
Fot. Sxc.hu
Gazeta przypomina, że pierwotnie zakładano, że pierwsza elektrownia atomowa zacznie dostarczać prąd do sieci już w 2019 i nowy harmonogram oznacza opóźnienie programu budowy aż o 12 lat.
Jednocześnie przypomina, że spółka Polska Grupa Energetyczna (PGE) i powołana przez nią do tej budowy spółka-córka PGE EJ 1 wydała na przygotowania od 2009 roku do końca 2014 roku kwotę ponad 182 mln zł.
Przypomnijmy tylko, że w czerwcu 2012 roku ówczesny poseł Aleksander Grad (przez poprzednie 4 lata minister skarbu w rządzie Donalda Tuska), zrezygnował z mandatu poselskiego, a już na początku lipca rada nadzorcza PGE powołała go na prezesa spółek PGE EJ i PGE EJ 1.
Obydwie spółki miały przygotować i realizować budowę pierwszej elektrowni atomowej w Polsce, a prezes Grad, otrzymał wynagrodzenie w wysokości 55 tys. zł miesięcznie. Podobne wynagrodzenia otrzymało jeszcze dwoje wiceprezesów obydwu spółek.
Ale to nie wszystko, prezesi mają prawo także do rocznych nagród (często będących wielokrotnością tych miesięcznych wynagrodzeń) a także inne przywileje, które sumarycznie określa się często mianem tzw. złotych spadochronów.
Oczywiście obydwie spółki zatrudniają już licznych pracowników z wysokimi wynagrodzeniami, a przygotowanie budowy elektrowni i wszelkie analizy z tym związane miały kosztować przynajmniej 1,5 mld zł.
Przypomnijmy także, że maju 2013 roku szef CBA Paweł Wojtunik zawiadomił w Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez zarząd spółki celowej PGE Energia Jądrowa 1 powołanej w 2010 roku do budowy dwóch elektrowni atomowych w Polsce.
Chodzi o podejrzenie popełnienia przestępstwa przez były już wtedy zarząd spółki PGE EJ1, polegającego na przekazaniu kwoty 11 mln zł do klubu sportowego siatkarek Trefl Sopot w ramach zakupu usługi, która w dokumentach spółki została opisana w sposób następujący „budowanie i propagowanie pozytywnych emocji związanych ze strategicznymi inwestycjami na obszarze Pomorza w szczególności związanymi z energetyką jądrową”.
Decyzje o przekazaniu tak ogromnych środków do klubu sportowego podejmowali ludzie mocno związani z Platformą, ówczesny prezes PGE (i jednocześnie spółek PGE EJ i PGE EJ 1) w latach 2008-2011 Tomasz Zadroga i wiceprezes w latach 2010-2012 Witold Dróżdż (wcześniej wiceminister w resorcie spraw wewnętrznych i administracji).
Prokuratura Apelacyjna przekazała kilkunastostronicowy wniosek CBA do Prokuratury Okręgowej w Płocku i do tej pory trwa prawdopodobnie postępowanie wyjaśniające w tej sprawie.
Z kolei w listopadzie 2014 roku w tygodniku „Do Rzeczy” ukazał się artykuł redaktora Mariusza Staniszewskiego pod znamiennym tytułem „Ile kosztuje stanowisko Tuska”, w którym autor wskazuje na przynajmniej 4 obszary kosztów, które ponosimy lub poniesiemy w przyszłości w związku z jego wyborem na przewodniczącego Rady Europejskiej.
Jednym z nich jest jego zdaniem wyraźne spowolnienie w sprawie budowy w Polsce pierwszej elektrowni atomowej.
Jaki pisał wówczas autor w sprawie budowy elektrowni atomowych w Polsce rząd Tuska był niezwykle optymistyczny już od początku swojego urzędowania, w 2009 roku przyjęto strategię energetyczną do roku 2030, w której wykazano konieczność budowy pierwszej elektrowni atomowej w Polsce do roku 2020.
W tym celu powołano w ramach największego polskiego koncernu energetycznego PGE specjalną spółkę PGE EJ1, której prezesem w roku 2011 został były minister skarbu Aleksander Grad.
Spółka wydawała pieniądze na różnego rodzaju opracowania związane z tą inwestycją, ale od stycznia 2012 roku kiedy do Komisji Europejskiej wpłynął protest kilku niemieckich landów podpisany przez 50 tysięcy ich mieszkańców, prace nad jej budową przypominają do złudzenia „puszczanie pary w gwizdek”.
Ten nowy harmonogram budowy przesuwający oddanie pierwszej elektrowni atomowej do użytku aż 2031, tę tezę dobitnie potwierdza.
Koledzy Platformy nieźle się więc bawią za publiczne pieniądze przy przygotowaniach do realizacji tej inwestycji, której nigdy nie zamierzają zrealizować.
CZYTAJ TAKŻE: Bawiąc się terminami budowy pierwszej elektrowni atomowej, Polska bawi się przyszłością Polaków i niepodległością
autor: Zbigniew Kuźmiuk
http://wpolityce.pl/polityka/260400-koledzy-z-platformy-dobrze-sie-bawia...
1 Comments
Polski atom opóźniony o 4
27 July, 2015 - 23:01
Polski atom opóźniony o 4 lata: wrogi lobbing, zagrożony model finansowania, brak odpowiedniego nadzoru
Fot. Rosatom
Jak informuje Rzeczpospolita – pierwszy blok polskiej elektrowni atomowej ma być gotowy w 2029 r. Taka data pada w korespondencji technicznej PGE z PSE. Termin ten oznacza opóźnienie inwestycji o cztery lata względem planów zawartych w rządowym Programie Polskiej Energetyki Jądrowej. Warto w tym kontekście zadać sobie pytanie: z jakich powodów kluczowy dla bezpieczeństwa energetycznego kraju projekt napotyka na coraz większe problemy?
Pierwszym powodem opóźnień projektu elektrowni atomowej w Polsce jest z pewnością kontrowersyjny wybór firmy mającej przeprowadzić badania lokalizacyjne i środowiskowe. Już w 2013 r. Defence24.pl informowało w oparciu o depesze Wikileaks, że spółka WorlayParsons może w sposób nierzetelny prowadzić swoje interesy nad Wisłą z powodu bliskich powiązań jej topowego menadżera z Rosjanami. Podkreślaliśmy, że z podobną sytuacją musiał zmagać się rząd w Sofii. Chodziło o zaangażowanie WorlayParsons w budowę siłowni jądrowej Belene w Bułgarii (spółka otrzymała zlecenie z wolnej ręki), która przyniosła skarbowi państwa 197 mln strat. Obiekt, który miał poprawić bezpieczeństwo energetyczne państwa bułgarskiego, ostatecznie nie powstał, wzmacniając pozycję inwestycyjną South Stream. W grudniu 2014 r. (rok po naszym artykule) spółka PGE EJ1 odpowiedzialna za budowę „polskiego atomu” rozwiązała umowę z WorlayParsons w wyniku niedotrzymywania przez nią zobowiązań kontraktowych i terminarza. Na wydarzenie to szybko zareagowały samorządy Gniewina, Choczewa i Krokowej, a więc miejscowości gdzie może powstać siłownia jądrowa. Jak informowała Gazeta Wyborcza wyraziły one zaniepokojenie realizacją inwestycji i zażądały od PGE EJ1 prawnych regulacji w zakresie ewentualnych rekompensat za przygotowania, jakie poczyniły na jej poczet.
Kolejnym powodem opóźnień projektu elektrowni atomowej w Polsce może być kwestia powstającej w bezpośrednim sąsiedztwie naszego kraju (obwód kaliningradzki) konkurencyjnej siłowni. Została ona zaprojektowana do celów eksportowych, tak by uzależnić (podobnie jak ma to miejsce w przypadku gazu) sąsiednie rynki elektroenergetyczne. W kontekście polskim chodzi głównie o deficytowe w energię obszary województwa warmińsko-mazurskiego i północnego Mazowsza. Budowę kaliningradzkiej elektrowni zamrożono w 2013 r., ponieważ Polska, świadoma zagrożeń jakie niósł ze sobą ten projekt, nie była zainteresowana importem taniej, choć niebezpiecznej politycznie energii. Jednak w ostatnim czasie projekt atomowy w rosyjskiej eksklawie odżywa. Wpływ na to może mieć wzrastające zainteresowanie Niemiec importem energii z tego obiektu (kablem podmorskim lub co jest bardziej prawdopodobne tranzytem przez nasz kraj). Jest ono związane z coraz większymi problemami z wdrażaniem przez Berlin „zielonej rewolucji energetycznej” (Energiewende), co mimo zamykania niemieckich elektrowni atomowych objawia się wzrostem zainteresowania kupnem prądu wyprodukowanego przez zagraniczne siłownie jądrowe (chodzi o rozpoczęcie działalności w Niemczech przez spółkę Maxatomstrom handlującą taką energią). Kwestia ta może pobudzić współpracę niemiecko-rosyjską ze szkodą dla budowanej w Polsce elektrowni atomowej.
Tezę taką można postawić w oparciu o kilka przesłanek. Po pierwsze, polskie firmy są kuszone uczestnictwem w projekcie budowy siłowni w obwodzie kaliningradzkim, a rząd w Warszawie importem atrakcyjnej cenowo energii oraz zyskami z tranzytu pewnej jej części do Niemiec. Może to zmniejszyć chęć władz w Warszawie do inwestowania w nowe moce wytwórcze. Po drugie, można zaobserwować silny lobbing organizacji i środowisk ekologicznych przeciwko budowie siłowni jądrowej nad Wisłą. Struktury te są bardzo często powiązane z landami niemieckimi czerpiącymi zyski z obecności inwestycyjnej Gazpromu. Po trzecie, przez Bundestag w ostatnim czasie przetoczyła się poważna dyskusja dotyczącą dołączenia Niemiec do formowanej przez Austrię koalicji antyatomowej (oba kraje stawiają na odnawialne źródła energii w swoich miksach energetycznych). Chodzi o zaskarżenie w Trybunale Sprawiedliwości UE decyzji KE o zgodzie na zastosowanie mechanizmu kontraktu różnicowego w ramach projektu budowy elektrowni atomowej Hinkley Point C w Wielkiej Brytanii. Zdaniem Wiednia to forma niedozwolonej pomocy publicznej (kontrakt różnicowy polega na sprzedaży przez wytwórcę energii po cenie rynkowej. Jednak gdy jest ona niższa od określonej w kontrakcie to państwo dopłaca różnicę, jeśli jest natomiast wyższa to wytwórca zwraca wypracowaną nadwyżkę). Szkopuł w tym, że mechanizm wdrażany przez Brytyjczyków może zostać zastosowany w Polsce, jako model docelowy finansowania budowy elektrowni atomowej.
Trudno wyobrazić sobie, by bez odpowiednich gwarancji ze strony państwa inwestorzy wyrazili gotowość poniesienia olbrzymiego ryzyka inwestycyjnego związanego z projektem realizowanym przez PGE EJ1. Tymczasem koszt pierwszego bloku polskiej siłowni jądrowej wynosi orientacyjnie 40-60 mld zł. Wybór modelu finansowania tego obiektu, a także partnera strategicznego, dostawcy technologii, paliwa jądrowego, odwleka się jednak w czasie z powodu rozwiązania umowy z wykonawcą badań lokalizacyjnych i środowiskowych, o którym wspominałem na początku tego tekstu. Rząd sugeruje, że postępowanie zintegrowane dotyczące omawianych kwestii ruszy pod koniec br., ale trudno przewidzieć, czy tak się rzeczywiście stanie. Wpływ na to będzie miało wiele czynników, w tym wynik wyborów, a także ewentualne umocnienie nadzoru władz nad działaniami PGE EJ1. Warto w tym kontekście przypomnieć, że po odwołaniu w 2014 r. Hanny Trojanowskiej nie powołano nowego pełnomocnika rządowego do spraw polskiej energetyki jądrowej…http://www.defence24.pl/239506,polski-atom-opozniony-o-4-lata-wrogi-lobb...