
Nikt chyba nie ma wątpliwości, że za panem Zbigniewem Stonogą kryje się jakaś tajemnicza siła, która mu pomaga, podsyła kwity i pilnuje, by mógł sobie pozwolić na więcej, niż inni. Nie sądzę, by ktoś z bardziej wyrobionych wyborców prawicowych nagle postanowił głosować na Partię Stonogi, na razie jeszcze bardziej mglistą, niż Ruch Kukiza czy ściema pana Petru, która niknie w oczach, choć wciąż jest pompowana. Czy to Gwardia, czy Legia, esbecja czy wojskowi, a może jeszcze ktoś inny – nie raz jeszcze będziemy zadawać sobie to pytanie. I być może nie dowiemy się tego nigdy, a tymczasem kolejna Samoobrona, tym razem mówiąca językiem radykalnej prawicy (choć czy znamy poglądy Stonogi na tematy obyczajowe? Nie znamy, za to u Przemysława Wojciechowskiego możemy poczytać o dziwnych historiach wokół tajemniczego biznesmena z niewyparzoną gębą) powalczy sobie o sejm i może nawet wygra. Stonoga politycznie jawi się jako miks Leppera i Bubla, i cóż, obawiam się, że to może być całkiem przekonująca oferta na te czasy, zwłaszcza, że jeden nie żyje, a drugiego dawno nie widziano.
Z drugiej strony jednak czy mamy powód, by się tym wszystkim jakoś specjalnie martwić? Na tym etapie niekoniecznie. W powyborczym numerze „Najwyższego Czasu!” przeczytałem trzeźwą uwagę, że dzięki kandydatom radykalniejszym w przekazie Duda wyszedł na umiarkowanego. Może nawet – to już moja myśl – to pomogło mu rozszerzyć swój elektorat, bo kilku mniej wyrywnych wyborców zauważyło, że radykalizm i „faszyzm” są zupełnie gdzie indziej. Głosów natomiast, o czym byłem przekonany od dawna, kandydatowi PiS nie odebrali. Elektorat tej partii jest bowiem na tyle zdyscyplinowany, że choć na uroczystości wręczenia Andrzejowi Dudzie informacji o wyborze na prezydenta Grzegorza Brauna z żoną wita żarliwymi brawami, to jednak nie na niego oddaje głosy. A przecież telewizyjne wystąpienia Brauna dużej części zwolenników PiS i wyborców Dudy przypadły do gustu, bo przecież myślą i czują podobnie, a dzięki reżyserowi z Wrocławia mogli wreszcie usłyszeć swoje poglądy w telewizji. Politycy PiS o wiele bardziej liczą się ze słowami.
I trochę podobnie jest ze Stonogą. Rozumiem kolegów dziennikarzy, którzy zżymają się, że przecież oni już o wszystkim pisali a cały wyciek to nic nowego, tylko zaciemnia sytuację. Możliwe, niemniej dzięki niemu znowu o tym rozmawiamy, prokurator przekonuje bezskutecznie posłów a pan Sienkiewicz (chwilowo zapewne) rezygnuje z przyjemnej pracy w think tanku PO. A co będzie ze śledztwem? Pewnie to, co ma być i co było by i bez tego, przynajmniej dopóki nie zmieni się władza. Służby niech się żrą, gdy tak ostro żarły się po raz ostatni, na kilka lat Polska wymknęła im się z rąk. Jak temu nie kibicować? Na Twitterze bardzo dobrze podsumował to nasz kolega Nurni: „Wszystko czego nam trzeba przy okazji wojny gangów to by trup padał gęsto i często i walczono do ostatniego trupa właśnie... W meczu Legia-Gwardia kibicujmy obu drużynom. I oby doszło do dogrywki, a potem wielu, wielu, wielu rzutów karnych. Kartek i kontuzji.”
Niech więc walczą do krwi ostatniej, a my posłuchajmy jak Zbigniew Stonoga mówi w telewizji należącej do Agory o „Jude Zeitung” Michnika, wyciąga kwity na prokuratorów, polityków czy TVN. Oby wyszedł poza groźby i deklaracje, choć samo, mówiąc ładnie, poszerzenie dyskursu, jest interesujące. A że pan Stonoga używa języka, który w świetle naszej wiedzy, już nie może być nazwany „nieparlamentarnym”, bo jest właśnie kwintesencją słownika polityki III RP? Że nie wiemy, kto za nim stoi ani które z setek zarzutów są jednak prawdziwe (o ile któreś są)? Że nagle system zaczyna rozwalać facet, który jest trochę Lepperem, trochę Tymińskim a trochę detektywem Rutkowskim? Cóż, przeciwników kulturalnych, szanujących godność drugiej strony Platforma traktowała z pogardą, typową dla agresywnego chama zderzonego z człowiekiem trochę bardziej ułożonym. Kulturę, dbałość o standardy demokratyczne jej ludzie traktowali jako oznakę słabości. Doczekali się więc przeciwnika ze swojej ligi. Nie mieli z kim przegrać, pamiętacie? A tu się wszystko sypie.
Na koniec uwaga dodatkowa: jeśli pewna panna z rodziny, która rozdaje w Polsce karty, zabawia się w lokalu z urzędnikiem państwowym, a my za to wszystko płacimy, to, bardzo mi przykro, nie jest to sprawa prywatna. Nawet jeśli to najmniej istotny wątek w sprawie i zachowanie, które mieści się w wielowiekowej tradycji warszawskiej gastronomii, to jednak i taki obrazek z życia właścicieli tego folwarku warto czasem pokazać. Ot, choćby po to, byśmy mieli go przed oczami, gdy znów zaczną domagać się od nas szacunku.
https://twitter.com/karnkowski
PS. Warto przypomnieć sobie ten kawałek i ten teledysk.
Z drugiej strony jednak czy mamy powód, by się tym wszystkim jakoś specjalnie martwić? Na tym etapie niekoniecznie. W powyborczym numerze „Najwyższego Czasu!” przeczytałem trzeźwą uwagę, że dzięki kandydatom radykalniejszym w przekazie Duda wyszedł na umiarkowanego. Może nawet – to już moja myśl – to pomogło mu rozszerzyć swój elektorat, bo kilku mniej wyrywnych wyborców zauważyło, że radykalizm i „faszyzm” są zupełnie gdzie indziej. Głosów natomiast, o czym byłem przekonany od dawna, kandydatowi PiS nie odebrali. Elektorat tej partii jest bowiem na tyle zdyscyplinowany, że choć na uroczystości wręczenia Andrzejowi Dudzie informacji o wyborze na prezydenta Grzegorza Brauna z żoną wita żarliwymi brawami, to jednak nie na niego oddaje głosy. A przecież telewizyjne wystąpienia Brauna dużej części zwolenników PiS i wyborców Dudy przypadły do gustu, bo przecież myślą i czują podobnie, a dzięki reżyserowi z Wrocławia mogli wreszcie usłyszeć swoje poglądy w telewizji. Politycy PiS o wiele bardziej liczą się ze słowami.
I trochę podobnie jest ze Stonogą. Rozumiem kolegów dziennikarzy, którzy zżymają się, że przecież oni już o wszystkim pisali a cały wyciek to nic nowego, tylko zaciemnia sytuację. Możliwe, niemniej dzięki niemu znowu o tym rozmawiamy, prokurator przekonuje bezskutecznie posłów a pan Sienkiewicz (chwilowo zapewne) rezygnuje z przyjemnej pracy w think tanku PO. A co będzie ze śledztwem? Pewnie to, co ma być i co było by i bez tego, przynajmniej dopóki nie zmieni się władza. Służby niech się żrą, gdy tak ostro żarły się po raz ostatni, na kilka lat Polska wymknęła im się z rąk. Jak temu nie kibicować? Na Twitterze bardzo dobrze podsumował to nasz kolega Nurni: „Wszystko czego nam trzeba przy okazji wojny gangów to by trup padał gęsto i często i walczono do ostatniego trupa właśnie... W meczu Legia-Gwardia kibicujmy obu drużynom. I oby doszło do dogrywki, a potem wielu, wielu, wielu rzutów karnych. Kartek i kontuzji.”
Niech więc walczą do krwi ostatniej, a my posłuchajmy jak Zbigniew Stonoga mówi w telewizji należącej do Agory o „Jude Zeitung” Michnika, wyciąga kwity na prokuratorów, polityków czy TVN. Oby wyszedł poza groźby i deklaracje, choć samo, mówiąc ładnie, poszerzenie dyskursu, jest interesujące. A że pan Stonoga używa języka, który w świetle naszej wiedzy, już nie może być nazwany „nieparlamentarnym”, bo jest właśnie kwintesencją słownika polityki III RP? Że nie wiemy, kto za nim stoi ani które z setek zarzutów są jednak prawdziwe (o ile któreś są)? Że nagle system zaczyna rozwalać facet, który jest trochę Lepperem, trochę Tymińskim a trochę detektywem Rutkowskim? Cóż, przeciwników kulturalnych, szanujących godność drugiej strony Platforma traktowała z pogardą, typową dla agresywnego chama zderzonego z człowiekiem trochę bardziej ułożonym. Kulturę, dbałość o standardy demokratyczne jej ludzie traktowali jako oznakę słabości. Doczekali się więc przeciwnika ze swojej ligi. Nie mieli z kim przegrać, pamiętacie? A tu się wszystko sypie.
Na koniec uwaga dodatkowa: jeśli pewna panna z rodziny, która rozdaje w Polsce karty, zabawia się w lokalu z urzędnikiem państwowym, a my za to wszystko płacimy, to, bardzo mi przykro, nie jest to sprawa prywatna. Nawet jeśli to najmniej istotny wątek w sprawie i zachowanie, które mieści się w wielowiekowej tradycji warszawskiej gastronomii, to jednak i taki obrazek z życia właścicieli tego folwarku warto czasem pokazać. Ot, choćby po to, byśmy mieli go przed oczami, gdy znów zaczną domagać się od nas szacunku.
https://twitter.com/karnkowski
PS. Warto przypomnieć sobie ten kawałek i ten teledysk.
(3)
2 Comments
Nic ująć, a dodać można
10 June, 2015 - 17:54
http://d.polskatimes.pl/k/r/1/e5/f6/5577e2b1824cc_p.jpg?1433939001
Jest i 14-punktowy program...
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
@autor
10 June, 2015 - 21:03
http://blog-n-roll.pl/pl/mur#.VXiJw1KKKnw