuje mody, kupuje powstańcze gadżety, coraz częściej nosi koszulki antykomunistyczne i patriotyczne. Równocześnie nie zawsze odrzuca opisane wyżej elity. Symbole często, choć nie zawsze na szczęście, pozostają puste. Władza, wsparta zaś ludźmi mediów i kultury pomału pracuje, by zrzucić wreszcie ten bagaż i nareszcie oddać się ekstazie nowoczesności, pod czujną opieką silniejszego i za cenę całkowitego mu podporządkowania.

Od kilku lat rządzą nami kompleksy Donalda Tuska, na równi ze strachem salonów III RP. Państwo zaś, które skutecznie pozbywa się suwerenności równocześnie coraz częściej traktuje nas jak władza okupacyjna – łupi nas, wyrzuca z domów, zabiera dzieci, każe sobie płacić za wykonywanie zobowiązań, których ostatecznie wcale nie wypełnia.

I taka to nasza niepodległość roku 2014.
 
5
5 (6)

2 Comments

Obrazek użytkownika fritz

fritz
Bardzo dobre uwagi na temat "jelit" i niepodleglosci.
Panstwo, Polska jest zwalczane na wszystkich frontach, istnieje tylko w swiadomosci narodowej bombardowanej antypolskoscia we wszystkich wariantach.

I w zwiazku z tym mam pytanie.
Wydawaloby sie oczywiste, ze prasa niepodleglosciowa powinna zajmowac dokladnie odwrotne stanowisko, promowac panstwo polskie, pro panstwowe postawy obywatelskie i uswiadamiac czytelnikom jak olbrzymim bogactwem w sensie materianym jest Polska. Uswiadamiac ze silne panstwo Polska jest dla Polakow najlepszym biznesem pod wzgledem materialnym i ze tylko silne panstwo Polska moze zaspokoic ich rozwoj socjalny, stwarza najlepsze srodowisko do zdobycia osobistego szczescia.

Tak sie jednak nie dzieje.
Medial niepodleglosciowe olewaja Polske, olewaja silne panstwo i to w sposob tak ostentacyjny, ze to nie moze byc glupota czy tez przypadek.

Czy media niepodleglosciowe sa juz calkowicie pod kontrola Niemcow?

Dlaczeg w Twoich tekstach nie ma tej promocji silnego panstwa, Polski (o ile nie przegapilem)?
Obrazek użytkownika Jonathan

Jonathan
lubię Cię czytać, ale nie gub proszę dla potoczystości narracji gramatyki, a  dla efektownści  przekazu logiki. Sądzę, że pojęcie  (koncepcja) łże-elit byloby tu przydatne i adekwatne .

Be careful what you wish for, cause it may come true.

Więcej notek tego samego Autora:

=>>