Kim są mityczni naziści, których ofiarą padli Niemcy? W jaki sposób to straszne plemię wciągało Niemców w „nie ich wojnę?”. Odpowiedzi na te pytania zna z pewnością prezydent Francji. Świadczy o tym jego przemówienie podczas rocznicy lądowania aliantów w Normandii.
„Chcę wspomnieć również odwagę Niemców, także będących ofiarami nazizmu, wplątanych w wojnę, która nie była ich” – stwierdził w swoim przemówieniu wygłoszonym w 70. rocznicę „D-day” francuski prezydent Francois Hollande.
Jeśli pokusić się o daleko idące ćwiczenie z wyobraźni i spróbować zastanowić się, co z tych słów mogą wywnioskować przyszłe pokolenia, można poczuć przejmujący dreszcz na plecach. Oto jakieś bliżej nieokreślone plemię „nazistów” najeżdża podstępnie dobrodusznych i kulturalnych Niemców, czytających co dzień Kanta i słuchających Wagnera. Łagodni i nie wadzący nikomu, a co najważniejsze, nie żywiący żadnych zaborczych żądzy wobec innych krajów Niemcy z odrazą patrzą na niedużego wzrostu herszta plemienia nazistów, nie będącego zresztą stuprocentowym Niemcem, bo pochodzącego z pobliskiej Austrii. Jego płomienne tyrady i teatralne gesty napawają Niemców przerażeniem pomieszanym z zażenowaniem. Jednak naziści są silni i dobrze zorganizowani, a walkę z nimi utrudnia ich tajemnicze pochodzenie.
Dzień po dniu, godzina po godzinie, zaprowadzają swoje porządki, wciągając żyjących dotychczas wyłącznie filozofią i poezją Niemców w swą brutalną machinę wojenną. Systematycznie dławione są liczne gniazda niemieckiego oporu. Broniący się przed nazistami niechętnie przyjmują nową formułę powitania: „sieg heil”! toteż w referacie propagandy nazistowskiego plemienia masowo fabrykuje się zdjęcia wielotysięcznych tłumów z uniesioną ręką. Notabene, ileż trudu muszą włożyć odpowiednie służby, by zapełnić sale, w których przemawia Adolf Hitler, którego radykalne poglądy niemieccy intelektualiści tłumaczą jego osobistymi problemami i doradzają współczucie. Wielka operacja sfałszowania kolejnych wyborów przynosi efekty, naziści triumfują. Los dobrodusznych Niemców jest przesądzony.
Czy taką wersję historii chce promować prezydent kraju, którego władze jawnie kolaborowały z Niemcami? Pardon, z nazistami.
A może warto jednak mówić prawdę. O demokratycznych korzeniach narodowych socjalistów (pamiętajmy, że zbitka słowna „nazizm” została wynaleziona stosunkowo niedawno przez lewicę po to, by zamaskować socjalistyczny profil hitleryzmu) i demokratycznej legitymacji do rządzenia, jaką otrzymała z NSDAP. O skrajnie antychrześcijańskim charakterze tej partii, której dali się uwieść „porządni niemieccy protestanci” i niestety również wielu, nominalnych przynajmniej, katolików. O pełnych uwielbienia spojrzeniach Niemców kierowanych w kierunku obiecującego im powiększenie „przestrzeni życiowej” Führera. Jest o czym mówić, jest o czym pisać.
4 Comments
@Ursa Minor
12 June, 2014 - 08:01
Pozdrawiam
@TŁ
12 June, 2014 - 11:00
"Ubiegły wiek" i do tego "lata 30". Nawet dla pokolenia z lat '80 brzmi niemal jak paleolit ;-)
Mimo to, tekst jest dość zajmujący. Zatem wybaczmy tę niedoróbkę młodemu człowiekowi... :-)
Pozdrawiam.Ursa Minor
@Ursa Minor
12 June, 2014 - 11:13
Naziści to...
12 June, 2014 - 14:01
Pzdr, Hun
"...And what do you burn, apart from witches? - More witches!..."