By nie było: jestem zagorzałym przeciwnikiem zmiany czasu (z normalnego, "zimowego") na letni, i to od czasów, kiedy poczciwej EWG nie śniło się jeszcze, że tak ją zrobią w konia.
Jednak przypisywanie tej "zasługi" urzędołom z Brukseli, cokolwiek ich nobilituje.
Przesuwanie wskazówek zegarków - właściwie nie rozumiem dlaczego o godzinę a nie na przykład o trzy kwadranse lub inny interwał, to wymysł paru ekscentryków, z których jeden (jakże by inaczej) Anglik, był człowiekiem bardzo pracowitym, a jednocześnie amatorem jazdy konnej.
Prześladowania śpiochów na masową skalę wymyślili oczywiście Niemcy, którzy jak zwykle realizowali ideę Unii Europejskiej, ale tę jeszcze w wersji cesarskiej - w czasie I wojny.
Nawiasem mówiąc do momentu wdrożenia obowiązku słuchania radia na masową skalę, czas był własnością lokalną: inny był w Warszawie, a inny w Sochaczewie, a jeszcze inny w Kaliszu. I za każdym razem był to czas słoneczny. Też zresztą codziennie zmienny, bo mówiąc obrazowo: Słońce w południe nie porusza się w ciągu roku po linii prostej "góra dół", ale po wydłużonej ósemce (analemie).
Swego czasu Janusz Korwin-Mikke (bo któżby inny) lansował powrót do praktyki "każde miasto ustala swój czas". Ciekawe jak to sobie wyobrażał, skoro w Warszawie między Ursusem a Wesołą jest około jednej minuty różnicy?...
1 Comments
Zabawne, trochę...
17 June, 2016 - 10:45
Jednak przypisywanie tej "zasługi" urzędołom z Brukseli, cokolwiek ich nobilituje.
Przesuwanie wskazówek zegarków - właściwie nie rozumiem dlaczego o godzinę a nie na przykład o trzy kwadranse lub inny interwał, to wymysł paru ekscentryków, z których jeden (jakże by inaczej) Anglik, był człowiekiem bardzo pracowitym, a jednocześnie amatorem jazdy konnej.
Prześladowania śpiochów na masową skalę wymyślili oczywiście Niemcy, którzy jak zwykle realizowali ideę Unii Europejskiej, ale tę jeszcze w wersji cesarskiej - w czasie I wojny.
Nawiasem mówiąc do momentu wdrożenia obowiązku słuchania radia na masową skalę, czas był własnością lokalną: inny był w Warszawie, a inny w Sochaczewie, a jeszcze inny w Kaliszu. I za każdym razem był to czas słoneczny. Też zresztą codziennie zmienny, bo mówiąc obrazowo: Słońce w południe nie porusza się w ciągu roku po linii prostej "góra dół", ale po wydłużonej ósemce (analemie).
Swego czasu Janusz Korwin-Mikke (bo któżby inny) lansował powrót do praktyki "każde miasto ustala swój czas". Ciekawe jak to sobie wyobrażał, skoro w Warszawie między Ursusem a Wesołą jest około jednej minuty różnicy?...