
Od mniej więcej dwóch lat w ilościach hurtowych pochłaniam azjatyckie filmy. Ponad 100 koreańskich, ponad 100 japońskich. Przy okazji trochę sobie poczytałem, trochę zainteresowałem się muzyką. Koreę polubiłem, bo choć niby tak inna, jednak bardzo podobna. Pisałem o tym trochę przy okazji filmów i większego artykułu o horrorach dla „Frondy”. Japonia natomiast – nie do zrozumienia.
Wielokolorowe wariactwo, świat który może połknąć, bo wszystko, co wzięte z zachodu jest w nim skopiowane perfekcyjnie i na 200% normy. W muzyce, w filmie, w modzie młodzieżowej. „My, Japończycy nie znamy poczucia winy!” – krzyczy jeden z bohaterów filmu, w którym za chwilę żona-nimfomanka będzie uwodzić zabójcę swojego męża tuż przy jego zwłokach. Do poczucia winy można dołożyć dobry smak w zachodnim rozumieniu. Nie ma rzeczy zbyt dla nas obrzydliwej, na którą w japońskim kinie nie trafimy. I niekoniecznie w tym, co na zachodzie uchodziłoby za pornografię. Ba, w japońskim przemyśle rozrywkowym, nie ma nawet rozgraniczenia, odrębności tej ostatniej. Ot, jest sektor Adult Video, w którym zmieści się wszystko – od programów niewinnych i nudnych niczym dawne nocne pasma Playboya do wyspecjalizowanej, sadystycznej pornografii. Tak, to nie jest naród uporządkowany. Coraz mniej tam dzieci, ale sale koncertowe pełne są facetów w różnym wieku, śliniących się do girlsbandów w każdym muzycznym i modowym stylu, dla każdego coś miłego.
A jak nie seks, to przemoc, „torture porn”, filmy pokazujące wszystko, co jeden człowiek może zrobić drugiemu. Śmiertelnie poważnie lub kompletnie groteskowo. Filmy, których tutaj nie da się obejrzeć na poważnie lub na trzeźwo. A obok tego, oczywiście, arcydzieła, poszukiwanie moralności, zasad, tęsknota za jakąkolwiek duchowością w tym technicznym, nihilistycznym piekle/raju.
Czemu o tym wszystkim piszę akurat teraz, z japońskim metalem, którego wykonawcy łączą dziwne fascynacje totalitaryzmem i germańską potęgą z umiłowaniem do bajek i stylu gothic lolita (zespół Yousei Teikokku - Imperium Bajki) w słuchawkach? Dlatego, że w tym świecie, w którym tak wielu ludzi pogubiło swoje moralne czy etyczne drogowskazy, klajstrem, na którym to wszystko się trzyma, jest etykieta. Prawie niezmienna. Kulturowe kody, hierarchie ważności, pierwszeństwa, starszeństwa. Kto może się pierwszy odezwać, pierwszy usiąść, skłonić głowę. Oni mogą nie wiedzieć, co złego w ich nieuporządkowanej seksualności, co złego w przemocy i braku empatii (przypomnijmy sobie los jeńców wojennych, którzy wpadli w ręce Japończyków), w duchowej pustce pełnej komercyjnie potraktowanych symboli religii zachodnich i własnych… Ale to, że nie włazi się na fotel sprawozdawcy parlamentu, żeby sobie zrobić zdjęcie, będą wiedzieli. Na dziś to wszystko o kulturze Japonii i polskich elit politycznych przy okazji.
Wielokolorowe wariactwo, świat który może połknąć, bo wszystko, co wzięte z zachodu jest w nim skopiowane perfekcyjnie i na 200% normy. W muzyce, w filmie, w modzie młodzieżowej. „My, Japończycy nie znamy poczucia winy!” – krzyczy jeden z bohaterów filmu, w którym za chwilę żona-nimfomanka będzie uwodzić zabójcę swojego męża tuż przy jego zwłokach. Do poczucia winy można dołożyć dobry smak w zachodnim rozumieniu. Nie ma rzeczy zbyt dla nas obrzydliwej, na którą w japońskim kinie nie trafimy. I niekoniecznie w tym, co na zachodzie uchodziłoby za pornografię. Ba, w japońskim przemyśle rozrywkowym, nie ma nawet rozgraniczenia, odrębności tej ostatniej. Ot, jest sektor Adult Video, w którym zmieści się wszystko – od programów niewinnych i nudnych niczym dawne nocne pasma Playboya do wyspecjalizowanej, sadystycznej pornografii. Tak, to nie jest naród uporządkowany. Coraz mniej tam dzieci, ale sale koncertowe pełne są facetów w różnym wieku, śliniących się do girlsbandów w każdym muzycznym i modowym stylu, dla każdego coś miłego.
A jak nie seks, to przemoc, „torture porn”, filmy pokazujące wszystko, co jeden człowiek może zrobić drugiemu. Śmiertelnie poważnie lub kompletnie groteskowo. Filmy, których tutaj nie da się obejrzeć na poważnie lub na trzeźwo. A obok tego, oczywiście, arcydzieła, poszukiwanie moralności, zasad, tęsknota za jakąkolwiek duchowością w tym technicznym, nihilistycznym piekle/raju.
Czemu o tym wszystkim piszę akurat teraz, z japońskim metalem, którego wykonawcy łączą dziwne fascynacje totalitaryzmem i germańską potęgą z umiłowaniem do bajek i stylu gothic lolita (zespół Yousei Teikokku - Imperium Bajki) w słuchawkach? Dlatego, że w tym świecie, w którym tak wielu ludzi pogubiło swoje moralne czy etyczne drogowskazy, klajstrem, na którym to wszystko się trzyma, jest etykieta. Prawie niezmienna. Kulturowe kody, hierarchie ważności, pierwszeństwa, starszeństwa. Kto może się pierwszy odezwać, pierwszy usiąść, skłonić głowę. Oni mogą nie wiedzieć, co złego w ich nieuporządkowanej seksualności, co złego w przemocy i braku empatii (przypomnijmy sobie los jeńców wojennych, którzy wpadli w ręce Japończyków), w duchowej pustce pełnej komercyjnie potraktowanych symboli religii zachodnich i własnych… Ale to, że nie włazi się na fotel sprawozdawcy parlamentu, żeby sobie zrobić zdjęcie, będą wiedzieli. Na dziś to wszystko o kulturze Japonii i polskich elit politycznych przy okazji.
(5)
2 Comments
Bardzo dobry artykuł
01 March, 2015 - 10:10
Ciekawe, czy będąc z wizytą na Kremlu Komorowski postanowi się zabawić kosztem Putina i wyciągnie mu spod tyłka fotel. Bardzo chciałbym to zobaczyć, bo z Japończyków łatwo sobie robic jaja, sa daleko, nie mają broni atomowej (na razie) itp. Czekam na popis Komorowskiego na Kremlu. Może też jakaś instalacja artystyczna w mauzoleum Lenina? Na przykład zrobienie kupy na wodza rewolucji? Albo taniec nago na placu czerwonym, oczywiście z pierwszą damą w roli głównej?
coś czuję, że niestety akurat
01 March, 2015 - 12:25
pozdrawiam!