Pusta Sobota nazywana "Wielką"

 |  Written by Ursa Minor  |  2
Jakub Kołacz SJ
 
 
(fot. shutterstock.com)

Wielka Sobota to jest jedyny taki dzień w życiu chrześcijanina, który lepiej, gdyby wcale się nie zaczął, a skoro już nie ma innego wyjścia, to najlepiej, żeby jak najszybciej się skończył.

 

Dzień po Piątku, którego popołudnie wydaje się najbardziej tragicznym czasem - bo to właśnie wtedy zdobyliśmy się na najbardziej okrutne czyny wobec naszego Boga - jest dniem z pozoru spokojnymi cichym, w rzeczywistości cisza ta jest strasznym, grobowym milczeniem. Jest to dzień do tego stopnia pusty, że nawet Piątek przy nim blednie i nie wydaje się tak straszny. Wielka Sobota to jedyny czas w ciągu roku, który przeżywamy bez Boga...

 

Wiele wydarzeń, w jakich uczestniczyli uczniowie, zapowiadało to nieszczęście. Jezus, który nie bał się stawiać wysokich wymagań, nie stronił od ironicznych komentarzy i nawet nie próbował udawać, że nie obchodzi go obłuda, miał coraz więcej wrogów. Ci zaś czuli się coraz mocniejsi i coraz bardziej bezkarni. W końcu sam Pan zaczął otwarcie mówić o tym, że przygotowuje się na najgorsze. Wszystko to, co wydarzyło się od wieczoru w Czwartek nie powinno więc być dla nikogo zaskoczeniem. A jednak, kiedy w końcu się dokonało, na świecie zapanowała niezwykła pustka, a wraz z nią - zamiast spokoju - na ludzi spłynął strach.


Czego się bali? Właśnie tej grobowej pustki. Bo Sobota to dla człowieka wierzącego dzień, w którym nie istnieje czas teraźniejszy; to dzień-widmo, dzień, którego nie ma! Tego dnia można wyłącznie wspominać przeszłość albo z nadzieją czekać na to, co ma dopiero nastąpić.


Wspominanie to dobry sposób radzenia sobie z pustką, jaka czasami potrafi opętać nas jak zły duch. We wspomnieniach żyją przecież najwspanialsze chwile. Zapominamy o tym, co nas bolało, nie wracamy myślą do starych, załatwionych już spraw, ale nigdy nie wymazujemy z pamięci dobrych chwil ani twarzy bliskich nam ludzi. A dziś - w tę Sobotę - wspominamy, jak dobrze nam było z Bogiem, kiedy "rozmawiał z nami i Pisma nam wyjaśniał", kiedy chleb rozmnażał, nauczał, kiedy czuliśmy się bezpieczni w Jego obecności. Kiedy nawet pozwalał nam na to, co wydawało się niemożliwe: na chodzenie po falach. Takich rzeczy się nie zapomina.


Wybieganie myślą w przyszłość, cudowne marzenia, to dobry sposób, aby oderwać się od szarej rzeczywistości i obudzić w sobie nadzieję na lepsze jutro. W marzeniach czujemy się mocni, odważni i mądrzy.


A dziś? Lepiej o tym nie myśleć. Wczoraj wieczorem zabiliśmy Boga. Zamęczyliśmy naszego Przyjaciela. Odrzuciliśmy kogoś bardzo bliskiego. Doprowadziliśmy do nieszczęścia. Sami jesteśmy sobie winni. Co teraz z nami będzie?


Posłuchajcie więc, moi bracia i siostry, grzesznicy. Posłuchajcie, głupcy i bezrozumni. Posłuchajcie źli i marnotrawni synowie i córki. Posłuchajcie, duchowi kalecy. Uważajcie na to, co powiem, życiowi nieudacznicy i maszkary.

 

To prawda, że sami się prosiliśmy o taki pusty dzień. To prawda, że do nikogo nie możemy mieć pretensji, bo sami jesteśmy sobie winni. To fakt, że to wszystko przez nas. Ale nie traćmy ducha - jakoś doczekamy do wieczora. A wtedy nasz Pan pokaże nam, że jest mocniejszy od wszystkich naszych grzechów i złości. Przypomnijmy sobie, co powiedział: że trzeciego dnia powróci do życia. A więc to już niedługo.


Teraz, wspominając Jego słowa, ale i wybiegając myślą do przodu, zastanówmy się tylko razem z apostołami: "Co to znaczy powstać z martwych"?

http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,961,pusta...

5
5 (1)

2 Comments

Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Wielka Sobota - zatrzymanie czasu

Joan Chittister
 
 
(fot. slack12/flickr.com/CC)
 

Wielka Sobota to dzień, o którym nie mówi się dużo w roku liturgicznym. Niewiele liturgicznych punktów odniesienia można wziąć pod uwagę - tak naprawdę nic nie dzieje się w większości kościołów w Wielką Sobotę. W klasztorach śpiewa się rano ciemne jutrznie, czyli szereg psalmicznych lamentacji, które żalem akcentują pustkę, a rytualne wygaszanie świec w używanym specjalnie na tę okazję świeczniku podkreśla nieobecność Jezusa, naszej światłości.

 

Nie ma jednak liturgicznych zgromadzeń przed zmrokiem. Nie ma też nawet wiele historii, którymi można się zająć, z wyjątkiem śledzenia zmian czasu, miejsca i uczestników Mszy Wigilijnej. Nie ma publicznych ceremonii ani szczególnych nabożeństw, które przerywałyby znamionujące ten dzień poczucie oczekiwania i próżni. Po większej części jesteśmy po prostu zostawieni sami sobie w Wielką Sobotę. A przecież każda ludzka istota, która kiedykolwiek chodziła po ziemi, wie, o czym mówi pustka Wielkiej Soboty. Wszyscy, którzy kiedykolwiek żyli, którzy będą kiedykolwiek żyli, doświadczą pewnego dnia własnej Wielkiej Soboty. Pewnego dnia wszyscy poznamy moc przygnębiającej straty, gdy życie, jakie znamy, zmieni się, gdy cała nadzieja, która poszybowała wysoko, umrze. Wtedy i tylko wtedy zaczniemy rozumieć cel Wielkiej Soboty.

 

Doniosłość Wielkiej Soboty polega na jej mocy doprowadzania nas do tego rodzaju wiary, którą duchowi mistrzowie nazywają "dojrzałą". Wielkosobotnia wiara nie jest liczeniem naszych błogosławieństw. Chodzi w niej o radzenie sobie z ciemnością i dorastanie do nadziei. Bez występującej w życiu Wielkiej Soboty nikt z nas nie może naprawdę duchowo dorosnąć.


Dzisiaj kościół jest pusty. Dzisiaj strata ostatecznie panuje. Siadamy w pustych ławkach, mijamy puste kościoły, mając ciężkie serca od wczorajszej wielkopiątkowej rzeczywistości i jej ciosu w nasze bezpieczeństwo. Dzisiaj samotni i osieroceni stajemy twarzą w twarz z pytaniem, którego tak bardzo próbujemy uniknąć przez resztę roku: jak potraktować Boga Ciemności, a jednocześnie Dawcę Światła? Czy zostaliśmy opuszczeni? Czy jesteśmy pozostawieni samym sobie na tym świecie? Czy nie ma nic innego? Czy cała reszta była tylko bajką?


Narodziny Jezusa ze światłami, organami, chórami, ze śpiewami "Gloria" i zapewnieniami o mającym nadejść wyzwoleniu wydają się teraz bardzo odległe. Trzej Mędrcy z ich kosmiczną obietnicą dawno odeszli. Chrzest w Jordanie i głos zstępujący z nieba zacierają się teraz, blakną i tracą z czasem wyrazistość. Uzdrowienia obolałych i cuda uczynione kobietom, opieka nad obcymi i obejmowanie wyrzutków mają teraz taki posmak fantazji, jak niegdyś prawdy. Triumfalne wkroczenie do Jerozolimy jest w najlepszym razie szyderczym wspomnieniem. Zaledwie nowy dzień zaświtał, pochłonęła je ciemność.


Gdzie jest Jezus, który chodził po ziemi, jak my wciąż chodzimy? Jezus, który rozumie nas, zniknął z pola widzenia poniżony, bezsilny, niezrozumiale uległy wobec prześladowcy. Jezus, dla którego gwiazdy pokazywały się w Betlejem, został przygnieciony twarzą do ziemi, a wszelkie zapowiedzi błogosławieństw i cała nowa wizja życia spełzły na niczym. Skończyło się hańbą, upodleniem i zniszczeniem. Apostołowie są rozproszeni. Wspólnota poszła w rozsypkę. Nie ma rozentuzjazmowanych tłumów, za którymi moglibyśmy pójść. Teraz polegamy tylko na sobie. Pozostaje zadać samym sobie pytanie, które Jezus zadał kiedyś Piotrowi: "A wy za kogo Mnie uważacie?" (Mk 8, 29).


Ważne w Wielkanocną Sobotę jest to, że właśnie wtedy, gdy panuje jej pustka, zaczynamy rozumieć, iż tyle samo Bożego głosu jest w pustce, ile w oczekiwaniu. Teraz, gdy czujemy nieobecność Jezusa najbardziej dotkliwie, słuchamy Go najuważniej. I nagle zagłębiamy się całkowicie w tym, czym stał się On dla nas. Teraz widzimy dokładnie, jak wiele Jego życie i słowa znaczą dla nas. Zaczynamy uświadamiać sobie, że zostaliśmy już przez to zmienieni. Co moglibyśmy bez tego uczynić?


Wiemy teraz, że bez Jezusa nie znaleźlibyśmy mostu do Boga. Kiedyś usłyszeliśmy w Nim głos mówiący, kim na pewno jest Bóg. Kiedyś dowiedzieliśmy się, patrząc na Niego, kim my sami również mamy być, jeżeli osiągniemy pełnię człowieczeństwa.


Bez Jezusa nie zdołamy nawet wyrobić sobie zdania o własnym ja. Skąd wiedzielibyśmy, kim jesteśmy, bez wzoru Jezusa, według którego możemy mierzyć nasz wzrost i dobroć? Czym jest nadzieja, gdy nie pozostał nikt, kto może być jej gwarancją?


Nie ma wątpliwości, że jest to dzień zejścia do grobu -naszego własnego, a także Jezusowego. Teraz jest czas, aby umarła nasza fałszywa nadzieja. Ale jest to również czas, aby umarła nasza wiarołomna rozpacz.


Nadzieja, jak widzicie, to delikatna rzecz, mylona często z pewnością, a rzadko rozumiana jako duchowa dyscyplina, która upewnia nas tylko co do jednej rzeczy: w końcu, cokolwiek nastąpi, będzie to rozwiązanie wynikające z Bożej woli, choćbyśmy próbowali naginać to do swoich własnych celów. Widzieliśmy na przykład, jak często ciemność prowadzi jednak do światła. Niektórzy nie angażują się w dobro, dopóki rzeczywiście nie doświadczą zła. U innych wiara nie może rozkwitnąć, zanim nie uświadomią sobie, że rozpacz nie zatriumfowała. Zatem tutaj na pewno jest również nadzieja.


Jest nadzieja, że nauczymy się sensu nadziei, że nie oprzemy się pewności, iż w końcu Bóg przeprowadzi swą wolę niezależnie od tego, jak bardzo człowiek będzie próbował ją obalić.


Jest nadzieja, że Bóg istnieje w cieniach życia tak samo jak w jego blaskach, w nocy duszy tak samo jak o świcie życia, gdyż światło i ciemność, noc i świt należą do Boga.


Jest nadzieja, że w końcu przestaniemy nazywać "dobrem" tylko to, czego sami chcemy i zaczniemy uznawać, że dobro może przybierać dziwny wygląd: pasterzy i panien, rybaków i celników, bezczelnych łotrów i tchórzy. Możemy mieć nadzieję, że skończymy malować nasz świat jedynie w naszych własnych barwach.


Jest nadzieja, że zdołamy ostatecznie znaleźć bezpieczeństwo w fakcie Bożego zrozumienia słabości: "Idź, a od tej chwili już nie grzesz" (J 8, 11) - słyszymy znowu. "Dziś ze Mną będziesz w raju" (Łk 23, 43) - pamiętamy, co zostało powiedziane do łotra na krzyżu. To jest nadzieja, która zstępuje z ikony miłosierdzia, a zarazem wstępuje w to, co świat nazywa mocą.


Jest nadzieja, że zaczniemy w końcu widzieć świat, tak jak Bóg widzi świat i ufać, iż Bóg jest naprawdę zawsze i wszędzie we wszystkim - w niejasnym i w jasnym niezależnie od tego, czy w danym momencie możemy zobaczyć Bożą rękę.


W Wielkiej Sobocie chodzi tak naprawdę o to, abyśmy byli zdolni osiągnąć ten punkt widzenia, zanim rozpocznie się Wielkanocna Wigilia i zanim kantor zaśpiewa Exultet w ciemności. Zatem strata jest zyskiem, a cisza jest bardzo jasnym przesłaniem od Boga.

 

Tekst pochodzi z książki: Co rok bliżej Boga

http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,1400,wiel...
 
Obrazek użytkownika Ursa Minor

Ursa Minor

Wielka Sobota. Adoracja przy grobie Pańskim

Radio Maryja
Wielka Sobota jest czasem ciszy oraz oczekiwania na Zmartwychwstanie Chrystusa. Tak, jak w Wielki Piątek, nie sprawuje się dziś Mszy św. Wielka Sobota w polskiej tradycji jest także dniem święcenia pokarmów.

O godz. 20:30 w Radiu Maryja i Telewizji Trwam transmisja z Bazyliki św. Piotra w Watykanie. Uroczystej Liturgii Wigilii Paschalnej przewodniczył będzie Ojciec św. Franciszek.

W Wielką Sobotę w kościołach trwa adoracja Chrystusa złożonego do grobu. Dzień ten jest podzielony na dwie części. Pierwszą z nich jest święcenie pokarmów, które wierni do południa przynoszą do świątyń. Święcimy chleb (na pamiątkę nakarmienia przez Jezusa tłumów na pustyni), mięso (przypomnienie baranka spożywanego przez Jezusa i uczniów w wieczerniku podczas Paschy) i jajka (symbol nowego życia).

Ta wspaniała tradycja tylko pośrednio koresponduje z treścią teologiczną Triduum Paschalnego, a właściwie Nocy Paschalnej – nawiązuje z jednej strony, do największego święta Izraelitów zwanego Paschą, a w pewien sposób do Ostatniej Wieczerzy, ale przede wszystkim do idei teologicznej odnowienia świata – tłumaczy ks. prof. dr hab. Jan Perszon.

- Chrystus wstając z martwych, przechodząc ze swoim człowieczeństwem w Boski sposób bytowania, wchodząc ze śmierci do życia, daje całemu kosmosowi życie nowe. Nowości tego życia nie da się wyrazić inaczej jak przez wielką radość i świadomość, że wszystko stało się nowe – również to, co spożywamy, co rozpoczynamy. To jest nowa era, to po prostu odnowienie całego świata i kosmosu, w którym żyje człowiek – i dlatego w naszej polskie tradycji symbolem tego jest poświęcone jajko, dzielenie się poświęconym jajkiem. To też nawiązuje do tej idei odnowienia życia całego kosmosu poprzez zmartwychwstanie Chrystusa (…). W tym obyczaju jest pewnie więcej takiej rodzinnej obrzędowości, niż bezpośrednich związków z wydarzeniami odkupienia i zmartwychwstania – wyjaśnia ks. profesor.

Drugą częścią obchodów Wielkiej Soboty jest Liturgia Wigilii Paschalnej. To symbol przejścia ze śmierci do nowego życia. Kapłan święci ogień i wodę chrzcielną. Wierni odnawiają także swoje przyrzeczenia ze chrztu – mówi  ks. bp Andrzej Siemieniewski.

- W Wigilię Paschalną czuwamy tak, aby nie przegapić przyjścia Pana Jezusa Zmartwychwstałego. To uroczyste obrzędy odnowienia przyrzeczeń chrztu, odnowienia doświadczenia naszego przyjęcia sakramentu i wreszcie Msza św. zakończona uroczystą procesją i obwieszczeniem światu: Chrystus zmartwychwstał! Często ta Msza św. rezurekcyjna kończy się uroczystą procesją wokół kościoła, biciem w dzwony i ogłaszaniem, że nasz Zbawiciel Jezus Chrystus żyje – wyjaśnia Ksiądz Biskup.

Procesja Rezurekcyjna w wielu miejscach w Polsce odbywa się, zgodnie z dawną tradycją, w poranek Niedzieli Wielkanocnej.

http://www.radiomaryja.pl/informacje/wielka-sobota-adoracja-przy-grobie-...

Więcej notek tego samego Autora:

=>>