Przytłaczające "Resortowe dzieci"

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  0
 Pierwsza część „Resortowych dzieci” wzbudziła o wiele większe zainteresowanie, niż wydany właśnie drugi tom. Książka była o wiele bardziej „medialna”, nie tylko dlatego, że jej bohaterami byli ludzie mediów. Bohaterowie książki „Resortowe dzieci. Służby”, w odróżnieniu od telewizyjnych i radiowych celebrytów, rozgłosu nie lubią, wolą po cichu kontynuować swoje działania, dziś najczęściej biznesowe.

Drugi tom bowiem opowiada, zgodnie z tytułem, o ludziach służb, często związanymi z komunistycznym aparatem przemocy przez co najmniej dwa pokolenia. Historie są na ogół podobne. Studia, czasem – w przypadku pierwszego pokolenia – brak perspektyw na mieszkanie, czy po prostu, na życie, decyzja o pracy w resorcie. Praca operacyjna, donosy, werbowanie agentów, jeśli więcej szczęścia wyjazdy za granicę, jeśli mniej – polowanie na amerykańskich szpiegów w województwie ciechanowskim… Potem rok 1989 i miękkie lądowanie – w policji, dyplomacji bądź biznesie. Zresztą, gdzie ich nie ma… Ok, kilka miejsc się pewnie znajdzie, ale lista, którą ułożyć można dzięki lekturze kolejnych rozdziałów jest bardzo ciekawa. Ot, firma Konsalnet, która dominuje na rynku usług ochroniarskich… Zresztą – kto przeczyta, ten będzie wiedział, część zresztą wie się „od zawsze”, ale nie wszystko przecież. Choćby taka informacja, że początki obecności jednej z wielkich zachodnich sieci handlowych w Polsce to zarazem końcówka pewnej długiej, resortowej biografii…

Przy okazji inauguracji serii pełno było zarzutów, że autorzy oskarżają ludzi o winy ich rodziców, do tego operują zbyt szerokim zbiorem, w którym lądują również osoby zupełnie przypadkowe. Nie zgadzałem się z tymi opiniami, o czym pisałem choćby w recenzji tamtej książki. Tym razem nie ma miejsca na takie wątpliwości, bo praktycznie cały czas pozostajemy w gąszczu kolejnych departamentów, wydziałów, komend i przedstawicielstw.  Milicjanci, ubecy, pracownicy wywiadu na niejawnych etatach, nielegałowie – tu ryzyko trafienia niewinnego jest właściwie żadne. Mamy tu jednak osoby, które media III RP bardzo lubią - jak Gromosław Czempiński czy Aleksander Makowski, ludzie do dziś pełniący kluczowe funkcje, jak Stanisław Koziej, czy wreszcie bohatera również dla części prawicy - śp. gen. Sławomira Petelickiego. Tyle, że tym razem trudno napisać, że w sumie nie wiadomo, skąd ich nazwiska w tym zestawie - są bardzo, bardzo na swoim miejscu.

„Służby” przytłaczają nie tylko skalą opisanych zjawisk i trwaniem ich w czasie (autorzy czasem uciekają w czarny humor, czy raczej gorzką ironię, wykazując, jak to rząd Mazowieckiego budował nowe służby na starych esbekach), lecz również ilością zebranych informacji. Z jednej strony każe to chylić czoło przed wysiłkiem Kani, Marosza i Targalskiego, z drugiej jednak obawiać się można o możliwości percepcji czytelników. Każda historia,  jak to w dziejach agentury, zbudowana jest szkatułkowo. Jeśli w historii bohatera X pojawi się Y, na kilka stron zatrzymamy się, by poznać dokładną historię całej jego rodziny i Z, którego Y poznał w, powiedzmy 1986 roku… Historię rodziny X też już oczywiście znamy. To nie jest więc książka, którą, jak jej poprzedniczkę, można po prostu wziąć i przeczytać z zapartym tchem w kilka godzin lub wieczorów. Mnie lektura, dawkowana coraz oszczędniej, zajęła prawie miesiąc.  Oczywiście, są w niej fragmenty, które czyta się szybciej – jak rozdziały o aferze marszałkowej czy działalności płk. Lesiaka. Mocny, dziwnie niezauważony jest też fragment o początkach biznesowych sukcesów Platformy Mediowej Point Group, której media tak dużą rolę odegrały w ostatniej aferze taśmowej… To fajerwerki, większość tomu to jednak gęste, trudne do przebrnięcia, lecz bardzo potrzebne opisy, kto, co i z kim, za komuny i w „wolnej Polsce”, o której po tej lekturze jeszcze trudniej pisać bez cudzysłowu.

Ponieważ jednak jest tego wszystkiego bardzo dużo (zebrało się prawie 1000 stron!), a ponoć w następnych częściach będzie jeszcze więcej, warto byłoby chyba rzecz podzielić na tomy i wydać choćby w dwóch książkach – zwłaszcza, że i klejenie nie radzi sobie z taką masą danych i książka przy którymś otwarciu zaczyna się sypać w rękach.

Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz, Resortowe dzieci. Służby, Fronda 2015

Recenzja cz. I:
http://blog-n-roll.pl/pl/resortowe-dzieci-zabawa-w-postkomunizm#.VYRmm0Z...
Relacja z premiery cz. I:
http://www.obiektywnie.com.pl/artykuly/w-hybrydach-o-resortowych-dziecia...
Relacja z premiery cz II:
http://blog-n-roll.pl/pl/resortowe-dzieci-s%C5%82u%C5%BCby-kilka-s%C5%82...

 
5
5 (3)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>