Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Po niedzielnym referendum w obwodach ługańskim i donieckim rozpad Ukrainy staje się faktem?
– Te referenda miały na celu przede wszystkim pokazać i sprawdzić, czy separatyści, którzy z bronią w ręku zajmują kolejne obiekty, mają poparcie społeczne. Pretekst, żeby ogłosić niepodległość, bardziej był skierowany do obywateli tych obwodów niż na zewnątrz. Od początku było bowiem wiadomo, że Unia Europejska i część świata zachodniego nie uzna referendum, które nie miało znamion demokratycznych. Aczkolwiek ten plebiscyt wyraża oddolne dążenie społeczeństw tych regionów do niezależności. Pod tym względem separatyści osiągnęli swój cel. Warto też podkreślić, że państwo ukraińskie było bezbronne wobec tych działań, a mieszkańcy tych regionów w sposób demonstracyjny poparły środowiska zbrojne, które chcą odłączyć te regiony od Ukrainy. Jest to sukces nie tylko samych separatystów, ale pośrednio także Rosji, i wielka przegrana Kijowa.
Przeprowadzenie wyborów prezydenckich na tym obszarze będzie możliwe?
– Biorąc pod uwagę, że część dużych ośrodków miejskich jest opanowana przez separatystów, a także duże prawdopodobieństwo, że ludzie z tych terenów zbojkotują wybory, będzie to bardzo trudne. Nie sposób bowiem organizować wyborów demokratycznych po lufami karabinów, obojętnie kto trzyma broń w rękach.
Unia Europejska nie uznała plebiscytów niepodległościowych na wschodzie Ukrainy. Dzisiaj szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy gościł w Kijowie. Jakie znaczenie miała ta wizyta?
– Herman Van Rompuy tak naprawdę miał przygotować jutrzejszą wizytę przedstawicieli ukraińskiego rządu w Brukseli. Z całą pewnością będziemy tam mieli do czynienia z próbą nacisku na cały rząd ukraiński, aby poszedł w kierunku federalizacji Ukrainy. W innym wypadku państwu ukraińskiemu grozi rozpad, co oznaczać będzie początek demontażu tego państwa. Jak głęboki może być ten proces, tego naprawdę nikt dzisiaj nie wie. Proszę zwrócić uwagę, że kilka dni temu premier Węgier Viktor Orbán powiedział wprost, że będzie żądał autonomii dla Węgrów zamieszkałych poza granicami tego kraju. Tym samym członek UE mówi, że będzie się domagał specjalnego statusu dla swojej mniejszości w liczbie ok. 200 tysięcy zamieszkujących na Ukrainie. Mamy więc do czynienia z próbą wywarcia nacisku. Tymczasem UE widzi, że Ukraina nie ma możliwości zapanowania nad wschodnią i południową częścią kraju. Dowodem tego są żołnierze z poboru, którzy nie chcą walczyć, zresztą separatyści unikają strzelania do nich, tylko lufy karabinów kierują do Gwardii Narodowej złożonej w dużej części z nacjonalistów ukraińskich. Niektóre jednostki ukraińskie buntują się, milicjanci zachowują neutralność, a część staje po stronie separatystów. UE dostrzega, że Kijów nie kontroluje już znacznej części swojego terytorium, w związku z tym chce zrobić kolejny krok naprzód i namówić rząd Jaceniuka, żeby poszedł w kierunku federalizacji. Należy też podejrzewać, że Putin, który przecież też prowadzi rozmowy z przedstawicielami państw UE, najwyraźniej sugeruje właśnie takie rozwiązanie. Polityka prezydenta Rosji – poza Krymem – jasno pokazuje, że nie chce on zajmować zbrojnie tych obszarów, ale realnie je podporządkować gospodarczo i politycznie, jednak poza strukturami Federacji Rosyjskiej. Dlatego zarówno dla polityków UE, jak i dla Rosji najlepszym wyjściem byłaby federalizacja Ukrainy.
Czy ceną za zgodę na federalizację ma być 11 miliardów euro pomocy finansowej w najbliższych latach dla Ukrainy…?
– Mógłby to być jeden z pretekstów a zarazem forma nacisku na ukraiński rząd. Ukraina znajduje się w katastrofalnej sytuacji. Wystarczy tylko wspomnieć, że Rosja żąda przedpłaty na gaz, grożąc wstrzymaniem dostaw. Z drugiej jednak strony 11 miliardów, choć brzmi imponująco, to jest kropla w morzu potrzeb. Ukraina natychmiast potrzebuje przynajmniej kilkudziesięciu miliardów euro. Przemysł praktycznie stoi. Po kijowskim okręgi ługański i doniecki są regionami, które dawały największy wpływ do budżetu Ukrainy. Wyłączenie tych obszarów z systemu finansowego Ukrainy jeszcze bardziej pogrąży ten kraj. Ponadto w tych dwóch obwodach żyje ok. 7 milionów ludzi, a więc mniej więcej tyle, ile liczy całe państwo Izrael. Jest to zatem bardzo poważny problem.
Przed Ukraińcami wybory prezydenckie. Czy będą one rzeczywiście kluczowe dla stabilizacji kraju pogrążonego w chaosie?
(...)
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/77084,ukrainskiego-nacjonalizmu-n...
2 Comments
Zapomnieć nie wolno
13 May, 2014 - 12:46
Kilkaset osób wzięło wczoraj udział w uroczystościach upamiętniających 70. rocznicę pacyfikacji wsi Rudka w pow. lubaczowskim przez ukraińskich nacjonalistów OUN-UPA.
Głównym punktem uroczystości rocznicowych zorganizowanych przez rzeszowski Oddział IPN oraz gminę Cieszanów była Msza św. polowa przy pomniku w intencji 65 pomordowanych przez UPA mieszkańców Rudki. Uczestniczyli w niej mieszkańcy okolicznych miejscowości, wśród nich świadkowie tragicznych wydarzeń sprzed 70 lat oraz Kompania Honorowa Wojska Polskiego. Apel Poległych, złożenie kwiatów oraz część artystyczna w wykonaniu dzieci i młodzieży ze szkoły podstawowej i gimnazjum w Lubińcu Nowym to kolejne punkty obchodów rocznicy bestialskiego mordu w Rudce.
Wieś, której już nie ma…
Miejscowość Rudka słynęła przed II wojną światową z wyjątkowego patriotyzmu mieszkańców, wśród których tylko jedna rodzina była pochodzenia ukraińskiego. W wyniku klęski państwa polskiego we wrześniu 1939 r. Rudka doświadczyła dwóch okupacji: sowieckiej (1939-1941) i niemieckiej (1941-1944). Jednak największy dramat mieszkańcy przeżyli w wyniku działań ukraińskich nacjonalistów, którzy chcieli oczyścić teren z ludności akcentującej swą polskość. Do pierwszych mordów doszło pod koniec 1943 r., prawdziwy dramat dokonał się jednak 19 kwietnia 1944 r., kiedy pod osłoną nocy wieś okrążyła sotnia UPA pod dowództwem Iwana Szpontaka ps. „Zalizniak″. Napad na Rudkę był pierwszą akcją sotni sformowanej na przełomie marca i kwietnia 1944 r. w Gorajcu. Upowcy przebrani w niemieckie mundury niemal doszczętnie spalili wieś. Zamordowali 65 osób, w tym siedmioro dzieci. Większość tych, którzy ukryli się w piwnicach swoich domów, spłonęła żywcem lub udusiła się dymem. Niewielkiej grupce Polaków udało się schronić w kościele w Bruśnie Nowym, który znajdował się niedaleko ich zabudowań. Dzięki temu ocaleli, bo upowcy podpalili jedynie plebanię. W Rudce spalono wszystkie domostwa, a wieś przestała istnieć. Pozostali przy życiu mieszkańcy pochowali swych bliskich, następnie zostali zmuszeni do opuszczenia zamieszkiwanych terenów. Dziś po wsi zostały tylko zarośnięte pola, dwa krzyże, kapliczka oraz pomnik w formie głazu i krzyż przy drodze z Chotylubia do Nowego Brusna poświęcone w 60. rocznicę mordu. Na głazie widnieje tablica z nazwiskami ofiar. Każdego roku w drugą niedzielę maja odbywają się tu uroczystości patriotyczne, podczas których spotykają się – rozproszeni po całej Polsce – dawni mieszkańcy Rudki i ich rodziny.
Mord w Rudce był początkiem zorganizowanej akcji nacjonalistów OUN-UPA, która miała na celu zmuszenie Polaków zamieszkujących ziemię lubaczowską do wyjazdu za rzekę San. Od tego też czasu napaści i mordy UPA w powiecie lubaczowskim były na porządku dziennym.(...)http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/77033,zapomniec-nie-wolno.html
Milczą wobec nacjonalizmu
14 May, 2014 - 12:38
Tak dzieje się, ponieważ władze nie są polskie.
_________________
Naród dumny ginie od kuli , naród nikczemny ginie od podatków