Estoński prezydent Toomas Hendrik Ilves podkreślił w poniedziałek, że fakt, iż pierwszą wizytę zagraniczną prezydent Andrzej Duda złoży w jego kraju "jeszcze raz potwierdza bardzo bliskie relacje między Polską a Estonią".
Ilves wyeksponował kluczową rolę Polski w dbaniu o interesy bezpieczeństwa regionu oraz umacnianie jedności NATO. Oświadczył też - jak przekazali jego rzecznicy, że Estonia dostrzega znaczenie Polski dla "ochrony wspólnego interesu Unii Europejskiej".
Symboliczne znaczenie ma - według Ilvesa - to, że prezydent Duda złoży wizytę w Estonii 23 sierpnia - w 76. rocznicę paktu Mołotow-Ribbentrop, który w 1939 roku podzielił Europę na strefy wpływów.
W rezultacie i Estonia, i Polska uważają, że ważna jest integracja pokojowej Europy - relacjonuje słowa estońskiego prezydenta agencja BNS.
http://beta.rp.pl/Swiat/308179893-Prezydent-Estonii-o-pierwszej-wizycie-...
4 Comments
I o to chodzi!
18 August, 2015 - 12:55
Jeśli był to pomysł Andrzeja Dudy, to... zrozumiałe.
Jeśli podsunął go Jarosław Kaczyński - to też nic dziwnego!
Jeśli był to pomysł któregoś z doradców Prezydenta, to wypada tylko się cieszyć, że ma takich.
A. Duda dał do myślenia
19 August, 2015 - 06:36
O reakcjach Litwinów na strategię Andrzeja Dudy pisze m.in. na stronach Radia Znad Wilii Dominik Wilczewski. Jego zdaniem wybór Tallinna jako celu pierwszej prezydenckiej podróży to trafna decyzja. - pisze Wilczewski.
Chociaż w litewskich mediach dało się odczuć rozczarowanie, że Andrzej Duda pominął Wilno w swoich planach, Wilczewski uspokaja:
Pominięcie przez prezydenta Dudę Wilna rozumie także redaktor naczelny tygodnika "Veidas" Rymvydas Valatka - jeden z najbardziej znanych litewskich publicystów. W komentarzu dla Radia Znad Wilii stwierdził:
Estonia - jako miejsce
19 August, 2015 - 06:41
Estonia - jako miejsce pierwszej wizyty prezydenta Dudy - świadczy, że wyciągnęliśmy wnioski z historii i chcemy, by zrobił to Zachód
Fot. Profil Andrzeja Dudy na FB
Najpierw Tallin - w rocznicę podpisania paktu Ribbentrop - Mołotow, potem Berlin. Ta sekwencja jest znakomicie przemyślana.
Nie zapomnieliśmy o tragicznych dla naszej części Europy skutkach poprzedzającej II wojną światową współpracy Moskwy I Berlina. Nie musimy tego mówić głośno, ale niewątpliwie jest to faktem .
I nie może się nam podobać ustalanie jakichkolwiek stref wpływów — także wtedy, gdy okazuje się, że w naszej części Europy nie może być stałych baz NATO i właściwie jesteśmy członkiem NATO drugiej kategorii.
Bo Niemcy niezwykle troszczą się o dobre samopoczucie Kremla i z najwyższą skrupulatnością traktują pochodzący sprzed osiemnastu lat akt stanowiący stosunki NATO - Rosja. Chociaż Rosja dawno pokazała, że nic sobie z niego nie robi, dopuszczała się aktów agresji , a w swej doktrynie obronnej uznaje NATO za wroga.
Jeśli Putin uzna, że ma ochotę testować NATO, to właśnie Estonia będzie następnym celem odradzającego się rosyjskiego imperializmu. Zajęcie przez Rosję stolic państw bałtyckich mogłoby okazać się zbyt trudne do przełknięcia, groziłoby otwartą konfrontacją i wojną.
Ale Narwa, graniczące z Rosją estońskie miasto zamieszkanie w ponad dziewięćdziesięciu procentach przez Rosjan, nadaje się do tego celu znakomicie. Zielone ludziki spotkałyby się tu z entuzjastycznym poparciem, a jeśli Estonia zechciałaby ich spacyfikować, Kreml oświadczyłby, że musi bronić ludności cywilnej .
„Nie chcemy umierać za Narwę ” oznajmił już jeden z dyplomatów francuskich, bo jak wiadomo Francuzi tradycyjnie nie zamierzają specjalnie się narażać w obronie sojuszników.
Wizyta prezydenta Dudy w Estonii dowodzi też tego, że jak już zapowiadał - nie zamierza prowadzić polityko zagranicznej rytualnej, ale merytoryczną. Wybierając państwa bałtyckie jako cel swej wizyty prezydent Polski rytualnie wybrałby właśnie Litwę.
Jeszcze raz uścisnąłby dłonie polityków litewskich, rytualnie wyrażając nadzieję, że wszelkie sporne kwestie dotyczące mniejszości polskiej, zostaną w końcu rozwiązane. Być może nie mówiłby już o partnerstwie strategicznych - co do niedawna było też częścią rytuału takich wizyt, ale coraz bardziej okazywało się problematyczne.
Z Wilna dochodzą już sygnały, że politycy litewscy są nieprzyjemnie zaskoczeni pominięciem Litwy i wyborem Estonii jako kraju, w którym prezydent Polski składa swą pierwszą wizytę. Niektórzy samokrytycznie przyznają, że zaważył na tym fakt, że na Litwie nie przyjęto ustawy pozwalającej na pisownie nazwisk polskich w dokumentach w wersji oryginalnej.
To jednak dość łagodna diagnoza i nie wyczerpuje tematu fatalnego traktowania mniejszości polskiej na Litwie.
Jak zauważył jeden z najbardziej wpływowych litewskich publicystów, Rimvydas Valatka, pominięcie Wilna przez prezydenta Dudę jest skutkiem fatalnej litewskiej polityki wobec Polski w ciągu ostatnich sześciu lat.
Niewątpliwie należało w końcu dać mocny sygnał, że tego nie akceptujemy i właśnie zostało to zrobione.
http://wpolityce.pl/polityka/262651-estonia-jako-miejsce-pierwszej-wizyt...
Maria Przełomiec: Pierwsza
19 August, 2015 - 07:00
Maria Przełomiec: Pierwsza podróż do Tallina to świetny krok prezydenta Dudy. Bardzo dobrym pomysłem jest też mini szczyt NATO w Bukareszcie. WYWIAD
Fot. Andrzej Wiktor
— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl red. Maria Przełomiec, redaktorka naczelna „Studia Wschód” w telewizji publicznej.
wPolityce.pl: Rosja na razie milczy na temat pierwszej podróży prezydenta Dudy do Tallina w symbolicznym dniu 23 sierpnia. Dobry „strzał” z tą datą i celem pierwszej podróży?
CZYTAJ WIĘCEJ: Pierwsza podróż Andrzeja Dudy - do Estonii. Następnie Berlin, Londyn, Nowy Jork i Chiny. Sprawdź kalendarz wizyt nowego prezydenta!
Maria Przełomiec: Myślę, że Rosjanie doskonale rozumieją aluzję tej wizyty. To naprawdę świetny krok z tą podróżą do Tallina. To jest potwierdzenie zapowiedzi prezydenta Dudy z pierwszego wystąpienia przed Zgromadzeniem Narodowym, czyli powrót do idei prezydenta Lecha Kaczyńskiego – tworzenia silnego sojuszu państw Europy północno-środkowo-wschodniej. To tak naprawdę stara idea, sięgająca dwudziestolecia międzywojennego, idea Józefa Piłsudskiego, którą nagłośnił publicysta paryskiej „Kultury” Juliusz Mieroszewski, którego wielu polskich polityków lubi cytować, ale odnoszę wrażenie, że tak naprawdę nie czytała go. Otóż pisał on bardzo wyraźnie, że Polska sama nie jest partnerem ani dla Niemiec, ani dla Rosji. Polska, z którą będą się oba te państwa liczyć, to Polska stanowiąca część silnego sojuszu czegoś, co można nazwać Międzymorzem, czyli sojusz państw Europy północnej, środkowej i wschodniej. Inaczej, to Polska występuje z pozycji wasala, czy to w stosunku do Niemiec, czy do Rosji.
Nie chodzi o to, aby Polska występowała z pozycji lidera, bo to może co niektórych drażnić, ale właśnie jako jeden z członów takiego sojuszu.
Czy podróż do Tallina można traktować też jako sygnał wysłany Berlinowi?
Sądzę, że może to być sygnał wysłany w kierunku zarówno Berlina jak i Brukseli. A to dlatego, że wiemy, iż Bruksela to nie jest klub dżentelmenów myślących jedynie o tym, jak by było przyjemnie innym. To klub twardych polityków dbających o dobro własnych państw, a dopiero w dalszej kolejności o dobro wspólnoty. W związku tym silne lobby państw naszego regionu wzmacnia również polski głos w Brukseli. Tylko wtedy głos tych wszystkich krajów będzie słyszalny.
Jak pani ocenia z kolei pomysł na mini-szczyt NATO w Bukareszcie?
Również bardzo dobrze oceniam ten pomysł. I znowu trzeba powtórzyć. Już za czasów rządów prezydenta Adamkusa na Litwie i Lecha Kaczyńskiego w Polsce przekonaliśmy się, ile mogą te państwa, jeśli występują razem.
Przypomnę te wszystkie szczyty energetyczne, które odbywały się w Krakowie, Wilnie, potem w Baku. Oczywiście te wszystkie plany i idee upadły w związku z katastrofą smoleńską. Jednak, gdy teraz wybuchła wojna rosyjsko-ukraińska, a wcześniej rosyjsko-gruzińska, przekonaliśmy się jak ważne to były sprawy w związku z zapewnieniem krajom naszego regionu nowych źródeł energii i nowych dróg jej przesyłu. Do nowej jakości politycznej w Europie środkowej potrafiło wówczas doprowadzić dwóch prezydentów. To dowód na to, jakim skutecznym lobby może stworzyć nasza część kontynentu.
Ciekawe, że niektóre ośrodki politologiczne na Ukrainie mówią o konieczności powrotu do idei Międzymorza. To wygląda na jakiś przełom w myśleniu naszego sąsiada, ale czy sądzi pani, że ta idea ma szansę ziścić się w ciągu najbliższych 20, może 50 lat?
CZYTAJ WIĘCEJ: Jak trwoga to do… Międzymorza Piłsudskiego. W obawie przed Rosją Ukraińcy odświeżają dawne „imperialne” idee Rzeczypospolitej
Mam nadzieję, że jest to realne. Polityka Rosji i miękkie stanowisko Zachodu wobec Moskwy de facto sprzyjają tej idei. A to dlatego, że państwa naszego regionu widzą, że jeśli same nie zadbają o swoje bezpieczeństwo, to liczenie jedynie na zachodnich sojuszników, delikatnie rzecz ujmując – jest lekkomyślne.
http://wpolityce.pl/swiat/262614-maria-przelomiec-pierwsza-podroz-do-tal...