W nowym numerze „W Sieci” pan Piotr Skwieciński uprzejmy był ogłosić koniec blogerów. Rozumiem, że dziennikarz nie może sobie takiej radości odmówić, a kondycja blogosfery nie jest najmocniejsza, raczej dołuje a i siłą, jaką wielu z nas miało nadzieję się stać, się nie staliśmy. Pisałem o tym zresztą już w 2012 roku, żegnając się z Salonem24. (W 1989 się nie udało, ale teraz musi się udać. Jest internet, blogi, Kataryna, Salon24... Przełamujemy monopol mediów. Już, już za chwilę dziennikarze, politycy będą musieli się z nami zacząć liczyć. Będziemy sumieniem, think-tankiem, graczem i widzem, podmiotem, a nie przedmiotem krajowej polityki. Teraz nie da się już ukryć żadnej prawdy, żadnego pijaństwa w Charkowie, żadnej taśmy Michnika i Rywina... (…)Wyszło, jak wyszło. Kolejna nisza, kolejne rozczarowanie, ale też przecież kolejne doświadczenia, kolejne przyjaźnie. I poczucie, że robi się przecież tylko to, co robić trzeba. To więcej, niż nagroda pocieszenia.)
Blogosfera się mocno podzieliła, rozlazła po dziesiątkach portali, czytelników zaś raczej nie przybyło. Nie odebraliśmy chleba Skwiecińskiemu (jakby to niby było naszym celem), ale za to nauczyliśmy dziennikarzy, ze mogą traktować nas jako darmowych researcherów i brać sobie nasze znaleziska jak swoje. Czasem łaskawie podpiszą, czasem nie podpiszą, ale cóż, większy może zabrać mniejszemu, choć to mniejszy schylił się i znalazł, jak choćby niedawno było ze mną i Dominikiem Tarasem. Choć nikt z dziennikarzy sam losem Tarasa się nie zainteresował, to dwa dni po mojej publikacji temat wypłynął na Niezależnej, oczywiście bez wzmianki o tym, skąd właściwie anonimowy autor wpadł na pomysł, by sprawdzić facebookowy profil bohatera lata 2010. Tym to zabawniejsze, że bywam przecież również autorem niezależnej, niemniej w tym przypadku jestem jednak bardziej blogerem, a blogera można, jakby to ładnie napisać... O, wiem! Pozbawić własności intelektualnej można.
Wróćmy jednak do Skwiecińskiego. Że facet się cieszy, niech mu będzie, tyle ma tej radości, ile mu zapłacę za to, żeby mnie i Was obrażał na papierze. Bardziej jednak uderzające jest to, że ten „koniec” blogosfery jest dla dziennikarza powrotem do normalności. Kataryna nie przejęła rządu dusz po Olejnik, Seaman nie wpłynął na ludzi, jak Tomasz Lis, a Tomasz Wołek ważniejszy niż, dajmy na to, Rosemann (sorry, to taki przykład tylko) i jest to dla Skwiecińskiego normalność. Redaktora nie interesuje, że polska blogosfera powstała głównie jako sprzeciw wobec braku głosu konserwatywnych odbiorców w mediach, ważniejszy jest interes branżowy, choćby i całego stada, dla którego hien roku nie wystarczy do końca świata. Dzisiejszy zaś kryzys blogosfery nie bierze się z tego, że ludzie tak bardzo kochają klasyczne media z panem Urbanem, Lisem, Pałasińskim i Skwiecińskim w pakiecie, a dlatego, że coraz częściej nie wierzą w to, że mogą cokolwiek zmienić, czy to w Polsce, czy w swoim otoczeniu. Nie chcą się wychylać, nie mają siły i ochoty. Skwiecińskiego bardzo bawi, że blogi miały być instytucją obywatelską, bo on chce mieć na bycie głosem obywateli monopol. I nie interesuje go fakt, ze kondycja blogosfery jest raczej miarą słabości polskiego społeczeństwa obywatelskiego, politycznego jako takiego. Cieszy się, że jego mały, branżowy interes chwilowo nie jest zagrożony. I tyle warta jego troska o Polskę, o standardy w polityce i o wszystko, o czym tak ładnie pisze na innych stronach swojej gazety. Mocno mnie to dotknęło, choć łapię się do tej grupy, której dziennikarz łaskawie przyznaje też miejsca w tej nienazwanej ale trochę mniej pogardzanej blogerskiej elicie, która rozpoczęła współpracę z klasycznymi mediami.
A przecież, poza apatią, są jeszcze inne czynniki – ot choćby pojawienie się Facebooka czy Twittera, przez które czasem nawet łatwiej do ludzi dotrzeć, a pisać można prościej, bardziej na szybko, potocznie. Pisząc nie tak dawno swój doktorat o blogach zwracałem uwagę na to, że Twitter blogosferę szybko może zepsuć, służy bowiem generowaniu fajerwerków niewielkim kosztem, fajerwerki zaś lubią i dziennikarze, i wyborcy, i politycy wreszcie.
Cóż. Niech sobie pan Skwieciński otwiera szampana z tej radości nad „końcem” blogosfery. Przypomni sobie o nas z kolegami, gdy znów będzie trzeba poszukać frajerów (byłem jednym z nich), którzy za darmo rozkręcą dla nich akcję promocyjną w rodzaju „W jak wolność”. Tymczasem świętować może ze swoim naczelnym, który, gdy akurat przez chwilę był dziennikarzem pokornym, przeprowadzał dla „Dziennika” wywiad z Azraelem (pod tytułem „Blogerzy grzeszą pychą”, zawsze warto przypominać), też ceniącym sobie zresztą normalność.
Tymczasem Skwieciński przypomina niechcący, dlaczego jednak blogi trzeba pisać. Czasami potrzebni są ludzie, którzy ponad własny interes branżowy są gotowi postawić jeszcze inne wartości, a szarpać się z beznadziejnością polskiej polityki potrafią bezinteresownie. „Nieprofesjonalnie”. Koniec blogosfery? W jak wała, panie Skwieciński.
Blogosfera się mocno podzieliła, rozlazła po dziesiątkach portali, czytelników zaś raczej nie przybyło. Nie odebraliśmy chleba Skwiecińskiemu (jakby to niby było naszym celem), ale za to nauczyliśmy dziennikarzy, ze mogą traktować nas jako darmowych researcherów i brać sobie nasze znaleziska jak swoje. Czasem łaskawie podpiszą, czasem nie podpiszą, ale cóż, większy może zabrać mniejszemu, choć to mniejszy schylił się i znalazł, jak choćby niedawno było ze mną i Dominikiem Tarasem. Choć nikt z dziennikarzy sam losem Tarasa się nie zainteresował, to dwa dni po mojej publikacji temat wypłynął na Niezależnej, oczywiście bez wzmianki o tym, skąd właściwie anonimowy autor wpadł na pomysł, by sprawdzić facebookowy profil bohatera lata 2010. Tym to zabawniejsze, że bywam przecież również autorem niezależnej, niemniej w tym przypadku jestem jednak bardziej blogerem, a blogera można, jakby to ładnie napisać... O, wiem! Pozbawić własności intelektualnej można.
Wróćmy jednak do Skwiecińskiego. Że facet się cieszy, niech mu będzie, tyle ma tej radości, ile mu zapłacę za to, żeby mnie i Was obrażał na papierze. Bardziej jednak uderzające jest to, że ten „koniec” blogosfery jest dla dziennikarza powrotem do normalności. Kataryna nie przejęła rządu dusz po Olejnik, Seaman nie wpłynął na ludzi, jak Tomasz Lis, a Tomasz Wołek ważniejszy niż, dajmy na to, Rosemann (sorry, to taki przykład tylko) i jest to dla Skwiecińskiego normalność. Redaktora nie interesuje, że polska blogosfera powstała głównie jako sprzeciw wobec braku głosu konserwatywnych odbiorców w mediach, ważniejszy jest interes branżowy, choćby i całego stada, dla którego hien roku nie wystarczy do końca świata. Dzisiejszy zaś kryzys blogosfery nie bierze się z tego, że ludzie tak bardzo kochają klasyczne media z panem Urbanem, Lisem, Pałasińskim i Skwiecińskim w pakiecie, a dlatego, że coraz częściej nie wierzą w to, że mogą cokolwiek zmienić, czy to w Polsce, czy w swoim otoczeniu. Nie chcą się wychylać, nie mają siły i ochoty. Skwiecińskiego bardzo bawi, że blogi miały być instytucją obywatelską, bo on chce mieć na bycie głosem obywateli monopol. I nie interesuje go fakt, ze kondycja blogosfery jest raczej miarą słabości polskiego społeczeństwa obywatelskiego, politycznego jako takiego. Cieszy się, że jego mały, branżowy interes chwilowo nie jest zagrożony. I tyle warta jego troska o Polskę, o standardy w polityce i o wszystko, o czym tak ładnie pisze na innych stronach swojej gazety. Mocno mnie to dotknęło, choć łapię się do tej grupy, której dziennikarz łaskawie przyznaje też miejsca w tej nienazwanej ale trochę mniej pogardzanej blogerskiej elicie, która rozpoczęła współpracę z klasycznymi mediami.
A przecież, poza apatią, są jeszcze inne czynniki – ot choćby pojawienie się Facebooka czy Twittera, przez które czasem nawet łatwiej do ludzi dotrzeć, a pisać można prościej, bardziej na szybko, potocznie. Pisząc nie tak dawno swój doktorat o blogach zwracałem uwagę na to, że Twitter blogosferę szybko może zepsuć, służy bowiem generowaniu fajerwerków niewielkim kosztem, fajerwerki zaś lubią i dziennikarze, i wyborcy, i politycy wreszcie.
Cóż. Niech sobie pan Skwieciński otwiera szampana z tej radości nad „końcem” blogosfery. Przypomni sobie o nas z kolegami, gdy znów będzie trzeba poszukać frajerów (byłem jednym z nich), którzy za darmo rozkręcą dla nich akcję promocyjną w rodzaju „W jak wolność”. Tymczasem świętować może ze swoim naczelnym, który, gdy akurat przez chwilę był dziennikarzem pokornym, przeprowadzał dla „Dziennika” wywiad z Azraelem (pod tytułem „Blogerzy grzeszą pychą”, zawsze warto przypominać), też ceniącym sobie zresztą normalność.
Tymczasem Skwieciński przypomina niechcący, dlaczego jednak blogi trzeba pisać. Czasami potrzebni są ludzie, którzy ponad własny interes branżowy są gotowi postawić jeszcze inne wartości, a szarpać się z beznadziejnością polskiej polityki potrafią bezinteresownie. „Nieprofesjonalnie”. Koniec blogosfery? W jak wała, panie Skwieciński.
(6)
10 Comments
Czytałem ten artykuł -
13 November, 2014 - 18:15
Pewnie dlatego, że zdanei o PT "prawicowych" dziennikarzach mam takie sobie.
Może i dlatego, że Skwieciński podpadł mi już kiedyś innymi artykułami.
Swoją drogą, logiczne, że takie wypowiedzi są, były, będą.
Czasopisma (dziennik, tygodniki) cienko ostatnio przędą. Z miesiąca na miesiąc, z roku na rok maleje im nakład - bo ludzie ich nie kupują. A czemu? Może łatwiej i przyjemniej wejść na portal X, wybrać sobie kogo kocham, kogo lubię, kogo poczytuję. Tematyka różna, a i znajomych można spotkać. I skomentować, jak sięma ochotę.
O - i blogerzy czasem odpisują. Panowie dziennikarze w gazetach nie odpisują...
;)
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
@Budyń
13 November, 2014 - 20:57
Dżisss... ile swojego czasu się nawywnętrzniałem o tym mechanizmie... począwszy od notki http://niepoprawni.pl/blog/287/spor-o-drugi-obieg-z-blogerskiego-punktu-... i później też.
Ot choćby:
http://niepoprawni.pl/blog/287/dwa-swiaty
http://niepoprawni.pl/blog/287/blogosfera-swiatlo-odbite
http://www.obiektywnie.com.pl/artykuly/prawicowi-celebryci-i-zakon-swiet...
Gwoli sprawiedliwości - czasem się trafia uczciwy, ktory nie pozbawia własności intelektualnej - jak redakcyjny kolega Skwiecińskiego, Marek Pyza, który uczciwie powołał się w swoim artykule na mój tekst o Grasiu... ale to chybe jednak wyjątek.
A Skwieciński niech lepiej popatrzy na spadającą sprzedaż prasy, również swojego tytułu. Ja już od dawna nie kupuję "naszych" gazet i wcale przez to nie czuję się intelektualnie uboższy.
GG
Ja muszę kupować, bo kupuję
13 November, 2014 - 21:12
@GG
13 November, 2014 - 21:42
Ale to chyba zbyt duże wymagania... Niestety.
Pozdrawiam.
Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów.
Empedokles
@ Danz
13 November, 2014 - 22:14
GG
"Stefczyk kontra Wołomin",
13 November, 2014 - 22:17
Moje zdanie jest częściowo inne
14 November, 2014 - 22:43
Sami blogerzy okazali się nieodporni na atak. Blogosfera nie wykształciła odpowiednich norm i rytuałów zabezpieczających przed atakiem. W efekcie stało się to, co ze staropolskim Sejmem - rozkład i liberum veto w pełnej krasie.
Sugerowane recepty:
- szkolenia dla blogerów z prowadzenia strony internetowej na bazie CMS. Dotychczas blogerzy korzystali z darmowych platform, które weszły w fazę pop-kulturową (facebook, twitter itp.). To jest podstawowy błąd - "nasze" treści de facto do nas nie należą. Freedom is not free. Można traktować darmowe platformy jako formę promocji i to jest OK, ale treść oryginalna zawsze musi być naszą własnością od początku do końca. A za to parę złotych trzeba zapłacić, ale nie tak wiele - hostingi są tańsze i droższe, a mój kosztuje 50 zł rocznie plus domena (drugie tyle, nie więcej).
- więcej młodych niech pisze, bo starzy się wypalili.
- bloger nie moze tylko komentować, musi działać i coś tworzyć, czyli być liderem lub osobowością realną, a nie tylko medialną. Rola "komentatora sportowego" jest jałowa i nudna na dłuższą metę.
- bloger powinien podpisywać się imieniem i nazwiskiem, nie rezygnując z pseudonimu. Teksty anonimowe powinny się znajdować w rubryce "plotki z magla".
Dlatego korzystasz z portali
25 January, 2016 - 00:24
A Max Kolonko ot bardziej
25 January, 2016 - 00:21
Towarzycho się przeniosło na Fejsa
@Smok Eustachy
26 January, 2016 - 12:00
Tak swoją drogą ciekawe, że odgrzebałeś ten wpis sprzed roku.
Prośba do ADMINA!!!
Czy można by dokonywac codziennie wyboru wpisów sprzed roku i wklejać je na strone główną? Byłoby ciekawie porównac nasze czasem słuszne, a czasem niesłuszne prognozy i zastanowić się, dlaczego były słuszne lub niesłuszne...