
Witam,
Była druga połowa lat 90-tych. Pewien młody (w miarę) człowiek wymyślił sobie sposób na życie w postaci wymyślania i organizowania konferencji na temat dużych inwestycji w Polsce i nie tylko. Był nabuzowany informacjami świeżo z Gazety Wyborczej o nowej Polsce, o tym jak kraj się rozwija, i jak to władze dbają o interes Państwa i wszystko jest cacy. Zaczynał bez kasy i znajomości ale z pomysłami. Wszystko szło dobrze, dopóki zajmował się inwestycjami w porty lotnicze, stadiony, elektrownie. Raz było lepiej raz gorzej ale generalnie do przodu. Firma stała się na tyle znana, że nawet patronat Prezydenta RP nad jedną z konferencji otrzymała.
Młody człowiek naczytał się wiele o bezpieczeństwie energetycznym i o tym jak władze dbają o nie. Pomyślał sobie, że taki temat to będzie strzał w „10” i zapragnął zorganizować spotkanie na temat gazu – handlu z Rosją i dywersyfikacji. Zaproszenie do udziału przyjął nawet wysoki przedstawiciel Ambasady pewnego mocarstwa wiodącego w tym zakresie. Młody człowiek był dumny i zadowolony. Ów przedstawiciel na konferencji się nie zjawił, ku niezadowoleniu innych uczestników. Ale nasz bohater postanowił to w jakichś sposób wynagrodzić ludziom, którzy za spotkanie zapłacili. Poprosił przedstawiciela o pisemne streszczenie swojego planowanego wystąpienia. I takie streszczenie otrzymał – w ich języku, nie podpisane, w szarej kopercie. Jako starający się o solidność organizator wysłał materiał do wszystkich uczestników. Tak się złożyło, że w konferencji udział brał bardzo znany w kraju i za granicą przeciwnik współpracy gazowej z mocarstwem. Miał nawet sądowy zakaz wypowiadania się na temat tej współpracy. Ta osoba wydawała czasopismo, w której opisywała najróżniejsze przekręty i inne niezbyt przyjemne dla władzy sprawy w tym zakresie. I w tymże czasopiśmie materiał otrzymany opublikowano.
Ale młody człowiek o tym nie wiedział i generalnie o sprawie zapomniał. Jakiś czas potem spotkał owego przedstawiciela przy zupełnie innej okazji. Niczego nie świadom zagaił rozmowę. Napotkał na zimne spojrzenie i usłyszał: „Ładnie to tak publikować czyjś materiał?”. Na nic nie zdały tłumaczenia – spotkanie skończyło się bardzo zimno.
Wkrótce potem, nasz bohater otrzymał od pewnej polskiej służby mundurowej propozycję udziału w przetargu na zorganizowanie dużej ilości szkoleń dla tychże służb. Były to duże pieniądze, i chociaż młody człowiek unikał pracy na zlecenia, nie mógł się oprzeć pokusie. Przetarg wygrał, otrzymał nawet zaliczkę i wziął się do pracy. Powynajmował hotele, przewoźników, tłumaczy – większość wskazane przez przedstawicieli owej służby mundurowej. Młody człowiek znał trochę ludzi i pomyślał sobie – „pewnie mają z tego „działkę” ale nie będę w tym przeszkadzał – niech mają”. Generalnie wszystko zorganizował, wszystko pięknie poszło. Przyszło do zapłaty – zleceniodawca pod błahym pozorem odmówił płacenia, a wskazani przez niego usługodawcy błyskawicznie oddali młodego człowieka do sądu o zapłatę. Młody człowiek nie miał na tyle środków własnych aby się obronić. Został z siedmioma komornikami na głowie. Jeszcze walczył – zgłosił sprawę do prokuratury o wyłudzenie – ta umorzyła, odwołał się do Sądu – i ku jego zdziwieniu Sąd przyznał mu rację. Prokuratura ponownie umorzyła – Sąd, w osobie innego już sędziego, prokuraturę poparł. Ale młodemu człowiekowi nie było to już w głowie. Pił przez następne trzy lata. Chyba cudem wygrzebał się z tego, chociaż ostatnią wpłatę z tytułu powstałego zadłużenia spłacił dopiero ostatnio.
Od tamtej pory stał się zagorzałym przeciwnikiem układu okrągłostołowego.
Kiedyś wyczytał oficjalnie w prasie mainstreamowej (nawet nie oszołomskiej), że ów przedstawiciel Ambasady uznawany jest oficjalnie za agenta służb specjalnych swojego kraju.
Już starszy młody człowiek zastanawia się do tej pory, czy sprawa kontraktu ze służbami mundurowymi ma coś wspólnego z opisanym zajściem z osobą uznawaną za agenta. Nawet pytał się o to osób mających coś wspólnego ze służbami. Odpowiedzią był uśmiech….
Nie jest mu może taktownie przyrównywać się do Prezydenta RP, ale po zamachu w Smoleńsku, widzi, że prawdopodobieństwo tego że jednak jego historia nie jest przypadkowa znacząco wzrosło. Kiedyś usłyszał takie zdanie: „Pamiętaj, że w sprawie handlu gazem się strzela”.
Pozdrawiam
Była druga połowa lat 90-tych. Pewien młody (w miarę) człowiek wymyślił sobie sposób na życie w postaci wymyślania i organizowania konferencji na temat dużych inwestycji w Polsce i nie tylko. Był nabuzowany informacjami świeżo z Gazety Wyborczej o nowej Polsce, o tym jak kraj się rozwija, i jak to władze dbają o interes Państwa i wszystko jest cacy. Zaczynał bez kasy i znajomości ale z pomysłami. Wszystko szło dobrze, dopóki zajmował się inwestycjami w porty lotnicze, stadiony, elektrownie. Raz było lepiej raz gorzej ale generalnie do przodu. Firma stała się na tyle znana, że nawet patronat Prezydenta RP nad jedną z konferencji otrzymała.
Młody człowiek naczytał się wiele o bezpieczeństwie energetycznym i o tym jak władze dbają o nie. Pomyślał sobie, że taki temat to będzie strzał w „10” i zapragnął zorganizować spotkanie na temat gazu – handlu z Rosją i dywersyfikacji. Zaproszenie do udziału przyjął nawet wysoki przedstawiciel Ambasady pewnego mocarstwa wiodącego w tym zakresie. Młody człowiek był dumny i zadowolony. Ów przedstawiciel na konferencji się nie zjawił, ku niezadowoleniu innych uczestników. Ale nasz bohater postanowił to w jakichś sposób wynagrodzić ludziom, którzy za spotkanie zapłacili. Poprosił przedstawiciela o pisemne streszczenie swojego planowanego wystąpienia. I takie streszczenie otrzymał – w ich języku, nie podpisane, w szarej kopercie. Jako starający się o solidność organizator wysłał materiał do wszystkich uczestników. Tak się złożyło, że w konferencji udział brał bardzo znany w kraju i za granicą przeciwnik współpracy gazowej z mocarstwem. Miał nawet sądowy zakaz wypowiadania się na temat tej współpracy. Ta osoba wydawała czasopismo, w której opisywała najróżniejsze przekręty i inne niezbyt przyjemne dla władzy sprawy w tym zakresie. I w tymże czasopiśmie materiał otrzymany opublikowano.
Ale młody człowiek o tym nie wiedział i generalnie o sprawie zapomniał. Jakiś czas potem spotkał owego przedstawiciela przy zupełnie innej okazji. Niczego nie świadom zagaił rozmowę. Napotkał na zimne spojrzenie i usłyszał: „Ładnie to tak publikować czyjś materiał?”. Na nic nie zdały tłumaczenia – spotkanie skończyło się bardzo zimno.
Wkrótce potem, nasz bohater otrzymał od pewnej polskiej służby mundurowej propozycję udziału w przetargu na zorganizowanie dużej ilości szkoleń dla tychże służb. Były to duże pieniądze, i chociaż młody człowiek unikał pracy na zlecenia, nie mógł się oprzeć pokusie. Przetarg wygrał, otrzymał nawet zaliczkę i wziął się do pracy. Powynajmował hotele, przewoźników, tłumaczy – większość wskazane przez przedstawicieli owej służby mundurowej. Młody człowiek znał trochę ludzi i pomyślał sobie – „pewnie mają z tego „działkę” ale nie będę w tym przeszkadzał – niech mają”. Generalnie wszystko zorganizował, wszystko pięknie poszło. Przyszło do zapłaty – zleceniodawca pod błahym pozorem odmówił płacenia, a wskazani przez niego usługodawcy błyskawicznie oddali młodego człowieka do sądu o zapłatę. Młody człowiek nie miał na tyle środków własnych aby się obronić. Został z siedmioma komornikami na głowie. Jeszcze walczył – zgłosił sprawę do prokuratury o wyłudzenie – ta umorzyła, odwołał się do Sądu – i ku jego zdziwieniu Sąd przyznał mu rację. Prokuratura ponownie umorzyła – Sąd, w osobie innego już sędziego, prokuraturę poparł. Ale młodemu człowiekowi nie było to już w głowie. Pił przez następne trzy lata. Chyba cudem wygrzebał się z tego, chociaż ostatnią wpłatę z tytułu powstałego zadłużenia spłacił dopiero ostatnio.
Od tamtej pory stał się zagorzałym przeciwnikiem układu okrągłostołowego.
Kiedyś wyczytał oficjalnie w prasie mainstreamowej (nawet nie oszołomskiej), że ów przedstawiciel Ambasady uznawany jest oficjalnie za agenta służb specjalnych swojego kraju.
Już starszy młody człowiek zastanawia się do tej pory, czy sprawa kontraktu ze służbami mundurowymi ma coś wspólnego z opisanym zajściem z osobą uznawaną za agenta. Nawet pytał się o to osób mających coś wspólnego ze służbami. Odpowiedzią był uśmiech….
Nie jest mu może taktownie przyrównywać się do Prezydenta RP, ale po zamachu w Smoleńsku, widzi, że prawdopodobieństwo tego że jednak jego historia nie jest przypadkowa znacząco wzrosło. Kiedyś usłyszał takie zdanie: „Pamiętaj, że w sprawie handlu gazem się strzela”.
Pozdrawiam
(5)