Prezydent nie skorzystał z okazji, by milczeć, czyli jak Komorowski pożegnał się z Polakami

 |  Written by Ursa Minor  |  8

Od kilku dni, całkiem słusznie, pojawiały się apele do prezydenta Bronisława Komorowskiego, by zrezygnował z zaplanowanej wizyty w fundacji Konrada Adenauera w Berlinie i nie uczestniczył w ten sposób w uroczystościach ku czci autora nieudanego zamachu na Hitlera, pułkownika Clausa von Stauffenberga. Argumenty były tak oczywiste, że nie ma potrzeby ich jeszcze raz przytaczać. Pan prezydent na prośby nie odpowiedział, z dobrej rady nie skorzystał, przemówienie wygłosił i w szczególny sposób podkreślił swoją prezydenturę. Grubą kreską.

Prezydent Bronisław Komorowski podczas wykładu pt. "Opór i opozycja w Europie XX wieku. Dziedzictwo, odpowiedzialność i wyzwanie" w Fundacji im. Konrada Adenauera w Berlinie /Paweł Supernak /PAP
Prezydent Bronisław Komorowski podczas wykładu pt. "Opór i opozycja w Europie XX wieku. Dziedzictwo, odpowiedzialność i wyzwanie" w Fundacji im. Konrada Adenauera w Berlinie
/Paweł Supernak /PAP

Bronisław Komorowski jest historykiem i nawet jeśli swoją pracę magisterską pisał bardzo krótko, o wszystkich okolicznościach sprawy, przypominanych choćby przez Redutę Dobrego Imienia czy "Gazetę Polską Codziennie", musiał wiedzieć. Jego decyzja, by jednak pułkownika von Stauffenberga uczcić, była w pełni świadomym gestem politycznym. Co więcej, można nawet odnieść wrażenie, że był to gest skierowany do gospodarzy, ale niekoniecznie przeznaczony do oceny w Polsce.

Skąd to podejrzenie? A choćby z dość wyraźnej różnicy w tym, jak wystąpienie Prezydenta RP opisano za Polską Agencją Prasową na oficjalnym portalu prezydent.pl, a słowami Bronisława Komorowskiego, cytowanymi przez portal niezalezna.pl.

Na początek PAP:

 
"Bronisław Komorowski podkreślał także, że jaśniejszą stroną europejskiej historii XX wieku były różne formy oporu i opozycji wobec zinstytucjonalizowanego zła. W tym kontekście wymienił Polskie Państwo Podziemne i Armię Krajową, ale także niemiecki sprzeciw wobec nazizmu, m.in. zakończony niepowodzeniem zamach na Hitlera dokonany 20 lipca 1944 roku przez pułkownika Clausa von Stauffenberga.Niemiecki sprzeciw wobec nazizmu wymagał heroizmu i odwagi, często nieporównywalnej z niczym innym. Zasługuje więc na szacunek i na podziw - mówił prezydent. Jak zastrzegł, przedstawiciele niemieckiego oporu nierzadko prezentowali poglądy, które trudno dzisiaj akceptować. Bronisław Komorowski zaznaczył, że uwagi te dotyczą także Stauffenberga. Ale nawet z takimi poglądami na kwestię polską czy żydowską odwaga jednostki przeciwstawiającej się potędze zła zawsze zasługuje na szacunek, na uznanie - powiedział prezydent."

A teraz niezalezna.pl:

 
"Również polski prezydent Bronisław Komorowski nawiązał do tego samego wątku, stwierdzając, że w jakimś sensie Powstanie Warszawskie było konsekwencją zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r. w Wilczym Szańcu. W jakiejś mierze polski zryw niepodległościowy 1 sierpnia 1944 r. wpisuje się (niezależnie od intencji) także w ten kalendarz wydarzeń, w których funkcjonuje tradycja 20 lipca 1944 r., a więc tradycja zamachu na Hitlera - powiedział w Berlinie Bronisław Komorowski, dodając, że niemiecki sprzeciw wobec nazizmu wymagał heroizmu i odwagi, często nieporównywalnej z niczym innym, więc zasługuje na szacunek i na podziw."

Koniec cytatów.

Prawie tak samo, ale jednak nie dokładnie to samo. Już "wymienianie w tym samym kontekście Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej, ale także niemieckiego sprzeciwu wobec nazizmu..." jest oburzające. Ale jeśli prezydent faktycznie użył słów "W jakiejś mierze polski zryw niepodległościowy 1 sierpnia 1944 r. wpisuje się (niezależnie od intencji) także w ten kalendarz wydarzeń, w których funkcjonuje tradycja 20 lipca 1944 r., a więc tradycja zamachu na Hitlera", to przyznam, brak mi już słów.

Wizytę Bronisława Komorowskiego w Berlinie zaplanowano jako "pożegnalną”. Nie wiem, czy wygłaszając to przemówienie prezydent faktycznie się z Niemcami pożegnał, wiem jednak, że przede wszystkim pożegnał się z Polakami.

Grzegorz Jasiński



Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/grzegorz-jasinski/blogi/news-prezydent...
5
5 (2)

8 Comments

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Końcówka prezydenckiej kariery w klimacie skandalu. Komorowski w Berlinie porównał Stauffenberga do Armii Krajowej i powstańców warszawskich!

 


fot.PAP/Paweł Supernak
fot.PAP/Paweł Supernak

W Akademii Fundacji Konrada Adenauera w Berlinie odbyły się obchody, które miały uczcić europejski ruch oporu. W przemówieniu ustępującego prezydenta znowu pojawiła się niestosowna gafa, o czym poinformował portal niezależna.pl

W czasie obchodów, których głównym celem było uczczenie uczestników nieudanego zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r., głos zabrał Hans Poettering. Był on przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, a teraz jest szefem fundacji Konrada Adenauera.

Jak relacjonuje serwis niezalezna.pl, Poettering przesadnie, a wręcz absurdalnie mówił o wpływie wydarzeń z 20 lipca, interpretując, że właśnie ten nieudany zamach kształtował demokrację europejską. Praktycznie porównał „niemiecki ruch oporu” z Armią Krajową.

Niecałe dwa tygodnie po zamachu z 20 lipca 1944 r. Armia Krajowa rozpoczęła w Warszawie powstanie zbrojne przeciwko niemieckiemu okupantowi

— stwierdził Poettering.

Tym samym tropem postanowił pójść stępujący prezydent Bronisław Komorowski.

W jakiejś mierze polski zryw niepodległościowy 1 sierpnia 1944 r. wpisuje się (niezależnie od intencji) także w ten kalendarz wydarzeń, w których funkcjonuje tradycja 20 lipca 1944 r., a więc tradycja zamachu na Hitlera

— podkreślił Komorowski.

Polacy obecni na uroczystościach ocenili, że wypowiedzi były co najmniej niestosowne.

Słowa Poetteringa, w których najpierw wychodzi on od zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r., a później płynnie przechodzi do Powstania Warszawskiego i Armii Krajowej, aby zakończyć na tym, że powstaje w Brukseli Dom Historii Europejskiej, muszą budzić wielki niepokój, że wszystkie te sprawy zostaną celowo zrównane

— powiedział Stefan Hambura i dodał:

Szkoda, że polski prezydent wziął udział w takim przedsięwzięciu…

http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/258761-koncowka-prezydenckiej-kariery-...

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Stauffenberg nie należał do AK

Kończący swoją kadencję prezydent Bronisław Komorowski znowu wzburzył środowiska patriotyczne mówiąc w Akademii Fundacji Konrada Adenauera w Berlinie, że "w jakiejś mierze polski zryw niepodległościowy 1 sierpnia 1944 roku wpisuje się (niezależnie od intencji) także w ten kalendarz wydarzeń, w których funkcjonuje tradycja 20 lipca 1944 roku, a więc tradycja zamachu na Hitlera", po czym dodał, że "niemiecki sprzeciw wobec nazizmu wymagał heroizmu i odwagi, często nieporównywalnej z niczym innym, więc zasługuje na szacunek i na podziw".

Prezydent Komorowski /Paweł Supernak /PAP
Prezydent Komorowski
/Paweł Supernak /PAP

Porównanie kilkuletniej, bohaterskiej walki Armii Krajowej z jej kulminacją w postaci Powstania Warszawskiego do nieudanego zamachu na Adolfa Hitlera dokonanego przez pułkownika Clausa von Stauffenberga, który nigdy nie wyrzekł się wierności III Rzeszy Niemieckiej, a chciał jedynie usunąć prowadzącego ją do klęski wodza, jest w ustach pierwszego obywatela naszego państwa bardzo niestosowne.

Rozumiem, że prowadzący swoją politykę historyczną Niemcy robią wszystko, aby udowodnić światu, iż ruch oporu przeciw Hitlerowi był ich kraju w latach 1933-45 masowy (czemu w oczywisty sposób przeczą fakty), ale nie powinni znajdować w tym dziele sojusznika w osobie prezydenta niepodległej Rzeczypospolitej.

Czyżby mający przecież historyczne wykształcenie Komorowski nie wiedział, że podkładając bombę w Wilczym Szańcu von Stauffenberg miał nadzieję na takie dogadanie się nowych władz Niemiec z aliantami, aby zachowały one swe granice sprzed I wojny światowej, czyli skrajnie niekorzystne dla Polski? Nie wierzę w to, jak również w nieznajomość przez Prezydenta RP wymownych słów listu tego oficera Wehrmachtu o Polakach z listopada 1939 roku:

"Ludność jest tu niewiarygodnie głupia. Bardzo dużo Żydów i mieszańców. To lud, który czuje się dobrze tylko pod batem. Tysiące jeńców przysporzy się dobrze naszemu rolnictwu."

Naprawdę, ten element pożegnalnej wizyty Bronisława Komorowskiego w Berlinie musi budzić wstyd i zażenowanie.



Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/jerzy-bukowski/blogi/news-stauffenberg...
Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Komorowski porównał Stauffenberga do powstańców warszawskich. RELACJA

 
Komorowski porównał Stauffenberga do powstańców warszawskich. NASZA RELACJA - niezalezna.pl
foto: Waldemar Maszewski
Bronisław Komorowski wraz z małżonką odwiedzili w środę Berlin, gdzie zostali przyjęci przez prezydenta Niemiec Joachima Gaucka oraz przewodniczącego Bundestagu Norberta Lammerta. Najwięcej kontrowersji wzbudził ostatni punkt jednodniowego pobytu w niemieckiej stolicy: polski prezydent wziął udział w uroczystościach ku czci nazisty Clausa von Stauffenberga.

W Akademii Fundacji Konrada Adenauera w Berlinie zorganizowano obchody uczczenia (jakoby) europejskiego ruchu oporu, gdzie głównym punktem odniesienia (czego nikt od początku nie ukrywał) była pamięć o uczestnikach nieudanego zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r. - przede wszystkim Clausa von Stauffenberga. Portal Niezalezna.pl obserwował te uroczystości.

Niemcy robią wszystko, aby to wydarzenie zostało uznane przez opinię międzynarodową jako dowód na istniejący w tym kraju podczas drugiej wojny światowej silny ruch oporu. Dał temu wyraz w swoim przemówieniu podczas berlińskich obchodów były przewodniczący Parlamentu Europejskiego i szef fundacji Konrada Adenauera - Hans Poettering - który stwierdził, że wpływ czynu z 20 lipca 1944 r. na kształtowanie europejskiej demokracji był ogromny.

Tworzymy nowy „niemiecki ruch oporu”?

Poettering tak bardzo się zagalopował w wychwalaniu „niemieckiego ruchu oporu”, że w zasadzie zrównał go z polską Armią Krajową. W swoim przemówieniu stwierdził m.in., że Stauffenberg wraz z innymi dokonali zamachu na Hitlera, pomimo że zdawali sobie sprawę, iż czyn ten ma nikłe szanse na powodzenie. „Niecałe dwa tygodnie po zamachu z 20 lipca 1944 r. Armia Krajowa rozpoczęła w Warszawie powstanie zbrojne przeciwko niemieckiemu okupantowi” – powiedział w kolejnym zdaniu Poettering i dodał, iż także w tym wypadku wszyscy zdawali sobie sprawę, iż nie ma szans na zwycięstwo.

Również polski prezydent Bronisław Komorowski nawiązał do tego samego wątku, stwierdzając, że w jakimś sensie Powstanie Warszawskie było konsekwencją zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r. w Wilczym Szańcu. „W jakiejś mierze polski zryw niepodległościowy 1 sierpnia 1944 r. wpisuje się (niezależnie od intencji) także w ten kalendarz wydarzeń, w których funkcjonuje tradycja 20 lipca 1944 r., a więc tradycja zamachu na Hitlera” – powiedział w Berlinie Bronisław Komorowski, dodając, że niemiecki sprzeciw wobec nazizmu wymagał heroizmu i odwagi, często nieporównywalnej z niczym innym, więc zasługuje na szacunek i na podziw. W ten sposób obydwaj politycy (polski - Komorowski i niemiecki - Poettering) wspólnie dopisali do nowej historii „niemiecki ruch oporu”, zrównując go ze zrywem niepodległościowym w wykonaniu Armii Krajowej.

Polscy patrioci oburzeni

Większość Polaków obecna na uroczystości w Berlinie, z którymi rozmawialiśmy, stwierdziła, że wystąpienie Komorowskiego było - najdelikatniej mówiąc - niestosowne. Berliński adwokat Stefan Hambura stwierdził, że zrównywanie polskiego ruchu oporu z jakoby w ogóle istniejącym niemieckim jest wyjątkowo niepokojące. „Słowa Poetteringa, w których najpierw wychodzi on od zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r., a później płynnie przechodzi do Powstania Warszawskiego i Armii Krajowej, aby zakończyć na tym, że powstaje w Brukseli Dom Historii Europejskiej, muszą budzić wielki niepokój, że wszystkie te sprawy zostaną celowo zrównane” – powiedział nam Hambura.

Jego zdaniem zrównywanie heroizmu setek tysięcy Polaków z czynem kilkudziesięciu Niemców, którzy postanowili z pragmatycznych powodów zabić swojego byłego guru, jakim był Hitler, jest szkodliwe. „Szkoda, że polski prezydent wziął udział w takim przedsięwzięciu” – podsumował Hambura.

Niemiecka polityka historyczna XXI wieku

Niemcy od kilkunastu lat piszą historię od nowa i są w tej dziedzinie niedoścignionymi mistrzami.

Rozpoczęła ten proceder (i to skutecznie) była szefowa Związku Niemieckich Wypędzonych Erika Steinbach, która poprzez odpowiednią narrację i działania spowodowała, że cała Europa uwierzyła, iż najbardziej pokrzywdzonymi w wyniku drugiej wojny światowej byli niemieccy przesiedleńcy. To dzięki jej działaniom rząd i niemiecki parlament wielokrotnie czciły w specjalnych uchwałach niemieckich wypędzonych. Teraz najprawdopodobniej na historycznej mapie losów współczesnej Europy dojdzie jeszcze jedna grupa godna szacunku: członkowie niemieckiego ruchu oporu.

http://niezalezna.pl/68797-komorowski-porownal-stauffenberga-do-powstanc...
Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor
Wykład Komorowskiego – gorzej niż niezręcznie
 

Wydawało się, że pożegnanie Bronisława Komorowskiego z Niemcami będzie niezręczne. Rzeczywistość okazała się znacznie gorsza.

Polski prezydent zaangażował się ponad miarę w uprawianie niemieckiej polityki historycznej.

Wczoraj, nie znając treści wygłoszonego w Berlinie w środę wieczorem wykładu, napisałem, że wpisuje się on w obchody rocznicowe nieudanego zamachu na Adolfa Hitlera z 20 lipca 1944 r. i kreowanie głównego spiskowca Clausa von Stauffenberga na symbol niemieckiego oporu przeciwko Führerowi. A przecież poglądy von Stauffenberga na temat Polaków czy Żydów były niemal wzorcowo hitlerowskie, on po prostu chciał szybciej skończyć wojnę i zmniejszyć liczbę niemieckich ofiar.

I o tych poglądach, które „dzisiaj trudno akceptować", Komorowski nawet wspomniał, ale nie powstrzymało go to od wymienienia jednym tchem Polskiego Państwa Podziemnego, Armii Krajowej i spiskowców pod wodzą pułkownika von Stauffenberga. Wszyscy reprezentowali „jaśniejszą stronę europejskiej historii". A von Stauffenberg to chyba nawet najjaśniejszą, bo, jak powiedział prezydent Polski, odwaga Niemców sprzeciwiających się nazizmowi była „często nieporównywalna z niczym innym".

Użycie w odniesieniu do wydarzeń drugiej wojny światowej określenia „nieporównywalna z niczym innym" budzi kontrowersje, a gdy jest jednocześnie pochwałą Niemców, to już tylko oburzenie.

Bronisław Komorowski wykazał się całkowitym brakiem wrażliwości, nie wyciągnął żadnych wniosków z gniewnych reakcji w Polsce, które wywołują słowa o „polskich obozach" czy zrównywanie Polaków z niemieckimi nazistami. Nie zrozumiał wieloletniego polsko-niemieckiego sporu o centrum wypędzeń, w którym nasi sąsiedzi chcieli w jednym szeregu umieścić ofiary i sprawców.

http://www4.rp.pl/Komentarze/307099822-Wyklad-Komorowskiego--gorzej-niz-...

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor
Komorowski i troska o niemieckie ikony
 

Nie tak powinno wyglądać pożegnanie prezydenta Bronisława Komorowskiego z Niemcami. Kończenie ostatniej wizyty w Berlinie wykładem, który należy do cyklu wychwalającego niemiecki ruch oporu w Trzeciej Rzeszy, jest co najmniej niezręczne.

Niestety, Komorowski podsumowuje w ten sposób swoją politykę historyczną. Zazwyczaj zachowawczą albo żadną w sprawach wymagających zdecydowania (takich jak „polskie obozy" czy ludobójstwo na Wołyniu), a w sprawach niekontrowersyjnych dla naszych sojuszników nagłaśnianą i barwną (od Westerplatte po Monte Cassino).

Wykład, który miał w środę wieczorem wygłosić w Berlinie, nosi tytuł „Opór i opozycja w Europie XX wieku. Dziedzictwo, odpowiedzialność i wyzwanie".

Pisząc ten tekst, nie wiedziałem, co o niemieckim ruchu oporu przeciwko Hitlerowi powiedział polski prezydent, być może była to też krytyka. Jednak wykład, mimo jego wygłoszenia 8 lipca, wpisuje się w obchody rocznicowe nieudanego zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 r., a one są już raczej bezkrytyczne. Stojący na czele spiskowców Claus von Stauffenberg występuje w roli bohatera, symbolu tego, że nie wszyscy Niemcy do końca wspierali Führera.

Wpisuje się całkiem oficjalnie; organizatorzy – Fundacja Konrada Adenauera powiązana z rządzącą partią CDU – przedstawiali wykład Komorowskiego jako wystąpienie z okazji rocznicy „najważniejszego zamachu stanu w czasach nazizmu".

Uczestnictwo Komorowskiego w upamiętnieniu von Stauffenberga jest niezręczne dlatego, że co prawda chciał on obalić Hitlera (by zakończyć wojnę i zmniejszyć liczbę niemieckich ofiar), ale ideologicznie odległy mu raczej nie był. Część historyków uważa go za typowego – jak na ówczesną armię niemiecką – antysemitę i przypomina, że był przeciwnikiem demokracji parlamentarnej.

Jego najbardziej znaną opinię na temat Polski – z listu do żony wysłanego po wkroczeniu do naszego kraju we wrześniu 1939 roku – można traktować jako wzór antypolonizmu. Mieszkańcy przedstawieni są jako „niewyobrażalny motłoch, wielu Żydów i tak wiele ludności mieszanej", wymagający bata i najlepiej nadający się do pracy niewolniczej w niemieckim rolnictwie.

Von Stauffenberg może i jest odpowiednią ikoną dla niemieckiej polityki historycznej. Ale polski prezydent nie powinien się o nią troszczyć.

Niemcy zresztą sobie świetnie radzą z prowadzeniem tej polityki, mają wspaniały wizerunek na świecie, w coraz mniejszym stopniu zakłócany przez wspomnienia o Trzeciej Rzeszy. W ponad stu krajach dzięki popularnemu serialowi pokazali ludzką twarz Wehrmachtu (i nieludzką Armii Krajowej).

Mogą się cieszyć z powszechnego użycia słowa „nazistowski" w odniesieniu do zbrodni niemieckich z czasów drugiej wojny. I powszechnego użycia słowa „niemiecki" w odniesieniu do wysokiej jakości towarów z fabryk, które w czasie tej samej wojny, wykorzystując robotników przymusowych, produkowały ich „nazistowskie" pierwowzory.

W taki kontekst wpisał się, chcąc nie chcąc, Bronisław Komorowski w czasie swojej pożegnalnej wizyty w Niemczech.

http://www4.rp.pl/Komentarze/307089841-Komorowski-i-troska-o-niemieckie-...

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Jak Niemcy zapłacą Komorowskiemu za zrównanie Stauffenberga z żołnierzami Armii Krajowej?


PAP/Paweł Supernak
PAP/Paweł Supernak

Chyba niewielu zwolenników Bronisława Komorowskiego spodziewało się, że ich idol odejdzie w tak złym stylu; łasząc się i przymilając niemieckiej polityce historycznej, niczym dawni sprzedajni magnaci ambasadorowi pruskiemu.

To fakt, przyniosło to Polsce dużo strat. To kolejny cios, po słynnej niegdyś wypowiedzi Władysława Bartoszewskiego dla dziennika „die Welt”, że podczas okupacji bardziej bał się Polaków, niż umundurowanych Niemców.

Warto postawić sobie pytanie dlaczego pan Bredzisław, który na nasze nieszczęście był prezydentem RP przez całe pięć lat, zrównał polskich żołnierzy z Armii Krajowej z antypolskim szowinistą Stauffenbergiem? Odpowiedź wydaje się prosta: pan Bredzisław zwyczajnie potrzebuje kasy.

Za kilkanaście tygodni proszę sobie przypomnieć ten tekst w sytuacji, gdy jakaś niemiecka fundacja ogłosi, że zaprasza pana Bredzisława na serię wykładów na jakimś uniwersytecie w Niemczech. Wykłady będą płatne.”

Pewnie dowiemy się też wkrótce, że jakaś „Fundacja Bronisława Komorowskiego”, jakiś jego instytut, który ma ponoć powstać, dostał od pozarządowej organizacji niemieckiej grant na „książkę”, jak swego czasu Władysław Bartoszewski, albo na „badania procesu pojednania polsko-niemieckiego”. To naprawdę dobry szmal.

Czy Polska zdoła się obronić przed fatalnymi skutkami działalności pana Bredzisława na jego nowym „odpowiedzialnym odcinku”? Wiele tu zależy od aktywności różnych polskich instytucji. Ale już dzisiaj widać, że pojawiły się tendencje do „otorbienia” działalności pana Bredzisława. To dobry prognostyk.

 

autor: Sławomir Sieradzki

Dziennikarz. Publikował m. in. w „Życiu” i „Wprost”. Okładka ilustrująca jeden z jego artykułów była prezentowana w „Deutsches Historisches Museum” w Berlinie. Współzarządzał z Wojciechem Sumlińskim regionalnym „Tygodnikiem Podlaskim”.

http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/258787-jak-niemcy-zaplaca-komorowskiem...

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

List otwarty do Prezydenta Bronisława Komorowskiego w sprawie jego udziału w obchodach ku czci Stauffenberga


fot. PAP/Paweł Supernak
fot. PAP/Paweł Supernak

Panie Prezydencie

W związku z Pańskim udziałem 8 lipca w niemieckich uroczystościach ku czci Clausa von Stauffenberga pragniemy oświadczyć, co następuje:

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd człowiekowi, który jako czynny oficer Wehrmachtu brał udział w najezdniczej ludobójczej wojnie przeciwko Narodowi Polskiemu w 1939 roku, który wyrażał rasistowskie opinie o mieszkańcach Rzeczypospolitej, pochwalał pracę niewolniczą Polaków na rzecz Niemiec, który wreszcie podjął działania przeciwko Adolfowi Hitlerowi aby utrzymać niemieckie zdobycze wojenne w obliczu nieuchronnej klęski Rzeszy Niemieckiej w lecie 1944.

Oświadczamy, że w ostatnich dniach urzędowania Pan Prezydent swoim czynem jasno pokazuje , że bliskie jest mu niemieckie spojrzenie na historię II wojny światowej, które relatywizuje niemiecką odpowiedzialność i doszukuje się pozytywnych bohaterów, tam gdzie ich – z polskiego punktu widzenia – znaleźć nie można. Claus von Stauffenberg był niemieckim militarystą, może i patriotą z niemieckiego punktu widzenia, ale jego cele działania i motywacje nie miały nic wspólnego z dobrem Polski i jej pomyślnością, a obchody ku jego czci także z dobrem Polski (ale także ogólnoeuropejskim) nic wspólnego nie mają. Prezydent Rzeczypospolitej występujący w tych okolicznościach uwiarygodnia niemiecką narrację historyczną, której ostrze wielokrotnie było skierowane przeciwko Polsce. Tym bardziej Pański postępek należy potępić, jeśli wspomni się całkowitą bezczynność Pańskiego urzędu prezydenckiego w kwestiach coraz częściej pojawiających się oskarżeń o odpowiedzialność Polski za wymordowanie Żydów, utworzenie „polskich obozów koncentracyjnych” itd. Sam Pan w kontekście Holocaustu odnośnie Polaków użył sformułowania „naród sprawców” co już samo w sobie jest obelgą.

Oświadczamy, że w obchodach rocznicy ku czci Clausa von Stauffenberga nie działa Pan w naszym imieniu, nie reprezentuje nas, ani innych osób podpisujących ten list.

Pański postępek kwalifikujemy jako odejście od zasad zawartych w Art. 130 Konstytucji, gdzie w przysiędze prezydenckiej mowa jest o strzeżeniu przez Prezydenta godności Narodu, a dobro i pomyślność obywateli ma być dla Prezydenta najwyższym nakazem.

Oświadczamy, że uwiarygodnienie kłamliwej propagandy historycznej jest sprowadzeniem na polskich obywateli zagrożenia, a swoim działaniem sponiewierał Pan godność Narodu. Prezydent Rzeczypospolitej nie powinien nigdy honorować najeźdźcy gardzącego obywatelami Rzeczypospolitej, którego pobudki działania były przeciwne polskiej racji stanu.

— prof. dr hab. Anna Gruszczyńska-Ziółkowska – AKO Warszawa

— dr Justyna Kozłowska – AKO Warszawa

— dr hab. Marek Gutowski – AKO Warszawa

— prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak- Przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu

— prof. Józef Medard Namysłowski – AKO Warszawa

— prof. Andrzej Nowak – Uniwersytet Jagielloński

— dr Józef Orzeł – Prezes Klubu Ronina

— prof. Włodzimierz Pańków – Akademia Leona Kożmińskiego

— Maciej Pawlicki – producent filmowy

— dr hab. Krystyna Pawłowicz – Poseł na Sejm, AKO Warszawa

— red. Tadeusz – Płużański- Prezes Fundacji “Łączka”

— dr Jan Rempała- AKO Warszawa

— prof. Artur Świergiel – Przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Lecha Kaczyńskiego w Warszawie

— Maciej Świrski – Prezes Reduty Dobrego Imienia

— dr hab. inż. Krzysztof Weiss – AKO Warszawa

— red. Aleksander Wierzejski – Radio Wnet

— red. Marcin Wolski – Prezes Warszawskiego Oddziału SDP

— prof. Andrzej Zybertowicz – Uniwersytet Mikołaja Kopernika

List można podpisać na stronie Reduty Dobrego Imienia

Rolą Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej powinno być godne prezentowanie polskiego wkładu w obronę Europy przed brunatną Rzeszą Niemiecką

autor: Maciej Świrski

Założyciel Reduty Dobrego Imienia - Polskiej Ligi Przeciw Zniesławieniom (http://reduta-dobrego-imienia.pl), bloger Szczurbiurowy, w l. 2006-2009 wiceprezes Polskiej Agencji Prasowej.

http://wpolityce.pl/polityka/258749-list-otwarty-do-prezydenta-bronislaw...

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Komorowski w Berlinie: "Przyjazne relacje z Niemcami to wielka szansa. Mam nadzieję, że mój następca będzie o to dbał"


fot. PAP/Paweł Supernak
fot. PAP/Paweł Supernak

Prezydent Bronisław Komorowski jest zdania, że dobre relacje polsko-niemieckie to szansa na umocnienie pozycji Polski w UE. Wyraził nadzieję, że jego następca będzie o to dbał.

W środę w Berlinie Komorowski spotkał się z prezydentem Niemiec Joachimem Gauckiem, ministrem spraw zagranicznych Frankiem- Walterem Steinmeierem, a także przewodniczącym Bundestagu Norbertem Lammertem. W ocenie prezydenta, stosunki polsko-niemieckie „chyba nigdy nie były tak dobre, co nie znaczy, że nie mogą być jeszcze lepsze”.

Mam nadzieję, że mój następca będzie o to dbał

— stwierdził.

Dobre, przyjazne relacje z Niemcami to wielka szansa dla umocnienia pozycji i roli Polski w UE

uważa Komorowski.

Jak dodał, to przekłada się m.in. na politykę wschodnią UE, na politykę bezpieczeństwa, na decyzje w kwestiach budżetu UE. Według prezydenta bez dobrych relacji polsko-niemieckich nasza sytuacja byłaby o wiele trudniejsza.

Jest o co dbać, jest co rozwijać. To trzeba robić z sercem, z głębokim przekonaniem i w perspektywie wielu lat

— podkreślił Komorowski.

Jak dodał, z politykami niemieckimi rozmawiał m.in. polityce wschodniej UE, a także o sytuacji w Grecji.

Wszyscy oczekują, że to strona grecka przedstawi jakieś nowe propozycje wyjścia z sytuacji

— powiedział Komorowski.

Ważne jest - podkreślił - by było to takie rozwiązanie, które:

wstrzymałoby kryzys strefy euro i nie zwiększało ryzyka demoralizacji UE jako całości.

Komorowski pytany był także, czy dobrą decyzją jest, że jedną z pierwszych zapowiadanych wizyt prezydenta elekta Andrzeja Dudy będzie Berlin. To bardzo dobrze - ocenił Komorowski. Jak podkreślił, to prawidłowy wybór i jest to „kierunek, który wyznaczył swego czasu Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek i Krzysztof Skubiszewski. Na zachód - i trzeba to robić poprzez budowanie dobrych relacji z Niemcami”.

Jest to ostatnia wizyta zagraniczna Komorowskiego, który kończy urzędowanie na początku sierpnia.

http://wpolityce.pl/polityka/258657-komorowski-w-berlinie-przyjazne-rela...

Więcej notek tego samego Autora:

=>>